21 czerwca 2013

Domowe nauczanie nie kształci aspołecznych samolubów

(Fot. ZumaPress/Forum)

Domowe nauczanie, czyli tzw. homeschooling, zyskuje w Polsce coraz to nowych zwolenników. Jakkolwiek w 2009 r. tym systemem nauki było objętych ok. 50 uczniów, to obecnie jest ich ok. 1500.

 

– Niekiedy rodzice, jeśli sami nauczają swoje dzieci, muszą rezygnować z części dochodów z pracy. Rodzice, którzy decydują się na taką formę kształcenia, są zwykle dobrze wykształceni, robią zawodowe kariery, choć są też wśród nich przeciętni ludzie, także mieszkający na prowincji – powiedział „Rzeczpospolitej” dr hab. Marek Budajczak, pionier homeschoolingu w Polsce.

 

Główną motywacją, którą kierują się rodzice, wybierając domowy tok kształcenia, jest dbałość o dobry poziom wykształcenia dzieci i ich indywidualny rozwój. Dziecku można poświęcić całą swoją uwagę, przez co pociecha szybciej się uczy i ma więcej czasu na zajęcia „pozalekcyjne”, zabawę i kontakt z rodzicami, rodzeństwem i rówieśnikami. – Taka edukacja jest bliższa naturze, bo realnie, a nie pod przymusem szkolnym, przykuwa uwagę dzieci do określonych zadań. Ławka ogranicza dzieci – uważa Paweł Zakrzewski, pedagog, psycholog i prawnik, który uczy w domu pięcioro dzieci.

 

Przyczyną wyboru domowego nauczania jest również  rozczarowanie powszechną scentralizowaną formą oświaty. – Rodzice decydujący się na homeschooling chcą sięgnąć do początków edukacji, która miała formę indywidualną i była przejawem elitarności – wyjaśnia prof. Marek Konopczyński, rektor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych „Pedagogium”.

 

Ważnym dla rodziców jest również ich potencjalny wpływ na wykształcenie dzieci w tak newralgicznych kwestiach jak najnowsza historia Polski czy też wychowanie do życia w rodzinie.

 

– Dzieci korzystające z homeschoolingu nie są przykuwane przez rodziców łańcuchami do kaloryferów. Mają bogate kontakty rówieśnicze, często nawet bardziej intensywne niż ich koledzy ze szkoły. Nauka w domu trwa krócej w ciągu dnia, nie ma też w niej czasochłonnego odrabiania zadań domowych. To daje wiele czasu na kontakty społeczne. Dzieci te nie są ani pasożytami społecznymi, ani samolubami, przeciwnie, często działają prospołecznie. Jednoznacznie wykazują to wszystko liczne naukowe badania – podsumował Budajczak.

 

 

Źródło: „Rzeczpospolita”

KRaj

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie