12 marca 2019

ISIS ciągle groźne! Bojownicy po porażce w Syrii wracają do Iraku i dokonują krwawych zamachów

(Zdjęcie ilustracyjne Fot.Reuters/FBI/Handout via Reuters/Forum)

W minioną środę dżihadyści z ISIS zaatakowali trzy autobusy, które wyjechały z Mosulu i ruszyły pustynną drogą na południowy wschód. Pasażerowie byli wspieranymi przez rząd bojownikami paramilitarnymi.

 

W strzelaninie zginęło sześciu członków paramilitarnych jednostek, a 31 zostało rannych. Władze Iraku szybko zidentyfikowały sprawcę zamachu wskazując na Państwo Islamskie.

 

Atak – jeden z najbardziej zabójczych od czasu ogłoszenia przez Irak zwycięstwa wojskowego nad ISIS w grudniu 2017 roku – był najwyraźniejszym znakiem, że wojna się nie skończyła. Po prostu rozpoczęła się jej nowa faza: Państwo Islamskie próbuje powrócić, a irackie wojsko próbuje wykorzenić jego sympatyków i uśpione komórki, wciąż rozsiane po rozległym terytorium, które grupa kontrolowała.

 

ISIS pozbawione terytorium, które niegdyś obejmowało jedną trzecią Iraku i Syrii, powróciło do swoich korzeni, wykorzystując małe, niezależne zespoły agentów do przeprowadzania niewielkich ataków, zabójstw, operacji przemytniczych i porwań dla okupu.

 

– Nie mówimy o sieciach, które kiedyś posiadali. Teraz są to komórki złożone z pięciu lub sześciu osób – tłumaczy Szamkhi Mansour, pułkownik oddziału wywiadowczego Służby Antyterrorystycznej Iraku.

 

Iraccy urzędnicy wojskowi, eksperci ds. bezpieczeństwa, a także sami Amerykanie wskazują, że Irakijczykom nie udało się rozwinąć rozległej sieci wywiadowczej, która pozwoliłaby na wykorzenienie bojowników.

 

– Odnieśliśmy zwycięstwo, ponieważ wyparliśmy ISIS z miast, ale nie udało nam się ich skutecznie ścigać na terenach wiejskich i ich wyłapać – tłumaczy Hisham Hashimi, doradca rządu ds. walki z terroryzmem.

 

Generalny inspektor Pentagonu poinformował w zeszłym miesiącu, że Irakowi brakuje zasobów rozpoznawczych, personelu wywiadowczego i możliwości nadzoru potrzebnych do przeciwdziałania grupie, która opowiada się za skrajną wersją sunnickiego islamu.

 

Zamiast tego, siły irackie uciekają się do przeprowadzania sfingowanych masowych procesów sunnitów podejrzanych o związki z Państwem Islamskim. Strategia ta – w opinii Waszyngtonu – może jedynie zmniejszyć poparcie obywateli dla rządu zdominowanego przez szyitów i ponownie przerodzić się w zwiększone wsparcie dla ekstremistów sunnickich.

 

Według niektórych członków wywiadu, dziesiątki tysięcy ludzi w całym kraju zostało niesłusznie oskarżonych o wspieranie Państwa Islamskiego, tylko dlatego, że ich nazwiska były zbieżne z nazwiskami poszukiwanych bojowników.

 

Irakijskie więzienia są zatłoczone. Policja ciągle aresztuje nowe osoby albo żąda od podejrzanych łapówek za oczyszczenie z zarzutów.

 

Nouri al-Maliki, szyicki premier Iraku w latach 2006-2014, stosował podobną taktykę. W tym czasie dżihadyści potajemnie wykorzystywali niechęć sunnitów wobec władzy i budowali więzi na obszarach wiejskich, kładąc podwaliny pod masowe przejęcie terenu. Al-Maliki przekształcił służby bezpieczeństwa w szwadrony śmierci, które uciskały obszary zdominowane przez sunnitów.

 

W połowie 2014 roku, gdy bojownicy Państwa Islamskiego zaczęli podbijać terytorium Iraku i budować kalifat, wielu sunnitów powitało ich jako wyzwolicieli. Obecnie istnieje obawa, że sytuacja może się powtórzyć.

 

W dawnych twierdzach Państwa Islamskiego, takich jak Mosul, trudno znaleźć kogoś, kto pozytywnie wypowiadałby się na temat bojowników ISIS. – W Mosulu nie ma ani jednego obywatela szanującego ISIS – przekonuje Baszir Hussein Fathi.

 

– Nawet o tych, którzy byli uznawani za dobrych ludzi, a którzy dołączyli do bojowników, obecnie mówi się źle – dodał. Mieszkańcy miast chętnie współpracują ze służbami bezpieczeństwa, zwłaszcza z reaktywowanymi lokalnymi grupami policyjnymi, wskazując osoby powiązane z Państwem Islamskim.

 

Generał dywizji Saad Allaq, szef irackiej dyrekcji wywiadu wojskowego, chwalił mieszkańców z obszarów kalifatu Państwa Islamskiego. To oni odegrali główną rolę, dostarczając informacji nt. bojowników ISIS. Generał narzeka jednak, że rząd nie przeznacza wystarczających środków na pozyskanie nowych źródeł.

 

W jednym przypadku opisanym przez eksperta ds. bezpieczeństwa, który poprosił o zachowanie anonimowości, rząd Iraku prawie stracił szansę na pozyskanie do współpracy dezertera wysokiego szczebla z Państwa Islamskiego. Koalicja pod kierownictwem USA w regionie ostatecznie wkroczyła do akcji i zapłaciła 2 miliony dolarów za współpracę.

 

Irakijscy wywiadowcy narzekają, że w kraju operuje siedem służb wywiadowczych, bez wyraźnej jurysdykcji, przez co istnieje ryzyko utraty ważnych informacji. Wśród tych służb brak jest zaufania.

 

Być może najbardziej niepokojące jest jednak to, że Państwo Islamskie zaczęło działać bardziej otwarcie na obszarach wiejskich na południowy zachód od Mosulu, w tym w Hatra, w Górach Hamrin i na pustyni Anbar.

 

– Powinniśmy prowadzić operacje wojskowe w tych odległych regionach, ale nie ma nawet lotów rozpoznawczych – wyjaśnił pułkownik Mansour.

 

Problem będzie narastał wraz z utratą przez Państwo Islamskie ostatecznych bastionów w Syrii. Z samego Iraku dziesiątki tysięcy osób przyłączyło się do ISIS. Władze w Mosulu obawiają się powrotu wielu dzieci przesiąkniętych morderczą ideologią Państwa Islamskiego, które zmuszone były walczyć w obronie kalifatu.

 

 

Źródło: taskandpurpose.com

AS

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie