Wynik wyborów na Węgrzech odbił się szerokim echem w Europie. „Porażka Viktora Orbána, pomimo poparcia europejskiej skrajnej prawicy, osłabia antyunijne partie, jak Zjednoczenie Narodowe” – piszą media publiczne we Francji. Ich dodatkowa radość to fakt, że wyniki wyborów na Węgrzech stanowią również rzekomą „porażkę Donalda Trumpa w wyborach, które wydają się być głosowaniem za Europą i poparciem dla Ukrainy”.
Emmanuel Macron napisał, że „Francja z zadowoleniem przyjmuje to zwycięstwo dla demokratycznego uczestnictwa, dla zaangażowania narodu węgierskiego w wartości Unii Europejskiej i dla Węgier w Europie” i dodał: „Razem budujmy bardziej suwerenną Europę dla bezpieczeństwa naszego kontynentu, naszej konkurencyjności i naszej demokracji”. Okazuje się, że przeszkodą dla „suwerenności Europy” była suwerenność Węgier i jest to jak się wydaje główny element tych wyborów. Utrącenia raz na zawsze mrzonek o „Europie suwerennych narodów” na rzecz coraz mocniej scentralizowanej UE.
Narracja francuskich mediów głównego nurtu wspiera opinię Macrona, ale jest też niemal tożsama z narracją koalicji rządzącej w Polsce. W obydwu przypadkach kontekstem jest jednak sytuacja wewnętrzna. Dla obozu rządzącego we Francji, premier Węgier Viktor Orbán „poniósł druzgocącą porażką, pomimo poparcia Marine Le Pen”. Podobnie w Polsce wspomina się wsparcie naszej prawicy.
Wesprzyj nas już teraz!
Publiczne media francuskie przypominają, że Marine Le Pen „zaledwie trzy tygodnie wcześniej przyjechała do Budapesztu, aby wyrazić podziw dla swojego „przyjaciela” Viktora: „wizjonera”, „wyjątkowego przywódcy”, a przede wszystkim „pioniera””. Dowiemy się jeszcze, że „Budapeszt stał się Mekką nacjonalistów” i „świętą ziemią europejskiej skrajnej prawicy”. Przypomina się, że Marine Le Pen zaciągnęła pożyczkę w wysokości ponad 10 milionów euro w węgierskim banku, której nie chciano jej udzielić we własnym kraju na wybory. Porażka Orbana to „poważny cios dla Zjednoczenia Narodowego (RN)”.
Poza tym oficjalna francuska narracja nie różni się od tej z TVN, czy TVP – Viktor Orbán to rzekomo „sojusznik Władimira Putina”, „uważa Europę za więzienie”, a wybory były „równoznaczne z prawdziwym referendum na rzecz Unii Europejskiej i poparcia dla Wołodymyra Zełenskiego”.
Paryż jest zadowolony z przytarcia nosa Amerykanom i w tym kontekście przypomina się również wizytę w Budapeszcie J.D. Vance’a. Cieszą się, że ewentualne poparcie „Białego Domu może również osłabić kandydaturę Marine Le Pen lub Jordana Bardellę, w wyborach prezydenckich w 2027 roku”. W rzeczywistości jest to rzeczywiście porażka Amerykanów i ich koncepcji obecności w Europie, ale też idei Międzymorza i budowy jakiejś alternatywy środkowoeuropejskiej dla zdominowanej przez Berlin i Paryż polityki unijnej. Na razie we Francji liczy się jednak ciosu zadanego rodzimej prawicy narodowej.
Na marginesie warto zauważyć stopień przesunięcia na lewo dyskursu politycznego we Francji. Fidesz, podobnie jak w Polsce PiS, to już „skrajna” lub „nacjonalistyczna” prawica. We Francji Petera Magyara pozycjonuje się jako polityka „centroprawicy” z „nurtu konserwatywno-liberalnego”. Podobnie zresztą określają tu… Donalda Tuska. Magyar ma być też „zwolennikiem suwerenności i kontroli granic” i chociaż jest „bardziej krytyczny wobec Rosji niż Viktor Orbán”, to „pozostaje powściągliwy w stosunku do wojny na Ukrainie”. Jednak i francuskie media przyznają, że to „kompromisowe podejście ma na celu korektę stanowiska rządu bez zrażania sobie opinii publicznej”. Teraz zapewne nastąpi powolne przesuwanie „okna Overtona” (dyskursu) i „oswajanie społeczeństwa” z „głównym nurtem europejskim”. Ale to już kolejny rozdział „etapowania”.
Bogdan Dobosz
„Pogratulowałem zwycięzcy”. Viktor Orban oddaje władzę po 16 latach