Dekonstrukcja po katolicku: Młodzieżowy „sex film”, czyli jak Szkoła Frankfurcka zbłądziła pod strzechy

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Screen-Shot-2019-10-18-at-12.19.35-AM-e1775033449652.jpeg
Kelly Preston, kadr z filmu „Christine”

W młodzieżowej popkulturze lat 90., na której dorastało moje pokolenie, seks jest tematem na tyle odrębnym, że mówi się wręcz o istnieniu gatunku... teen sex film (młodzieżowego filmu o seksie – sic!). Współżycie, które w normalnych okolicznościach jest środkiem do realizacji celu małżeństwa, nabrało w tych filmach całkiem nowych znaczeń. Utrata dziewictwa stała się rytuałem inicjacyjnym, bez którego nie sposób wkroczyć w dorosłość, relacja z dziewczyną została zredukowana do modelu „podboju”, a humor został wykorzystany jako narzędzie normalizacji seksu bez zobowiązań i konsekwencji. Czy w taki sposób spełniła się teoria spiskowa mówiąca o tym, że neomarksiści wykorzystują kulturę do szerzenia swoich idei?

Rewolucja seksualna kojarzy nam się z procesem spontanicznym, niemal nieuniknionym. Oto ludzkość, spętana przez tysiąclecia przez religię i opresyjną moralność, nareszcie dochodzi do świadomości własnego ciała i własnych praw. Wyzwala się w człowieku siła, której nic nie może zatrzymać. Wybucha jakaś nowa, nieznana dotąd, witalność, której powab stawia pod znakiem zapytania cały system zasad obyczajowych, jaki wypracowała ludzka cywilizacja.

Czy jest to skojarzenie właściwe? Pomijając już samą moralną ocenę wzorców zaproponowanych przez rewolucję seksualną, nie jest do końca tak, że ludzkość sama z siebie zapragnęła tę rewolucję przeprowadzić i bez żadnej pomocy ze strony elit dopełniła jej dzieła. Dawniej wybujałe rozpasanie seksualne było zarezerwowane dla libertyńskich kręgów arystokracji, ale już w latach 20. ubiegłego wieku niejaki Wilhelm Reich postulował „wyzwolenie” seksualne i to on po raz pierwszy użył samego terminu rewolucja seksualna. Następnie jego ideę podchwycili założyciele Instytutu Marksizmu na Uniwersytecie we Frankfurcie. Sama jednostka została potem przemianowana Instytut Badań Społecznych, a jej założyciele wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, gdzie inspirowali przebieg rewolucji kulturowej 1968 roku. Grupa marksistowskich humanistów, popularnie nazywana Szkołą Frankfurcką, postawiła sobie za cel słynny „marsz przez instytucje” i bywa utożsamiana z kwitnącym w Ameryce neomarksizmem.

Zróbmy to razem!

Niezależnie od ścisłych powiązań, których nie mam ambicji tu dowodzić, warto pochylić się nad samą korelacją postulatu „wyzwolenia” seksualnego głoszonego przez Herberta Marcuse'a i innych ideologów ze Szkoły Frankfurckiej oraz kultury masowej, która zaczęła powstawać po roku 1968, a więc pod obaleniu w Hollywood kodeksu Haysa, czyli zbioru zasad określających religijne, moralne i obyczajowe granice, których twórcom nie wolno przekraczać.

Anarchia seksualna ustrojona w piórka młodzieńczej niewinności

W Starym Testamencie znajdujemy całkiem sporo cytatów mówiących o roztropnym wystrzeganiu się wpływu uwodzicielskich kobiet czy też cudzołóstwa w ogóle. O kobiecie lekkich obyczajów mówi Księga Przysłów: „Jej wdzięków niech serce twoje nie pragnie, powiekami jej nie daj się złowić”, a o pożądaniu nie swojej dodaje: „Bo miód wycieka z warg obcej, podniebienie jej gładkie jak olej”. Ale – i tu wskazuje natchniony autor na konsekwencje – „w końcu będzie gorzka niby piołun i ostra jak miecz obosieczny”.

Odnosząc te słowa do gatunku teen sex movie. można powiedzieć, że opiera się on na oswojeniu nie tyle kobiety lekkiej obyczajów rozumianej jako nierządnica czy jakaś femme fatale, ale samego motywu seksu bez zobowiązań, który ma być nieodłącznym elementem stylu życia od wczesnej młodości. Nie ma więc już mowy o roztropności, o wstrzemięźliwości, o swoistym „odroczeniu gratyfikacji” dla późniejszego szczęścia małżeńskiego. Znika w ogóle kontekst moralny, bo nawet rodzice są w tych filmach ukazani jako ci, którzy kiedyś byli tacy jak ich dzieci, ale potem przyjęli pozę wynikającą z pewnego – wciąż trwającego – konwenansu. Filmy te skupiają się zatem na owej słodyczy, jaką początkowo człowiek czerpie z tego typu związków – całkowicie pomijając ich osobiste i społeczne skutki, w postaci niezdolności do szczęścia i fali rozwodów, czy też problemu nagminnych aborcji jako „wyjścia awaryjnego”.

O ile filmy, o których piszę pochodzą prawie wyłącznie z interesującej mnie epoki (w cyklu „Dekonstrukcja po katolicku” omawiam głównie produkcje z lat 70-90), to jednak należy zauważyć dwie rzeczy: po pierwsze po roku 2000. gatunek był kontynuowany, a nawet znalazł swoje rozwinięcie (o czym wspominam niżej przy okazji American Pie), a po drugie w jakiejś mierze ukształtował myślenie i wrażliwość pokoleń Polaków, którzy w dobie transformacji zachłysnęli się popkulturą na kasetach VHS i przed ekranami telewizorów. Jest to opowieść o tym, jak rewolucja seksualna dotarła pod strzechy i dlatego – choć sam przedmiot rozważań jest niepoważny – pozostaje czymś istotnym dla refleksji o naszej tożsamości kulturowej i etycznej.

W filmach z tego gatunku nie mamy do czynienia z dwudziestolatkami grającymi nastolatków, ale z prawdziwymi nastolatkami grającymi siebie – stąd ich spontaniczna autentyczność i siła oddziaływania. Jest to urok, któremu trudno się oprzeć, dlatego podejmując krytyczną refleksję, trzeba na chwilę wyłączyć sferę wrażeń zmysłowych, a odwołać się do sądu „czystego” rozumu, czyli po prostu intelektu.

Klasyka teen sex film

Zanim wymienię parę „klasycznych” filmów z gatunku teen sex, przywołam najbardziej znany – American Pie. Jest to wierzchołek góry lodowej, jeżeli mówimy o tym zjawisku, i powstaje pytanie czy jest on miarodajnym reprezentantem swojego gatunku? Otóż, moim zdaniem nie. Dlaczego? Wadą widoczną na pierwszy rzut oka jest większy budżet. Prosta akcja zostaje podniesiona do pseudo-epickiej konwencji (bohaterowie zawierają „pakt”, by wspólnie walczyć o… utratę dziewictwa). Widać, jakże szkodliwe w tym wypadku, dotknięcie klasy A. Film jest wyprany z owej tandetnej atmosfery gatunku, która sprawiała, że był on przede wszystkim odzwierciedleniem tego, co działo się w duszach i w wyobraźni młodzieży poddanej seksualizacji, jest bardziej kreacją niż symptomem.

Poza tym to już próg lat 2000 i kolejne części powstają w tej właśnie epoce (epoce upadku, co opisałem w tekście Słodki sen liberalizmu i epoka żywych trupów. Kiedy umarła popkultura?) – mamy więc wejście obleśnej dosłowności, której w takiej formie (proszę wybaczyć, że nie podam przykładów) nie było wcześniej. Dochodzi do tego równie obrzydliwa normalizacja korzystania z pornografii i samogwałtu poprzez „nauki” ojca jednego z bohaterów. Dawni zdobywcy (niezależnie od natężenia ich sukcesów), stają się porno-marzycielami, co też jest pewnym znakiem czasu. American Pie to nie tyle wypaczenie, co dalsza konsekwencja logiki tego gatunku – coś, do czego musiało dojść (bo degeneracja postępuje), choć jest to już niestrawne.

Wśród produkcji klasycznych wymieniłbym przede wszystkim Mischief (1985). Akcja dzieje się w latach 50. (pamiętajmy, że rewolucja seksualna przetoczyła się dużo wcześniej niż rewolucja kulturowa 1968 roku). Lekki film z na swój sposób legendarną Kelly Preston w roli małomiasteczkowej piękności, w której zakochał się chłopak, będący tam new kid in town. Bohater poznaje starszego kolegę, który staje się jego guru i pomaga dokonać niemożliwego, czyli poderwać Marilyn. Ostatecznie jest to film z pewną puentą, bo chłopak wybiera mniej urodziwą, ale mądrzejszą kandydatkę, niemniej jest film jest typowym przedstawicielem gatunku, ponieważ pokazuje młodego człowieka, dla którego najważniejszą życiową ambicją jest „zaliczenie” dziewczyny, która staje się swoistym trofeum. Obraz nasycony jest tym specyficznym sentymentem do młodzieńczych „przygód”, który sączył się również do głów Polaków w epoce VHS. Innym przykładem wykorzystania urody i uroku Kelly Preston jest Secret Admirer ( z tego samego 1985 roku), w którym wciela się ona w postać, która okazuje się skończoną idiotką, więc wybór dla bohatera męskiego jest znacznie łatwiejszy.

Nieco wcześniej, bo w roku 1982, na ekrany trafiło Fast Times at Ridgemont High. Typowy film o wyzwolonej amerykańskiej młodzieży, która pracuje po knajpach z fast foodem, a jedyną rzeczą, o jakiej marzy i rozmawia, jest seks. Jak to w takich filmach, musi być jakaś postać kobieca, która stanowi mocny „strzał”, zapadający w pamięć widzów na lata. Tę rolę pełni tu inna młodzieżowa gwiazda tamtej opoki – Phoebe Cates – która ku uciesze milionów nastolatków zdejmuje górną część bikini w scenie fantazji starszego brata jej koleżanki. Byłby to zwyczajny film oswajający z seksualizacją młodzieży, gdyby nie jedna... wyrwa. Mianowicie, gdy dziewczyna eksperymentująca z przygodnym seksem zachodzi w ciążę, pojawia się temat aborcji. Właściwie z automatu. Nikt się nie zastanawia nad kwestiami etycznymi, nikt nie mówi o dziecku – jest tylko kwestia, czy ojciec dorzuci się do „zabiegu” i zawiezie ją do kliniki. Sam „zabieg” potraktowany jest tak jakby miała mieć proste usunięcie jakiegoś znamienia na małym palcu u lewej stopy. Kiedy się nad tym zastanowimy, film okaże się porażającym świadectwem tego, z jaką lekkością dzisiejsza kultura podchodzi do zabijania dzieci.

Mamy też wariacje bardziej „na miękko”. Romantyczną odmianą filmu młodzieżowego jest Happy Together (1989), w którym nie chodzi tylko o seks, a pomiędzy bohaterami (mieszkańcami akademika przypadkowo zakwaterowanymi w jednym pokoju) rodzi się „dojrzalsze” uczucie. Są też rozmaite sitcomy serialowe w rodzaju California Dreams (1992-1997), gdzie ze względu na wiek bohaterów nie wypada jeszcze mówić o seksie, ale wiadomo, że główne zainteresowanie bohaterów, jakim jest zdobywanie dziewczyn, w późniejszym etapie do tego będzie zmierzało. 

Warto wreszcie wymienić filmy tak niskich lotów, a przy tym tak śmiałe, że nawet w omawianym gatunku stanowią swoisty Mordor. Przykładem takiej produkcji jest Virgin High (1991), czyli film będący antytezą zasad z kodeksu Haysa mówiących o tym, że nie wolno mówić o religii w sposób prześmiewczy i pokazywać seksu pozamałżeńskiego. Akcja dzieje się w żeńskiej szkole katolickiej prowadzonej przez siostry, gdzie niesforna nastolatka zostaje „zesłana” przez rodziców za to, że zadaje się z niewłaściwym chłopakiem. Na miejscu okazuje się, że pierwsze skrzypce wśród pensjonariuszek gra rozbuchana dziewucha, która „używa życia” ze strażnikiem szkoły. Rodzice bohaterki, gdy tylko zostają sami, oddają się perwersyjnym zabawom i generalnie wszystko jest nakierowane na seks, a katolickość owej szkoły objawia się tylko tym, że siostra na lekcji mówi o rewolucji Lutra, pouczając znudzone uczennice: Tylko nie mówcie „reformacja”. Tego typu filmy, o których nikt już dziś nie pamięta, ale stanowiące swego czasu guilty pleasure milionów nastolatków, skutecznie zainfekowały młode umysły wzorcami, o których być może nawet nie śniło się architektom rewolucji seksualnej.

Na koniec inny przykład. W ambitnej już formie temat pojawia się bowiem w stylizowanym na czarno-biały obrazie Petera Bogdanovitcha – The Last Picture Show. Film nakręcono w roku 1971, ale akcja umieszczona jest w małym teksańskim miasteczku w latach 50. Widzimy tam rewolucję seksualną w pełnym rozkwicie, gdy matka głównej bohaterki – granej przez uchodzącą za symbol seksuikonę piękna Sybill Shepherd – poucza ją, żeby używała życia (a więc „nasyciła” się przygodnym seksem)... zanim wejdzie w małżeństwo z „dobrą” partią z bogatego domu. Mamy tam całe uniwersum owych fałszywych pragnień, którymi napełniła młodzież zseksualizowana popkultura z jego naczelnym kompleksem nastolatka, który „jeszcze nie zaliczył” żadnej dziewczyny. Produkcja doczekała się po latach drugiej części – Texasville (1990) – która jest o tyle istotna, że pokazuje skutki rewolucji seksualnej. Ci sami bohaterowie są po latach życiowymi i moralnymi wykolejeńcami, po kolejnych rozwodach, niezdolnymi do szczęścia i zbudowania normalnej rodziny.

Człowiek Rewolucji Seksualnej

Nie ulega wątpliwości, że przed rokiem 1968 bohaterowie filmowi byli... inni. Mężczyźni byli bardziej męscy, ich postawa i tembr głosu wyrażały pewność siebie, ale i pewną szarmancję. Kobiety były bardziej kobiece, ich piękność była bardziej niedostępna, mniej oczywista, a w ich zachowaniu i wejrzeniu była nieobecna dziś niewinność. Jest to opis skrótowy i nieco idealistyczny, niemniej tego typu rysy każdy jest w stanie dostrzec, gdy sięgnie do kina lat nawet 40. i 50.

Rewolucja seksualna osiągnęła to, co nie udało się nawet komunistom. Tamci odwoływali się do antagonizmów klasowych i ekonomicznych, natomiast nowe pokolenie rewolucjonistów, których symbolem jest tytułowa Szkoła Frankfurcka, odwołali się do znacznie głębszej i bardziej nieokiełznanej pobudki, jaką jest ludzka seksualność. Może ona być tym, czym jest, a więc elementem naszej natury, z którego czerpiemy zdolność do przedłużenia gatunku i uregulowaną moralnie przyjemność. Ale może też – jeżeli porzucimy cywilizowane wzorce – stać się istną puszką Pandory, która zupełnie odmienia naszą ludzką kondycję.

W warstwie etycznej omawianych tu filmów mamy do czynienia z całkowitym pominięciem rzeczywistości małżeństwa i rodziny jako docelowego modelu realizacji popędu seksualnego. Młodość staje się autonomicznym etapem życia, mającym swoje własne, odrębne zasady, podporządkowanym wyłącznie pragnieniom i namiętnościom człowieka, bez poddania ich jakiejkolwiek refleksji. Utrata dziewictwa staje się swego rodzaju „obowiązkiem”, a jednocześnie rytuałem inicjacyjnym młodego człowieka. Wprost wyraża to opis marketingowy American Pie: „Grupa licealistów pragnie do końca szkoły stracić dziewictwo i wkroczyć na studia jako pełnoprawni mężczyźni”. Pogardzenie wstrzemięźliwością występuje jako naturalizowany element kultury i obyczajów. Dochodzi do całkowitego wyrwania ludzkiej seksualności z perspektywy etycznej, a jedyne wątpliwości dotyczą tego, czy młodzi ludzie są emocjonalnie „gotowi” do swego pierwszego razu.

Człowiek nakierowując się głównie na seks, zapędza się w ślepą uliczkę, a zjawiskiem, które temu towarzyszy jest swoiste przekierowanie sentymentu. Przeżywszy bowiem taką młodość (choćby tylko w marzeniach zainspirowanych popkulturą), nie wspominamy już z nostalgią szczęśliwego dzieciństwa i młodości, w której przekraczaliśmy własne granice i podejmowaliśmy wyzwania, napotykając na swej drodze pierwsze obiekty westchnień, ale czekając na odpowiedni czas, by dojrzeć do założenia własnej rodziny. Nie ma o tym mowy w modelu, w którym rytuał utraty dziewictwa staje się celem samym w sobie. W ogóle znika perspektywa szczęśliwej rodziny, ponieważ w normalnych okolicznościach warunkiem jej stworzenia jest ukształtowanie twardego i odpornego na przeciwności charakteru, czemu służą międzyinnymi samokontrola i wyrzeczenie tego, co nam się na danym etapie nie należy.

Trudno prześledzić dokładne drogi, jakimi rewolucja seksualna „dowiozła” swoje cele. Patrząc jednak na opłakany stan moralności małżeńskiej i krajobraz beznadziejnego cierpienia niezliczonych dzieci z rozbitych rodzin, nie ma wątpliwości, że Nowy Człowiek powstał, żyje wśród nas i niestety również – w nas.

Filip Obara

1b0A4SU7l54hOUXNSTmmL9Q-e1666950580459.jpeg
John Travolta i Kelly Preston – kadr z filmu „The Experts”

Dekonstrukcja po katolicku: „Grease”, miłość Travolty i studium (upadłej) niewinności

Grease. Współczesna klasyka musicalu, ale w wydaniu, które przełamuje dawny – obyczajny – konwenans, proponując wyzywający niewstyd i oswajając z seksualizacją. To jedno z niewielu dzieł filmowych, które tak wyraźnie łączą obok siebie starego i nowego – stworzonego przez rewolucję seksualną – człowieka.Kadr z Grease pojawił się już jako ilustracja do tekstu Słodki sen liberalizmu i epoka żywych tr...Czytaj dalej

1bBvYbIlijK1v-rasyBd4oA-e1713782797268.webp
Film „Za horyzontem”, fragment plakatu

Dekonstrukcja po katolicku: „Za horyzontem” – niewinność i etos własności vs. dyktatura proletariatu

Acha, czyli tak wygląda dyktatura proletariatu... Pomyślałem, widząc jak bohaterowie filmu Far and Away przybyli z Irlandii do Ameryki. Cham w egalitarnym społeczeństwie pozostaje chamem, choć pieniądz sprawia, że nazywają go „szefem”. Czy postacie grane przez Toma Cruise'a i Nicole Kidman zdołały zachować niewinność w tym brudnym świecie niemoralnego zysku?Za horyzontem to film bardzo mało znany,...Czytaj dalej

Pleasantville-Screen-Shot.jpeg
Kadr z filmu „Miasteczko Pleasantville”

Dekonstrukcja po katolicku: „Miasteczko Pleasantville”, czyli historia naturalna od Adama i Ewy do rewolucji seksualnej

Odkrywszy mało znany – a ważny w swym przesłaniu – film Miasteczko Pleasantville, pomyślałem: To niesamowite, że Amerykanie coś takiego w ogóle nakręcili! Jest wszak tajemnicą poliszynela, że rozpasanie seksualne szkodzi człowiekowi, a największym rozsadnikiem tego szkodliwego wzorca jest właśnie amerykańska popkultura powstająca po roku 1968...W Niemczech doszło niedawno do osobliwego przypadku. ...Czytaj dalej

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: