Dzisiaj

O. Wawrzyniec M. Waszkiewicz: Wojna trwa – naucz się walczyć!

Jedną z powszechnych dziś iluzji duchowych jest przekonanie, że życie można przeżyć bez walki. Mało kto, nawet spośród wierzących, zwraca uwagę na fakt, że człowiek został stworzony w świecie, na którym już trwała wojna: upadek aniołów poprzedza wszak stworzenie człowieka. Co więcej, pierwszy człowiek nie został bynajmniej stworzony w rajskim ogrodzie – ogród powstał już po stworzeniu Adama (Rdz 2, 8). Tylko Ewa (co ma osobne znaczenie, na przykład dla subtelniejszej zazwyczaj u kobiet wrażliwości na piękno) została stworzona w Edenie (Rdz 2, 21–22). Zresztą, jak wiemy, nawet to wyjątkowe miejsce okazało się miejscem walki, gdy przeniknął do niego kusiciel. Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi – powiada Hiob (7, 1). Czy się to komu podoba, czy nie.

Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz – powiedział Pan (Mt 10, 34). Czy to się komu podoba, czy nie, znajdujemy się na świecie ogarniętym wojną. I, rzecz jasna, sprawa to znacznie dawniejsza i o wiele poważniejsza aniżeli małe podchody (sformułowanie to bynajmniej nie ma na celu banalizowania tragedii milionów ludzi, lecz ukazanie rzeczywistej proporcji) wszystkich Putinów, Bonapartych, Hitlerów i Pyrrusów wszech czasów.

Walka duchowa, do której jesteśmy wezwani jako chrześcijanie, nie jest jedynie metaforycznym obrazem zapożyczonym z historii militarnej – przeciwnie, to raczej wojna orężna jest bladym odbiciem głębszej, niewidzialnej walki o duszę. Pismo Święte stawia przed naszymi oczami inny wzorzec siły: Cierpliwy jest lepszy niż mocny, a kto panuje nad sobą – od zdobywcy grodu (Prz 16, 32). W tej perspektywie prawdziwa odwaga objawia się nie na polach bitew, ale w sercu człowieka, który zmagając się ze światem, ciałem i szatanem, podejmuje najtrudniejszą i najważniejszą walkę: o swoje zbawienie. To właśnie ta wojna – potrójna, jak uczył święty Jan – odsłania nasze wnętrze jako pole bitwy, na którym zmagają się ze sobą występki i cnoty.

Wesprzyj nas już teraz!

W tym sensie każdy człowiek staje się uczestnikiem Psychomachii – tej starożytnej, a wciąż aktualnej batalii ducha. Niestety, we współczesnej wrażliwości zatracono tę perspektywę. Pod wpływem traum i rozczarowań XX wieku, chrześcijaństwo – szczególnie w swoim języku – zrezygnowało z obrazu Kościoła wojującego, zastępując go określeniem pielgrzymującego. Nie ma w tym nowym terminie nic niewłaściwego, ostatecznie i rycerze byli pielgrzymami. A jednak trudno nie zauważyć, że zniknięcie dawnego słowa pociągnęło za sobą utratę świadomości duchowego zmagania.

Juan Donoso Cortés pisał w Eseju o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie:

Nie mówcie, że nie chcecie walczyć, bo w chwili, gdy to mówicie, już walczycie; nie mówcie, że nie wiecie, po której stronie się opowiedzieć, bo właśnie w tej chwili już się ku jednej skłaniacie; nie twierdźcie, że chcecie pozostać neutralni, bo kiedy sądzicie, że tacy jesteście, już nie jesteście tacy; i nie udawajcie obojętnych – będę się z was naśmiewał, bo już samo wypowiedzenie takiego słowa oznacza, że opowiedzieliście się po którejś stronie. Nie trudźcie się szukaniem schronienia przed skutkami wojny, bo ogarnia ona całą przestrzeń i cały czas (przekład własny).

Te słowa powinni wziąć sobie do serca wszyscy, którzy łudzą się, że można przejść przez życie, unikając duchowej walki. Zresztą, słowa hiszpańskiego myśliciela nie są niczym innym jak komentarzem do tych wypowiedzianych przez Pana Jezusa: Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie (Mt 12, 30). Czy się to komu podoba, czy nie, każdy w swoim życiu musi się określić. I podobnie jak nie można dwóm panom służyć (Mt 6, 24), tak też nie można nie służyć żadnemu.

Świadomość i umiejętność…

Pierwszym krokiem ku zwycięstwu w bitwie jest więc świadomość trwania wojny. Nie jest dobrym przyjacielem ten, kto ukrywa przed ciężko chorym prawdę o jego stanie – bo to właśnie poznanie prawdy umożliwia walkę z chorobą. Ludzie, którzy dali się omamić pacyfizmowi ogarniającemu już nie tylko sferę doczesną (w której i tak jest on szkodliwym idealizmem), ale także poziom walki duchowej, są bezradni wobec nieprzyjaciela – albo raczej wobec trzech: szatana, świata i ciała. Podobnej trudności doświadczyły wojska polskie 17 września 1939, nie wiedząc (przez krótki czas), czy w Sowietach należy upatrywać sojusznika czy najeźdźcę.

O ile jednak pierwszym warunkiem dobrej walki jest uświadomienie sobie w ogóle, że walka trwa (i że bierze się w niej udział), o tyle kolejnym warunkiem koniecznym jest poznanie rządzących nią praw. Każda sztuka ma swoje prawidła – ma je także sztuka wojenna. Gdy idzie o przyziemne wojny i wojenki, wykłada się w szkołach wojskowych strategię i taktykę, logistykę i balistykę oraz inne dziedziny wiedzy koniecznej dla oficerów. Podręczniki takie jak Sztuka wojenna Sun Tzu albo O wojnie von Clausewitza wychowały pokolenia generałów.

Jednak nie tylko wojskowi interesują się walką – miliony ludzi starają się o pozwolenie na broń i chodzą na strzelnicę albo uczą się tej czy innej sztuki walki, by posiąść umiejętność skutecznej samoobrony. Celowi temu skłonni są poświęcać wiele czasu i pieniędzy – w czym zresztą nie ma nic złego.

…także na wojnie duchowej

Ci sami ludzie jednak – nawet jeśli są wierzący – nierzadko kompletnie ignorują niebezpieczeństwa i metody walki duchowej. Jakże łatwo będą więc wpadać w pułapki nieprzyjaciela, podobnie jak działo się to na przestrzeni wieków, kiedy nieuświadomiona armia stawała do walki przeciwko wojsku dysponującemu nieznaną technologią (słonie, ogień grecki, bomba atomowa) albo nowatorską strategią (jak choćby Jagiełły pod Grunwaldem). Taki nieuświadomiony duchowy wojownik jest jednak stokroć żałośniejszy od ziemskich wodzów ulegających zaskoczeniu, biorąc pod uwagę, jak potężny arsenał ma on sam do dyspozycji (sakramenty, sakramentalia, kierownictwo duchowe, rozmyślanie, straż zmysłów, umartwienia, modlitwa własna i cudza, i tak dalej…) i jak wiele wiedzy na temat przeciwnika oraz jego metod zostało już zgromadzonej – od Pisma Świętego przez ojców pustyni po nowożytne podręczniki życia duchowego.

Człowiek XXI wieku otoczony jest tymi samymi odwiecznymi pokusami ambicji, chciwości, zmysłowości, gniewu czy lenistwa, które się nie zmieniają, podobnie jak nie zmienia się sama ludzka natura. Zarazem jednak walka się nasila: pokusy z nieporównanie większą łatwością przedostają się do naszych domów – a chrześcijanie nierzadko słodko śnią o dobrym świecie, pustym piekle i bezpłatnej autostradzie do nieba. Hitler wspierał finansowo pacyfizm francuski; komuniści inspirowali niektóre przynajmniej ruchy pacyfistyczne w Ameryce podczas wojny w Wietnamie…

Ciekawe, kto może mieć udział w usypianiu chrześcijańskich wojowników dzisiaj?

O. Wawrzyniec M. Waszkiewicz

Tekst ukazał się w magazynie „Polonia Christiana” – numer 109 (marzec-kwiecień 2026).

Kliknij TUTAJ i zamów pismo

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie