Dekonstrukcja po katolicku: Robin Hood – złodziej czy rycerz cnoty epikei?

Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
MV5BNTUyMjA5NDktNWY5Ny00ZWU4LWE4Y2ItMDYzZTk0NzU3ZWMyXkEyXkFqcGc@._V1_.jpg

W czasach tyranii i niesprawiedliwości, gdy prawo nęka obywateli, pewien banita wpisuje się na karty historii… Legenda Robin Hooda, wraz z jej współczesnymi ekranizacjami, to opowieść o oporze wobec władzy niesprawiedliwej. Ale jakiej oceny tego oporu dostarcza katolicka teologia moralna?

W najogólniejszym zarysie można wskazać, że tradycja myślenia związana ze św. Augustynem (kojarzonym raczej z Platonem) stawia na tzw. opór bierny (odmowę udziału w bałwochwalczych i niemoralnych praktykach) – aż do męczeństwa i tak w dużej mierze można też scharakteryzować postawę pierwszych chrześcijan. Ale to nie jedyna tradycja myśli katolickiej i – co istotne – nie dominująca. Drugie tysiąclecie po Chrystusie rozwinęło bowiem koncepcje odwołujące się już zdecydowanie do Arystotelesa, których największych, choć nie jedynym, patronem jest św. Tomasz z Akwinu.

W niniejszym tekście proponuję Czytelnikowi autorskie ujęcie problemu moralnego, które stawiają filmy o Robin Hoodzie w kontekście katolickich rozważań o nieposłuszeństwie wobec tyrańskiej władzy oraz tzw. koncepcji tyranobójstwa.

Zróbmy to razem!

Od podania ustnego do srebrnego ekranu

Legendarna postać Robin Hooda zapładnia umysły Anglików i Europejczyków, a wreszcie Amerykanów, od ośmiu przeszło wieków. Początkowo przekazywana ustnie, następnie znalazła swój wyraz w różnych wersjach tekstów pisanych, aż wreszcie zaowocowała licznymi adaptacjami filmowymi i serialowymi. Jako że cykl „Dekonstrukcji po katolicku” skupia się na filmach, to je właśnie uczynię kanwą dla tej refleksji, skupiając się na czterech (w mojej subiektywnej opinii) godnych uwagi produkcjach – z lat 1938 (Przygody Robin Hooda), 1952 (Opowieść o Robin Hoodzie i jego wesołych kompanach), 1991 (Robin Hood: Książę złodziei) i z 2010 (Robin Hood).

Dwie pierwsze wersje są zdecydowanie klasyczne w swojej konwencji i nadają się do oglądania z całą rodziną, również dlatego, że wątki romansowe są w nich ukazane z należytą obyczajnością. W Przygodach Robin Hooda główny bohater od początku nie kryje się z zamiarem zorganizowania powstania ludowego z ewidentnym motywem pomsty jako odpłaty za niesprawiedliwość (o takiej idei pomsty pisałem w tym tekście). Śmierć za śmierć – mówi protagonista i podejmuje bezwzględną, choć niepozbawioną humoru i kurtuazji, walkę z tyrańskim systemem. Działa – podobnie jak w Opowieści z 1952 – w imię prawowitego króla oraz porządku społecznego i moralnego. Wersja Kevina Kostnera z 1991 jest dużo mniej schematyczna i dostarcza głębszego wglądu w psychologię postaci, ale proponuje z grubsza podobne ujęcie. Dopiero produkcja z Russelem Crowem przynosi radykalną odmianę, stawiając na realizm, ale też na większą zgodność z legendą, ponieważ w odróżnieniu od wszystkich poprzednich wersji Robin, czy też Robert, z Locksley nie jest właścicielem ziemskim (pomijając fakt, że nie jest w ogóle Robertem z Locksley), co okaże się niezwykle istotne dla rozważań etyczno-politycznych.

W każdym razie w wersjach starszych znajdziemy i przygodę, i dobrą zabawę, i śmiech, i charakterystyczną układną zuchwałość w dobrej sprawie, dającą moralną satysfakcję, podczas gdy w wersjach nowszych możemy doszukiwać się dotknięcia typowo współczesnej – bardziej psychologizującej niż moralizującej – kinematografii.

Cnota… złodziejstwa?

Zanim przejdziemy do właściwych kwestii oporu wobec władzy oraz tyranobójstwa, wypada rozwiać rzucające się od razu w oczy wątpliwości, które wręcz w tytule wyraża wersja z 1991 roku. Czy książę złodziei może być wzorem cnót obywatelskich?

Na ścisłym gruncie teologii moralnej, ukraść możemy jedynie w sytuacji zagrożenia życia (nawet jeżeli jest ona bardzo ogólna) i nie popełniamy wówczas nawet lekkiego grzechu. Na gruncie polityczno-historycznym moglibyśmy rozważać kwestię łupów wojennych, a jeszcze inną kwestią byłoby po prostu odzyskanie majątku wcześniej nam (albo komuś) zagrabionego.

W legendach kwestia złodziejstwa wygląda niezbyt ciekawie, bo pojawiają się podania, wedle których Robin Hood miał napadać nie tylko na zamki możnowładców, ale i na klasztory. W filmach nie mogło tak być, bo opowieść zwyczajnie by się nie zgrywała, a dwuznaczność moralna po prostu nie przeszłaby przez młyny wrażliwości jeszcze w latach 90., a nawet w okresie późniejszym. Dlatego otrzymujemy opowieść jeszcze bardziej „romantyzowaną” niż legendy.

Skoro więc konwencja filmowa pozwala nam przejść do porządku dziennego nad kwestią kradzieży, zajmijmy się zagadnieniem istotniejszym i bardziej aktualnym, jakim jest zbrojny opór przeciwko władzy niesprawiedliwej.

Czy katolik może zabić tyrana?

Tyranobójstwo to oczywiście tylko potencjalne rozwiązanie konfliktu przedstawionego w legendach, utworach literackich, a potem filmach o Robin Hoodzie. Poza zabiciem królewskiego „namiestnika”, czyli szeryfa z Nottingham, nie dochodzi tam do zabicia samego tyrana, księcia Jana bez Ziemi, który uzurpuje sobie tron pod nieobecność brata – Ryszarda Lwie Serce. Niemniej omówienie doktryny tyranobójstwa umiejscowi to zagadnienie w jego największej rozpiętości i w najbardziej skrajnym kontekście, co pozwoli uniknąć wybiórczości.

Na wstępie należy zaznaczyć to, na co zwraca uwagę prof. Jacek Bartyzel w tekście Magisterium Kościoła a problem tyranobójstwa, mianowicie, że „w dogmatycznym i nieomylnym nauczaniu Kościoła katolickiego nie ma pozytywnie i eksplicytnie wyłożonej «nauki o tyranobójstwie», czy chociażby o «prawie do oporu» (czynnego) przeciwko złej (tyrańskiej) władzy”. Mamy więc do czynienia z opiniami, w których możemy doszukiwać się większej lub mniejszej zgodności z prawem naturalnym i przyrodzoną sprawiedliwością.

Jako pierwszy zagadnienie tyranobójstwa w ujęciu pozytywnym poruszył XII-wieczny biskup Chartres, Jan z Salisbury, który wyszedł z paradygmatu organicznej struktury społeczeństwa, twierdząc, że gdy głowa zaczyna się psuć i grozi to zarażeniem całego organizmu, to należy tę głowę odciąć, czyli pozbawić życia władcę, który sprawuję władzę tyrańską. Jako warunek podawał on autorytet Kościoła, który powinien orzec, że mamy do czynienia z tyranem. Jest w swoim poglądzie dość zdecydowany, skoro twierdzi, że kto by zaniechał dzieła wyeliminowania tyrana, „grzeszy tak przeciw samemu sobie, jak przeciw całemu ciału świeckiemu państwa”.

W sposób bardziej rozwinięty i uporządkowany zajmuje się tą tematyką św. Tomasz z Akwinu. W traktacie De regnozwraca uwagę przede wszystkim na to, jak przeciwdziałać tyranii poprzez roztropny wybór władcy obdarzonego określonymi cechami. W samej strukturze tekstu wyraźnie widać, że zastosowanie oporu czynnego jest ostatecznością obwarowaną określonymi warunkami. W szóstym rozdziale Doktor Anielski wprost odnosi się do tyranobójstwa, podając trzy warunki:

1) Stan państwa musi być skrajnie zły i niemożliwy do naprawienia na zwyczajnej drodze prawnej.

2) Walka zbrojna musi uwzględniać rachunek prawdopodobieństwa wygranej.

3) Ocena sytuacji nie może należeć do subiektywnego osądu poszczególnego człowieka, ale powinna być wydana w kręgach władzy, a więc w gronie elit politycznych.

Właśnie punkt trzeci ukazuje istotność zmian, jakie zaszły w stosunku do pierwotnej legendy o Robin Hoodzie. Fakt, że w nowszych wersjach jest on właścicielem ziemskim pomaga w rozwiązaniu naszego dylematu. Jako pan feudalny spełnia on warunek, że władzę niesprawiedliwą musi obalić jakieś przedstawicielstwo dotychczasowej władzy. Stosunki feudalne polegały na decentralizacji władzy, w ramach której pan posiadał określone prerogatywy – władzę nad ziemią i ludnością, nad wojskiem, sprawami fiskalnymi, a nawet sądowniczymi.

Po samym Akwinacie w sposób uporządkowany i rozwinięty kwestią tyranobójstwa zajmował się wybitny jezuicki tomista z przełomu XVI i XVII wieku. W nieprzetłumaczonym na polski traktacie Defensio Fidei Catholicae et Apostolicae przytacza on słowa Cycerona: „Ten bowiem, kto zabija tyrana, by wyzwolić ojczyznę, jest chwalony i otrzymuje nagrodę”. Następnie systematyzuje doktrynę tyranobójstwa, wprowadzając rozróżnienie na tyrana „wedle tytułu” (a więc uzurpatora, który doszedł do władzy nielegalnie) i takiego, który wprawdzie dzierży prawowitą władzę, ale stoczył się w odmęty tyranii.

Suarez stwierdza, że co do zasady zabicie tyrana w akcie wymierzenia sprawiedliwości (pomsty) nie powinno być czynione przez osobę prywatną, lecz z upoważnienia jakiegoś rodzaju państwowej „radę publiczną” (dziś powiedzielibyśmy: komisji), który wyda wyrok na władcę niesprawiedliwego. W przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z chaosem. Ale zaraz dodaje, że tyran może być zabity nawet przez osobę prywatną w akcie obrony, ponieważ dzieje się to „na mocy upoważnienia od Boga, który w prawie naturalnym dał każdemu środki do obrony siebie i swojej ojczyzny, jak również obrony każdej niewinnej osoby”.

Warunkiem słusznego moralnie zabicia tyrana jest też fakt, że prowadzi on „wojnę przeciwko rzeczypospolitej”, a więc w sposób jawny i wyraźny działa przeciwko dobru wspólnemu. Wówczas, „jeśli nie można obronić rzeczypospolitej inaczej niż zabijając tyrana, każdy członek społeczeństwa może go legalnie zabić”, wówczas nie dokonuje się to przez władzę prywatną, tylko pośrednio przez władzę publiczną, której prerogatywa jest niejako doraźnie udzielana osobie prywatnej i na mocy prawa Bożego, które każdemu człowiekowi daje „moc obrony niewinnych”.

Istotnym kontekstem dla omawianego zagadnienia są obrady Soboru w Konstancji (1414-1418), który wprost, choć bardzo oględnie zajął się kwestią tyranobójstwa, stwierdzając, iż błędnym jest zdanie, które głosi, iż „Każdy tyran może i powinien, w sposób dozwolony i słusznie, zostać zgładzony przez jakiegokolwiek swego wasala czy poddanego, także przy użyciu zasadzki, fałszywego pochlebstwa czy udawania miłości, bez względu na złożoną mu przysięgę albo zawarte z nim przymierze, bez czekania na wyrok czy polecenie jakiegokolwiek sądu”. Zdanie to nie jest traktowane jako wiążące w sumieniu już to z powodów ogólnych (że mowa jest o kwestii politycznej, nie zaś dotyczącej samej istoty wiary i moralności), już to dlatego, że kontekst był stricte polityczny, a był nim spór pomiędzy Janem bez Trwogi i Karola VI Szalonego.

Jedno jest pewne, nawet jeżeli zabicie tyrana może stać się w określonych okolicznościach dopuszczalne, to zawsze dzieje to w imię dobra wspólnego, sprawiedliwości oraz pod restrykcyjnie określonymi warunkami. W tym sensie tyranobójstwo jako forma samoobrony staje się aktem cnoty, zaś jej przeciwieństwem byłoby działanie cechujące się anarchią i chęcią obalenia zastanego porządku. Dlatego występuje istotowa i całkowita antynomia pomiędzy godziwym działaniem dla dobra ojczyzny, którego koniecznym narzędziem staje się tyranobójstwo a działaniami rewolucjonistów francuskich. Osobnego omówienia w tym kontekście wymagałaby szalona idea fixe Jarosława Marka Rymkiewicza, który z iście rewolucyjnym zapałem przekonywał, że Polacy nie stali się nowoczesnym narodem, ponieważ… nie splamili się królobójstwem.

Kiedy król staje się warchołem…

Skoro omówiliśmy zagadnienie tyranobójstwa, warto przejść do mniej już zawężonego, a bardziej adekwatnego do samego przypadku Robin Hooda, zagadnienia, jakim jest opór czynny wobec władzy niesprawiedliwej.

Pisałem już w dwóch innych tekstach o szczególnej moralnej podstawie do nieprzestrzegania przepisów prawa i do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy politycznej, jaką jest cnota epikei (CNOTA EPIKEI. Gdybyśmy o niej wiedzieli – rząd w Warszawie drżałby ze strachu! i „Życzenie śmierci” – czy obywatel może wziąć sprawiedliwość w swoje ręce?). Gorąco polecam oba teksty, ponieważ jest to pojęcie praktycznie dziś nieznane, a kluczowe również dla samego rozumienia natury prawa i władzy oraz tego, na ile mamy obowiązek sumienia, by się im podporządkować.

W Sumie Teologicznej św. Tomasz rozważa temat tyranii, przypisując jej charakterystyczną cechę, która w jednym z tłumaczeń została określona staropolskim mianem warcholstwa. Przytacza on słowa św. Izydora z Sewilli, który stwierdza, że „warchołem jest ten, kto sprawia rozdwojenie umysłów i sieje niezgodę”.

Następnie Akwinata uściśla, iż „rząd tyrański jest niesprawiedliwy, ponieważ nie służy dobru społeczeństwa, lecz dobru prywatnemu rządzącego, jak tego dowodzi Filozof”. I kontynuuje: „Dlatego zakłócenie takiego rządu nie jest warcholstwem, chyba że zakłócanie rządu tyrańskiego jest tak głupie, że społeczeństwo ponosi z tego szkody większe niż mu wyrządza tyrański rząd. Warchołem jest właściwiej sam tyran, który wśród podległej mu ludności podsyca niezgodę i buntowniczość, aby tym bezpieczniej utrzymać się przy rządzie. Takie warcholstwo jest dla tyranów czymś typowym, bo tyrania to rządy dla korzyści rządzącego ze szkodą społeczeństwa”.

Robin Hood w sensie materialnym tworzy szajkę „bandytów”, ponieważ ukrywają się w lesie i działają bez upoważnienia legalnej władzy, ale w rzeczywistości mamy do czynienia z odwróceniem porządku – to na tronie zasiada bandyta, gwałcący wszelkie prawa ludzkie i Boskie.

Kluczową cechą tyranii księcia Jana jest również jej – mówiąc językiem nowożytnym – etatyzm. W wersji z 2010 Robin dziwi się, jak władca mógł zakazać polowania w lasach, skoro „sarny to dary Boże, a nie własność króla” i pyta: „Skoro zdobywanie pożywienia jest zakazane, to jak być sobą?”. Ingerencja władzy centralnej w życie codzienne obywateli jest czymś oczywistym po rewolucji francuskiej i nikogo dziś nie dziwi. Kiedyś jednak tego typu ukazy musiały budzić oczywiste posądzenia o tyranię.

Podsumowując sytuację banity z lasów Sherwood wskazałbym następujące punkty:

  • Jego działalność jest formą obywatelskiej samoobrony – to nie ulega wątpliwości, ponieważ obywatelom odmawia się samego prawa do przeżycia.
  • W oryginalnej wersji legendy Robin nie ma legitymacji płynącej z przynależności do elit władzy, niemniej w uniwersum filmowym, które od stu lat kształtuje naszą wyobraźnię tak właśnie jest, a więc na tym gruncie należy stwierdzić, że i ten warunek jest spełniony.
  • Książę Jan jest tyranem co do sposobu sprawowania rządów (uciska ludność podatkami i fizyczną przemową, niesprawiedliwym prawem uniemożliwiającym przeżycie), a po części także co do tytułu, jeżeli weźmiemy pod uwagę jego nielojalny stosunek do króla, który nie powrócił jeszcze z wojny.
  • W każdym z filmów jest element szukania poparcia u arystokracji i ważenia możliwości wygrania z tyrańskim księciem, ale w imię wierności prawowitemu królowi.

Czego uczy nas Robin Hood?

Istotna różnica pomiędzy prawdą ekranu a naszym myśleniem polega na tym, że dawniej – choć przestrzeń wolności politycznej była ograniczona do klasy politycznej, to jednak ludzie zastanawiali się, czy żyją pod władzą tyrańską, a ta refleksja wydała najwspanialsze dzieła kultury białego człowieka – nie tylko legendy o Robin Hoodzie i traktaty etyczne, ale również jedną z najpopularniejszych sztuk Shakespeare’a – Juliusz Cezar. Z innych przykładów filmowych moglibyśmy wymienić – poza oczywistymi, jak zabójstwo Hitlera (Inglorious Bastards) – takie pozycje jak Equilibrium czy V jak Vendetta.

Kiedy dziś spróbowaliśmy pomyśleć w powyższych kategoriach doznalibyśmy szoku poznawczego, zważywszy na fakt, że w Polsce obowiązuje zakaz swobodnego polowania nawet we własnym kawałku lasu, nie mówiąc już o braku prawa do posiadania broni (są uznaniowe pozwolenia, ale nie ma prawa). To, jak daleko zaszła etatystyczna tyrania, z trudem dałoby się zmieścić w dawnych kategoriach i tylko powszechny dobrobyt sprawia, że trudno nam dostrzec skalę tej niesprawiedliwości.

W tym kontekście trudno byłoby nawet myśleć o wdrożeniu idei zbrojnego przeciwstawienia się niesprawiedliwej władzy w Warszawie jako drogi do przywrócenia porządku publicznego, ponieważ fizycznie nie jesteśmy w stanie spełnić najważniejszego warunku, a więc osądu płynącego z grona elity politycznej, z prostego powodu – iż tej elity już nie posiadamy.

Niemniej wszystko, co dotyczy oporu obywatelskiego powinno być przedmiotem naszej refleksji: dotyczącej biernego oporu poprzez odmowę przestrzegania niesprawiedliwych praw, prawnego poprzez próby wpływania na rzeczywistość normatywną, czy też wyborczego (bądź referendalnego) poprzez mobilizację w kierunku zmiany złych polityków.

Najważniejszą sprawą pozostają jednak odbudowa elit i kształcenie grup świadomych obywateli, znających zdrowe zasady moralne i polityczne. Bo – jak akcentował Doktor Anielski – nawet jeżeli obalenie tyrańskiej władzy może być dopuszczalne, to jednak najważniejsze jest pytanie: Czy posiadamy dla niej lepszą i realną alternatywę?

Ogniska obywatelskiego nieposłuszeństwa, które powinny objąć przede wszystkim służby państwowe. Na mocy społecznej solidarności policja powinna odmówić karania za nieznaczące „wykroczenia”, które w żaden sposób nie stanowią pogwałcenia prawa, nie niosą za sobą ani rzeczywistego zagrożenia ani przede wszystkim zła moralnego. Ogniska te powinna łączyć świadomość prymatu moralności nad prawem, które jest w Polsce skrajnie oderwane od zdrowych pojęć płynących z prawa naturalnego

Mamy bowiem do czynienia z władzą, która nosi wprawdzie znamiona legalnej (teoretycznie nie została nam narzucona z zewnątrz i wybieramy ją w wolnych wyborach), ale jaki jest bilans tego, co ta władza robi dla dobra wspólnego, a tego, co robi dla zachowania systemowego status quo i własnych korzyści? Nie wspominając o wszystkich wprost wrogich działaniach przeciwko Polakom (zbójeckie podatki, narzucenie nieprzekraczalnego dla większości progu wejścia w przedsiębiorczość, występowanie przeciwko władzy rodzicielskiej, a nawet bezprawne odbieranie dzieci rodzicom – to tylko kilka pierwszych z brzegu przykładów).

Pozwalam sobie na tych kilka końcowych akapitów, żeby ukazać, jak nie tylko atrakcyjna artystycznie, ale i ważna dla naszych aktualnych problemów jest postać Robin Hooda. To nie bajka dla dzieci albo idealistycznych młodzieńców. To przykład konstytutywny dla naszej – również polskiej – tradycji kierowania się prawem i porządkiem naturalnym w życiu prywatnym i publicznym. To symbol kulturowy, z którego możemy czerpać bogactwo refleksji i jak w zwierciadle ujrzeć to, czego etatystyczne władze nie chcą, byśmy oglądali…

Filip Obara

Zobacz więcej:

dlug_krauze_fot_iti_canalplus-e1745405566884.jpg
Kadr z filmu „Dług”

Dekonstrukcja po katolicku: „Dług” Krzysztofa Krauzego. Czy Polacy wiedzą, czym jest moralność?

Piorunująco smutne wrażenie robi dziś Dług. Gdy szukam odpowiedzi na pytania o istotę polskiej tożsamości, widzę w nim nie tyle obraz przestępczości i słabości państwa w latach 90., ile raczej zatrważające – i wciąż aktualne – świadectwo polskiej mentalności. Film pokazuje jak na dłoni, że wyszliśmy z PRL-u jako mentalni niewolnicy, niezdolni do samoobrony, a – co gorsza – niepotrafiący nawet odró...Czytaj dalej
Obara_1024x1024 (1).jpg
Autor:
Filip Obara
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: