Rewolucyjne plagi przeorały Zachód. Zamiast w analogonie Królestwa Bożego, żyjemy w analogonie Gehenny. Upadek nie musi być jednak ostateczny. Bóg ma władzę, by dać Zachodowi nowe życie. Możemy jeszcze zmartwychwstać…
21 stycznia 1793 roku cywilizacja Zachodu została symbolicznie zamordowana. Wrogowie Kościoła ścięli na gilotynie króla Ludwika XVI, przypieczętowując zwycięstwo antykatolickiej, bezbożnej rewolucji. Z ich perspektywy zwycięstwo wydawało się krótkotrwałe – monarchia we Francji została przecież restaurowana, a część rewolucyjnych zdobyczy po prostu odrzucono. Po ponad dwóch wiekach nie można mieć jednak wątpliwości, że pomimo taktycznych klęsk, rewolucja odniosła triumf. Na całym Zachodzie żyjemy dziś w świecie bez Boga i króla.
Widać to w większości państw. We Francji zabijanie dzieci nienarodzonych zostało wpisane do konstytucji jako prawo. Dzieci giną na ołtarzu wygody i samorealizacji. To w istocie to samo, co składanie ofiar z noworodków Molochowi. Pogańscy rodzice zabijali własne dzieci, aby uczynić swoje życie subiektywnie lepszym. Współcześni rodzice mordują dzieci, bo chcą mieć subiektywnie lepsze życie. W przypadku starożytnym oczekiwali poprawy od Molocha, dzisiaj oczekują poprawy od samych siebie. Różnica jest pozorna – morderstwo i zlekceważenie Boga jest takie same.
Wesprzyj nas już teraz!
W Hiszpanii – za zgodą Europejskiego Trybunału tzw. Praw Człowieka – można zabijać cierpiących ludzi. 26 marca poddano eutanazji 25-letnią dziewczynę. Została zgwałcona przez grupę imigrantów, których wpuszczono do kraju z powodu lewicowej ideologii. Chciała sobie odebrać życie i wyskoczyła z piątego piętra. Przeżyła, ale uległa częściowemu paraliżowi. Zamiast pomóc tej straumatyzowanej i niepełnosprawnej kobiecie, sądy hiszpańskie i europejskie wydały zgodę na medyczne morderstwo. W tym przypadku trudno o historyczną paralelę: nawet ludy barbarzyńskie nie były nigdy tak bestialskie, choć pewną klamrę może stanowić kultura samobójstwa, istniejąca przecież również w antycznym Rzymie.
W Stanach Zjednoczonych funkcjonują zarówno zbrodnie aborcyjne jak i eutanazyjne, ale obecna jest też jedna jeszcze, szczególna patologia: rządzą tam heretyccy ideolodzy protestanccy. Prezydent Donald Trump otacza się samozwańczymi interpretatorami Pisma Świętego, którzy zachęcają do bombardowania Palestyńczyków albo Irańczyków w imię doczesnych interesów Izraela, wszystko jakoby w zgodzie z wolą Bożą. Odejście od chrześcijańskiego rozumu i autorytetu opartego na Tradycji jest w przypadku USA doskonale widoczne.
W naszym kraju w majestacie tzw. prawa uśmiercono niedawno 9-miesięczne dziecko w łonie matki, wstrzykując mu truciznę w serce. Wydawałoby się, że takie zezwierzęcenie możliwe było na naszych ziemiach tylko pod okupacją III Rzeszy, ale okazuje się, że nie – również reżym III Rzeczpospolitej doszedł do tej miary bezbożności, nawet jeżeli tłumaczy swoje zbrodnie innymi motywami, niż nazistowscy zabójcy Polaków i Żydów.
Całe to zło jest konsekwencją wielopostaciowej rewolucji, która przeszła przez Zachód. 21 stycznia 1793 roku zadekretowano karę śmierci na cywilizacji Zachodu. Zachód, tak jak Wandea, jeszcze się bronił, ale przegrał. Dziś nie ma już Zachodu rozumianego jako żywotna przestrzeń cywilizacji chrześcijańskiej. Pozostały trup i zgliszcza.
To nie musi być jednak koniec. Historia Izraela przed Jezusem Chrystusem dowodzi, że dzięki mocy Bożej można przezwyciężyć duchową śmierć. Łaska Boża jest nieskończona. Musi natrafić na współpracę. Jeżeli natrafi, może przywrócić do życia to, co nieżywe. Cywilizacja Zachodu może jeszcze zmartwychwstać. To kwestia woli.
Tak było choćby za rządów Manassesa. Objął władzę u progu VII stulecia przed Chrystusem. Władał królestwem Judy, a zatem jego zwierzchnictwu podlegała również Świątynia Jerozolimska. Manasses zdradził Boga. Według Pisma Świętego, Manasses składał swoje dzieci bożkom w ofierze. Kultywował wróżbiarstwo, czcił bóstwa astralne. Z jego woli albo na skutek jego pogańskich rządów w Świątyni ustanowiono nawet przybytki prostytucji sakralnej. Można powiedzieć, że rządy Manassesa stanowią wzorzec dla rządów rewolucji na Zachodzie. Kult fałszywych bogów i cywilizacja śmierci oraz rozpusty, oto obraz królestwa Manassesa. Czym innym jest współczesny Zachód z jego relatywizmem religijnym, aborcjonizmem, feminizmem i sodomią? Manasses rządził Judą około pięćdziesięciu lat. Zepsucie kontynuowano również za krótkich rządów jego syna, Amona. W sumie królestwo Judy przez pół wieku było królestwem zła. Izrael powinien był stanowić analogon Królestwa Bożego, czyli re-prezentować na ziemi rządy Boże. Za Manassesa i Amona był jednak analogonem Gehenny. Re-prezentował rządy szatana.
Po śmierci Amona władzę objął Jozjasz, jego syn. Pod wpływem religijnego wstrząsu Jozjasz zdecydował się na oczyszczenie kultu. Wyrzucił posągi fałszywych bożków, zerwał z prostytucją sakralną, nakazał zniszczenie wielu miejsc fałszywego kultu, więcej, starał się interweniować nawet w królestwie północnym. Następcy Jozjasza nie stanęli na wysokości zadania, królestwo Judy upadło i nigdy nie odzyskało już pełnej niezależności. Przykład Jozjasza pokazuje jednak, że zmartwychwstanie jest możliwe, o ile tylko na łaskę Bożą odpowiada zdecydowanie i wola. Dzięki Jozjaszowi, pomimo znacznego osłabienia politycznego Judy, w Jerozolimie prawdziwa wiara przetrwała. Zginęła dopiero w czasach Chrystusa, kiedy większość Izraelitów nie poznała Mesjasza.
Można też sięgnąć po inny, nieizraelski przykład. Podobnie działo się przecież w czasach rzymskich. Konstantyn Wielki zalegalizował chrześcijaństwo, a wreszcie sam przyjął chrzest. Wśród jego następców nie brakowało jednak ariańskich heretyków, a w niespełna trzydzieści lat po Konstantynie władzę sprawował nawet oficjalny apostata, neo-poganin Julian. Rządy heretyków i apostaty nie zniszczyły jednak chrześcijańskiego charakteru Imperium Romanum, głównie dlatego, że żelazną wolą umocnienia chrześcijaństwa wykazał się cesarz Teodozjusz. Władztwo Rzymu w IV stuleciu wahało się między prawdą a fałszem tak, jak królestwo Judy w VII wieku przed Chrystusem. W Judzie, pomimo Jozjasza, zabrakło determinacji koniecznej dla pełnej restauracji rządów Bożych. W Rzymie jej wystarczyło – na tyle, by stworzyć najpełniejszą i najtrwalszą cywilizację zgodną z wolą Pana, czyli Christianitas.
Wyniszczenie tej cywilizacji począwszy od 21 stycznia 1793 nie musi oznaczać definitywnego końca. H. J. A. Sire porównał w swojej słynnej książce Kościół do feniksa, który powstaje na nowo po nieustannych kryzysach. To porównanie może być szczególnie trafne odnośnie naszej cywilizacji. Mitologiczny Feniks nie umierał na niby, ale rzeczywiście płonął, pozostawiając po sobie tylko popiół. Jego zmartwychwstanie było w micie rzeczywistym, cudownym przywróceniem do życia tego, co nieżywe. Po cywilizacji Zachodu zostały tylko zgliszcza. Pan Bóg jest jednak Bogiem mocnym. Zgliszcza Mu wystarczą, jeżeli tylko my, którzy wśród nich się poruszamy, zechcemy wziąć się do pracy, nie szczędząc sił. Na łaskę Bożą musi odpowiedzieć nasza wola. Upadek Zachodu jest większy i trwalszy, niż upadek Judy. Trwa już 200 lat, nie pół wieku. Nie ma dziś królów, rządzą „ludy”, dlatego determinacja jednostki nie wystarcza. Możemy modlić się o nowego Jozjasza, Konstantyna albo Teodozjusza. Niewykluczone jednak, że tytuł Restitutor Imperii, jaki nadawali sobie chętnie rzymscy cesarze, będzie trzeba nadać raczej jakiejś zbiorowości. To pokaże przyszłość. To, co kluczowe, to kategoryczne odrzucenie kolaboracji z liberalnymi błędami. Współczesny katolik nie może iść na kompromisy z ideologiami stojącymi za rewolucją. Ci, którzy głoszą katolicyzm w kolorach tęczy albo rozpuszczenie Ewangelii w ekologizmie; ci którzy podejmują współpracę z rewoltą seksualną, godzą się na in vitro, przyjmują koncepcje feminizmu czy demokratyzacji… Oni wszyscy, niezależnie od intencji, przykładają rękę do dzieła zniszczenia Christianitas, starają się – wiedząc o tym lub nie – uniemożliwić Bogu podniesienie tej cywilizacji z popiołów.
Królestwo Jezusa Chrystusa nie jest z tego świata. Przekracza jego logikę. Ma jednak znaczenie również dla tego świata. Musimy implementować prawa Ewangelii, gdzie tylko się da. Dwa naczelne prawa są proste: miłość Boga i miłość bliźniego. Miłość jest zawsze oparta na prawdzie, a to oznacza odrzucenie ideologicznych kłamstw.
Naszego Pana Jezusa Chrystusa Bóg podniósł z martwych. Jezus zmartwychwstał. Cywilizacja Zachodu, która przez wieki służyła Zmartwychwstałemu, również może zostać podniesiona. Nie wiemy, czy tak się stanie; ale musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby to umożliwić. Nasz Pan był posłuszny Ojcu aż do śmierci. Naśladujmy Go, a jeżeli zechce, udzieli Zachodowi zmartwychwstania.
Paweł Chmielewski