Pseudoprawicowy rząd premiera Mariano Rajoya nie robi zbyt wiele, by zmienić oblicze Hiszpanii po latach rządów socjalistów Zapatero. Ten brak zdecydowania okupiony jest śmiercią tysięcy nienarodzonych dzieci.
W połowie listopada, po raz czwarty w tym roku, ulicami hiszpańskich miast przeszedł „Marsz na rzecz życia”, podczas którego obrońcy życia przypomnieli premierowi Mariano Rajoyowi, że przed wyborami obiecywał znieść okrutną ustawę aborcyjną z czasów swojego skrajnie lewicowego poprzednika, Jose Manuela Zapatero. Na mocy okrutnego prawa socjaliści zezwolili na tzw. aborcję do 14. tygodnia ciąży, a w przypadku wad genetycznych dziecka, nawet do 22. tygodnia!
Wesprzyj nas już teraz!
Słowa, słowa, słowa
Dwa lata temu, walcząc o głosy prawicowego elektoratu, politycy z Partii Ludowej zapewniali, że gdy tylko dojdą do władzy, jednym ze swoich priorytetów uczynią walkę o życie nienarodzonych dzieci. Niestety, choć ugrupowanie to wielokrotnie zapowiadało, że już niewiele potrzeba, by zmienić obecne prawo, ta podstawowa kwestia nadal pozostaje jedynie w sferze deklaracji. – Życie jest niezbywalnym prawem, a nie łaskawą koncesją – mówił w kwietniu hiszpański minister sprawiedliwości Alberto Ruiz Gallardón. Zapowiadał też, że w reformie znajdzie się zapis, iż deformacja nienarodzonego dziecka nie będzie powodem do jego uśmiercenia, „aborcji” nie będą się mogły poddać nastolatki bez zgody rodziców, zaś z myślą o lekarzach i personelu medycznym doprecyzowana zostanie klauzula sumienia.
Chociaż minister podkreślał wartość ludzkiego życia od jego poczęcia, to jednak otworzył furtkę do dowolnej interpretacji ustawy stwierdzając, że ochrona życia dziecka „nie jest absolutna”. Tłumaczył, że kiedy prawo matki „znajdzie się w konflikcie” z prawami nienarodzonego dziecka, to lekarz, zamiast, jak obecnie, samej kobiety, będzie decydował, czy ciąża jest dla niej „zagrożeniem fizycznym i psychicznym”. To zaś oznacza, że Hiszpania cofnęłaby się co prawda w kwestii aborcji do czasów sprzed Zapatero, ale obecny rząd nie zrobiłaby w rzeczywistości wiele, by chociaż zmniejszyć przerażającą liczbę ponad 100 tysięcy aborcji rocznie. Tyle właśnie nienarodzonych dzieci było zabijanych, gdy obowiązywało w tym kraju „restrykcyjne” z punktu widzenia lewicy ustawodawstwo. W kontekście analizy poczynań rządu Rajoya warto pamiętać, że sytuacja ta była w dużej mierze sankcjonowana przez nibyprawicowe rządy Jose Marii Aznara. Obecnie Partia Ludowa, zamiast jak najszybciej zmienić okrutne prawo, gra ze swoimi wyborcami w kotka i myszkę. Podobnie czyni też w przypadku zdelegalizowania możliwości zawierania pseudomałżeństw homoseksualnych. Swoją stanowczość i wrażliwość pokazuje zaś wprowadzając zakaz m.in. aborcji i eksperymentów na… płodach małp naczelnych.
Zero złudzeń
Ci, którzy liczyli, że w Hiszpanii może dojść do konserwatywnej kontrrewolucji, muszą pogodzić się z tym, że jest to za władzy Rajoya mało możliwe. Niestety, bardziej prawdopodobne wydaje się, że jego rząd będzie co jakiś czas wypuszczał informacje o zbliżających się zmianach, a w rzeczywistości zapewne nigdy do nich nie dojdzie. Przed dwoma laty politolog Paweł Skibiński, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” studził pozytywne emocje wokół hiszpańskiego premiera i przekonywał, że skupi się on raczej na sprawach gospodarczych i że nie należy spodziewać się po jego rządzie głębokich reform w sferze polityki obyczajowej czy kulturalnej.
– Rajoy na pewno nie jest politykiem, który uważałby aborcję za poważne zło społeczne, to nie jest człowiek o takiej wrażliwości. (…) Myślę, że można liczyć raczej na powstrzymanie pewnej tendencji, niż na jej odwrócenie. (…) Może dojdzie do likwidacji kilku najbardziej skrajnych przepisów związanych z polityką rodzinną, ale zasadniczo rozwiązania obyczajowe wprowadzone przez socjalistów pozostaną nietknięte. Podobnie jak to, co lewicowi dziennikarze najbardziej zarzucali Rajoyowi, czyli ukrócenie możliwości zawierania małżeństw homoseksualnych. Może prawica będzie próbowała coś zmienić w kwestii prawa do adopcji przez takie „małżeństwa” dzieci, ale na pewno nie zmieni się nastawienie do par homoseksualnych – oceniał znawca Hiszpanii.
Europejska prawica?
Jego przewidywania okazują się być, niestety, trafione. Postawa Partii Ludowej pokazuje, w jakim stanie znajdują się dziś europejskie „partie prawicowe”, które starają się częściowo adresować swój program do środowisk konserwatywnych, chrześcijańskich, ale pozostają, w kwestiach światopoglądowych, w dużym stopniu przesiąknięte lewacką ideologią. Tak, jak w innych krajach, również w Hiszpanii, okazuje się, że gdy tylko zdobywają władzę, szybko zapominają o swoich przedwyborczych zobowiązaniach i jedynie co jakiś czas „grają na prawicowy elektorat”. Blokują w ten sposób możliwość powstania formacji, które rzeczywiście mogłyby doprowadzić do konserwatywnej rewolucji i wpływają na to, że część prawicowego elektoratu sama staje się pod ich wpływem coraz bardziej „umiarkowanie konserwatywna”. W tym samym czasie poglądy konserwatywne, chrześcijańskie, pozbawione „umiarkowania”, są w coraz większym stopniu określane przez mainstreamowe media i wpływowe międzynarodowe organizacje jako fundamentalistyczne, a przez to niebezpieczne dla nowoczesnego społeczeństwa. Dlatego są najpierw marginalizowane, tworzy się wokół nich aurę negatywnych emocji, a następnie całkowicie wyrugowuje z przestrzeni publicznej, jako przejaw „katolickiego zamordyzmu”, który będąc formą „faszyzmu” – nie może być akceptowany.
W ten sposób dochodzimy do absurdalnej sytuacji, w której bronienie prawa do życia nienarodzonych dzieci, staje się zbrodnią stawianą na równi z masowymi mordami. Wielu „konserwatywnych” polityków, zarówno za granicą, jak i w Polsce, zdaje sobie sprawę, że muszą dopasować swoje poglądy do „ducha czasu”, jeśli nie chcą stać się obiektem nagonki. Wtedy, nawet określając się jako chrześcijański-demokrata, prawicowiec, katolik – mogą być akceptowani przez mainstreamowe media i wpływowe środowiska. Nie muszą stać w pierwszym szeregu, być awangardą postępu, wystarczy, że będą akceptować „liberalne zmiany” i klaskać kiedy trzeba. To zapewni im i profity i prestiż.
Szykujmy się na wojnę
Hiszpański przykład powoduje, że już dziś powinniśmy się przyjrzeć temu, czy Prawo i Sprawiedliwość pójdzie inną drogą niż Partia Ludowa i będzie się starać zmieniać prawo aborcyjne w naszym kraju, które co roku opłacane jest ponad pół tysiącem istnień ludzkich. Nasz kraj będzie w coraz większym stopniu atakowany za „restrykcyjne prawa” względem aborcji, in vitro, „małżeństw homoseksualnych” i seksedukacji w szkołach. Wymierzona przeciwko życiu i prawu rodziców do wychowania dzieci rezolucja autorstwa Edite Estreli, niedawno przegłosowana w Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia Parlamentu Europejskiego, to dowód, że już niedługo Polska stanie się obiektem jeszcze większych niż dotychczas nacisków z UE. W dokumencie napisano, iż ukryte pod eufemistycznym zaklęciem „aborcja” zabijanie nienarodzonych powinno być powszechnie dostępne i refundowane w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Projekt wzywa państwa członkowskie, w których istnieją ograniczenia dotyczące zabójstw prenatalnych, aby nie utrudniały kobietom ciężarnym „zdecydowanym na poddanie się aborcji, przemieszczania się do pozostałych państw członkowskich lub innych krajów, w których aborcja jest legalna”. Na razie taki zapis sformułowany jest to w formie sugestii, lada dzień jednak stanie się dyrektywą, której sprzeciwienie się będzie przez unijne organa surowo karane.
Choć w okresie krótkich rządów ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego widać było, że zarówno jego lider, jak i część posłów, nie są zbytnio zainteresowani zmianą obecnego prawa aborcyjnego, to w ostatnim czasie zarówno w sprawach zabijania nienarodzonych dzieci, in vitro, jak i obrony instytucji małżeństwa i rodziny, PiS staje po stronie chrześcijańskich, konserwatywnych wartości. Czy będzie to robić także wtedy, gdy dojdzie do władzy? Jeśli nie, może utracić nie tylko znaczącą część swojego elektoratu, ale także prawo do odwoływania się do wartości, które zobowiązało się bronić.
Aleksander Kłos