Dr Rak: Stan polityki zagranicznej i wewnętrznej jest fatalny. Sami się prosimy, by paść ofiarą

Państwa słabe nie stają w gronie zwycięzców, a Polska jest dziś słaba i nie robi nic, aby zmienić ten stan rzeczy – mówi doktor Krzysztof Rak, historyk, znawca polityki niemieckiej, autor wielu książek, takich jak: Polska – niespełniony sojusznik Hitlera, Piłsudski. Między Stalinem a Hitlerem czy najnowszej Krucha niepodległość. Jak Piłsudski ze Stalinem i Hitlerem ratował niepodległość Polski, w rozmowie z Pawłem Chmielewskim.
W połowie 2025 roku sekretarz generalny NATO Mark Rutte opisał następujący, jego zdaniem prawdopodobny scenariusz: Chiny decydują się na wojnę ze Stanami Zjednoczonymi o Tajwan, ale przed rozpoczęciem działań Xi Jinping ustala z Putinem, że Rosja równocześnie zaatakuje państwa NATO w Europie. Czy to realistyczne?
To zależy przede wszystkim od stanu rosyjskiego państwa. Czy w momencie, w którym doszłoby do konfrontacji amerykańsko-chińskiej, Rosja będzie w stanie zaatakować Europę? Putin nie radzi sobie na Ukrainie tak, jak tego oczekiwał. Niezależnie od trudności, które przeżywa Kijów, obiektywnym faktem jest, że Moskwa nie osiągnęła swoich celów i nie potrafi tego zrobić. Ukraina pozostaje niepodległym państwem. Jeżeli Europa poprawi swoje zdolności obronne, a Polska oraz inne kraje w naszym regionie będą posiadać odpowiedni potencjał odstraszania, to scenariusz opisany przez Marka Rutte będzie mniej prawdopodobny.
Czy Polska powinna podjąć jakieś działania, by zawierucha wojny światowej nas nie dotknęła?
Polska była terenem działań militarnych podczas obu wojen światowych. Zapłaciliśmy za to ogromną cenę. Nasze elity powinny zrobić wszystko, co w ich mocy, by do wojny na naszym terenie nie doszło.
A możemy coś zrobić?
Uważam, że mamy na to realny wpływ. Powinniśmy mniej skupiać się na geopolityce, a bardziej na samych sobie. Musimy uczynić wszystko, co możliwe, by poprawić kondycję państwa i zdolności obronne. Niestety, póki co wygląda to bardzo źle. Stan polityki zagranicznej i wewnętrznej jest fatalny. W ten sposób wręcz prosimy się, by paść ofiarą kolejnej wojny.
Nie widzi Pan żadnych działań podejmowanych z myślą o grożącej wojnie?
Z głębokim niepokojem patrzę na wielkie zaniedbania w naszej obronności. Od trzydziestu pięciu lat bezskutecznie budujemy system ochrony powietrznej. Nadal go nie ma. Tak samo jest z elektrowniami atomowymi, które zaczęliśmy budować za Jaruzelskiego, ale jakoś do tej pory się to nie udało, niezależnie od wielkiej wagi tego projektu dla naszego bezpieczeństwa energetycznego i możliwości rozwoju gospodarki.
Jeżeli będziemy słabi, to sami zaprosimy Rosję do uderzenia w nas. Gdyby Stany Zjednoczone podjęły decyzję o wyjściu z Europy, to Rosja mogłaby nas zaatakować praktycznie bezkarnie. W Polsce narzekamy, że Europa sama się rozbroiła – ale my też to zrobiliśmy. Jesteśmy chyba jedynym państwem regionu, w którym w zasadzie w ogóle nie dyskutuje się o przywróceniu powszechnego poboru. Tymczasem wszyscy wiemy, że bez poboru Polska nie mogłaby się skutecznie bronić. I co? Wiemy, ale… nic nie robimy, bo politycy i społeczeństwo nie chcą rozmawiać o poważnych rzeczach.
Po drugiej wojnie światowej niektórzy Polacy liczyli na szybki wybuch trzeciej, która przywróciłaby Polsce niepodległość i jej przedwojenny kształt. To, co powiem, zabrzmi pewnie surrealistycznie, ale czy Polska nie mogłaby wyjść z trzeciej wojny światowej… zwycięsko?
