Globalny porządek liberalny umiera i nie da się restaurować, ogłasza „Foreign Affairs”

Liberalny porządek międzynarodowy umiera i nie da się go restaurować w dotychczasowej formie. System globalny musi być bardziej elastyczny, akceptując regionalne różnice i nie domagając się ścisłej, legalistycznej dominacji uniwersalnych rozwiązań, pisze czworo profesorów na łamach „Foreign Affairs”.
Artykuł na ten temat opublikowali w "Foreign Affairs" Stacie E. Goddard, Ronald R. Krebs, Christian Kreuder-Sonnen oraz Berthold Rittberger, uczeni z Massachusets i Minnesoty w USA oraz Jeny i Monachium w Niemczech.
Międzynarodowy liberalny porządek umiera, a jego zwolennicy po obu stronach Atlantyku są w rozpaczy. Za pierwszej administracji Trumpa wielu temu zaprzeczało. Teraz robi to już tylko niewielu" - piszą autorzy.
"Modlitwa o powrót tego porządku jest nie tylko naiwna; jest też kontrproduktywna. [Ci, którzy tęsknią za dawnym porządkiem], nie dostrzegają jego najgłębszej choroby i stąd próbują zastosować niewłaściwe lekarstwo. Kryzysu liberalnego porządku międzynarodowego nie można sprowadzić do specyficznego, Trumpowskiego nihilizmu politycznego, do twardego zwrotu neoliberalnego w latach 90. ani też do rozwoju nieliberalnych potęg rewizjonistycznych, jak Chiny i Rosja. Czynniki te odegrały pewną rolę, ale powojenny porządek ostatecznie uległ rozpadowi, ponieważ to, co wielu uważało za jego największą siłę – oparcie instytucji, norm i zasad na zasadach liberalnych – było w rzeczywistości źródłem słabości" - piszą autorzy.
W ich ocenie liberalizm wytworzył wyjątkowo "sztywny i niewrażliwy" porządek, a to oznacza, że jeżeli na świecie ma wrócić ład międzynarodowy oparty na współpracy i sprzyjający pokojowi oraz dobrobytowi, konieczne są odpowiedzi bez sztywnego przywiązania do zasad liberalnych. Porządek ten powinien zostać wskrzeszony "w znacznie bardziej pragmatycznej i pluralistycznej formie, zastępując liberalny proceduralizm większą polityczną kontestacją", sądzą.
"Śmierć porządku była przesądzona. Choroba, która ostatecznie okazała się śmiertelna dla powojennego porządku międzynarodowego, została zakodowana w jego liberalnym DNA" - zaznaczyli.
Autorzy zwrócili uwagę, że architektura światowego porządku liberalnego reagowała na różne wyzwania i kryzysu zawsze w ten sam sposób: tworząc kolejne przepisy, starając się udoskonalać legislację, powołując sądy arbitrażowe i tak dalej. Dotyczy to na przykład światowego handlu. Nikt nie myślał o tym, jak pozwolić poszczególnym państwom lepiej uwzględniać własne interesy: dążono do tego, aby lepiej egzekwować istniejące już przepisy. Wspierał to na przykład Międzynarodowy Trybunał Karny. Globalni biurokraci zajmowali się dosłownie wszystkim: od zbrodni przeciwko ludzkości aż po normy dla statków wycieczkowych. W latach 1990-2020 liczba organizacji międzynarodowych, w tym pozarządowych, wzrosła z 6000 do... 72 500. Wszelką niejednoznaczność w przepisach próbowano eliminować, traktując ją jako źródło niestabilności i zagrożenia. Co ciekawe, wielkie traktate założycielskie świata liberalnego, jak Powszechna Deklaracja Praw Człowieka czy Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej zostały zaakceptowane przez kraje na świecie tylko dlatego, że były dość niejednoznaczne i nie określały szczegółowo sposobu działania państw.
Z czasem doszło do "odsunięcia instytucji międzynarodowych... od odmładzającego źródła, jakim jest polityka krajowa". Państwa nie miały możliwości wpływania na kształt przepisów rządzących porządkiem międzynarodowym i jeżeli czuły się w jego ramach pokrzywdzone, musiały szukać innej ścieżki.
"Porządek liberalny zakładał eliminację różnic: inspirując się rzekomo uniwersalnymi wartościami, odmawiał legitymacji nieliberalnym wspólnotom politycznym i dążył do przekształcenia ich w dobrych liberałów, czy to poprzez przymus, czy zaangażowanie. Trwalszy porządek musi uznać, zaakceptować, a nawet celebrować rzeczywistość świata naznaczonego głębokimi różnicami wartości. Jednym ze sposobów osiągnięcia takiego pluralistycznego celu byłoby wspieranie wzmacniania instytucji regionalnych – nie jako alternatywy dla obecnych instytucji globalnych, lecz jako ich uzupełnienia" - przekonują autorzy.
Są świadomi, że mogłoby to zaszkodzić wizji uniwersalnych praw człowieka; ich zdaniem nie należy z tej wizji rezygnować i aktorzy globalni mogą nadal współpracować z takimi podmiotami jak Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka; z drugiej strony liberałowie powinni "uznać, że istnieje wiele moralnie uzasadnionych formuł równoważenia sprzecznych praw i obowiązków".
"Poprawa powiązań między porządkiem międzynarodowym a narodową legitymacją polityczną będzie również wymagać od wszystkich państw, a zwłaszcza liberalnych demokracji, odnowienia zobowiązania do nieingerencji w sprawy wewnętrzne innych krajów. Nacjonalistyczni krytycy liberalnego porządku międzynarodowego zyskali ogromną popularność dzięki twierdzeniom, że są ofiarami tego porządku, a jego instytucje podważają interesy narodowe. Prezydent Rosji Władimir Putin, na przykład, wskazuje na napływ prodemokratycznych organizacji pozarządowych na obszar postsowiecki jako przyczynę rosyjskiego poczucia niepewności, tzw. kolorowych rewolucji, a ostatecznie wojny na Ukrainie" - piszą dalej.
"Pluralistyczny, wielostronny porządek globalny może nie do końca spełniać aspiracje liberalne, ale sprzyjałby współpracy transnarodowej oraz byłby bardziej elastyczny, responsywny i odporny. Zmniejszając ryzyko katastrofalnych konfliktów między głównymi mocarstwami i stawiając czoła kluczowym globalnym wyzwaniom, taki porządek pomógłby utrzymać świat, w którym liberalna demokracja mogłaby rozkwitnąć. To najlepsze, na co możemy liczyć – i w zupełności by wystarczyło" - konkludują.
Źródło: Foreign Affairs
Pach






