Zamiar wyświęcenia biskupów bez zgody Ojca świętego przez Bractwo Kapłańskie św. Piusa X to jedna z głośniejszych kontrowersji w Kościele. I Słusznie. Próba oceny tego wydarzenia prowadzi do konfrontacji z kluczowym pytaniem. Czy „stan wyższej konieczności”, jakim FSSPX usprawiedliwia swoją aktywność, rzeczywiście występuje? A zatem, czy katolik – chcąc zachować wierność Tradycji – rzeczywiście musi odrzucić ostatni sobór i stronić od nowej liturgii? A może sprawa ma się inaczej i posłuszeństwo Magisterium oraz obecnej władzy duchownej wcale nie przekreśla ortodoksji?
Atmosfera dyskusji wokół Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zgęstniała po tym, jak obecny lider FSSPX zapowiedział drugie już w historii wyświęcenie biskupów spośród księży tego stowarzyszenia duchownych. Episkopalne konsekracje bez zgody Rzymu Bractwo zaplanowało na dzień 1 lipca 2026 roku.
Po tym, jak przełożony generalny FSSPX, ks. Davide Pagliarani ogłosił datę święceń, doszło do spotkania między nim a prefektem Kongregacji Nauki Wiary, kardynałem Manuelem Fernandezem. Z rozmów nie wyniknęło wiele. Watykan zadeklarował, że nie może być mowy o zmianie dokumentów Soboru Watykańskiego II, ale możliwy jest dialog o stopniu ich obowiązywalności oraz dokładnym znaczeniu. FSSPX nie uznało takiego procesu za wystarczającą zachętę, by wstrzymać swoje zamiary.
Wesprzyj nas już teraz!
To przewidywalny scenariusz, bo dyskusja doktrynalna między Bractwem a Stolicą Apostolską była już wcześniej podejmowana – bezowocnie. Jej ostatnim epizodem był – zdaje się – rok 2017, kiedy ówczesny przewodniczący FSSPX, bp Bernard Fellay, otrzymał od kard. Gerharda Müllera list wskazujący warunki przywrócenia jedności między stowarzyszeniem kapłańskim, a następcą Piotra. Wśród wymogów były prefekt Dykasterii Nauki Wiary umieścił m.in. uznanie Soboru Watykańskiego II i posoborowego Magisterium. FSSPX zdecydowanie odmówiło jednak złożenia professio fidei, które zawierałoby deklarację przyjęcia nauki Vaticanum II.
Sytuacja – kilka dekad po pierwszych święceniach dokonanych przez abp. Lefebvre’a – jest więc klarowna i w dużej mierze podobna do tamtego kryzysu. Stolica Piotrowa ostrzega, że sakra – tak dla przyjmujących ją, jak i udzielających konsekracji, oznaczać będzie ekskomunikę z mocy samego prawa. Co na to FSSPX?
Wbrew hierarchii. Tak trzeba?
Bractwu podobne zapowiedzi są znane i niestraszne. „Piusowcy” nie przejęli się takimi ostrzeżeniami w przeddzień święceń biskupich z 1988 roku, ani wcześniejszymi karami kanonicznymi. Nie przejmują się nimi i teraz. Ich zdaniem błędy, jakie Sobór Watykański II miał ogłosić – a Watykan przyjąć i konsekwentnie realizować – obligują ich towarzystwo do działalności, czy to się władzy kościelnej podoba, czy nie.
W wizji tej równoległe działanie bractwa obok porządku hierarchicznego Kościoła, brak jurysdykcji i otwarte nieposłuszeństwo Rzymowi przemianowane są na zaszczytną działalność – zmierzającą ku spełnieniu najważniejszego nakazu: głoszenia prawdy religijnej oraz sprawowaniu sakramentów. Wedle Bractwa niepodobna już czynić to zwyczajną drogą.
Właśnie taką myśl wyraża słynna kategoria „wyższej konieczności”. Powołując się na zapisy Kodeksu Prawa Kanonicznego przywódcy FSSPX twierdzą, że prawne konsekwencje ich nie dosięgają. O ile bowiem naruszają literę prawa – to inaczej nie mogą, bo zaniechaliby istotniejszego obowiązku. Toteż za planowane na 1 lipca sakry ekskomunika miałaby im wcale nie grozić.
O zaciągnięciu najwyższej kary kościelnej latae sententiae przez wszystkich, którzy konsekrowaliby biskupów wbrew Stolicy Apostolskiej, pisał m.in. Pius XII w encyklice „Ad apostolorum Principis”.
„Żadna osoba, czy grupa, tak kapłanów, jak świeckich, nie może rościć sobie prawa do mianowana biskupów. (…) Nikt nie może legalnie sprawować konsekracji biskupich, chyba, że uzyskał mandat Stolicy Apostolskiej”, zaznaczał Ojciec święty.
„W konsekwencji, jeśli konsekracje tego rodzaju przeprowadza się, a przez to przestępstwo jedność Kościoła doznaje poważnego ataku, ekskomunika zarezerwowana w szczególny sposób dla Stolicy Apostolskiej (…)” spada automatycznie na konsekrującego i przyjmującego święcenia, dodawał.
Przekonanie liderów FSSPX o ich wolności od takich konsekwencji opiera się na wskazaniach Kodeksu Prawa Kanonicznego dotyczących kar. Jak mówi KPK, sankcje w rodzaju ekskomuniki (nazywane cenzurami, bądź karami naprawczymi) nie obowiązują określonych osób.
„Nie podlega żadnej karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu: nie ukończył jeszcze szesnastego roku życia; naruszył ustawę lub nakaz z ignorancji niezawinionej; na równi zaś z ignorancją stoi nieuwaga i błąd; działał pod wpływem przymusu fizycznego lub na skutek przypadku, którego nie mógł przewidzieć lub przewidzianemu zapobiec; działał pod wpływem chociażby względnie tylko ciężkiej bojaźni albo z konieczności lub wskutek wielkiej niedogodności, jeśli czynność nie jest wewnętrznie zła ani nie powoduje szkody dusz”, stanowi Kodeks.
Zgodnie z paragrafem 7 kanonu 1323 KPK, osoby, które bez własnej winy sądziłyby, że zachodzi jedna z wymienionych okoliczności, również są wolne od kary. Ci jednak, którzy byliby o tym błędnie przekonani z powodu zawinionych błędów podlegają sankcjom, choć kary powinny zostać złagodzone.
Przywódcy bractwa są pewni, że zapis o działaniu z konieczności odpowiada ich zamiarom. Podobne kroki mają być dla Kościoła czymś zgoła nieodzownym. Nie chcemy być nieposłuszni – ale jesteśmy zmuszeni zachować posłuszeństwo wyższej zasadzie – której realizacja z Rzymem jest już niemożliwa – tak można by streścić ich stanowisko. Jaka to misja, która dziś bez FSSPX nie mogłaby się wydarzać?
Lektura wypowiedzi autorytetów Bractwa sugeruje, że według ich opinii aktywność Bractwa jest dziś gwarantem przekazu prawdziwej wiary i owocnego sprawowania sakramentów. Zasadniczo spełnienia roli, którą Chrystus Pan powierzył Kościołowi na czele z Piotrem niemal przechodzi w tym spojrzeniu pod straż ruchu abp. Lefebvre’a.
Gdy sięgniemy po list jaki ten hierarcha skierował do wybranych przez siebie kandydatów na święcenia biskupie z 1987 roku, znajdziemy w nim wyraz właśnie takiej optyki.
„Moi drodzy przyjaciele, Stolica Piotrowa i urzędy władzy w Rzymie są zajęte przez antychrystów”, pisał duchowny w 1987 roku.
„Bóg wzbudził Bractwo Kapłańskie św. Piusa X dla podtrzymania i zachowania na wieczność Jego chwalebnej i przebłagalnej Ofiary w Kościele. Wybrał sobie pewnych prawdziwych kapłanów, poinstruowanych i przekonanych o tych świętych tajemnicach. Bóg zesłał mi łaskę przygotowania lewitów i przekazania im łaski kapłaństwa dla trwania prawdziwej Ofiary zgodnie z orzeczeniem Soboru Trydenckiego”, kontynuował.
„To sprowadziło na nasze głowy prześladowania ze strony Rzymu Antychrystów. Skoro Rzym, modernistyczny i liberalny, prowadzi dzieło zniszczenia Królestwa Naszego Pana, jak potwierdzają Asyż i zatwierdzenie liberalnych tez Soboru Watykańskiego II, jestem zobowiązany przez Bożą Opatrzność by przekazać łaskę katolickiego episkopatu, którą otrzymałem, by Kościół i katolickie kapłaństwo trwało dla chwały Bożej i zbawienia dusz”, kwitował francuski duchowny.
To, że trwa prawdziwe katolickie kapłaństwo, sprawuje się katolicka Msza, wreszcie przekazuje się katolicka nauka – do czego zobowiązuje oczywiście nakaz samego Chrystusa – to zasługa FSSPX. Zdaje się, że abp Lefebvre jednoznacznie sądził, że tak jest. Rzym został przejęty przez „antychrystów”, sobór przyjął liberalne tezy, a zlecona przez niego reforma liturgii zaowocowała sprotestantyzowanym obrzędem, którego należy unikać… Zatem Bractwo bierze dziejowy nakaz nauczania prawdziwej doktryny i sprawowania kultu na siebie.
W swoich niedawnych, szeroko komentowanych wypowiedziach obecny przełożony FSSPX, ks. Davide Pagliarani, najwyraźniej wiernie powtórzył tę myśl swojego poprzednika. Uzasadniając potrzebę biskupich konsekracji wskazał, że wymaga ich…troska o… życie wieczne wiernych. W końcu, jak mówił, w zwykłej parafii już „nie ma środków do zbawienia”. Katolicy nie mają więc w jego wizji dokąd pójść poza Bractwem.
– Wierzymy, że nadszedł czas, by pomyśleć o przyszłości Bractwa Św. Piusa X, przyszłości wszystkich dusz, nie możemy o nich zapomnieć, nie możemy ich porzucić, a nade wszystko o dobru, jakie możemy wyświadczyć świętej Matce Kościołowi. (…) Czy powinniśmy dłużej czekać z konsekracją biskupów? Czekaliśmy, modliliśmy się i obserwowaliśmy rozwój sytuacji w Kościele, a także szukaliśmy porady. Pisaliśmy do Ojca świętego: wasza świątobliwość – mamy tylko jedną intencję – uczynić wszystkie dusze, które się ku nam zwracają, prawdziwymi synami rzymskiego Kościoła katolickiego. (…) Chcemy ich zbawienia i chcemy zrobić wszystko, by podać im środki do osiągnięcia zbawienia. (…) Wszyscy wiemy, że Bractwo nie ma innego celu, jak przechowanie katolickiej tradycji dla dobra dusz – mówił ks. Davide Pagliarani.
Zaznaczając, że Rzym zgody na konsekracje biskupie nie przyznał, Pagliarani pytał:
– Co zrobimy? Czy porzucimy dusze? Czy powiemy im, że ostatecznie nie ma stanu konieczności, by Bractwo kontynuowało swoją pracę? Że ostatecznie wszystko jest mniej lub bardziej w porządku? Innymi słowy, że nie ma już stanu konieczności w Kościele, który usprawiedliwiałby nasz apostolat? (…)
– Dlatego uważamy, że 1 lipca to (…) idealna data, bo przypada wtedy Święto Najświętszej Krwi Chrystusa. To święto Odkupienia. Nic innego nie jest dla nas ważne. Najświętsza Panna u stóp krzyża była pierwszą, która adorowała tę cenną krew, którą i my adorujemy u stóp ołtarza. To jedyna rzecz, jaka nas interesuje i jedyna rzecz, jaką chcemy dać duszom. Dusze mają do tego prawo, to nie przywilej, to ich prawo! Nie możemy ich porzucić – dodawał.
– W kościele nigdy nie wolno nam zapomnieć o prawie praw, najwyższym prawie, które ma pierwszeństwo przed wszystkimi innymi: jest nim zbawienie dusz. (…) Nie jest to ekumenizm, nie są to eksperymenty liturgiczne, ani nowe idee i nowa ewangelizacja, lecz zbawienie dusz. To jest prawo nadrzędne i wszyscy mamy obowiązek, każdy na swoim miejscu, przestrzegać tego prawa i całkowicie poświęcić się jego obronie. Dlaczego musimy to czynić? Ponieważ Najświętsza Maryja Panna i nasz Pan Jezus Chrystus nauczali nas podczas swojego życia na ziemi, że nie mają innego zamiaru ani celu niż zbawienie dusz. Dlatego, w taki czy inny sposób, zgodnie z naszymi talentami i okolicznościami, każdy z nas powinien zrobić wszystko, co w jego mocy, wnosząc swój wkład w zbawienie własnych dusz i dusz innych – kwitował wreszcie.
Spór doktrynalny
Skoro podstawą dla działalności Bractwa jest wizja stanu „wyższej konieczności” – to właśnie jej zasadność należy zbadać, by wyrobić sobie rzeczową ocenę problemu. Czy droga, którą kroczy Bractwo zasługuje na pochwałę?
W tej sprawie dyskusja prawno-kanoniczna schodzi na dalszy plan – a spór okazuje się w rzeczywistości bardzo poważną różnicą doktrynalną. W rzeczywistości konflikt między FSSPX a Stolicą Apostolską od samego początku ma właśnie taki charakter, co wyraźnie pokazuje choćby krótkie streszczenie jego dziejów.
Krytyka reformy mszału oraz soborowych dokumentów przerodziła się w otwarty konflikt między abp. Marcelem Lefebvrem a Watykanem w 1974 roku. Wtedy to do położonego w Szwajcarii seminarium św. Piusa X, które hierarcha prowadził wedle dawnej dyscypliny za zgodą ordynariusza miejsca, zawitała wizytacja apostolska. Nim ta wystosowała jeszcze ocenę przedsięwzięcia francuskiego duchownego, abp Lefebvre wydał „deklarację”, w której oskarżył Rzym o protestantyzację i przyjęcie tez modernistycznych.
„Całym sercem i całą duszą przynależymy do katolickiego Rzymu, strażnika wiary katolickiej oraz koniecznych dla zachowania tej wiary tradycji, do Wiecznego Rzymu, nauczyciela prawdy i mądrości. Odmawiamy natomiast i zawsze odmawialiśmy podążania za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która otwarcie doszła do głosu na Soborze Watykańskim II oraz w reformach posoborowych. Żaden autorytet, nawet najwyższy w hierarchii, nie może nas zmusić do wyrzeczenia się albo do uszczuplenia naszej katolickiej wiary, od dziewiętnastu stuleci jasno formułowanej i głoszonej przez Magisterium Kościoła”, pisał 52 lata temu abp Lefebvre.
To nie jego seminarium – ale właśnie dokument stał się podstawą kanonicznych kar, jakimi został obłożony. Wezwany na spotkania w celu wyjaśnienia tej deklaracji hierarcha odmówił wycofania jej. Ostatecznie ze względu na publikację jego struktura straciła aprobatę kanoniczną ordynariusza. Biskup nie uznał ważności tego posunięcia, choć Stolica Apostolska orzekła, że nie było ono wadliwe, a Ojciec święty sam je zatwierdził. Mimo braku legalnego prawa działalności abp Lefebvre ogłosił, że udzieli seminarzystom z Econe święceń. Wbrew papieskim interwencjom i ostrzeżeniom nie zatrzymał się. W krótkim czasie najpierw zaciągnął karę suspensy – a wreszcie – w 1988 roku ogłoszono jego ekskomunikę.
Orzekając pierwsze kary papież Paweł VI wskazał, że to błąd doktrynalny Bractwa jest w optyce Stolicy Apostolskiej pierwszym problemem – a nieposłuszeństwo w dalszej kolejności. W wyrazistym liście do Lefebvre’a papież Montini potępiał nadużycia duchownych, którzy soborem usprawiedliwiali nieakceptowalne praktyki. Jednocześnie domagał się, by francuski biskup wycofał się z zarzutów pod adresem Ojca świętego o rzekomy brak jego ortodoksji i odwołał takie samo oskarżenie wobec soboru. Ojciec święty wskazywał, że już wtedy rozwinęła się refleksja dowodząca ortodoksji Vaticanum II. Stwierdzał przy tym, że ma on szacunek do dylematu sumienia arcybiskupa – który jednak powinien on rozstrzygnąć bez wszczynania rebelii.
Podobnie rzecz opisywał w liście do biskupów katolickich z 2009 roku papież Benedykt XVI:
„Fakt, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X nie posiada statusu kanonicznego w Kościele jest ostatecznie oparty nie o powody dyscyplinarne, ale doktrynalne. Tak długo, jak Bractwo nie ma statusu kanonicznego w Kościele, jego posługa nie jest prawowitą posługą Kościoła. (…) By wyjaśnić to raz jeszcze: do czasu wyjaśnienia kwestii doktrynalnych Bractwo nie ma statusu kanonicznego w Kościele, a jego posługa – nawet zwolniona z kar kościelnych – nie jest poprawną formą posługi Kościoła”, wyjaśniał Ojciec święty.
I, jak dodawał: „władza nauczycielska nie może zostać zamrożona w roku 1962 – to musi być zupełnie jasne dla bractwa. Ale ci, którzy stawiają się w roli wielkich obrońców Soboru muszą pamiętać, że Vaticanum II przyjmuje całą historię doktrynalną Kościoła. Ktokolwiek, kto chce być posłuszny soborowi musi przyjąć wiarę wyznawaną przez wieki i nie ma prawa uszkadzać korzeni, z których drzewo bierze swoje życie”.
FSSPX i progresiści – gra do jednej bramki
Jeśli coś dla FSSPX rzeczywiście jest jednak jasne – to to, że w optyce Bractwa ostatniego soboru powszechnego nie wolno przyjąć. Spór dotyczący dyscypliny i posłuszeństwa obie strony rozumieją więc jako wyłącznie owoc różnic stanowisk teologicznych. Spór prowadzi nas zatem do problemu znacznie przerastającego legitymizację działań FSSPX lub jej brak. Stawia przed oczyma pytanie o fundamentalnym znaczeniu: Czy trwając w wierze XX wieków Kościoła jesteśmy już z tego samego faktu opozycjonistami wobec następcy Piotra? Czy uznając dwadzieścia soborów powszechnych, XXI sobór powszechny musimy odrzucić?
Jeśli chcemy odpowiedzieć na to pytanie poprawnie, już pierwszy krok ma fundamentalne znaczenie dla poszukiwania odpowiedzi. Należy zacząć od właściwego ujęcia problemu. Nie chodzi o to, czy nie patrzymy chwilami z bólem na czyny następcy Księcia Apostołów. Rzecz nie w tym, czy dostrzegamy kryzys w Kościele, pobłażliwość władzy duchownej dla potępionych błędów itp. Fakty te widzimy jak na dłoni. To jednak zupełnie inny problem od tego, czy Magisterium Kościoła współcześnie formalnie obliguje katolików do odrzucenia ortodoksji.
By postawić sprawę jeszcze jaśniej: potężny kryzys wiary w Kościele jest faktem, a jego objawy są powszechne. To m.in. chaotyczne oraz wprost nieortodoksyjne nauczanie wielu duchownych – tych nieraz najbardziej medialnych i wpływowych. Ogrom błędów i to, że nie pomijają one nawet papieża – czego Franciszek dał dobitny wyraz – rzeczywiście każe szukać rozwiązań, a posłuszeństwo wobec prawd religii jest nadrzędne wobec jakiegokolwiek autorytetu.
Sam zasięg erozji ortodoksji nie jest jednak w żadnym wypadku dostateczną podstawą dla działania poza prawnym i hierarchicznym ustrojem Kościoła. By bronić takiej postawy trzeba by było dowieść, że powszechne błędy istotnie wynikają z nauki Magisterium – a nie są owocem na przykład popularyzacji pism heterodoksyjnych teologów.
Jednym słowem – wbrew popularnej tendencji – sprowadzenie sprawy do reakcji na kryzys w Kościele jest nietrafne. Stanowisko FSSPX nie jest prostą odpowiedzią na tę rzeczywistość, ale bardzo konkretnym spojrzenie na jej źródła. W tym wypadku mamy do czynienia z uznaniem, że heterodoksja została istotnie pochwalona i przyjęta przez obowiązujące Magisterium. Posłuszeństwo władzy nauczającej współcześnie jest w tym ujęciu realnie niemożliwe bez sprzeciwu wobec jej wcześniejszych orzeczeń składających się na świętą Tradycję.
Są dwie grupy, które sądzą, że urząd nauczycielski istotnie odciął się od XX wieków katolickiej doktryny. Poza zwolennikami FSSPX (a także marginalnych ruchów sedewakantystycznych) tego mniemania są też progresiści. Zwolennicy heterodoksyjnej rewolucji doktrynalnej sądzą, że wraz z Soborem Watykańskim II Kościół pożegnał odwieczne nauczanie i są z tego zadowoleni. Choć manipulują orzeczeniami SW II, to głoszą , że „idą za Piotrem” i uchodzą za pierwszorzędnych uczniów Vaticanum II.
W utrwaleniu tego wizerunku spora część środowiska tradycji skrzętnie im pomaga. Skoro przeciwnicy progresistów starają się ukazać Sobór i papieża w roli autorów doktrynalnego przewrotu, to wkładają promotorom heterodoksji w rękę potężny oręż. Sami zbroją ich w pozór posłuszeństwa. To doskonała pozycja dla propagowania ich tez – kreowanych na wyraz woli samej władzy nauczycielskiej – wyposażonej przecież w autorytet przez samego Chrystusa.
Z tej racji nim przyjmie się przekonanie o konieczności oporu wobec Magisterium trzeba ostrożnego namysłu. Roztropnego rozróżnienia wymaga to, czemu chcemy się sprzeciwiać we współczesnym Kościele. Czy odrzucamy wiarę ojców Soboru? Czy raczej nie możemy zaakceptować mylących praktyk, chaotycznych określeń i nieskłonności wielu współczesnych duchownych do wyrażania katolickiej ortodoksji? Opowiadamy się przeciwko postępowym interpretacjom i heterodoksyjnej teologii – czy doktrynie wiary wyrażonej przez władzę duchowną?
W wypadku FSSPX odpowiedź jest jednoznaczna. Rzym i Sobór błądzą: w doktrynie, kulcie i praktyce oraz narzucają posłuszeństwu błędowi w taki sposób, że trzeba działać mimo nich. Czy ta radykalna ocena opiera się rzeczywiście na wystarczających podstawach?
Przyjrzyjmy się, jakie błędy Vaticanum II – jego zdaniem jednoznaczne – dostrzega wykładowca eklezjologii seminarium w Econe, ks. Jean-Michel Gleize. W artykule swojego autorstwa duchowny ten przekonywał, że wobec czterech zapisów w dokumentach SW II pogodzenie go z Tradycją jest absolutnie niemożliwe. Ze względu na rolę, jaką kapłan pełni w Bractwie, jego krytyka wydaje się reprezentatywna dla środowiska.
„Przynajmniej w czterech punktach nauczanie soboru jest oczywiście sprzeczne z orzeczeniami wcześniejszego, tradycyjnego Magisterium, tak iż nie można go interpretować w zgodzie z nauczaniem zawartym we wcześniejszych dokumentach Kościoła. Vaticanum II zerwało więc jedność Magisterium, tak jak zerwało jedność jego przedmiotu. Oto te cztery punkty. Nauczanie o wolności religijnej, wyrażone w 2. punkcie deklaracji Dignitatis humanæ, stoi w sprzeczności z nauczaniem Grzegorza XVI (Mirari vos) i Piusa IX (Quanta cura), Leona XIII (Immortale Dei) i Piusa XI (Quas primas). Nauka o Kościele, wyrażona w 8. punkcie konstytucji Lumen gentium, jest sprzeczna z nauczaniem Piusa XII w Mystici Corporis i Humani generis. Tezy o ekumenizmie, wyrażone w 8. punkcie Lumen gentium i 3. punkcie dekretu Unitatis redintegratio, są sprzeczne z nauczaniem Piusa IX, wyrażonym w potępieniu zdań 16. i 17. Syllabusa, ze słowami Leona XIII (Satis cognitum) oraz Piusa XI (Mortalium animos). Doktryna o kolegialności, wyrażona w 22. punkcie konstytucji Lumen gentium, a także w 3. punkcie dołączonej do niej noty (tzw. nota prævia), jest sprzeczna z nauczaniem I Soboru Watykańskiego o jedności przedmiotu najwyższej władzy w Kościele w konstytucji Pastor æternus. (…)”, uważa ks. Jean-Michel Gleize.
Aby zweryfikować poprawność tego zarzutu, trzeba zestawić opinię teologa FSSPX z brzmieniem soborowych tekstów oraz objaśnieniami ich rozumienia w późniejszym Magisterium.
Lumen Gentium wbrew jedyności Kościoła?
Zacznijmy od drugiego argumentu kapłana. Jak sądzi profesor z Econe, „nauka o Kościele, wyrażona w 8. punkcie konstytucji „Lumen Gentium”, jest sprzeczna z nauczaniem Piusa XII w „Mystici Corporis” i „Satis Cognitum”.
Wskazany fragment soborowego dokumentu w dużej mierze wyraża ortodoksyjną naukę o widzialności i tożsamości Kościoła Chrystusowego z Kościołem Rzymskim. Zarzut „sprzeczności” z „Mystici Corporis” i „Satis Cognitum” dotyczy zapewne następującego ustępu:
„Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio), choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej”.
Wymienione encykliki Leona XIII i Piusa XII wyraźnie podkreślają, że jedynie Kościół jest sakramentem zbawienia, a także, że istnienie każdej innej społeczności religijnej jest nieuprawnione. Zapewne ks. Gleize uważa więc, że wskazany punkt „Lumen Gentium” wyraża przekonanie, że poza Kościołem istnieją obdarzone zbawczą funkcją podmioty religijne.
W kontekście całości dokumentu oraz późniejszych magisterialnych orzeczeń jest jednak jasne, że takie rozumienie byłoby nieuprawnionym i subiektywnym odczytaniem Konstytucji. Spójrzmy na ten fragment w szerszym kontekście tekstu Vaticanum II:
„Chrystus jedyny Pośrednik, ustanowił swój Kościół święty, tę wspólnotę wiary, nadziei i miłości tu na tej ziemi, jako widzialny organizm, nieustannie go też przy życiu utrzymuje, prawdę i łaskę rozlewając przez niego na wszystkich. Wyposażona zaś w organa hierarchiczne społeczność i zarazem mistyczne Ciało Chrystusa, widzialne zrzeszenie i wspólnota duchowa. Kościół ziemski i Kościół – bogaty w dary niebiańskie – nie mogą być pojmowane jako dwie rzeczy odrębne, przeciwnie, tworzą one jedną rzeczywistość złożoną, która zrasta się z pierwiastka boskiego i ludzkiego. Dlatego też na zasadzie bliskiej analogii upodabnia się ona do tajemnicy Słowa Wcielonego. Jak bowiem przybrana natura ludzka służy Słowu Bożemu za żywe narzędzie zbawienia, nierozerwalnie z Nim zjednoczone, nie inaczej też społeczny organizm Kościoła służy ożywiającemu go Duchowi Chrystusowemu ku wzrastaniu ciała (por. Ef 4,16).
To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi (J 21,17), zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali (por. Mt 28,18 nn), i który założył na wieki jako filar i podwalinę prawdy (1 Tm 3,15). Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio), choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej”.
W tekście jednoznacznie trafiamy na wskazanie wyjątkowości Kościoła. Nie ma mowy o zbawczym znaczeniu – per se – innych grup religijnych. Pierwiastki uświęcenia i prawdy to „właściwe dary Kościoła Chrystusowego”. To dane Kościołowi sakramenty i jego własności, które przetrwały mimo grzechu podziału. Nie stanowią one legitymizacji działania jakiejś wspólnoty jako odrębnej – ale „nakłaniają do jedności katolickiej”.
Fragmenty „Mystici Corporis”, które być może ks. Gleize uznał za sprzeczne z Vaticanum II mówią natomiast:
„Dlatego dalecy są od prawdy Bożej ci, co wymyślają sobie taki kościół, którego ani dotknąć się, ani widzieć (go) nie można, lecz jest On czymś całkiem duchowym, pneumatycznym, jak mówią, tak iż wiele społeczeństw chrześcijańskich, chociaż ich wiara treścią między sobą się różni, to jednak węzłem niewidzialnym ze sobą są złączone.
Do członków Kościoła w rzeczywistości zaliczać trzeba tych tylko ludzi, którzy sakrament odrodzenia na Chrzcie św. przyjęli i wyznają prawdziwą wiarę, a nie pozbawili się sami w niegodny sposób łączności z Kościołem, ani też władza prawowita nie wyłączyła ich z grona wiernych za bardzo ciężkie przewinienia. W jednym bowiem duchu, mówi Apostoł, wszyscyśmy w jedno ciało ochrzczeni, czy to Żydzi czy poganie, czy niewolnicy czy wolni (I. Kor. 12, 13). Jako więc w prawdziwym zgromadzeniu wiernych jedno mamy ciało, jednego ducha, jednego Pana i jeden chrzest, tak też możemy mieć jedną wiarę, tak iż kto Kościoła słuchać się wzdryga, ten ma być, według rozkazu samego Chrystusa, uważany za poganina i jawnogrzesznika (Efez. 4, 5; Mt. 18,17). Dlatego też ci, co wiarą i rządami są od siebie oddzieleni, nie mogą być w takim jednolitym Ciele i w jego jedynym Boskim duchu”.
W rzeczywistości w tym i podobnych wyrażeniach nie ma sprzeczności z myślą „Lumen Gentium”. 13 punkt tej konstytucji dogmatycznej stwierdza jednoznacznie:
„Sobór święty zwraca się w pierwszym rzędzie do wiernych katolików. Uczy zaś, opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia, On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół, On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu (por. Mk 16,10, J 3,5) potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby tedy być zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać.
Do społeczności Kościoła wcieleni są w pełni ci, co mając Ducha Chrystusowego w całości przyjmują przepisy Kościoła i wszystkie ustanowione w nim środki zbawienia i w jego widzialnym organizmie pozostają w łączności z Chrystusem rządzącym Kościołem przez papieża i biskupów, w łączności mianowicie polegającej na więzach wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz wspólnoty (communio)”.
„Lumen Gentium” podtrzymuje doktrynę o Kościele widzialnym, koniecznym do zbawienia, do którego włącza w pełni wyłącznie chrzest, zachowanie wiary oraz podległość hierarchii katolickiej. Więzy Kościoła i niekatolików to nie jakieś „pneumatyczne” uczestnictwo w Kościele, ale konsekwencja faktu, że niektóre wspólnoty zachowały sakramenty i mogą owocnie do nich przystępować. A te są przecież własnością Kościoła. Gdy korzystają z nich niekatolicy, którzy trwają w błędach bez własnej winy, to przecież oczywiste, że czerpią z nich łaskę.
W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że papież Paweł VI w encyklice „Ecclesiam Suam” wskazał właśnie „Mystici Corporis” i „Satis Cognitum” jako podstawę reformy Kościoła po SW II. Jak wyjaśniał, w nich można znaleźć szczególnie istotne założenia eklezjologiczne – wciąż ważne i godne zachowania.
Co jednak istotniejsze – ks. Gleize postawił swój zarzut wobec Lumen Gentium na 4 lata po wydaniu przez Kongregację Nauki Wiary odpowiedzi na pytania dotyczące eklezjologii tej soborowej konstytucji. Zgodnie z wyjaśnieniem dokument soboru nie wprowadził żadnej zmiany w tradycyjną eklezjologię i zachował jej ortodoksyjną postać. Odpowiedź KNW wskazuje dobitnie: Sobór wyznaje tożsamość Kościoła katolickiego z Chrystusowym i nie zrównuje z nim żadnej innej wspólnoty.
Indyferentyzm Soboru?
Przejdźmy do drugiego zarzutu księdza Gleize. Duchowny ten sądzi, że punkt trzeci Dekretu o Ekumenizmie „Unitatis Redintegratio” jest sprzeczny z ustępami 16 i 17 „Sylabusu błędów” bł. Piusa IX. W tym wypadku nie tylko łatwo wykazać, że to błędna opinia – łatwo nawet dowieść, że jest ona oparta o rażące nadużycie. Co więcej, właśnie ten ustęp „Unitatis Redintegratio” pozwala wyraźniej pojąć sens „kontrowersyjnego” zapisu Konstytucji „Lumen Gentium”, omówionego powyżej.
Wspomniane przez profesora z Econe twierdzenia potępione w „Syllabusie” mówią:
„Ludzie mogą znaleźć drogę do wiecznego zbawienia i osiągnąć to wieczne zbawienie przez praktykowanie jakiejkolwiek religii”
„Należy mieć przynajmniej zasadną nadzieję co do zbawienia wiecznego tych wszystkich, którzy w żaden sposób nie przynależą do prawdziwego Kościoła Chrystusowego”.
Sprawdźmy, czy punkt 3 „Unitatis Redintegratio” aprobuje te niekatolickie przekonania.
„W tym jednym i jedynym Kościele Bożym już od samego początku powstały pewne rozłamy, które Apostoł surowo karci jako godne potępienia. W następnych zaś wiekach zrodziły się jeszcze większe spory, a niemałe Społeczności odłączyły się od pełnej wspólnoty (communio) z Kościołem katolickim, często nie bez winy ludzi z jednej i drugiej strony. Tych zaś, którzy obecnie rodzą się w takich Społecznościach i przepajają się wiarą w Chrystusa, nie można obwiniać o grzech odłączenia. A Kościół katolicki otacza ich braterskim szacunkiem i miłością. Ci przecież, co wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio) ze społecznością Kościoła katolickiego. Faktem jest, że z powodu rozbieżności utrzymujących się w różnej formie między nimi a Kościołem katolickim, czy to w sprawach doktryny, a niekiedy też zasad karności, czy odnośnie do struktury Kościoła, pełna łączność (communio) kościelna napotyka niemało przeszkód, częstokroć bardzo poważnych, które przełamać usiłuje ruch ekumeniczny. Pomimo to usprawiedliwieni z wiary przez chrzest należą do Ciała Chrystusa, dlatego też zdobi ich należne im imię chrześcijańskie, a synowie Kościoła katolickiego słusznie ich uważają za braci w Panu.
Ponadto wśród elementów czy dóbr, dzięki którym razem wziętym sam Kościół się buduje i ożywia, niektóre i to liczne i znamienite mogą istnieć poza widocznym obrębem Kościoła katolickiego, spisane słowo Boże, życie w łasce, wiara, nadzieja, miłość oraz inne wewnętrzne dary Ducha Św. oraz widzialne elementy: wszystko to, co pochodzi od Chrystusa i do Niego prowadzi, należy słusznie do jedynego Kościoła Chrystusowego. Nasi bracia odłączeni sprawują wiele chrześcijańskich obrzędów, które – zależnie od różnych warunków każdego Kościoła lub Wspólnoty – niewątpliwie mogą w rozmaity sposób wzbudzić rzeczywiste życie łaski i którym trzeba przyznać zdolność otwierania wstępu do społeczności zbawienia. Same te Kościoły i odłączone Wspólnoty, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu.
Mimo to odłączeni od nas bracia, pojedynczo lub w swoich Kościołach czy Wspólnotach, nie cieszą się tą jednością, jakiej Jezus Chrystus chciał użyczyć hojnie tym wszystkim, których odrodził i jako jedno ciało obdarzył nowym życiem, a którą oznajmia Pismo św. i czcigodna Tradycja Kościoła. Pełnię bowiem zbawczych środków osiągnąć można jedynie w katolickim Kościele Chrystusowym, który stanowi powszechną pomoc do zbawienia. Wierzymy mianowicie, że jednemu Kolegium apostolskiemu, któremu przewodzi Piotr, powierzył Pan wszystkie dobra Nowego Przymierza celem utworzenia jednego Ciała Chrystusowego na ziemi, z którym powinni zjednoczyć się całkowicie wszyscy, już w jakiś sposób przynależący do Ludu Bożego. Lud ten wprawdzie podczas swojej ziemskiej wędrówki nie przestaje podlegać grzechowi w członkach swoich, ale mimo to wzrasta w Chrystusie, a Bóg wiedzie go łaskawie wedle swoich tajemnych planów aż do radosnego zdobycia całej pełni wiecznej chwały w niebieskim Jeruzalem”, stanowi soborowy tekst.
Po pierwsze – wskazany fragment dekretu w ogóle nie wspomina ni słowem o zbawieniu niezależnym od religii. Mowa o tym, że środki ku niemu – dane przez Chrystusa tylko Kościołowi katolickiemu – przez grzechu podziału dostępne są i poza jego Mistycznym Ciałem. To przecież oczywiste, że jeśli Msza święta jest owocnie sprawowana na przykład wśród prawosławnych – to przynosi łaskę – a tym samym musi pomagać osiągnąć życie wieczne. Nie dotyczy to oczywiście tych, którzy świadomie odrzucają Kościół Chrystusowy.
Jednocześnie Sobór wyraźnie wskazał: trwanie tych narzędzi łaski poza organizmem Kościoła wzywa do powrotu do jedynej Owczarni Chrystusa – a nie uprawnia podział. Stąd uwagę o roli innych wspólnot w dziele zbawienia trzeba rozumieć względnie. Mogą one przynosić łaskę tym, którzy nie ze swojej winy pozostają poza Kościołem – ale nie stanowią powszechnego sakramentu zbawienia, jakim jest wyłącznie Kościół: jedyny, święty, katolicki i apostolski.
Co więcej, Sobór w wielu miejscach wyraźnie stwierdził konieczność wiary do zbawienia. Przywołaliśmy już jednoznaczny w tej kwestii punkt 13 „Lumen Gentium”. Moralny obowiązek wiary potwierdza też początek deklaracji „Dignitatis Humanae”.
Punkt XVII „Sylabusa Błędów” również nie pozwala sformułować przeciw dekretowi o ekumenizmie uprawnionego zarzutu. Przecież Unitatis Redintegratio mówi właśnie o tym, że w pewnej ograniczonej liczbie wspólnot, które mimo schizmy nie zatraciły całości środków zbawienia, przez katolickie sakramenty istnieje pewna więź – choć inna od pełnej przynależności – ich wyznawców z Kościołem. Refleksja ta jest nie do pomylenia z potępionym przez Piusa IX sądem, że można się zbawić bez jakiegokolwiek związku z Owczarnią Pańską. Naukę o możliwości zbawienia niekatolików, którzy nie sprzeciwili się wierze świadomie, dzięki łączności z Kościołem „przez nadzieję lub pragnienie” wykłada zaś choćby „Suprema Haec Sacra”, opublikowane za pontyfikatu Piusa XII.
„Posoborowe” spojrzenie na konieczność Kościoła do zbawienia wyjaśnia również deklaracja Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus” z 2000 roku.
„Dla tych, którzy nie są w sposób formalny i widzialny członkami Kościoła, Chrystusowe zbawienie dostępne jest mocą łaski, która, choć ma tajemniczy związek z Kościołem, nie wprowadza ich do niego formalnie, ale oświeca ich w sposób odpowiedni do ich sytuacji wewnętrznej i środowiskowej. Łaska ta pochodzi od Chrystusa, jest owocem Jego ofiary i zostaje udzielana przez Ducha Świętego. Ma ona związek z Kościołem, który swój początek bierze wedle planu Ojca z posłania (ex missione) Syna i z posłania Ducha Świętego.
Byłoby sprzeczne z wiarą katolicką postrzeganie Kościoła jako jednej z dróg zbawienia, istniejącej obok innych, to znaczy równolegle do innych religii, które miałyby uzupełniać Kościół, a nawet mieć zasadniczo taką samą jak on wartość (…)”, czytamy w jej treści.
Ani sobór więc, ani posoborowe Magisterium nie mówi o istnieniu innych właściwych dróg do zbawienia lub szansie na życie wieczne bez względu na religię. SW II rozwija jedynie myśl o sytuacji niekatolików w stanie ignorancji niezawinionej na podstawie obecności ważnych sakramentów w niektórych społecznościach oderwanych od Kościoła, wciąż zobligowanych, by do komunii z nim powrócić.
„Locales vel particulares”. Inna trudność, którą można przełamać
Zarzut sprzeczności 3 ustępu „Unitatis Redintegratio” z 16 i 17 ustępem „Syllabusa Błędów” jest oparty o poważnie niezrozumienie refleksji Soboru. Jednocześnie ks. Gleize przegapił punkt Dekretu, który znacznie łatwiej można by przedstawić jako niepojednalny z Tradycją. Mimo to, również i w tym wypadku, właściwie rozumienie problematycznego stwierdzenia jest do zaakceptowania – choć potrzeba wobec niego dobrej woli, a nawet pewnej wyrozumiałości.
W jednym z kolejnych punktów soborowy dekret nazywa wspólnoty wyposażone w sakramenty i sukcesję apostolską, a oderwane od papieża „Kościołami partykularnymi lub lokalnymi”. Tymczasem wiemy m.in. z „Mystici Corporis Christi”, że Ci, którzy nie podlegają legalnej władzy kościelnej na czele z Piotrem, nie mogą być członkami Mistycznego Ciała Chrystusa. W sensie ścisłym, gdyby ktoś stwierdził, że niekatolicka wspólnota religijna, posiadająca jednak sakramenty i sukcesję apostolską, jest komórką Kościoła Powszechnego na wzór na przykład diecezji, mielibyśmy do czynienia z oczywistym błędem.
Jednak wspomniana już wyżej odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary z 2007 roku dotyka i tej kwestii, wyjaśniając, że ojcowie Vaticanum II nie sięgnęli po termin „kościołów lokalnych” z intencją wyrażenia takiego nauczania. Jak czytamy w objaśnieniu:
„Dlaczego Powszechny Sobór Watykański II nazywa «Kościołami» Kościoły wschodnie odłączone od pełnej komunii z Kościołem katolickim?
Odpowiedź: Sobór chciał pozostać przy tradycyjnym użyciu tej nazwy. «Skoro więc Kościoły te mimo odłączenia posiadają prawdziwe sakramenty, szczególnie zaś, na mocy sukcesji apostolskiej, kapłaństwo i Eucharystię, dzięki którym są dotąd z nami złączone najściślejszym węzłem, zasługują na miano Kościołów partykularnych czy lokalnych.
Dlatego przez sprawowanie Eucharystii Pańskiej w tych poszczególnych Kościołach buduje się i rozrasta Kościół Boży. Ponieważ jednak komunia z Kościołem katolickim, którego widzialną Głową jest Biskup Rzymu i Następca Piotra, nie jest zewnętrznym uzupełnieniem Kościoła partykularnego, ale jednym z jego wewnętrznych i konstytutywnych elementów, tym czcigodnym chrześcijańskim wspólnotom brak czegoś w ich roli jako kościołów partykularnych”, stwierdza objaśnienie Kongregacji.
Zostawiając kurtuazyjny ton odpowiedzi na rzecz logiki: Skoro w wypadku tych niekatolickich wspólnot brakuje konstytutywnego elementu Kościoła partykularnego – to zwyczajnie nie można ich uznać za Kościoły lokalne na wzór na przykład diecezji, a użycie tego terminu przez sobór należy rozumieć inaczej.
Do podobnego przekonania trzeba zresztą dojść wobec lektury całości tekstów Soboru. Członkowie Kościoła partykularnego byliby przecież w pełni katolikami, a chociażby konstytucja „Lumen Gentium” wyraźnie wskazuje, że ta przynależność dotyczy tylko wiernych zachowujących wiarę i podległość hierarchii Kościoła.
Wolność religii
Według profesora eklezjologii z Econe sprzeczność między Soborem a świętą Tradycją znaleźć można również porównując II punkt deklaracji „Dignitatis Humanae” z „nauczaniem Grzegorza XVI (Mirari vos) i Piusa IX (Quanta cura), Leona XIII (Immortale Dei) i Piusa XI (Quas primas)”. Chodzi o stosunek do zasady wolności wyznania – a konkretnie o to, czy państwo może akceptować ją w prawie.
Oczywiście, II Sobór Watykański patrzy inaczej na zadania władzy świeckiej, niż klasyczna katolicka nauka społeczna…. I w tym rzecz. To nie pierwszorzędny aspekt doktryny. Co do braku „wolności wyznania” w sensie moralnym Sobór jest jednoznaczny. Tekst „Dignitatis Humanae” zaczyna się przecież od podtrzymania katolickiej nauki, zgodnie z którą człowiek ma wiążący obowiązek moralny przyjąć jedyną objawioną przez Boga religię. Nie ma tu mowy o błędzie w antropologii, czy etyce. Ludzkie zadanie względem objawienia zdefiniowano poprawnie. Przedmiotem dyskusji jest wyłącznie odniesienie tej doktryny do ładu cywilno-prawnego.
„Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej. Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie. Poza tym oświadcza, że prawo do wolności religijnej jest rzeczywiście zakorzenione w samej godności osoby ludzkiej, którą to godność poznajemy przez objawione słowo Boże i samym rozumem. To prawo osoby ludzkiej do wolności religijnej powinno być w taki sposób uznane w prawnym ustroju społeczeństwa, aby stanowiło prawo cywilne”, stwierdzili ojcowie Vaticanum II.
„Z racji godności swojej wszyscy ludzie, ponieważ są osobami, czyli istotami wyposażonymi w rozum i wolną wolę, a tym samym w osobistą odpowiedzialność, nagleni są własną swą naturą, a także obowiązani moralnie do szukania prawdy, przede wszystkim w dziedzinie religii. Obowiązani są też trwać przy poznanej prawdzie i całe swoje życie układać według wymagań prawdy. Tego zaś zobowiązania nie zdołają ludzie wypełnić w sposób zgodny z własną swą naturą, jeśli nie mogą korzystać zarówno z wolności psychologicznej, jak i wolności od zewnętrznego przymusu. A więc prawo do wolności religijnej ma fundament nie w subiektywnym nastawieniu osoby, ale w samej jej naturze. Dlatego prawo do owej wolności przysługuje trwale również tym, którzy nie wypełniają obowiązku szukania prawdy i trwania przy niej; korzystanie zaś z tego prawa nie może napotykać przeszkód, jeśli tylko zachowywany jest sprawiedliwy ład publiczny”, stanowi „Dignitatis Humanae”.
Co więcej – Deklaracja Soboru zawiera również wzmiankę o sprawiedliwych granicach, jakich domaga się wolność religii. Gdy spojrzeć na nie w świetle zapisów katechizmu, orzeczenie soboru nabiera jeszcze bardziej zniuansowanego znaczenia. Punkty 2108 oraz 2109 KKK mówią:
„Prawo do wolności religijnej nie oznacza moralnej zgody na przylgnięcie do błędu ani rzekomego prawa do błędu, lecz naturalne prawo osoby ludzkiej do wolności cywilnej, to znaczy – w słusznym zakresie – do wolności od przymusu zewnętrznego w sprawach religijnych ze strony władzy politycznej. To prawo naturalne powinno być w taki sposób uznane w porządku prawnym społeczeństwa, by stało się prawem cywilnym.
Prawo do wolności religijnej nie może być w sobie ani nieograniczone, ani ograniczone tylko przez porządek publiczny pojmowany w sposób pozytywistyczny lub naturalistyczny. Przynależny mu słuszny zakres powinna dla każdej sytuacji społecznej określać roztropność polityczna zgodnie z wymaganiami dobra wspólnego, a władza cywilna powinna go zatwierdzać według norm prawnych dostosowanych do obiektywnego porządku moralnego„.
Wbrew liberalnym interpretacjom soborowego tekstu, Magisterium nie stanowi, by „Dignitatis Humanae” pozbawiło państwo jakiejkolwiek roli we współpracy z Kościołem dla zbawienia. Skoro ograniczenia wolności wyznania mogą wynikać „nie tylko ze względów naturalistycznych” – to można stanowić takie restrykcje w trosce o nadprzyrodzony cel człowieka, czyli zbawienie wieczne.
W tym ujęciu wyraźna zmiana nauki społecznej Soboru Watykańskiego II wypływa być może nie z radykalnego odwrócenia wizji relacji Kościoła i władzy doczesnej, ale odmiennego niż klasyczne przekonania o tym, jakie elementy ustroju stanowią zagrożenie dla dobrowolnego przyjęcia przez ludzi chrystusowej prawdy.
Tak, czy inaczej omawiane nauczanie nie jest elementem świętej Tradycji – dotyczy bowiem porządku cywilnego. Zmiana w tym względzie nie jest więc wykluczona, choć nie oznacza to automatycznie, że jest dobra.
Wreszcie, „Dignitatis Humanae” jest deklaracją Soboru i jako taka jest dokumentem mniejszego autorytetu. Wedle kard. Walter Brandmüllera jej tezy nie są tym samym ostatecznie zobowiązujące i mogą stanowić przedmiot kontrowersji. Skoro wolno tak twierdzić purpuratowi w pełnym porozumieniu ze Stolicą Apostolską, dlaczego i konserwatywni wierni lub księża FSSPX nie mogliby utrzymywać podobnie?
Papież i kolegialność
Pozostaje zmierzyć się z zarzutem o sprzeczność nauczania „Lumen Gentium” o kolegialności i autorytecie papieskim z wykładnią I Soboru Watykańskiego. Sięgnijmy najpierw po 22 punkt Konstytucji SW II – wedle ks. Gleize jest on nie do pogodzenia z Tradycją.
„Jak z ustanowienia Pańskiego święty Piotr i reszta Apostołów stanowią jedno Kolegium Apostolskie, w podobny sposób Biskup Rzymski, następca Piotra, i biskupi, następcy Apostołów, pozostają we wzajemnej łączności. Już starożytna zasada, na mocy której biskupi ustanowieni w całym świecie łączyli się ze sobą nawzajem i z Biskupem Rzymskim węzłem jedności, miłości i pokoju, a także zwołane ich Synody, dla wspólnego rozstrzygania wszelkich ważniejszych spraw decyzją opartą na zdaniu wielu uczestników, wskazują na kolegialny charakter i naturę episkopatu, jasno też potwierdzają tę kolegialność Sobory powszechne odbyte w ciągu wieków. Wskazuje zresztą na nią już sama, od czasów starożytnych stosowana praktyka zwoływania większej liczby biskupów, aby uczestniczyli w wyniesieniu nowego elekta na urząd najwyższego kapłaństwa. Członkiem Kolegium biskupiego zostaje się na mocy sakramentalnej konsekracji i hierarchicznej wspólnoty z Głową Kolegium oraz jego członkami.
Kolegium albo ciało biskupie posiada władzę autorytatywną jedynie wtedy, gdy się je bierze łącznie z Biskupem Rzymskim, następcą Piotra, jako jego głową, i gdy nienaruszoną zostaje władza zwierzchnia tego ostatniego nad wszystkimi, zarówno Pasterzami, jak wiernymi. Albowiem Biskup Rzymski z racji swego urzędu, mianowicie urzędu Zastępcy Chrystusa i Pasterza całego Kościoła, ma pełną, najwyższą i powszechną władzę nad Kościołem i władzę tę zawsze ma prawo wykonywać w sposób nieskrępowany. Stan zaś biskupi, który jest następcą Kolegium Apostolskiego w nauczycielstwie i w rządzeniu pasterskim, co więcej, w którym trwa nieprzerwanie ciało apostolskie, stanowi również razem z głową swoją, Biskupem Rzymskim, a nigdy bez niego, podmiot najwyższej i pełnej władzy nad całym Kościołem, władza ta jednak może być wykonywana nie inaczej jak tylko za zgodą Biskupa Rzymskiego. Jednego tylko Piotra wyznaczył Pan na Opokę i Klucznika Kościoła (por. Mt 16,18-19) i jego tylko ustanowił Pasterzem całej swojej trzody (por. J 21,15 nn), wiadomo zaś, że ów dar związywania i rozwiązywania, dany Piotrowi (por. Mt 16,19) udzielony został także Kolegium apostołów pozostającemu w łączności z Głową swoją (Mt 18,18, 28,16-20).
Kolegium to jako złożone z wielu jednostek wyraża rozmaitość i powszechność Ludu Bożego, jako zaś zgromadzone pod jedną Głową wyraża jedność trzody Chrystusowej. Biskupi przestrzegając wiernie prymatu i przodownictwa Głowy swojej, sprawują własną władzę dla dobra swoich wiernych, a także dla dobra całego Kościoła, Duch Święty zaś ustawicznie umacnia jego organiczną strukturę i zgodę. Najwyższa władza nad całym Kościołem, w jaką wyposażone jest to Kolegium, w sposób uroczysty sprawowana jest na Soborze powszechnym. Niby nie istnieje Sobór powszechny, który by nie był jako taki zatwierdzony lub przynajmniej uznany przez Następcę Piotra, i jest prerogatywą Biskupa Rzymskiego zwoływanie tych Soborów, przewodniczenie im oraz ich zatwierdzanie. Ta sama władza kolegialna może być sprawowana wespół z papieżem przez rozproszonych po świecie biskupów, byle tylko Głowa Kolegium wezwała ich do kolegialnego działania albo przynajmniej zatwierdziła jednakową działalność przebywających w rozproszeniu biskupów lub dobrowolnie ją przyjęła, tak żeby stała się ona prawdziwym aktem kolegialnym”, czytamy w soborowej deklaracji.
Według profesora eklezjologii seminarium w Econe refleksja ta jest sprzeczna z konstytucją „Pastor Aeternus” Soboru Watykańskiego I w zakresie władzy następcy Piotra. Sięgnijmy po ten kluczowy dokument, aby sprawdzić zasadność tego przekonania.
„Nauczamy zatem i wyjaśniamy, zgodnie ze świadectwami Ewangelii, że Chrystus Pan bezpośrednio i wprost przyrzekł oraz udzielił św. Piotrowi Apostołowi prymatu jurysdykcji nad całym Kościołem Bożym. Tylko bowiem Szymonowi, któremu wcześniej powiedział: Będziesz się nazywał Kefas, gdy ten wyznał mówiąc: Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego, Pan rzekł w uroczystych słowach: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, ale Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. Tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Tylko też Szymonowi Piotrowi udzielił Jezus po swym zmartwychwstaniu jurysdykcji najwyższego pasterza i zarządcy całej owczarni, mówiąc: Paś baranki moje; Paś owce moje”, orzekli ojcowie pierwszego soboru watykańskiego I.
„Tej, jakże jasnej nauce Pisma Świętego, zawsze w ten sposób przez Kościół rozumianej, otwarcie sprzeciwiają się fałszywe opinie tych, którzy odrzucając formę rządów ustanowioną przez Chrystusa w Jego Kościele, przewrotnie zaprzeczają, że tylko sam Piotr przed pozostałymi apostołami – czy to przed każdym z osobna, czy to przed wszystkimi razem – został przez Chrystusa wyposażony w prawdziwy i właściwy prymat jurysdykcyjny; albo [opinie] tych, którzy twierdzą, że ten prymat nie był powierzony bezpośrednio św. Piotrowi, ale Kościołowi, a przez niego jemu jako słudze tegoż Kościoła”, czytamy dalej w „Pastor Aeternus”.
„Gdyby zatem ktoś mówił; że św. Piotr Apostoł nie został przez Chrystusa Pana ustanowiony księciem wszystkich apostołów ani widzialną głową całego Kościoła walczącego; albo że otrzymał tylko prymat honorowy, a nie prawdziwy i właściwy prymat jurysdykcji wprost i bezpośrednio od Pana naszego Jezusa Chrystusa – niech będzie wyklęty. (…) że biskup Rzymu posiada tylko urząd nadzorowania lub kierowania, a nie pełną i najwyższą władzę jurysdykcji w całym Kościele, nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w sprawach dotyczących karności i rządzenia Kościołem rozproszonego po całym świecie; (b) albo że posiada on tylko większą część, a nie całą pełnię tej najwyższej władzy; (c) albo że ta jego władza nie jest zwyczajna i bezpośrednia, zarówno w odniesieniu do wszystkich i każdego z kościołów, jak również wobec wszystkich i każdego z pasterzy i wiernych – niech będzie wyklęty”, konkludowali hierarchowie.
Jasne jest, że myśl zawarta w 22 punkcie „Lumen Gentium” nie wyraża żadnego z twierdzeń potępionych w kanonach. Nie przeczy wyjątkowości i powszechności władzy jurysdykcji chrystusowego wikariusza. Nie stanowi, jakoby władza była dana papieżowi przez biskupów. Mowa wyraźnie, że jego autorytet jest bezpośredni oraz, iż wolno mu rządzić w sposób nieskrępowany. „Lumen Gentium” nie sposób zarzucić, żeby zrównywało następcę Piotra w kompetencjach, czy znaczeniu z innymi hierarchami.
Być może źródłem tej opinii ks. Gleize jest słownikowa interpretacja pojęcia kolegium. Określenie to oznacza bowiem grupę równych. Tymczasem pod względem jurysdykcji równość między Ojcem świętym, a resztą biskupów nie występuje. Ale już jak najbardziej istnieje w zakresie władzy święceń – bo papież to przecież biskup Rzymu. Z tego powodu sformułowania takie, jak „Kolegium Apostolskie”, czy „kolegium biskupie” odniesione do pełni kapłaństwa, jaką posiada ordynariusz Rzymu i każdy inny biskup – nie są niewłaściwe.
Sobór nie odrzucił Tradycji
Ostatecznie nie wydaje się, by rzeczywiście istniała realna potrzeba odrzucenia Soboru Watykańskiego II, by być ortodoksyjnym katolikiem całej Tradycji. W aspektach, które dotyczą rzeczywiście prawdy religijnej ojcowie Vaticanum II nie podjęli próby zmiany doktryny. Do wniosku o ich „heretyckich” ustaleniach prowadzi fragmentaryczna lektura i przejaskrawiona interpretacja. Nade wszystko winę ponosi brak chęci zachowania posłuszeństwa władzy nauczającej aż do samego końca – czyli realnej, nieprzebytej sprzeczności z depozytem wiary.
Owszem, można – i trzeba – opłakiwać kryzys w Kościele. Wolno – i są ku temu liczne powody – by powątpiewać, czy przyjęte paradygmaty działań nie są zgubne. Można zwrócić uwagę, że w prywatnych wypowiedziach papieskich szerzy się błąd. To jednak zupełnie inna postawa, niż przekonanie, że papieże z biskupami gremialnie i intencjonalnie opowiedzieli się za fałszywą nauką, podając sprzeczne z Tradycją zasady całemu Kościołowi.
To fatalny wybór, by mogąc bronić Soboru przed postępowymi deformacjami postawić na walkę z „błędami SW II”. W gruncie rzeczy to gra do jednej bramki z progresistami, która kończy się bolesnym samobójem. Dlaczego „tradycjonaliści” mają ułatwiać przekonanie wszystkich, że Kościół odrzucił dawne nauczanie, skoro otwarcie nie wyraził takiej woli? Przecież w ten sposób umacniamy tylko heterodoksyjną teologię.
Msza – niezmiennie Ofiara Chrystusa
Pozostaje oczywiście zarzut FSSPX względem nowej liturgii. Istotny, bo przecież to właśnie niechęć do Mszy Pawła VI – a w zasadzie towarzyszących jej niej nadużyć i niedbałości – motywuje wielu do zainteresowania Bractwem. Nic dziwnego. Zmiany w kulcie dotykają wiele osób nie jako kwestia teologiczna, ale element doświadczenia utraty sacrum i gorzkiego zubożenia katolickiej obrzędowości.
To wrażenie, jakim trudno się nie przejąć, gdy nagle odkrywa się dawną liturgię – tak mszalną, jak i sakramentalną. Tak wiele okrojonych zwyczajów i „usuniętych powtórzeń”? Tyle uproszczonych obrzędów z utratą dawnych i bogatych w znaczenie praktyk?
W wielu odbiorcach to rozczarowanie dojrzewa nie jako tęsknota za dawną Mszą, ale przeradza się w pewność, że nowa liturgia jest w zasadzie atakiem na katolicką religię. Najczęściej można spotkać się z przekonaniem, że porównana do dawnego kultu Msza Pawła VI nie odpowiada godności Najświętszej Ofiary – a nawet, że rezygnuje z wyrażenia ofiarniczego charakteru celebracji. Wizję taką wspiera zauważalna i trudna do przełknięcia zmiana tekstu Offertorium na wyłącznie krótką modlitwę przygotowania darów oraz odwrócenie kapłana ku zgromadzonym. Wszystko to służy za paliwo popularnej w szeregach FSSPX opinii, wedle której Msza sprawowana według nowego rytu jest niegodna, wewnętrznie zła i zasługuje, aby jej unikać.
W wypadku sądu o braku ofiarniczego charakteru nowej Mszy mamy jednak raz jeszcze do czynienia z nadinterpretacją. Oparta o zniechęcenie negatywnymi aspektami reformy liturgicznej postawa przeradza się w odbieranie NOM nawet to właściwego, co ona posiada.
Zajrzyjmy do Ogólnego Wprowadzenia do Mszału Rzymskiego i do współczesnego mszału, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście ofiarniczy charakter jest nieobecny w nowych obrzędach. W OWMR znajdziemy następujące wskazania:
„Kapłan, dokonując anamnezy, zwraca się do Boga w imieniu całego ludu, składa Mu dzięki oraz przedstawia żywą i świętą Ofiarę, to znaczy dar ofiarny Kościoła i Hostię, której ofiarowaniem sam Bóg chciał być przebłagany, oraz prosi, aby Ciało i Krew Chrystusa były ofiarą miłą Ojcu i zbawienną dla całego świata”.
„W ten sposób w nowym mszale prawo modlitwy Kościoła odpowiada stałemu prawu wiary, które nam przypomina, że wyjąwszy sposób ofiarowania, jednym i tym samym jest ofiara krzyża i jej sakramentalne odnowienie we Mszy, którą podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus Pan ustanowił i jej sprawowanie zlecił Apostołom na swoją pamiątkę, oraz że Msza jest jednocześnie ofiarą uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i zadośćuczynienia”, czytamy we wprowadzeniu do porządku Najświętszej Ofiary.
W obrzędach Mszy świętej Pawła VI wyrazów ofiarniczego charakteru również nie brakuje w sposób definitywny. Jak zaznaczył w swoim tekście opublikowanym na portalu catholicanserws.com ks. Brian Harrison, NOM uzewnętrznia w kilku miejscach omawianą doktrynę. Po pierwsze w czasie modlitwy celebransa nad darami, gdy duchowny mówi:
„Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała”.
Tuż potem kapłan wyraźnie wskazuje na ofiarniczy charakter Mszy świętej, zwracając się do wiernych: „Módlcie się, aby moją i waszą Ofiarę przyjął Bóg, Ojciec wszechmogący”. Zebrani podobnie dają świadectwo tej samej prawdzie odpowiadając: „Niech Pan przyjmie Ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę swojego imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego”.
Również dalej w Kanonie rzymskim i nowych modlitwach eucharystycznych wyrażona jest wiara w ofiarniczy charakter obrzędów. Spotkamy ją m.in. po konsekracji. Na przykład w drugiej ME kapłan mówi:
„Wspominając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna, ofiarujemy Tobie, Boże, Chleb życia i Kielich zbawienia i dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”.
Z kolei w czwartej ME:
„Boże, Ojcze, sprawując teraz pamiątkę naszego odkupienia wspominamy śmierć Chrystusa i Jego zstąpienie do otchłani, wyznajemy Jego zmartwychwstanie i wstąpienie do nieba, a oczekując Jego przyjścia w chwale składamy Ci, Boże, Jego Ciało i Krew jako Ofiarę miłą Tobie i zbawienną dla całego świata. Wejrzyj, Boże, na Ofiarę, którą sam dałeś swojemu Kościołowi i spraw, aby wszyscy, którzy będą spożywali ten sam Chleb i pili z jednego Kielicha zostali przez Ducha Świętego złączeni w jedno ciało i stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale”.
Mimo powodów do zastrzeżeń wobec reformy liturgii stwierdzenie, zgodnie z którym nie wyraża ona ofiarniczego charakteru, jest niedostatecznie poparte i zbyt jaskrawe.
Z innymi zarzutami, jakie często padają ze strony FSSPX, nie jest lepiej. Zwolennicy bractwa stwierdzają czasem na przykład, że NOM nie wyraża dogmatu o katolickim sakramentalnym kapłaństwie. A przecież żaden świecki nie sprawuje w kościołach Mszy… Zmniejszenie przestrzeni cichych modlitw nie oznacza ostatecznie zrównania roli.
„Vir obediens loquetur victorias”
Te pochopne oskarżenia obrazują metodę argumentacji FSSPX. Krytyka soboru i Nowej Mszy jest w niej zawsze przestrzelona. Żal z powodu kryzysu Kościoła zamiast działać dla zbudowania przeradza się w nieszczęsny antagonizm przeciw hierarchii. Gdy podejść do sprawy rzeczowo i z dobrą wolą staje się jasne, że pojednanie Soboru z Tradycją jest możliwe. Podobnie owocne sprawowanie NOM. Przesłanki, mające świadczyć o „nadzwyczajnej sytuacji”, odnoszą się wprawdzie do niepokojących zjawisk, ale zniekształcają obraz kryzysu ortodoksji… z fatalnym skutkiem
Problem podsumować można powtórzeniem listu, jaki opat tradycjonalistycznej wspólnoty benedyktynów z Fontgombault przesłał do arcybiskupa Marcela Lefebvre’a w obliczu jego zaostrzającego się sporu z papieżem w roku 1976:
„ (…) To, co jest mniej dobre w tekstach soborowych, należy interpretować w świetle ogółu jego tekstów i w świetle całej Tradycji katolickiej. To dlatego zresztą progresiści odrzucili Sobór, przynajmniej prawdziwy Sobór, chociaż się ukrywają pod nazwą Soboru, aby oddawać się swym aberracjom. Dlaczego jednak my nie możemy się tym bardziej oprzeć na Soborze, tym prawdziwym, we wszystkim, co ma on wspaniałego – aby walczyć z przewrotem i pracować dla nadejścia Królestwa Bożego?
Powiesz mi: Ale jeśli Papież zamknie Ecône… Wiesz tak jak ja, że Ecône nie jest konieczne dla Kościoła. (…) Nie możemy służyć Kościołowi przeciwko niemu, nieśmiertelnemu, zawsze czystemu, bez zmazy ni zmarszczki. Jest tak z Kościołem, ponieważ jest on tożsamy z naszym Panem Jezusem Chrystusem – tak jak jest tak z Bogiem, który nikogo nie potrzebuje i przed którym jesteśmy jedynie sługami nieużytecznymi. Kiedy pracujemy dla Jego chwały, On jedynie czyni nam zaszczyt uczestniczenia w tym, a kiedy wydaje się, że bronimy Kościoła, to w rzeczywistości on niesie nas jak swoje małe dzieci. Wszystko, co możemy dać Kościołowi, przychodzi przez niego, a służymy mu w miarę jak do niego należymy i jak od niego otrzymujemy.
Powiesz mi: Istnieje kwestia liturgii, Mszy. Znasz moją myśl w tej kwestii i moje cierpienia. Jednak wiesz także, że nowa Msza nie jest ani heretycka, ani nieważna; że jeśli powiedzielibyśmy coś przeciwnego, sami moglibyśmy być oskarżeni o herezję, gdyż Kościół nie może dać swoim dzieciom liturgii eucharystycznej nieważnej lub heretyckiej. Także tutaj vir obediens loquetur victorias. Zresztą dla ludzi, którzy mają normalną formację doktrynalną i gorliwe życie pobożne, nowa liturgia nie przedstawia realnego zagrożenia, mimo swego zubożenia i niestosowności w niej zawartych.
Wśród tych, którzy patrzą na Ciebie przyjaźnie, niektórzy sądzą, że pogrążasz się w schizmie, inni przewidują suspensę lub ekskomunikę, jeszcze inni ubolewają, że spełniasz rolę napisaną dla Ciebie przez nieprzyjaciela, używając swej broni przeciw autentycznej hierarchii i sprawiając, że dyskredytuje się obrońców autentycznej tradycji”.
Wszystkie te ostrzeżenia, z miłością i serdecznością wyłożone wobec abp Lefebvre’a przez Jeana Roya – opata klasztoru – można by z pewnością powtórzyć teraz wobec zamiarów FSSPX. Droga buntu nie chroni Tradycji – dyskredytuje ją. Sztucznie stawia progresistów i liberałów w roli obrońców nauczania papieskiego i posłusznych katolików – a wiernych synów Kościoła zachęca do wrogości wobec następcy Piotra i braci w wierze.
Czy FSSPX stoi zatem wobec konieczności? Tak. Ale wobec konieczności powrotu do pełni katolickiego posłuszeństwa oraz prawdy o kościelnym Magisterium.
Filip Adamus