Nie wyobrażam sobie takiego scenariusza. Historia udowadnia, że państwa słabe nie stają w gronie zwycięzców – a Polska jest dziś państwem słabym, wewnętrznie skłóconym i rządzonym przez spolaryzowane elity polityczne. Nasz obecny stan skazuje nas na bycie ofiarą. Nadzieje na kolejną wojnę krótko po 1945 roku były w Polsce utopijne i tromtadrackie.
Widziałem plany trzeciej wojny światowej między Związkiem Sowieckim a Zachodem zaprezentowane w Wojskowym Biurze Historycznym. Polski i Polaków by nie było. Wszystkie większe miasta zostałyby wymazane z mapy. Również dziś nie powinniśmy się zastanawiać, co będzie po wojnie.
Powtórzę: musimy zrobić wszystko, by do wojny nie doszło. Kluczowe są nasze własne zdolności, czyli potencjał odstraszania. Dodatkowo istotna jest polityka zagraniczna w postaci porozumienia z państwami wschodniej flanki NATO.
Czyli w przypadku wojny na terenie Polski nie ma żadnego pozytywnego scenariusza?
Jeżeli Polska nie zmieni podejścia do własnego interesu narodowego, którym jest przetrwanie na arenie międzynarodowej, to ewentualna wojna skończy się dla nas tak, jak w roku 1939. Nasze państwo w przypadku ataku po prostu się rozpadnie.
A może neutralność? Czy to w ogóle możliwa postawa w obliczu wojny światowej?
Nie wydaje mi się: nie w tym miejscu na mapie. Moim zdaniem neutralność zostałaby okupiona rezygnacją z suwerenności. Neutralni mogą być Portugalczycy, Hiszpanie albo Islandczycy. My – nie. To oznaczałoby jakąś formę podporządkowania się Rosji.
Może zatem coś na kształt zaproponowanego przez wicekanclerza Niemiec Larsa Klingbeila nowego formatu – E6. Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Holandia i Polska jako trzon nowej struktury w ramach UE?
Najpierw musiałoby zaistnieć porozumienie polityczne – tak, żebyśmy naprawdę wiedzieli, na co chcemy wydawać pieniądze. W przypadku E6 tego nie ma. Co więcej, w ramach struktury zarysowanej przez Klingbeila jest pięć państw ze strefy euro i jedno spoza, czyli właśnie Polska. Nie ma tam żadnych innych krajów z naszego regionu. Moim zdaniem to znacząco osłabia naszą potencjalną pozycję w tym układzie. Dla nas absolutnym priorytetem jest bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO.
Tymczasem zachodnioeuropejskie elity mają zupełnie inne poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy. Odrębność ich perspektywy jest w jakiejś mierze zrozumiała ze względu na położenie geopolityczne. Do roku 2022 kraje naszego regionu były traktowane w ramach NATO jako państwa drugiej kategorii, o czym świadczył dobitnie Akt stanowiący między NATO a Rosją z roku 1997.
Potrzebne są konkretne działania. W postaci transferów finansowych ze strony najbogatszych państw europejskich na rzecz wzmocnienia obronności flanki wschodniej Sojuszu. Elity zachodnioeuropejskie musiałyby dojść do wniosku, że bezpieczeństwo Polski i naszych bezpośrednich sąsiadów jest de facto ich własnym bezpieczeństwem – i w efekcie zdecydować się na jego finansowe wzmocnienie. Tu nie chodzi o kilkadziesiąt milionów euro, ale o miliardowe – podkreślam, miliardowe! – transfery wzmacniające obronność naszego regionu. Taka inwestycja byłaby najlepszą gwarancją, że nikt nie zaatakuje Europy – nawet, jeżeli na Pacyfiku wybuchłaby trzecia wojna światowa.
Może więc, zamiast czekać na propozycje, Polska powinna przedstawić własne?
Powinna, jednak nie słyszałem nigdy o poważnych polskich inicjatywach, które mogłyby politycznie i prawnie ująć kwestię wspólnego europejskiego bezpieczeństwa. Jesteśmy w tej kwestii bardzo pasywni. Na naszą pasywność zwracał uwagę już Roman Dmowski. Od jego czasów niewiele się w tej kwestii zmieniło…
Dziękuję za rozmowę.
Paweł Chmielewski
Rozmowa ukazała się w dwumiesięczniku „Polonia Christiana” (numer 110, maj-czerwiec 2026).







