14 kwietnia 2021

Niedzielski. Konstruktor i ponury wizjoner

(Warszawa 01.03.2021. Minister zdrowia Adam Niedzielski podczas konferencji pt Plan dla chorob rzadkich.,Image: 594388372, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Adam Chelstowski / Forum)

Gdyby minister Adam Niedzielski czytał coś więcej poza raportami sanitarnymi, zapewne lepiej wiedziałby, jak zarządzać kryzysem. Zamiast tego, woli cyfry i tabelki. Rzeczywistość po pandemii, o której opowieść snuje w ostatnich dniach, budzi niepokój. Czy to już najwyższy czas, by Niedzielski odszedł?

Kiedy zastępował ministra Łukasza Szumowskiego na fotelu szefa resortu zdrowia wydawało się, że czeka nas miła, jakościowa odmiana. Szumowski dał się zatopić w medycznym środowisku, obostrzenia wprowadzał na oślep, pogrążony w pandemicznym strachu. Dla odmiany Adam Niedzielski miał być zwiastunem nowego otwarcia. Szybko zabrał się za racjonalizowanie przepisów – na przykład tych o kwarantannie – i wydawało się, iż jest realistą, świadomym, że nie można tak po prostu powstrzymać wirusa i zamknąć go w klatce. W dodatku jako ekonomista wydawał się idealnym wyborem na czasy kryzysu nie tylko zdrowotnego, ale również gospodarczego.

Racjonalny wizerunek Niedzielskiego szybko jednak prysł. Chłodnego analityka zastąpił szalony doktryner, z którego ust nie schodziło słowo „lockdown”. Pogardliwy wobec każdego, kto kwestionował jego decyzje, zasłynął bodaj bardziej absurdalnymi pomysłami niż jego poprzednik. Swoich krytyków szybko zaklasyfikował jako hejterów i antyszczepionkowców, przypisując im wulgarny sposób wyrażania się. Wprowadzał kwarantannę narodową, która dzień później nie była już kwarantanną, ale „etapem odpowiedzialności z dodatkowymi obostrzeniami”. Zapowiadał godzinę policyjną, której wprowadzenie kilka godzin później dementował premier. W jakimś szalonym widzie lekceważył pracowników branż szczególnie fitness, gastronomicznej i hotelarskiej, zamkniętych od października ubiegłego roku. Pytany zo ich sytuację, bezczelnie odsyłał indagujących do ministerstwa rozwoju, tak jakby rekomendowane przez niego działania nie wiązały się z żadną odpowiedzialnością. Wreszcie: dopuścił do kręgów decyzyjnych ludzi, nad którymi właściwie nie mógł zapanować. Przykładem są profesorowie Simon i Horban. Obydwaj zakaźnicy od miesięcy opowiadają kompletne androny, podgrzewają medialną atmosferę, karmiąc media kolejnymi sensacjami, z których niewiele wynika. Prof. Simon na przykład uznawał cmentarze za miejsca obarczone wysokim ryzykiem zakażeń, ale już demonstracje tzw. strajków kobiet uznał za bezpieczne. Z kolei prof. Horban opanował trudną sztukę polemizowania z samym sobą: w porannej audycji radiowej mówił jedno, by za kilka godzin mówić coś zupełnie innego. Wiele wniósł również do polszczyzny. Na pytanie o to, kiedy zostaną zaszczepieni nauczyciele, odparł: „ho, ho i jeszcze trochę”.

Niedzielski jest dzisiaj świadomy, że w kolejnych miesiącach 2021 roku pandemia będzie stopniowo wygasać. I już teraz usiłuje ratować się medialną ofensywą. Przedstawia się jako człowiek z wizją świata po pandemii. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tak, jak nieporadnie usiłował mierzyć się z kolejnymi falami pandemii, tak samo niezdarnie usiłuje wskazać nam, jaka będzie rzeczywistość nowej normalności. Z tych wypowiedzi przebija obraz człowieka desperacko walczącego o polityczny byt.

Pan Konstruktor

Przez wiele miesięcy trudno było zdefiniować profil intelektualny Niedzielskiego. Ot, urzędnik państwowy rzucony na odcinek walki z pandemią. Przeraźliwie nudny, pozbawiony charyzmy, kolejne niemal wyuczone formułki wygłaszał jednostajnym głosem. Mówił językiem hermetycznym, zapożyczając angielskie słówka (słynne już stwierdzenie o „misinformacji”). Usiłował prezentować się jako nowoczesny menedżer, podejmujący odważne decyzje, ale przecież nie podjął żadnej odważnej decyzji ani niczego spektakularnego nie dokonał.

Kryzys pandemiczny, owszem, może stanowić szansę, ale tylko dla tych, którzy mają odwagę. Niedzielski jest jej pozbawiony. Biegł z owczym pędem. Jak zamykano za granicą, to i on zamykał. W niedawnym wywiadzie dla tygodnika TVN24.pl stwierdził, że kiedy tylko pojawia się przestrzeń, by obostrzenia luzować, to on je luzuje. Ale przecież niczego tak naprawdę nie poluzował. A nawet jeśli otwarto na chwilę niektóre szkoły i galerie handlowe oraz placówki kulturalne, to konia z rzędem temu kto wie, na jakiej podstawie akurat otwarto galerie a nie -–na przykład – restauracje. Te ostatnie zamknięte są od wielu miesięcy, co ministra niespecjalnie zajmuje. Usłyszał, że są tarcze – w istocie ich działanie jest mocno ograniczone – i to mu wystarczyło.

