15 maja 2021

Francja: po wojskowych, swój apel o „odzyskanie kraju” piszą również policjanci

(fot. flickr.com)

Stacja Europe 1 podała, że po apelu wojskowych, głos w podobnej sprawie zabrało także 93 byłych policjantów. Apelują do rządu o „podjęcie skutecznych działań w celu odzyskania naszego kraju”. Policjanci mają nawet więcej bezpośrednich powodów do niezadowolenia. W ostatnim czasie mnożą się przypadki ataków na funkcjonariuszy, a bandy z przedmieść urządzają sobie na nich zasadzki. Ostatnio francuską opinią publiczną wstrząsnęłą informacja o dwójce funkcjonariuszy zaatakowanych przez islamistów w Rive-de-Gier (depart. Loary). Jeden z nich do dzisiaj znajduje się w śpiączce, drugi nie żyje.  

„Nie ma tygodnia bez zabójstw lub rannych policjantów” – komentowała te ataki Marine Le Pen na Twitterze i przypominała zabójstwa funkcjonariuszy policji w Rambouillet i w Awinionie. Rząd zapowiada działania, ale od wielu miesięcy policjanci czują się osamotnieni w swojej służbie. Sądy traktują złapanych przez nich przestępców łagodnie. Autorytet służby upadł. Bywało, że w miejscach zamieszkania dotykał ich ostracyzm, a nawet otrzymywali pogróżki. Na ich frustrację nakładają się też śledztwa wobec kolegów, którzy mieli dopuścić się przemocy. Sprawy zgłaszają przedstawiciele francuskiej odmiany ruchu Black Lives Matter.

Policyjne związki zawodowe Alliance Police i SGP-Police Unit wzywają do zaostrzenia kar dla sprawców ataków funkcjonariuszy. „Nasza codzienność jest nie do zneisienia. (…) Każdy, kto dotknie policjanta, musi trafić do więzienia!” – podkreślają. Nic dziwnego, że o młodszych kolegów, którzy nie mają prawa wypowiadać się publicznie na tematy polityczne, upomnieli się oficjalnie ich starsi koledzy, już na emeryturze. I tak po dwóch apelach wojskowych, mamy list otwarty policjantów podpisany przez blisko setkę byłych komisarzy, oficerów i policjantów różnych wydziałów.

Apelują do prezydenta i deputowanych, by „uczynili wszystko, co możliwe, aby położyć kres niezwykle poważnej sytuacji, przez którą przechodzi Francja pod względem bezpieczeństwa i publicznego ładu”. W liście wzywają o „podjęcie skutecznych działań w celu odzyskania naszego kraju”. Ich zdaniem bać się powinni sprawcy, a nie policjanci. Apelują o zaostrzenie i stanowcze egzekwowanie kar.

Petycja pojawiła się w internecie i w szybkim tempie poparło ją ponad 23 000 sygnatariuszy. Autorom listu otwartego odpowiedział 12 maja dyrektor generalny policji krajowej Frédéric Veaux. Niestety, zachował się podobnie jak uzależnione od polityków dowództwo armii. Przypomniał sygnatariusz, że to, iż są już na emeryturze, „nie zwalnia ich z obowiązku zachowania ostrożności we wszystkich publicznych wypowiedziach”. Frédéric Veaux dodał, że ​​inicjatywa tego typu „bardziej osłabia ich instytucję, niż ją wzmacnia”.

Wziął też w obronę działania rządu, w których widać jego zdaniem „znaczący postęp zarówno w zakresie ochrony policjantów, jak i wyposażenia w sprzęt”. I podobnie jak szef sztabu armii gen. Lecointre, dodał, że policja krajowa obecnie potrzebuje „jedności i spójności w swoich szeregach”, a nie podziałów. Podobnie jak w przypadku listu żołnierzy, takie połajanki mogą bardzie policjantów rozsierdzić, niż zdyscyplinować. W ostatnich miesiącach policjanci wielokrotnie okazywali dwoje niezadowolenie i frustrację. Organizowali milczące wiece, odwracali się od przełożonych tyłem w czasie uroczystości.

Głos emerytowanych funkcjonariuszy nie stanowi zagrożenia dla ładu prawnego Republiki, ale jest krzykiem rozpaczy i przejawem pewnego przesilenia sytuacji społecznej. Domaga się podjęcia konkretnych działań, a nie ich pozorowania. Dodatkowo, bezprecedensowa seria listów (zarówno wojskowych jak i policjantów) ma miejsce rok przed wyborami prezydenckimi i może być dla Macrona poważną przeszkodą przed reelekcją. Według francuskich mediów, prezydent przygotowuje odpowiedź na apel wojskowych i będzie to miało miejsce w dniu święta narodowego Francji 14 lipca. Do tej pory prezydent spotkał się ze sztabem generalnym armii, ale w odróżnieniu od premiera i minister obrony, apeli oficjalnie nie komentował. Treści jego rozmów z wojskowymi nie podano.

Dziennik „Le Parisien” zauważa milczenie Pałacu Elizejskiego. Gazeta przytacza zdanie deputowanego lewicowej partii Zbuntowana Francja Bastiena Lachauda: „chociaż wyraźnie jesteśmy świadkami ofensywy skrajnej prawicy [sic!] na armię, to nie słyszymy Emmanuela Macrona”. „Pozwoliliśmy, by upłynęło trochę czasu i 14 lipca zrobimy to (odpowiemy – przyp. aut.) w wielkim stylu. Ta data defilady wojskowej, która pokaże nasze intencje” – miał zapowiadać w „Le Parsien” polityk z kręgów bliskich prezydenta.

Według dziennika, zachwiana została pozycja minister sił zbrojnych Florence Parly. W kręgach prezydenckich twierdzi się, że nie potrafiła odpowiednio przedstawić wysiłków rządu czynionych na rzecz armii. MSW Gerard Darmanin ma do tej pory pozycję mocną, ale okazuje się, że teraz też staje przed podobnymi wyzwaniami. A może wystarczyłoby po prostu zająć się nie „ścinaniem posłańców”, którzy przynoszą złe wieści, ale po prostu treścią ich ostrzeżeń?

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(4)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie