Kult świętej Agaty, dziewicy i męczennicy, trwa niezmiennie od pierwszych wieków chrześcijaństwa. Szczególnie pięknie rozwinął się w Polsce, gdzie wiara w opiekę świętej Sycylijki, przybrała formę wielu obrzędów i zwyczajów. Któż z nas nie wie, co to jest „chlebek św. Agaty” i przed czym chroni? A jeżeli nie wie, to się zaraz dowie.
W polskiej tradycji kult świętej Agaty jest obecny od stuleci. Wiele kościołów nosi jej wezwanie. Święta Agata, młoda dziewczyna, która żyła w III wieku i wolała ponieść śmierć w mękach, niż wyrzec się Chrystusa, cieszy się w naszym kraju wielką czcią, szczególnie jako patronka chroniąca ludzkie życie i mienie przed ogniem.
Świętą Agatę wspomina się w kościołach 5 lutego. Tego dnia podczas liturgii święci się chleb, wodę oraz sól. W Polsce jej kult zaczął się rozwijać w średniowieczu. Nazywano ją wtedy patronką chroniącą od ognia i pożarów. Widziano w niej także wsparcie dla ludwisarzy, czyli tych, którzy pracują z ogniem oraz kobiet doświadczających chorób piersi.
Wesprzyj nas już teraz!
W dniu św. Agaty błogosławiono pieczywo, sól i wodę. Pobłogosławione kawałki chleba rzucano w ogień, gdy był pożar, prosząc, aby wiatr odwrócił pożar w przeciwnym kierunku. Wrzucano w niego także sól i pobłogosławioną w tym dniu wodę, aby go ugasić lub opanować. Tymi „święconkami” karmiono także bydło, chroniąc je przed zarazą.
Skąd wiara, że św. Agata pomaga ujarzmić ogień? Rok po jej śmierci wybuchła Etna. Rozżarzona lawa zagrażała Katanii. Wtedy jego mieszkańcy wzywali wstawiennictwa męczennicy i posłużyli się jej welonem, wynosząc go między miasto a morze lawy. Miasto ocalało, w czym wierzący widzieli szczególne działanie Pana Boga przez wstawiennictwo św. Agaty.
I w Polsce mamy odnotowanych wiele, po ludzku nie do wyjaśnienia, przypadków ocalenia od ognia, wskutek orędownictwa św. Agaty. Żeby nie być gołosłowny, przytoczę historię odnotowaną w archiwalnych księgach parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego we wsi Niedrzwica Duża (woj. lubelskie). A „stoi tam jak wół”, iż w październiku 1935 r. w Niedrzwicy wybuchł wielki pożar, który palił domy i inne budynki. Gęsta zabudowa wsi i słomiane dachy utrudniały ratunek. Według relacji świadków, ówczesny ksiądz wikary Jan Poddębniak, przybiegł z obrazem św. Agaty i modlił się żarliwie obchodząc pożar. Po pewnym czasie, w sposób niewytłumaczalny dla nauki, wiatr zmienił kierunek wiejąc w stronę pól, co uratowało większość domostw i kościół.
W Polsce poświęconą 5 stycznia wodę, sól i kawałki chleba skrzętnie chowano, a w przypadku pożaru wrzucano w płomienie, aby je ugasić. Istniało przekonanie, że zwłaszcza sól, wrzucona do ognia, tłumi go i powoduje, iż przestaje się rozprzestrzeniać. Święconą, na świętej Agaty, sól wsypywano też do wykopu przy drążeniu studni lub przy jej czyszczeniu, co miało zapewnić wodzie przydatność do spożycia. Ponadto sól, okruchy chleba i wodę św. Agaty dodawano do jedzenia przygotowanego zarówno dla ludzi, jak i bydła.
Od wieków jest wiara w narodzie, że św. Agata ratuje od pożarów spowodowanych przez uderzenie pioruna. Moja mama Danuta (1938 – 2020) opowiadała mi, że będąc dzieckiem wychodziła, z innymi dziećmi ze wsi, na pole, żeby oglądać burzę, która była jeszcze daleko. „Kiedy burza zbliżała się do nas, wychodziliśmy na łąkę i patrzyliśmy jak biją pioruny. Często po uderzeniu groma w sąsiedniej wsi szedł dym z którejś stodoły. Wtedy chodziliśmy z mamą dookoła naszego dobytku z obrazem św. Agaty. Zawsze mieliśmy też chlebek świętej Agaty poświęcony na Mszy św. 5 stycznia. U nas ani razu pożaru nie było” – z przekonaniem opowiadała mi mama. Pamiętam, że nigdy nie zapomniała pójść na Eucharystię w dniu św. Agaty i poświęcić tam kawałek kromki chleba oraz sól. Trzymała je schowane w szafie, jak relikwie. Widocznie święta Agata doceniała wiarę mojej mamy, bo u nas w domu pożaru nigdy nie było, a okazji do jego powstania nie brakowało, gdyż w dziecięcym wieku ja i moi bracia bardzo lubiliśmy eksperymentować z ogniem.
Elżbieta Wójtowicz (ur. 1949) propagatorka kultury ludowej, urodzona w Wólce Kątnej (woj. lubelskie) pisze w swoich wspomnieniach: „Jak we wsi dom stanął w płomieniach od uderzenia pioruna, to oprócz gaszenia ustawiano dookoła tego domu wizerunki czy chlebki św. Agaty, żeby ogień nie przeniósł się na kolejne budynki. Święta Agata zawsze pomagała”. Na dowód tego przytacza prawdziwa historię. „Raz podczas burzy jedna kobieta w naszej wsi ustawiła podczas burzy obraz św. Agaty w oknie, żeby domu nie spaliło. Trzasnęło, dom cały, Kobieta z wdzięcznością patrzy w obraz św. Agaty i widzi, że w szkle, w który był oprawiony, odbija się obraz ognia w stodole. Wszyscy pobiegli i zgasili. To św. Agata pomogła”.
Wrócę jeszcze pamięcią do jednego z opowiadań mojej kochanej babci Hanny Białous (1912–1992), która zimowymi wieczorami snuła je, nam wnukom, przy gorącym i szczelnym piecu kaflowym.
„Tego dnia była burza. Pioruny tak waliły, że aż się szklanki na stole trzęsły. Wszyscy siedzieliśmy w kuchni. Ja szyłam na przedwojennej maszynie pedałowej Singer. Był strach i modliliśmy się za wstawiennictwem św. Agaty o ochronę nas i dobytku. W pewnym momencie zrobił się duży hałas w kominie, a potem z hukiem od pieca odpadł gliniany kafel i przez tę dziurę po nim wleciał piorun w kształcie takiej niedużej kuli ognia. Pruł po podłodze z desek prosto w moją stronę. Ze strachu znieruchomiałam. Przede mną stał ciężki futerał z grubej sklejki, którym po zakończeniu pracy zakrywało się maszynę. Ognista kula uderzyła w futerał, odbiła się od niego, uderzyła w kafle pieca, zrobiła się mała, wpadła w sporą szczelinę między deskami podłogi, zasyczała, poszedł dym i zrobiło się zupełnie cicho. Ja nie mam wątpliwości, że to św. Agata, zasłoniła mnie tym futerałem jak tarczą i uratowała od śmierci…” Moja babcia opowiedziała tę historię z takim przekonaniem, że od razu w nią uwierzyłem i do dziś wierzę.
Adam Białous
Wielkie święto Patronki Katanii. Tak Sycylijczycy uczcili św. Agatę! [RELACJA PCh24: FOTO + WIDEO]