Gdy Chrystus przyszedł na świat ani historia, ani okoliczności społeczne – mówiąc łagodnie – nie były po Jego stronie. Ba! Niektórzy rozpoznali obiecanego Mesjasza w Synu Maryi, ale większość Izraela sprzeniewierzyła się Mu. Czy wobec tego możemy szukać usprawiedliwienia dla niewiary współczesnych w atmosferze zsekularyzowanego świata? Takiego zdania był m.in. wpływowy jezuicki teolog i twórca koncepcji „anonimowego chrześcijaństwa” Karl Rahner. Niemiecki duchowny sugerował, że skoro wiara nie spotyka się z należytym przyjęciem, to być może na drodze staje jej rzeczywistość historyczna, a nie świadomy opór tak wielu ludzi. A jednak, Chrystus zapowiedział, że świat będzie wrogi Jego prawdzie. Nie każe nam czekać, aż karty się odwrócą – ale trwać przy Nim i głosić Jego prawdę na przekór błędom wieku.
Ludzkość już w czasach, gdy nawiedziło ją Słowo Wcielone, nie poznała Jego światłości. Choć Chrystus przyszedł do stworzenia, jakie powstało „w Nim, przez Niego i dla Niego”, to przy narodzinach nie znalazło się dla Niego nawet miejsce w gospodzie. Mało tego! Od pierwszych chwil życia Zbawiciela doświadczał on prześladowań i prób zgładzenia z ręki… narodu specjalnie przygotowanego w Starym Przymierzu na nadejście Mesjasza.
Patrząc na herodowy zamiar morderstwa Syna Bożego, czy późniejsze odrzucenie Go przez Żydów, trudno powiedzieć, by Chrystus zstąpił na ziemię w „chętnym” mu momencie historycznym. W świetle męczeństwa uczniów Pańskich i wieków wrogości Cesarstwa wobec Kościoła myśl o „dobrych czasach” dla religii oddala się tym bardziej. A jednak – to właśnie w takich okolicznościach – jako „pełni czasów” – Bóg objawił Siebie samego.
Wesprzyj nas już teraz!
Historia przeciwko wierze?
Czy mając tego świadomość możemy sądzić, że atmosfera zsekularyzowanej współczesności daje pretekst, by wierzyć z mniejszym przekonaniem? Niektórzy uważają, że ortodoksyjne chrześcijaństwo w czasach pluralizmu jest coraz mniej prawdopodobne. Postmodernizm również nie sprzyja pewnemu obstawaniu przy prawdzie religijnej.
Nijako w takim kierunku zmierza myśl Karla Rahnera – twórcy koncepcji „anonimowego chrześcijaństwa”. Wprawdzie refleksja jezuity ma znacznie bardziej uniwersalne ambicje i nie odnosi się jedynie do współczesności, daje jednak specyficzne spojrzenie na żyjących wokół nas niechrześcijan. Według Rahnera nawet ci, którzy sami mają religię za odległą, mogą być jej w rzeczywistości bliscy.
W swoich esejach – zebranych w V i VI tomie pism jezuity – spotykamy reinterpretację sposobu na jaki z Kościołem łączą się ludzie pozbawieni wyraźnej wiary. Zgodnie z nauką wyłożoną m.in. przez święte oficjum w podpisanym przez Piusa XII „Suprema Haec Sacra”, ci, którzy trwają w stanie ignorancji niezawinionej (nie mieli szansy przyjąć Ewangelii) mogą posiadać niepełny związek z Mistycznym Ciałem Chrystusa i liczyć na zbawienie. Warunkiem jest choć niewyraźne pragnienie przyjęcia prawdy religijnej oraz życie w zgodzie z prawem natury. Co jednak kluczowe: podobna dyspozycja zakłada, że gdyby ludzie w takim stanie spotkali się z wykładem religii świętej – staliby się chrześcijanami.
Rahner skorzystał z tych kategorii teologicznych w osobliwy sposób. Wymieszawszy je ze specyficznymi przekonaniami filozoficznymi oraz maksymalistycznym rozumieniem zbawczej woli Boga wobec każdego człowieka, urobił wizję „anonimowego chrześcijanina”. Niemiec przekonywał, że fakt, iż wielu ludzi żyje bez wiary trzeba „pojednać” z boską wolą zbawienia wszystkich. Nawet jeśli niewierzący wokół zdają się mieć narzędzia do przyjęcia Ewangelii, nie można uznać, że ich życie skazane jest na „wieczny brak znaczenia”. Według Rahnera oznaczałoby to zanegowanie zbawczej woli Boga.
W jaki sposób niemiecki teolog wybrnął z tego „pojednania”? Z jednej strony podkreślał, że wiara w religię objawioną jest rzeczywiście niezbędna do osiągnięcia życia wiecznego. Nie tylko jako środek – ale jako nieodzowna droga. Zgoła nowinkarsko spojrzał jednak na to, czym jest wiara niewyraźna i komu może służyć do zbawienia. Według Rahnera współczesnych niewierzących i innowierców można traktować niejednokrotnie jako przedchrześcijan, podobnych do starożytnych pogan, którzy nie poznali jeszcze objawienia…
Taką myśl jezuita uzasadniał hipotezą, według której – choć Rahner nie był tego pewien – obowiązek wiary może obowiązywać nie od czasu przyjścia Chrystusa, ale aktualizować się dla każdej społeczności i człowieka indywidualnie… Wtedy, gdy w ich otoczeniu Dobra Nowina nabierze odpowiedniego znaczenia historycznego.
Możliwe więc, że Ci, którzy opowiadają się wbrew Zbawicielowi, wcale nie przeciwstawiają się wierze, a jedynie w ich sytuacji wewnętrzne i niewypowiedziane chrześcijaństwo jeszcze nie poznało pełni swojej tożsamości. Ta utajona religijność nie musi mieć nawet odzwierciedlenia w świadomych deklaracjach. Ma być widoczna w egzystencji – w sposobie życia. Powinien on – choćby odlegle – świadczyć, że dany człowiek wierzy w ludzkie szanse na życie w łasce Bożej. To wystarcza za podstawę anonimowego chrześcijaństwa. Bo – jak wyjaśniał Rahner – to Chrystus umożliwił człowiekowi trwanie w łasce. A zatem kto wskazuje egzystencją na tę prawdę już jakoś w Zbawiciela „wierzy”. Z tym, że jeszcze o tym nie wie – a obiektywna powinność wiary w jego życiu czeka na aktualizację.
Świat, który nie mówi Bogu „nie”?
Za głośną rahnerowską reinterpretacją stało silne przekonanie, że nie wolno spodziewać się potępienia znacznej części rodzaju ludzkiego, bo to nie po chrześcijańsku. Ta podstawa wizji „anonimowego chrześcijanina” dziwi i zasługuje na uwagę. Z jednej strony brak w niej logicznej konsekwencji. Rahner bowiem zaznaczał, że człowiek może wybrać odwrócenie się od Boga. Na podstawie powszechnej woli zbawczej negował jednak przekonanie, że zrobi to tak wielu. Ale jeśli jeden może odrzucić zbawienie, a Bóg chce zbawić wszystkich – to w porządku logicznym nie ma różnicy, czy do piekła trafi on sam, czy z towarzystwem.
Widać na tym przykładzie, że argumentacja Rahnera zasadza się na wyobrażeniu jak największej liczby zbawionych – bardziej, niż na koherencji i spójnej metodzie. A przecież dzieje zbawienia to właśnie ukazują – wierność Bogu nielicznych i odrzucenie go przez „większość”.
To, że Mesjasza odrzucili Żydzi – specjalnie przygotowani na Jego przyjęcie – jest pod tym względem dość wymowne. Myśl, że szczególnie okoliczności czasowe utrudniają wiarę wyraźną musi „bawić” świętych, którzy żyli w okresie politeizmu i boskiego kultu Augusta oraz obcej monoteizmowi mentalności religijnej. Mimo tej atmosfery i na jej tle zastępy chrześcijan wybierały Chrystusa. Podobnie dziś; oziębły religijnie świat roi się od przykładów wiary. Docierają do nas wiadomości o nawróceniach. Z zadowoleniem czytamy o tłumach, jakie we Francji i w innych krajach przystępują do chrzcielnic. Jednak wiara wyraźna trwa mimo przeciwności. To ostatnie „mimo” jest tu kluczowe. Sam Chrystus zapowiedział niesprzyjające okoliczności dla rozszerzania Jego religii…
Gdzie? Na kartach Ewangelii Pan Jezus wielokrotnie ostrzegał przed wrogością, jaką przeciw jego uczniom skieruje świat. „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia”, powiedział Syn Boży. Nie ze względów historycznych. Nie przez niedostępność prawdy – ale z „nienawiści do Jego imienia”. „Jeżeli was świat nienawidzi, mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata świat kochałby was jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego świat was nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego Pana. Jeżeli mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli słowo moje zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko będą was czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swojego grzechu. Kto mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi”, mówił również do uczniów Boski Nauczyciel.
Te słowa nie wymagają chyba komentarza. Chrystus sam wskazał, że dał dostateczne powody, by mu uwierzyć. Mimo to został znienawidzony i odrzucony, a ci którzy Go nie przyjęli zaciągnęli winę nie do usprawiedliwienia. Mistrz kazał uczniom przygotować się na spotkanie z taką właśnie reakcją na ich apostolską misję…
Reszta z zsekularyzowanego świata
Wobec słów Zbawiciela i dziejów Kościoła bezpodstawne wydaje się poszukiwanie źródła sprzeciwu wobec wiary bardziej w okolicznościach historii, niż w człowieku. Chrześcijańska prawda zawsze jest „nie w porę”, a starcie ze światem wpisane jest w jej tożsamość.
To stan rozumu i woli, a nie wyposażenie w odpowiednie pomoce, decyduje o wierze. W narodzonym w Betlejem Dzieciątku, Syna Bożego rozpoznali nieuczeni pastuszkowie. Mędrcy Izraela obeznani w pismach i proroctwach zawinili, sprzeciwiając się Panu. Namiestnik rodzimej Judei prześladował Go, a monarchowie z Dalekiego Wschodu przybyli oddać Mu pokłon… Boża Światłość nie ginie w ciemności wieków, ale świeci i każe się przyjąć mimo niej. Rzecz kluczowa, to prawdziwie chcieć się w nią wpatrywać. Patrzmy zatem – jeśli nie w zgodzie z historią i nie w przyjaźni ze światem – trudno. Adorujmy wcieloną Prawdę na przekór im.
Filip Adamus