We francuskim departamencie Charente-Maritime były prezes i założyciel stowarzyszenia LGBT został oskarżony o gwałt na pięciu osobach ubiegających się o azyl. Chodzi o szefa organizacji „Pomoc i Obrona Homoseksualistów na Rzecz Równości Orientacji Seksualnych” (Adheos) w miejscowości Saintes. Obecnie jego twórca jest ścigany za napaść na tle seksualnym. Niejaki Frédéric Hay dopuścić się miał nadużyć wobec pięciu „niespokrewnionych osób w ramach działalności swojego stowarzyszenia”.
Riyana Vigeon, była prezes stowarzyszenia Adheos, broni domniemanego napastnika i mówi: „znam Frédérica Haya od pięciu lat. Jest humanistą, altruistą, troszczy się o wszystkich na każdym kroku. Jesteśmy przekonani o jego niewinności, niemożliwe, żeby był winny”. Założyła nawet komitet wsparcia 55-latka, w którego skład wchodzi około dwudziestu osób z tych kręgów.
Frédéric Hay został jednak wykluczony ze Stowarzyszenia w ubiegłym roku. Od listopada 2025 roku, znajduje się pod nadzorem sądowym. Floriane Dewyngaert, która przejęła obecnie stery organizacji, deklaruje, że „z nowym kierownictwem stoi po stronie ofiar” i dodaje „całkowicie zerwaliśmy z przeszłością”. Skarży się jednak na „nękanie” Adheos. Od czasu ujawnienia, że Hay może być zamieszany w gwałty, dotacje dla Stowarzyszenia zostały zamrożone, a chodzi tu o sumę 150 000 euro.
Prefekt zablokował dotacje ze względu na podziały w organizacji w aspekcie oceny działań Frédérica Haya. Jest on oficjalnie oskarżony o dopuszczenie się aktów „przemocy intymnej” wobec pięciu osób ubiegających się o azyl, którzy byli podopiecznymi Adheos, a do tych czynów miało dochodzić zarówno w jego domu, jak i w mieszkaniu służbowym należącym do tej organizacji.
Cała sprawa jest wynikiem możliwości uzyskania azylu we Francji ze względu na swoje „odmienne preferencje seksualne”. Kandydaci do „ochrony międzynarodowej” przyznają się np. do homoseksualizmu, który jest źle widziany w wielu krajach afrykańskich, chociaż bywa, że mają w kraju pochodzenia żony i dzieci. Rzekoma przynależność do środowiska LGBT otwiera im jednak szansę na zalegalizowanie pobytu. W tym celu kontaktują się z „tęczowymi” organizacjami, które pomagają im przejść procedury. Przy okazji tęczowe grupy nieźle zarabiają na dotacjach otrzymywanych od państwa na tego typu działalność. Okazuje się jednak, że czasami owi „azylanci” sporo ryzykują…
BD