Dzisiaj

Nowa lewicowa „Międzynarodówka” wypowiada wojnę „ruchowi reakcyjnemu”

(Prezydent Luiz Inacio Lula da Silva podczas wydarzenia Global Progressive Mobilisation w Barcelonie. Fot. Nacho Doce / Reuters / Forum)

W Barcelonie w miniony weekend zawiązała się nowa lewicowa międzynarodówka, która chce powstrzymać wpływy „skrajnej prawicy” na całym świecie. Przywódcy polityczni i działacze organizacji pozarządowych oraz związków zawodowych odbyli w Katalonii serię nieformalnych spotkań politycznych, aby omówić zasady współpracy. Rozmowom przewodzili premier Hiszpanii, prezydent Brazylii, a także szef Open Society Foundation i liderzy Bill & Melinda Gates Foundation.

 

Premier Hiszpanii Pedro Sánchez i prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva w miniony weekend zwołali do Barcelony lewicowych polityków i działaczy z całego świata, aby wzmocnić postępowe sojusze i przeciwstawić się rosnącym wpływom prawicy.

Wesprzyj nas już teraz!

Inicjatywa zwana Globalną Mobilizacją Postępową, miała wypracować wspólny program w celu zmobilizowania poparcia dla multilateralizmu, instytucji demokratycznych i skoordynowanych działań w kwestiach wdrażania zrównoważonego rozwoju. Ogłoszona deklaracja wskazuje polityczne priorytety.

W spotkaniach wzięło udział kilku prominentnych przywódców, w tym prezydent RPA Cyril Ramaphosa i prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum.

Wizyta prezydent Meksyku to pierwsza oficjalna podróż meksykańskiego prezydenta do Hiszpanii od 2018 roku, po latach napięć dyplomatycznych związanych z dziedzictwem kolonialnym.

Równolegle organizowała swoje wydarzenia w Barcelonie hiszpańska Partia Socjalistyczna. Zgromadziła ponad 3 tysiące obecnych i byłych liderów państw, burmistrzów, przedstawicieli związków zawodowych i organizacji pozarządowych w celu wzmacniania ponadgranicznych sieci politycznych, które będą realizować priorytety postępowej agendy.

 

Jak odzyskać wyborców

Światowa lewica przestraszyła się rosnących wpływów ugrupowań prawicowych w ostatnich latach, zwłaszcza po ich sukcesach w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku.

Organizatorzy podkreślili, że szczyt w Barcelonie miał być odpowiedzią na ten rosnący trend. Miał pokazać alternatywne ścieżki polityczne.

Przemawiając przed wydarzeniem, Sánchez zaznaczył, że „ważne jest, aby postępowe partie i rządy zjednoczyły się, by pokazać, że istnieje coś więcej niż polityka wewnętrzna”.

Temu między innymi służyła ostatnia wizyta lidera Hiszpanii w Chinach, gdzie spotkał się z prezydentem Xi Jinpingiem, aby omówić zacieśnienie więzi.

Szef rządu w Madrycie uważa, że sromotna porażka wyborcza węgierskiego przywódcy Viktora Orbána jest dowodem na to, iż można zatrzymać „skrajnie prawicowy” pochód. Trzeba się jedynie zjednoczyć i lepiej skoordynować współpracę przeciwko „skrajnie prawicowym ruchom” oraz wzmocnić zaangażowanie na rzecz „demokratycznych rządów” i „współpracy międzynarodowej”.

W miniony weekend rozmawiano więc o reformie Rady Bezpieczeństwa ONZ, opodatkowaniu miliarderów, sposobach zwalczania autorytaryzmu, odzyskaniu wyborców, którzy przesunęli się na prawo itp.

W sumie w spotkaniach miało wziąć udział aż 6 tysięcy osób z ponad 40 krajów. Politycy i działacze wyrazili nadzieję, że apogeum wzrostu poparcia dla „skrajnej prawicy” możemy mieć już za sobą z powodu rosnącego sprzeciwu wobec polityki zagranicznej prezydenta USA Donalda Trumpa i odsunięcia od władzy Victora Orbana, a także słabych wyników francuskiej „skrajnej prawicy” w marcowych wyborach samorządowych.

Przywódcy RPA i Brazylii wezwali tłum do reformy organizacji międzynarodowych i zacieśnienia nowych lewicowych sojuszy w związku z atakami administracji Trumpa na instytucje wielostronne.

– Być postępowym to bronić zreformowanego multilateralizmu, w którym zasady obowiązują wszystkich – grzmiał Lula da Silva, zwracając się do zgromadzonych osób na zakończenie plenarnego spotkania.

Przewodnim hasłem lewicowców stało się wyrażenie Make Science Great Again („Uczyńmy Naukę Znów Wielką”). Skandowano hiszpańskie hymny antyfaszystowskie.

Politycy liczących na odzyskanie wpływów partii lewicowych wskazywali, że muszą się zająć problemami zwykłych ludzi, zwłaszcza rosnącymi kosztami utrzymania – sugerował Marcus Roberts, dyrektor generalny Mandate Research, czyli firmy konsultingowej zajmującej się strategią polityczną.

 

Odnaleźć kontakt z bazą

Z przeprowadzonych w 30 krajach i opublikowanych w zeszłym miesiącu badań Ipsos jasno wynika, że wyborcy o wiele bardziej martwią się bezrobociem, inflacją, ubóstwem i nierównościami niż wzrostem ekstremizmu czy upadkiem moralnym.

Niepokoją ich rosnące ceny energii, zaś obecnie ceny paliw z powodu wojny na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w USA. Chcą to wykorzystać amerykańscy stratedzy Partii Demokratycznej jeszcze przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu.

Ekonomista Gabriel Zucman wzywał do podwyższenia podatków od majątku dla milionerów i miliarderów. Taką politykę ma popierać wielu obywateli tak w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. – Ludziom, których nie stać na jajka, trudno jest troszczyć się o demokrację – podkreśliła Neera Tanden, była doradczyni w administracji Joe Bidena i Baracka Obamy oraz dyrektorka think tanku Center for American Progress.

Isabel Allende, była przewodnicząca chilijskiego Senatu i córka Salvadora Allende – pierwszego marksistowskiego przywódcy Ameryki Łacińskiej, który został obalony w 1973 roku w wyniku wojskowego zamachu stanu wspieranego przez CIA – ostrzegła, że ​​lewica straciła kontakt z troskami obywateli. Mówiła, że „nie da się walczyć z prawicą, jeśli nie potrafimy zbliżyć się do zwykłych ludzi”.

Osoby, które brały udział w wiosennych spotkaniach Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego podkreślały w Barcelonie, że istnieje pilna potrzeba reformy instytucji globalnych – taka, by odzwierciedlały obecną równowagę sił na świecie. Profesor Marianna Mazzucato doradzająca rządom w kompleksowej transformacji systemów ekonomiczno-społecznych zgodnie z wizją „zrównoważonego rozwoju”, podpowiadała przywódcom, jak jeszcze bardziej interweniować w gospodarkę za pośrednictwem funduszy publicznych. Ostrzegła, że „Trump przyspiesza kryzys starego porządku… ale jeśli postępowcy nie zaproponują wiarygodnej alternatywnej struktury, ktoś inny wypełni tę próżnię”.

Organizatorzy wydarzeń z lewicowych sieci politycznych i hiszpańskiej Partii Socjalistycznej twierdzili, że nie mobilizują się przeciwko Trumpowi, ale lewica nie może sobie pozwolić na bycie bierną w oczekiwaniu na nową administrację USA. Wielokrotnie nawiązywano do apelu kanadyjskiego premiera z Davos, byłego szefa Banku Anglii i kanadyjskiego banku centralnego, Marka Carneya o zjednoczenie „średnich mocarstw”.

Wicekanclerz Niemiec i szef tamtejszej socjaldemokracji, Lars Klingbeil podkreślił, że o ile „Trump stał się symbolem skrajnej prawicy”, o tyle obecnie chodzi o „zjednoczenie socjaldemokratów”. A ponieważ w spotkaniach w Barcelonie brało udział wielu amerykańskich zwolenników tego nurtu, ma to pokazywać, że „ten ruch rośnie”.

 

Soros i inni

W Barcelonie mieli nawet dominować przedstawiciele amerykańskiej lewicy i centrolewicy. Byli obecni fizycznie, jak na przykład były kandydat na wiceprezydenta USA, Tim Walz, jak i za pośrednictwem internetu, obejmując senatora Berniego Sandersa, burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego czy Hillary Clinton.

Senator Chris Murphy podkreślił, że „​​narzędzia, których używa prawica, aby zniszczyć demokrację, są podobne w poszczególnych krajach”. Dlatego tak ważne jest dzielenie się „doświadczeniami, aby zrozumieć, jak możemy się bronić”.

Współorganizatorem wydarzenia była także Fundacja Otwartego Społeczeństwa, której obecnie przewodzi Alexander Soros. Spotkania z 17 i 18 kwietnia odbyły się w centrum kongresowym Fira Gran Via. Obejmowały IV Spotkanie w Obronie Demokracji, zainicjowane przez rząd Hiszpanii w 2024 roku oraz Globalną Mobilizację Postępową, organizowaną wspólnie z Partią Europejskich Socjalistów (PES).

Giacomo Filibeck, sekretarz generalny PES wskazał, że wyborcy muszą zobaczyć, iż jest alternatywa dla „prawicowej międzynarodówki”.

W szczycie nie wzięli udziału: prezydent Francji Emmanuel Macron czy kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Swoich przedstawicieli nie delegowały rządy Włoch, Portugalii i Holandii. Berlin wysłał wicekanclerza i ministra finansów Larsa Klingbeila z SPD.

W Barcelonie był obecny przewodniczący Rady Europejskiej António Costa.

Z Ameryki Łacińskiej, poza prezydent Meksyku i Brazylii, był prezydent Kolumbii Gustavo Petro. Zjawili się także liderzy Urugwaju, nowo wybrana prezydent Irlandii Catherine Connolly, przedstawiciele Litwy, Albanii i Ghany.

W wydarzeniach brała udział także Fundacja Billa i Melindy Gatesów.

Soros pochwalił Sáncheza za legalizację pobytu około pół miliona migrantów, chociaż działania te potępia większość społeczeństwa. Premier mówił, że „Hiszpania jest córką migracji i nie będzie matką ksenofobii”, oskarżając partie konserwatywne o wykorzystywanie tej kwestii dla korzyści wyborczych.

Mniejszościowy rząd Sáncheza mierzy się ze śledztwami korupcyjnymi, w które zamieszani są członkowie rodziny i osoby z bliskiego otoczenia. Zgodnie z wynikami najnowszych sondaży, połączone poparcie dla opozycyjnej Partii Ludowej (PP) i partii Vox przekroczyło próg większości parlamentarnej. W Brazylii zaś wskaźnik dezaprobaty dla Luli wzrósł o ponad 50% przed wyborami zaplanowanymi na październik.

 

Żale lewicowych globalistów

Szczyt zakończył się wspólną deklaracją, przewidującą skoordynowane działania w celu obrony odporności demokracji, zarządzania cyfrowego, polityki klimatycznej, zwalczania nierówności i wdrażania zrównoważonego rozwoju.

Deklaracja „Wezwanie do Globalnej Mobilizacji Postępowej” podkreśla, że „świat, który znaliśmy w ostatnich dekadach, odszedł w przeszłość”. Obecnie „wkraczamy w nową erę stosunków międzynarodowych i jako postępowcy z każdego kontynentu jesteśmy gotowi zaoferować nowe rozwiązania. Spotykamy się, aby pokazać naszą wizję, naszą siłę, naszą determinację”.

