3 października 2014

Uczestnicy: stu motocyklistów. Prędkość: sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Długość kolumny: pięć kilometrów. „Pola bitewne, gdzie nasi przodkowie bili się o wolną Polskę i groby bohaterów to dla nas miejsca święte” – mówią. Rajd Katyński odwiedził Kresy już po raz czternasty.

 

W tym roku, gdy wyjeżdżali na trasę, pytano organizatorów przede wszystkim o Ukrainę – jak daleko od terenów walk przebiegać będzie trasa rajdu, czy spodziewane są problemy. Przejeżdżali przez przejście rosyjsko-ukraińskie w Trojebortnoje, w prostej linii pomiędzy Moskwą a Kijowem. Na Majdanie rozmawiali z matką jednego z poległych.

 

Tak jak przewidywałem, nie mieliśmy kłopotów – mówi Wiktor Węgrzyn, pomysłodawca i komandor Rajdu. – Jeździmy na Kresy od czternastu lat i mamy tam wielu przyjaciół. Poza tym, nonsensem jest się bać. W każdej chwili ponosimy przecież ryzyko utraty życia.

 

Wydarte z niepamięci

 

Rajd to sposób na odkłamywanie i upamiętnianie historii, na budowanie relacji z mieszkańcami mijanych miejscowości. Po to, by trudna przeszłość się już nie powtórzyła.

 

To niezapomniane wspomnienia z miejsc pamięci – mówi Edward Olszowy z Wołomina, uczestnik rajdu od trzech lat. – Msza Święta z pochodniami przed pomnikiem katyńskim i nocleg pod namiotami, tuż obok memoriału polsko-rosyjskiego w Katyniu zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Podobnie w Kuropatach czy Bykowni. Odczuwałem głęboką więź z pomordowanymi.

 

Staramy się być także w miejscach zapomnianych lub mało znanych, stanowiących białe plamy na kartach przeszłości – mówi pan Węgrzyn. – Jak Kłuszyn, gdzie Polacy odnieśli wielkie zwycięstwo nad Rosją i zajęli w 1610 r. Moskwę, jak Orsza, gdzie w tym roku obchodziliśmy 500-lecie triumfu wojsk polsko-litewskich nad Moskalami. Odwiedzamy Surkonty, miejsce bitwy polskiego oddziału ppłk. Macieja Kalenkiewicza z armią NKWD w 1944 r. , miejsca zbrodni dokonanej przez partyzantkę komunistyczno-żydowską w Koniuchach i w Nalibokach, gdzie całe wioski zostały wymordowane i spalone. Bywamy w Kopciowie, przy grobie Emilii Plater. W Moskwie odwiedzamy miejsca spoczynku Leopolda «Niedźwiadka» Okulickiego i Stanisława Jasiukowicza, sądzonych w «procesie szesnastu» i zmarłych w radzieckich więzieniach w 1946 r. Jesteśmy przy grobach Bułata Okudżawy i Włodzimierza Wysockiego, którzy pięknie pisali o Polsce.

 

Hołd Zapomnianym

 

Trzech motocyklistów w brązowych beretach, założonych na wzór komandosów, defiladowym krokiem podchodzi do pomnika i składa biało-czerwony wieniec. Taki obraz powtarzał się w każdym miejscu pamięci.

 

Wieńce za pomordowanych Polaków, Ukraińców i Rosjan złożyliśmy m.in. w Butowie pod Moskwą, gdzie na długo przed II wojną światową na skalę przemysłową mordowano tzw. wrogów ustroju komunistycznego – wspomina Andrzej Niedźwiecki, tegoroczny uczestnik i fotograf Rajdu. – Dziś na miejscu masowych egzekucji znajdują się duże zbiorowe mogiły w postaci kopców, obok wzniesiono niewielką cerkiew.

 

– Mordowano tu na skalę przemysłową: około pięciuset ludzi dziennie – opowiadał przewodnik po Butowie. Zbiorowe groby kopano koparkami. Nie wiadomo, ile dokładnie osób straciło tu życie – nie przeprowadzono tu ekshumacji.

 

W uroczystościach w Butowie uczestniczyli przedstawiciele strony polskiej i miejscowej z księdzem prawosławnym.

 

Podobnie było w innych miejscach, np. w Bykowni, gdzie spoczywają ofiary masowych mordów komunistycznych – mówi pan Węgrzyn. – W obu miejscach w latach 70. podjęto akcję niszczenia śladów zbrodni. Poprzez wywiercone świdrami otwory wlewano ług, by rozpuścić kości, spychaczami i czołgami przekopywano ziemię. Gdy w 2011 r. towarzyszyłem prof. Andrzejowi Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w pracach ekshumacyjnych, przy odkrywaniu grobów, widziałem ślady po tych zabiegach.

 

Komandor rajdu opowiada, jak próbowano dowiedzieć się, gdzie, pośród setki tysięcy pochowanych ludzi różnych nacji, spoczywają w Bykowni nasi rodacy: – Prof. Kola dotarł do człowieka, który jeździł spychaczem, zacierając ślady. Rodzinie powiedział wtedy, że wie, gdzie leżą «Polaki», bo znalazł tam nasze orzełki. To były lata 70. Poszedł za to do łagru na 5 lat. Potem nie chciał rozmawiać. W końcu wskazał profesorowi na planie miejsce spoczynku polskich ofiar.

 

Byłem przy tym jak wykopano pierwszy grób na tym terenie – opowiada. – Leżeli w nim oficerowie Armii Czerwonej w wieku 40-50 lat. W następnych grobach spoczywali Polacy.

 

Taką właśnie zapomnianą historię chce odkłamywać Rajd Katyński. Przypominać ją, a równocześnie łączyć ludzi.

 

Budowanie polskości

 

Rajd to także sympatyczne dialogi z mieszkańcami, uczestniczenie w programach artystycznych, przygotowanych z myślą o polskich gościach, rozmowy z władzami, wspólne przedsięwzięcia.

 

Ze spotkań zapamiętałem najbardziej to w Gródku Podolskim, gdzie zajechaliśmy na początek roku szkolnego do jednej z polskich szkół – mówi Edward Olszowy. – W całej miejscowości żyje około 6 tysięcy Polaków. Witali nas bardzo serdecznie, panowała podniosła atmosfera.

 

Rajdowcy na trasie spotykają się z wieloma rodakami. Rozmawiają o ich sytuacji, przywożą elementarze, książki, artykuły sportowe i cukierki, by umożliwiać napotkanym ludziom kontakt z kulturą polską i wzbudzać radość dzieci.

 

Ze wzruszeniem wspominam pana Józefa Hordyńca z Olszanki na Białorusi, miejscowego bohatera, który przez lata dbał o historyczny, polski krzyż na swojej posesji – mówi Anna Ostrowska, uczestniczka trzech rajdów, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. – «Gdy dostanę Kartę Polaka, [czyli dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego – przyp. red.] mogę umrzeć» – mówił. Ponieważ po wojnie władza sowiecka zabrała mu dokumenty, nie mógł potwierdzić swojego pochodzenia. Pomogliśmy i udało się. Z ogromną radością przyjął Kartę Polaka na kilka miesięcy przed śmiercią.

 

Pan Edward opowiada o Uszycy Nowej (dzisiaj Ukraina). Pewna staruszka nie pozwalała dokonywać nowych pochówków na cmentarzu w miejscu, gdzie spoczywało kilkudziesięciu polskich żołnierzy z 1920 r. Po interwencji uczestników Rajdu u konsula, w 2013 r. miejsce zostało ogrodzone, uporządkowane, postawiono krzyże i tabliczki.

 

Dzieci powinny być radosne

 

Od pierwszego rajdu w 2001 r. uczestnicy nawiązują kontakty z sierocińcami. Przywożą zabawki, biorą dzieci na motocyklowe przejażdżki. Wychowankowie przygotowują dla nich program artystyczny.

 

Trudno mi wyliczyć, w ilu takich domach już byliśmy – mówi pan Węgrzyn. – Co roku jesteśmy w sierocińcu koło Katynia. Kilkakrotnie byliśmy w Smoleńsku w ośrodku dla dzieci z zespołem Downa, które śpiewały dla nas i tańczyły. Wzruszenie było ogromne. Odwiedzaliśmy ośrodki na Wileńszczyźnie, w Podbrodziu i na Białorusi, w Bogdanowie, gdzie schronienie znajdują «dzieci bezprizornyje», czyli porzucone.

 

Uczestnicy Rajdu trafili kiedyś do dawnego sierocińca dla potomków „wrogów ludu”, kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Smoleńska. Oddawano tu dzieci, których matki zamordowano. To był sierociniec o zaostrzonym rygorze.

 

Ilu z nich jest Polakami? Tego nikt nie wie. Na Litwie w Podbrodziu ok. 70-80 procent. W Bogdanowie same dzieci nie wiedzą, jakiej są narodowości. W Katyniu są prawdopodobnie tylko dzieci rosyjskie. Rajdowcy nie przywiązują wagi do tego, jakiego dzieci są pochodzenia: po prostu chcą sprawiać im radość.

 

Przedmurze chrześcijaństwa

 

Ta wyprawa to wielka przygoda, wymagająca hartu: tu cały dobytek wiezie się ze sobą w dwóch kufrach na motorze, a dom-namiot rozbija się i zwija często w deszczu.

 

Rajd ma być surowy, o wojskowym charakterze – powtarza komandor.

 

W tym roku wyjątkowo uczestnicy pojechali na głębokie południe – aż do Turcji. Chcieli w ten sposób – na prośbę Episkopatu – uczcić miejsca, związane z obroną przez Polaków chrześcijańskiej Europy.

 

Podczas zwiedzania Mauzoleum pod Warną dowiedziałem się wielu nowych rzeczy o tajnikach politycznych i znaczeniu bitwy pod Warną w 1444 r. – mówi Piotr Wiszniewski, 18-latek, najmłodszy uczestnik tegorocznej wyprawy.

 

Interesujące były spotkania z Polakami w tureckim Adampolu, założonym przez Adama Czartoryskiego dla polskich emigrantów tuż po powstaniu listopadowym. Do dziś mówi się tam po polsku. W Istambule, miejscu śmierci Adama Mickiewicza rajdowcy zwiedzili jego muzeum, w Belgradzie – cmentarz żołnierzy z II wojny światowej, gdzie spoczywa siedemnastu polskich lotników, którzy lecieli z Brindisi we Włoszech na pomoc powstaniu warszawskiemu. W Budapeszcie złożyli kwiaty m.in. pod pomnikami: katyńskim i powstańców 1956 roku.

 

To była ciekawa podróż. Naszym celem są jednak zdecydowanie Kresy – podkreśla inicjator rajdu. – Nasi wielcy poeci, wielcy wodzowie pochodzili właśnie stąd. Kresom zawdzięczamy wiele z tego, co w nas wartościowe.

 

Komandor odwraca się i wsiada na motor Honda Goldwing. Na jego plecach wyszyty orzeł w koronie i napis: „Kocham Polskę i Ty ją kochaj”.

 

 

Dorota Niedźwiecka

Fot. Andrzej Niedźwiecki


{galeria}

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie