U kogo szukać pomocy, u księdza czy u terapeuty? Takie pytanie stawia Tomasz Teluk, udzielając skądinąd słusznej odpowiedzi: można u jednego i u drugiego. Niestety, dowiadujemy się przy okazji o „błędach” psychologii i o samych psychoterapeutach: skupiają się na emocjach, ignorują procesy poznawcze i wielu z nich mogłoby wybrać bardziej pożyteczne zajęcie. I śmieszno, i straszno.
Czytając portal Fronda dowiadujemy się, że psychologii odrzucać nie należy, choć „wyznawcy klasycznej psychoanalizy jak i materialiści dowodzili sprzeczności religii i psychologii. Następnie starali się podporządkować wszystkie aspekty wiedzy, włącznie z religią, nauce o psychice człowieka”. Co więcej, publicysta „Portalu Poświęconego” twierdzi: „świadectwa dowodzą, że można osiągnąć ten sam efekt terapeutyczny, nie tylko przez lata pracy z wykwalifikowanym terapeutą, ale w jednej chwili”, a sama psychologia pretenduje czasem do roli „wszechnauki”. Gdyby te uwagi dotyczyły innego przedmiotu – a motywem stojącym za ich publikacją nie była samobójcza śmierć chorego na depresję Robina Williamsa – można by je było potraktować jako kolejny materiał do archiwum publicystycznych osobliwości.
Wesprzyj nas już teraz!
„Wyznawców” klasycznej psychoanalizy odnaleźć dziś możemy, ale w pracach traktujących o historii psychologii. A to dopiero początek. Tomasz Teluk sugeruje, że „współczesna psychologia zbytnio skupia się na wyrażaniu emocji”, brakuje terapeutów zajmujących się pacjentami „mającymi problemy poznawcze”, a tak w ogóle, to „poprawianie komfortu” jest zajęciem całkiem interesującym i przyjemniejszym niż „ślamazarna” praca z osobami po „wypadkach, udarach czy wylewach”. Według Frondy „komfort” (!) osób cierpiących na skutek zaburzeń nastroju, fobii, nerwic, anoreksji i bulimii sprawą poważną nie jest. Dostaje się psychologom, ich pacjentom i bliskim.
Wróćmy do rzeczywistości. Psychoterapia wiele uwagi poświęca procesom emocjonalnym, co jest najzupełniej zrozumiałe. Emocje wpływają na treść procesów poznawczych, a przy tym pełnią dość istotne funkcje, w tym informacyjną i motywacyjną. To elementy podstawowego kursu psychologii. Przekonanie o rozdzielności procesów emocjonalnych i poznawczych zaczęło się chwiać już w latach 80. Dziś, na podstawie przeprowadzonych badań, wskazuje się na ich bliski związek i integrację (zob. Jeremy R. Gray, Todd S. Braver, Marcus E. Raichle, Integration of emotion and cognition in the lateral prefrontal cortex, „Proceedings of the National Academy of Sciences”, vol. 99 nr. 6, s. 4115–4120; Seth Duncan, Lisa Feldman Barrett, Affect is a form of cognition: A neurobiological analysis, „Cognition and Emotion”, vol. 21, nr 6, s. 1184-1211). Literatura poświęcona tej kwestii jest bogata.
Według Tomasza Teluka, brakuje specjalistów zajmujących się klientami z „problemami poznawczymi”. Rzeczywistość wygląda inaczej: osoby poszukujące pomocy koncentrującej wokół aspektów poznawczych mogą korzystać z szerokiej oferty; dużą popularnością w Polsce cieszy się nurt terapii poznawczo-behawioralnej, rozwijają się także inne ujęcia. Publicysta próbuje rozwiązywać rzekomy konflikt między religią a psychologią pomijając ewolucję myśli psychologicznej i podstawowe zasady etyczne regulujące pracę psychoterapeuty.
Publikacja Frondy trafia w szczególny kontekst społeczny. W 2013 roku w Polsce życie odebrało sobie 6 097 osób, o 1 920 więcej niż w roku poprzednim. Według ekspertów zajmujących się problemem, na jedną udaną próbę samobójczą przypada od 10 do 15 nieudanych. Równocześnie Polska należy w Europie do niechlubnej grupy krajów, w których współczynnik samobójstw rośnie – i tak już od ośmiu lat. Niepokoją też wyniki badań dotyczących zdrowia psychicznego polskich dzieci i młodzieży, tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia taką wyspecjalizowaną opiekę wycenia nisko. Pacjenci wielu polskich przychodni na rozpoczęcie terapii czekają od kilku do kilkunastu miesięcy.
Fronda rozbija okołopsychologiczne mity. I śmieszno, i straszno.
Mateusz Ziomber