Nawiązując do celu utworzenia ONZ i budowania przyszłości w oparciu o współpracę i poszanowanie prawa międzynarodowego zaznaczono, że „dziś ta wizja jest atakowana”. „Międzynarodowy ruch reakcyjny zamierza zastąpić go światem podziałów między narodami i ludźmi; światem napędzanym relacjami transakcyjnymi, światem, w którym globalne dobra publiczne są niszczone”. Obwiniono „międzynarodowy ruch reakcyjny” za zaostrzenie wielu globalnych kryzysów.

Uczestnicy spotkania wskazali, że jeśli nie powstrzyma się tego ruchu, wówczas w nadchodzących dekadach możemy spodziewać się pogłębienia „nierówności między narodami, społeczeństwami i jednostkami w nich żyjącymi”, wzrostu skali skrajnego ubóstwa, wzrostu kosztów utrzymania i coraz gorszego dostępu do mieszkań. Oprócz tego należy spodziewać się kolejnych kryzysów i konfliktów zbrojnych, wpędzających jeszcze więcej osób w skrajne ubóstwo.

„Zmniejszenie pomocy humanitarnej i rozwojowej stwarza ogromne wyzwania zdrowotne, niedobór żywności dotykający głównie grupy wrażliwe, kobiety i dzieci” – czytamy. Dodano, że „niszczycielskie wojny i konflikty zbrojne trwają na całym świecie, od Bliskiego Wschodu po Afrykę Wschodnią, od Europy po Azję. Nowe kryzysy mają miejsce lub zbliżają się, na przykład na Kubie czy w Wenezueli. Na Ukrainie, w Strefie Gazy, Libanie, Iranie, Sudanie, Demokratycznej Republice Konga, w Mjanmie i każdym innym miejscu, gdzie trwa konflikt, konsekwencje dla ludzi są tragiczne”.

Ubolewano, że następuje demontaż prawa międzynarodowego, suwerenności narodowej i zasady nieingerencji. Podważane są także „demokracja i rządy prawa, wolność słowa, niezależna sprawiedliwość, które są podstawami otwartych i inkluzywnych społeczeństw”.

Wreszcie kwestionowane są „równość płci i prawa kobiet, zdobyte dzięki długim i wytrwałym zmaganiom”.

Cierpią mniejszości etniczne i religijne oraz grupy wrażliwe. Zagrożona jest przyszłość ludzkości z powodu spowolnienia działań dotyczących zmian klimatu.

Wskazano na zagrożenie ze strony tak zwanej sztucznej inteligencji, która wymaga „odpowiedniego ukierunkowania i zarządzania”.

Uznano, że te niepokojące trendy można odwrócić i trzeba to zrobić poprzez „zobowiązanie do wspólnego działania – między regionami, ruchami i pokoleniami – w celu obrony demokracji i pokoju oraz przekształcenia transformacji w taki sposób, by zapewnić „wspólny dobrobyt”.

Twórcy deklaracji wskazali, że kluczowa jest mobilizacja na rzecz „demokracji, suwerennego prawa ludu, rządów prawa i praw podstawowych”. Chcą walczyć z „wrogami demokracji, przeciwdziałać dezinformacji i nienawiści oraz promować wiarygodne, pełne nadziei alternatywy zakorzenione w solidarności i sprawiedliwości. Aby chronić wolności obywatelskie, wspierać związki zawodowe i układy zbiorowe, wolne i niezależne media oraz otwartą przestrzeń obywatelską”.

Nacisk położony został na politykę samorządową, ponieważ – jak podkreślono – „demokracja zaczyna się w naszych miastach, od naszych burmistrzów i lokalnych przedstawicieli, na poziomie lokalnym, gdzie polityka spotyka się z codziennymi realiami i poprawia życie obywateli. To pierwsza linia obrony na rzecz wolności, integracji społecznej i sprawiedliwości”.

Lewicowcy, jak zwykle podkreślają, że chcą „tworzyć lepszą przyszłość dla wszystkich”.

Obejmuje to „postępową gospodarkę”, mającą zapewnić „przystępne cenowo życie, silniejsze usługi publiczne, powszechną opiekę zdrowotną, godną pracę i zrównoważone środowisko”. Dodano, że rynki i podmioty prywatne muszą pozostać pod ścisłym nadzorem rządów. Chcą one kontynuować „zieloną transformację i silną politykę społeczną”, aby „zbudować społeczeństwa z lepszymi i bardziej stabilnymi miejscami pracy”.

 

Wolność, równość, opodatkowanie

Każdy musi wnieść do gospodarki „swój sprawiedliwy wkład”. Podatek dla miliarderów ma być „demokratycznym imperatywem, a także kluczem do sukcesu państw opiekuńczych”, uważają uczestnicy nowej międzynarodówki.

Wskazano, że trzeba stworzyć „Gospodarkę Dobra Wspólnego, taką, która będzie promować konkretny program reform, aby zapewnić godność człowieka, sprawiedliwość społeczną i zrównoważoną przyszłość dla wszystkich”.

Wezwano do mobilizacji na rzecz równości, w tym „równości genderowej i praw kobiet, które są fundamentalne dla ludzkości”. Chcą walczyć z „rasizmem i wszelkimi formami dyskryminacji, w tym wobec mniejszości seksualnych”.

Wspierają „sprawiedliwą i humanitarną politykę migracyjną”. „Dla nas równość oznacza sprawiedliwość społeczną poprzez sprawiedliwe płace, powszechne usługi publiczne i wszystkie warunki niezbędne do godnego życia”.

Wezwano do mobilizacji na rzecz środowiska, aby „zapewnić sprawiedliwą, zieloną dekarbonizację, która chroni naszą planetę, jednocześnie poprawiając życie ludzi. Działania na rzecz klimatu muszą być ambitne, oparte na nauce i promować sprawiedliwość międzypokoleniową, uznając różne obowiązki i możliwości poszczególnych narodów oraz zapewniając, że żadna społeczność ani kraj nie zostanie pominięta w tej walce. To walka o nasze przetrwanie” – czytamy w deklaracji.

Wezwano do „mobilizacji na rzecz sztucznej inteligencji i transformacji cyfrowej”, podkreślając, że „technologia może być narzędziem postępu, ale nie możemy akceptować dezinformacji kształtującej nasze społeczeństwa ani algorytmów, które nagradzają nienawiść”.

Zaznaczono, że chcą aktywnie „kształtować cyfrowe zarządzanie i sztuczną inteligencję, które powinny być inkluzywne, zorientowane na człowieka i demokratyczne”, respektując „zasadę kontroli przez człowieka”.

Z kolei „transformacja cyfrowa musi zmniejszać nierówności, wzmacniać prawa pracownicze, chronić podstawowe wolności i służyć dobru publicznemu na całym świecie”. Podkreślono, że „nie może pogłębiać podziałów społecznych ani koncentrować władzy w rękach oligarchów technologicznych”.

Wreszcie wezwano do mobilizacji na rzecz pokoju. Lewica obiecuje „stać na straży prawa międzynarodowego, wzmacniać multilateralizm i bronić pokoju”. Chcą walczyć z „neoimperializmem, wyzyskiem ekonomicznym oraz niewłaściwym wykorzystaniem i nadużywaniem zasobów”.

Przewidują reformę ONZ, wzmocnienie jej instytucji w celu „wzmocnienia multilateralizmu” i „bardziej sprawiedliwe oraz skuteczne globalne zarządzanie”, zwłaszcza w zakresie polityki klimatycznej, pandemii i konfliktów.

„To misja, którą definiujemy dla międzynarodowego ruchu postępowego”, który zawiązał się w Barcelonie w dniach 17–18 kwietnia 2026 r.

Wezwano wszystkich postępowych obywateli i ruchy do połączenia sił, by wspólnie „działać na rzecz pokoju, demokracji, równości i postępu społecznego”.

 

Źródła: brusselsignal.eu, politicstoday.org, japantimes.co.jp, publicnow.com

AS

 

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 120 774 zł cel: 500 000 zł
24%
wybierz kwotę:
Wspieram