Niedzielski nie ukrywa swojej fascynacji tym, w jaki sposób kraje azjatyckie poradziły sobie z pandemią. „Z tą pandemią wygrywają państwa, które są bardziej zdyscyplinowane. Najlepiej wygląda to w krajach Azji (…)” – ocenił w rozmowie z „Sieci”. Niby to tylko opinia, ale jeśli wczytamy się w ten wywiad, to kilka zdań wcześniej minister zdrowia rzuca enigmatycznie: „Lockdown jest najprostszą formą odpowiedzi na zagrożenie. Wraz z upływem czasu trzeba szukać bardziej zaawansowanych, subtelniejszych narzędzi”. Jeśli odniesiemy to do stawianych już w rządzie na poważnie propozycji otwierania usług tylko dla zaszczepionych, szybko zrozumiemy co ma na myśli minister. Z kolei we wspomnianej rozmowie z tygodnikiem TVN24.pl nadmienił, iż po pandemii konieczne będzie nie tylko wzmocnienie służby zdrowia, ale również rozbudowa służb sanitarnych.

Czy pójdą za tym próby inwigilacji obywateli? Już teraz państwo zbiera o nas niewiarygodną wręcz ilość informacji dotyczących naszego zdrowia a wkrótce także stanu posiadania (spis powszechny). Czy kolejnym krokiem będzie śledzenie naszych kontaktów? Pamiętajmy, że Niedzielski to typ polityka-menedżera, ślepo zafascynowanego wszystkim, co da się policzyć. A jeśli liczby się zgadzają i dają wynik, to czemu nie nagiąć do nich ludzkich zachowań i zwyczajów? Skoro Azja tak znakomicie poradziła sobie z zagrożeniem, a przecież – to minister już wieszczy – lada moment przyjdą kolejne pandemie, to może warto przenieść tamtejsze modele życia na grunt polski?

Ta beznamiętność w wygłaszaniu dość przerażających opinii jest u Niedzielskiego wyjątkowo odpychająca. Trudno pozbyć się wrażenia, że szef resortu zdrowia poszedłby znacznie dalej w walce z pandemią, gdyby nie hamowali go rządowi spece od PR-u i analizy nastrojów społecznych. Nie tak dawno wspomniał przecież, że mógłby wprowadzić godzinę policyjną, ale gdyby to zrobił, Polacy natychmiast podnieśliby larum i wyszli na ulice. „Lockdown to ścieżka, której skuteczność – przynajmniej w Polsce – szybko się zmniejsza” – ubolewał w rozmowie z „Sieci”.

Zauważmy, że jest to zupełnie nowa jakość w wypowiedzi polityka rządu PiS. Przecież partia Kaczyńskiego raczej słynie z wychwalania charakteru narodowego Polaków, umiłowania wolności, odrzucania zamordyzmu. A tymczasem Niedzielski wręcz uskarża się, że batożenie Polaków nie przynosi efektów. Nic dziwnego: minister zdrowia jest bowiem pozbawiony słuchu społecznego, nie rozumie ani mechanizmów socjologicznych, ani psychologicznych, ani – co zaskakujące w przypadku ekonomisty – gospodarczych. Hołduje za to niebezpiecznemu konstruktywizmowi społecznemu. Przekonaniu, że społeczeństwo powinno być jak plastelina: pozbawione tradycji, obyczajów i tego, co szumnie nazywamy „charakterem narodowym”, ale w zamian dające się doskonale wręcz modelować, układać w najbardziej nawet wymyślne figury.

Ta pokusa konstruktywizmu towarzyszy wszystkim politykom, ale u Niedzielskiego i jemu podobnych wydaje się być wyjątkowo silna. To ludzie, którzy muszą osiągać efekty bez względu na koszty. Jak gdyby nie zauważali, że warunkiem osiągnięcia naprawdę dobrego efektu jest nie tyle narzucanie swoich rozwiązań, ale poszukiwanie takich optymalnych dróg, które uwzględniają charakter społeczeństwa, którym polityk zarządza.

Maseczka naszym orężem

Przyznam, że nie wierzę, iż jeśli ministrem zdrowia będzie Adam Niedzielski, szaleństwo obostrzeniowe się skończy. Minister roztacza bowiem przed nami wizję świata postpandemicznego, w którym będziemy żyli w strachu przed kolejną epidemią. Żyć mamy zatem w maseczkach i z dystansem społecznym, oczekując kolejnego kryzysu zdrowotnego.

Niedzielski, zaczytany w statystykach, najwyraźniej zapomniał o zjawisku swoistego odrodzenia życia po czasach wielkich kryzysów społecznych. Dobrze opisywali to socjolodzy powojennej rzeczywistości. Ludzie, zamiast trawić traumę, usiłowali ją odreagować, wychodząc na ulice, odwiedzając kawiarnie, wyjeżdżając na wypoczynek. Gdyby Niedzielski czytał coś więcej, niż raporty przesyłane mu przez sanepid, wiedziałby zapewne więcej o rzeczywistości społecznej. Ale, niestety, nie czyta. I to nie jest tylko jego problem, ale przede wszystkim nasz.

 

Tomasz Figura

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(38)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy