Prawo i Sprawiedliwość na razie przetrwa w obecnym kształcie, wszak Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński zawarli kompromis. Nie bądźmy jednak naiwni – wojna o przywództwo pomiędzy tymi politykami trwa, a porozumienie jest jedynie jej fazą przejściową.
Mateusz Morawiecki zaskoczył prezesa Jarosława Kaczyńskiego skutecznością i rozmachem swojej akcji, tworząc na własną rękę Stowarzyszenie Rozwój Plus i wciągając do niego kilkudziesięciu polityków PiS, w tym kilku znaczących wizerunkowo oraz partyjnie, jak Ryszard Terlecki, Piotr Muller czy Michał Dworczyk. To była zdecydowana zagrywka, która jeszcze dziesięć lat temu skończyłaby się bardzo prosto: prezes sięgnąłby po broń atomową i wywaliłby delikwenta, czyli w tym przypadku Morawieckiego, na „zbity pysk”.
Kłopot w tym, że Kaczyński nie spodziewał się, iż za Morawieckim opowie się tak duże i znaczące grono polityków PiS. To dowód poważnego kryzysu przywództwa w partii. Trudno powiedzieć z czym jest on związany. Czy chodzi jedynie o „konfederacki” zwrot, który pozostawia za burtą znaczących polityków tej partii, w tym samego Morawieckiego? A może są jeszcze inne czynniki, jak chociażby biologia, która sprawa, że Jarosław Kaczyński jest mniej sprawny i rzutki jako lider? Dość jednak zauważyć, że tak wytrwany macher rozgrywek partyjnych nie docenił Morawieckiego i musiał zawrzeć z nim kompromis.
Wesprzyj nas już teraz!
Intrygujące w tym kontekście może być również to, na czym zawarty przez panów kompromis polega. W istocie bowiem, obydwaj gracze zachowują swoje „atomówki” – zarówno Kaczyński pozostaje szefem Morawieckiego i może go relegować z partii, a Morawiecki nadal ma swoje Stowarzyszenie, którym szachuje prezesa. W gruncie rzeczy niewiele się zmieniło względem sytuacji sprzed kilku dni, gdy ogłoszono powstanie Stowarzyszenia Rozwój Plus. Ma zostać powołane jakieś grono ekspertów, Kaczyński dukał też coś nieskładnie o decyzjach podejmowanych przez Prezydium Komitetu Politycznego PiS, ale to komunały, mające stwarzać pozory, że cokolwiek ustalono. Tymczasem wygląda na to, że jedynie zawieszono broń. Strony dają sobie czas, bo żadna nie jest jeszcze w pełni gotowa na wymianę ognia i totalną wojnę. Ani Morawiecki nie chce jeszcze opuszać partii, ani prezes nie chce go wyrzucać.
Zawieszenie broni służy zazwyczaj temu, by przegrupować się przed kolejną bitwą. Morawiecki musi prędko budować struktury i pokazać, że jego inicjatywa ma bazę w społecznym poparciu. Tylko w ten sposób zdoła obronić Stowarzyszenie przed ucieczką wystraszonych gniewem szefa PiS polityków. Kaczyński natomiast musi rozbić jego konsolidującą się frakcję, co zresztą złowrogo zapowiedział w trakcie wspólnej konferencji obydwu panów, wspominając o potrzebie rozwiązania kwestii stowarzyszeń w ramach partii. Ruszy zatem niebawem na łowy, by szantażować jednych brakiem miejsca na listach a drugich uwodzić obietnicą awansu partyjnego i ewentualnych stanowisk po odzyskaniu władzy.
Na razie wygrany jest Morawiecki, wszak zachował stan posiadania. Jednak Kaczyński musi w jakiś sposób odpowiedzieć, by obronić przywództwo w partii. Inaczej Sulejówek czeka go szybciej niż sądzi.
Tomasz Figura