23 grudnia 2017

Europa w ogniu wojny z islamistami! Bożonarodzeniowe jarmarki pod specjalnym nadzorem

(Zdjęcie ilustracyjne. FOT.Credit Image: © Islamic State/Planet Pix via ZUMA Wire/FORUM)

Rocznica tragicznego zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie stała się okazją do kolejnych symbolicznych gestów, zwyczajowo towarzyszących niepokojowemu współistnieniu kultur na kontynencie Europejskim, najczęściej objawiającego się przemocą i śmiercią. Towarzyszyła im gorzka refleksja dotycząca zaniechań, niedociągnięć i pomyłek, które pozwoliły Anisowi Amritowi na przeprowadzenie krwawego zamachu w grudniu 2016.

 

Owe zaniechania i niedociągnięcia dotyczyły okresu zarówno przed zamachem, jak i wydarzeń które nastąpiły już po samym ataku. Z jednej strony zlekceważono ostrzeżenia, które płynęły zarówno ze strony Amerykanów, którzy w związku z informacjami o atakach planowanych przez Państwo Islamskie i al-Kaidę zalecali „zachowanie ostrożności podczas świąt Bożego Narodzenia oraz związanych z nim festiwali, wydarzeń czy jarmarków”, jak i ze strony europejskich agencji bezpieczeństwa. Raport Europolu „Changes in Modus Operandi of Islamic State Revisited” nie pozostawiał najmniejszej wątpliwości co do wzmożonego zagrożenia, ostrzegał bowiem o tym, że w 2016 należy spodziewać się tego, że wraz z falą migrantów, na kontynent przybędą także stosowane na Bliskim Wschodzie taktyki działań terrorystycznych, w tym użycie pojazdów np. w charakterze bomb samochodowych. Z kolei raport podsumowujący działania prewencyjne, opublikowany niemal rok od tragicznych wydarzeń nie pozostawił na niemieckich służbach suchej nitki. Wyłania się z niego obraz chaosu połączonego ze sporą dozą dezynwoltury – to pozwoliło Anisowi Amri na swobodę działania, pomimo tego, że niezbyt krył się on ze swoimi sympatiami i afiliacjami.

 

A przecież trudno przypuszczać, by Amri stanowił samotną wyspę na coraz głębszym morzu niemieckiego islamu. 18 października 2017 Hans-Georg Maaßen, szef niemieckiej agencji kontrwywiadu cywilnego Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), ostrzegł że nowa generacja młodych dżihadystów stanowi dla Niemiec długofalowe i narastające zagrożenie. Przyznał bez ogródek, że trzeba wziąć pod uwagę to, że wraz z bojownikami powracającymi do Niemiec ze stref walki przyjadą także ich dzieci, od małego indoktrynowane i przygotowane do prowadzenia „świętej wojny” dżihadyści-juniorzy. Pod koniec listopada roku 2016 na jarmarku bożonarodzeniowym w Ludwigshafen bombę podłożył… dwunastolatek. Służby wiedzą o co najmniej 950 niemieckich dżihadystach, którzy udali się do Iraku i Syrii, aby walczyć w szeregach Państwa Islamskiego (stan z października 2017). Według BfV większość z nich nie ma jeszcze trzydziestki, natomiast jedną piątą stanowią kobiety. Z tej ogólnej liczby 150 osób zginęło w trakcie walk, a jedna trzecia powróciła do Niemiec. Z pewnością należy się cieszyć z tego, że niemieckie służby ściśle monitorują tę feralną 80-tkę, ale należy przy tym pamiętać, że znane są już przypadki „śmierci pozorowanej”, znikania z policyjnych radarów, czy też wreszcie korzystania z fałszywych dokumentów (sam Anis Amri posługiwał się 14 różnymi tożsamościami).

 

Nie należy też popadać z fałszywe poczucie bezpieczeństwa wynikające z tego, że Państwo Islamskie zostało znacząco osłabione, jeśli nie wręcz rozbite na Bliskim Wschodzie. Obozy szkolące dżihadystów istniały przecież na długo zanim padła Rakka. Można się o tym przekonać czytając pamiętnik niemieckiego konwertyty Erica Breiningera znanego także jako Abdul Gaffar El-Almani. Breininger jest autorem autobiografii „Mein Weg nach Jannah” czyli „Moja droga do Jannah” (arab. Raj), która już po jego śmierci w 2010 roku została opublikowana na jednej z dżihadystycznych stron. Po wyjeździe z Niemiec Breininger znalazł się w obozie utworzonym specjalnie dla niemieckojęzycznych mudżahedinów w Waziristanie, gdzie już w tamtym czasie przebywały całe rodziny z dziećmi. Z zapisków konwertyty możemy wyczytać jak wielkie nadzieje były z tym związane. Pisał on bowiem: „Jeżeli taka będzie wola Allacha to potomstwo stanie się wyjątkowym pokoleniem terrorystów nie widniejącym w żadnej bazie danych wroga. [Dzieci te] mówią językiem swoich wrogów, znają ich maniery oraz zwyczaje i są w stanie ukryć się i zinfiltrować ziemię kuffar [niewiernych] z powodu swojego wyglądu. Inszallah [Jeśli taka będzie wola Allacha], będą prowadzić operacje przeciw wrogom Allacha jedna za drugą, tym samym siejąc strach i terror w ich sercach”.

 

Chociaż to przed tegorocznymi świętami pojawił się propagandowy plakat „Bożonarodzeniowa krew”, na którym widniał zamaskowany dżihadysta jadący BMW w stronę bazyliki św. Piotra, gdzie papież Franciszek odprawia Mszę, ataki na cele związane ze świętami Bożego Narodzenia to nic nowego. Atakowane były kościoły, szopki, rozmaite zgromadzenia wiernych, a także, wielokrotnie – szczególnie w Europie – jarmarki bożonarodzeniowe. Chociaż zazwyczaj skupiamy się na tragediach, które się dokonały, pamiętajmy, że o wiele więcej jest takich, które udało się, często w ostatniej chwili, uniemożliwić, jak choćby we Francji, gdzie jednoczesna akcja wobec dwóch działających w porozumieniu komórek terrorystycznych – jednej z samego serca zjednoczonej Europy, czyli Strasburga, a drugiej z Marsylii – zapobiegła atakom planowanym na 1 grudnia 2016, które miały być przeprowadzone jednocześnie w podparyskim Disneylandzie oraz na organizowanym w samym sercu francuskiej stolicy jarmarku bożonarodzeniowym na Champs-Elysée.

 

W tym roku nie jest inaczej. Ładunki wybuchowe znaleziono na jarmarkach w niemieckim Poczdamie i austriackim Grazu. 200 sztuk amunicji znaleziono na początku grudnia w okolicach berlińskiego kiermaszu świątecznego. W jednej z podlondyńskich miejscowości samochód eksplodował na jednej z głównych ulic nieopodal świątecznych kramów już pod koniec listopada. Na początku grudnia brytyjskie siły policyjne dokonały skoordynowanych nalotów w Londynie, Burton upon Trent oraz Derby na miejsca, w których planowano ataki na jarmarki bożonarodzeniowe. W połowie miesiąca dokonano kolejnych aresztowań, tym razem w Sheffield i Chesterfield, gdzie także planowano przeprowadzenie zamachów w okresie przedświątecznym. Natomiast niemieckie służby zatrzymały Dasbara W., członka Państwa Islamskiego, który miał przeprowadzić atak terrorystyczny przy użyciu samochodu przy jarmarku bożonarodzeniowym w Karlsruhe.

 

Wszystko to sprawia, że imprezy bożonarodzeniowe są coraz częściej odwoływane. Czasem zdarza się to ze względów ideologicznych, np. w Paryżu, gdzie lewicowa burmistrz Anne Hidalgo nie wyraziła zgody na jarmark, gdyż w jej ocenie nie był on dostatecznie elegancki. Coraz częściej jednak dzieje się tak z zupełnie innych względów – dla przykładu organizatorów jarmarku bożonarodzeniowego w Lyonie po prostu nie było stać na koszty związane z ochroną imprezy. Same tylko bariery zabezpieczające przed rozpędzonymi samochodami to wydatek rzędu 20 tys. euro.

 

Mamy bowiem do czynienia z niesłychaną militaryzacją przestrzeni publicznej. Nie ma się co dziwić. Świąteczne jarmarki z takim upodobaniem organizowane w całej Europie powodują ból głowy służb bezpieczeństwa w wielu krajach. Dotychczasowe pomysły na uniknięcie tragedii przewidują albo zwiększoną obecność policji i rozmieszczenie wojska, albo też zamianę jarmarków w ufortyfikowane twierdze. Już w 2016 na okres świąt Bożego Narodzenia władze zmieniły Francję w prawdziwe państwo policyjne, jeśli nie wojskowe, wysyłając na ulice francuskich miast dodatkowe oddziały (razem ponad 1000 żołnierzy). Zapewne dzięki temu udało się zatrzymać i rozbroić potencjalnego zamachowca w Cannes. W tym samym roku w Wielkiej Brytanii żołnierzom SAS odwołano urlopy w wyniku tajnych rozkazów, które nakazywały ukrytą obecność wojska wszędzie tam, gdzie Brytyjczycy udawali się na świąteczne zakupy. Także i w tym roku 5 tys. brytyjskich żołnierzy patroluje zatłoczone ulice największych miast, gdyż policja w takich miastach jak Londyn, Manchester i Birmingham prosiła o dodatkową pomoc ze strony wojska. Dodatkowo, oprócz uzbrojonej po zęby ochrony, w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii zainstalowano betonowe bariery mające odstraszać potencjalnych zamachowców-samobójców oraz wykrywacze metalu, które także pojawiają się na świątecznych jarmarkach ze względu na obawy przed atakiem terrorystycznym. Co ciekawe, te środki bezpieczeństwa są często poukrywane, np. betonowe bariery udają prezenty. Jest to doskonały symbol kapitulacji wobec efektów samobójczej polityki imigracyjnej. Pomimo tego, że są one jak najbardziej namacalne, przystraja się je ozdobami w nadziei, że zajęci świętowaniem Europejczycy nie będą zwracać uwagi na toczącą się wojnę.

 

 

Dr Monika Gabriela Bartoszewicz – zajmuje się terroryzmem i bezpieczeństwem międzynarodowym. Wykładała w Wielkiej Brytanii, Włoszech i Polsce a od 2018 r. na Uniwersytecie Masaryka w Brnie (Czechy). Więcej na www.bartoszewicz.mg

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie