Ks. Szymik wyraził fundamentalną prawdę. Miłość żąda wszystkiego

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
kaplan.jpeg
Pietro Antoni Novelli (1769) Public domain

Tekst ks. Jerzego Szymika z ostatniego numeru „Gościa Niedzielnego” wywołał lawinę komentarzy. Nie brakło wśród nich wyrazów oburzenia, a biskup Adrian Galbas podzielił się żalem, jaki sprawiła mu lektura artykułu. To jedno wielkie nieporozumienie. Sednem „kontrowersyjnego” „Listu do Młodego Księdza” jest poruszająca zachęta do wierności kapłańskiemu powołaniu i oddania się aż do końca. Dyskusja wokół słów autora jest tyle gorąca, co pusta, bo skupiona na przeinaczeniu marginalnego dla jego refleksji wątku. Właściwe przesłanie „Listu do Młodego Księdza” to przypomnienie – z krasą godną poety – co znaczy… miłość. 

Krótki artkuł księdza z archidiecezji katowickiej, znanego m.in. z aktywności pisarskiej i poetyckiej, ukazał się w ostatnim numerze „Gościa Niedzielnego”. W „Liście do Młodego Księdza” kapłan w ujmujący sposób przypominał, że całkowity dar z siebie jest sednem kapłaństwa, a cierpienie jest wpisane w drogę duchownych.

Tak niekontrowersyjne tezy sprowadziły jednak gromy i upomnienia na głowę duchownego. Wszystko przez to, że kapłan sięgnął po kilka polaryzujących obrazów. m.in. do psychoterapii duchownych, zasady celibatu, czy księżowskich finansów. Jego uwagi na ich temat z łatwością przeinaczono, a o tym, jak bardzo skandaliczne miałyby być, rozpisują się portale, księża… żal z powodu treści przedstawionych przez ks. Szymika wyraził nawet abp Adrian Galbas.

Sens kapłaństwa

Zróbmy to razem!

Wedle powszechnej opinii w „Liście do Młodego Księdza” ks. Jerzy Szymik miał przekreślić sens psychoterapii kapłanów, podważyć występowanie wśród nich kryzysu psychicznego i stwierdzić, że ten należy po prostu zamodlić, w żadnym razie nie mówiąc nikomu o doświadczanych trudach. Spróbujmy raz jeszcze wczytać się w słowa listu, zastanawiając się, czy autorowi istotnie o to chodziło:

„Nie próbuj w drobnych odzyskać tego, co dałeś Bogu w grubej walucie. To metafora, ale jeśli jesteśmy przy pieniądzach: nie poświęcaj zbyt dużo uwagi kasie. Uczył BXVI, że gdy posługuję się pieniądzem, jestem zawsze na niebezpiecznym terenie, na którym władza bożka skacze na mnie jak dzikie zwierzę, stara się mnie złapać w swoje szpony i wciągnąć w służbę dla siebie, tak bym był jej poddany i uznał tego bożka za właściwego boga mego życia.

Z niepokojem patrzę, jak usiłujesz się przebranżowić (może uber, może informatyka, może podyplomówka). Co dałeś w grubej walucie…

Strzeż się cynizmu. To broń tchórzów. Nie zarażaj frustracją i goryczą ani owiec, ani towarzyszy broni. Cierpienie jest dla Ciebie, miłość dla owiec – cokolwiek na ten temat myśli współczesna kultura terapeutyczna. Taka jest prawda pasterza. Że tak się nie da żyć? Jezus tak żył.

Trzymaj się daleko od liberalnej teologii. Nie będę jej definiował, ale jestem przekonany, że wiesz, o czym mówię. To jest droga wiodąca poza Kościół. Byli już tacy. I są.

Ani na moment nie zapominaj, że jesteś istotą seksualną. Celibat jest skarbem Kościoła rzymskokatolickiego, a krzyżem młodego mężczyzny księdza. Nie wierz w żadne sublimacje, protezy. Dajemy świadectwo temu, że człowiek może dobrze i szczęśliwie żyć bez tej najwyższej w ludzkim świecie wartości, jaką jest małżeńska miłość mężczyzny i kobiety, jeśli ma Boga. Bo jedynym, bez kogo nie da się żyć, jest Bóg. Bez-żeństwo jest możliwe, bez-bożność nie. O tym jest celibat. To jest na szali tej ofiary. Taka jest stawka na stole.

Sprzeczności i komplikacji życia nie rozwiąże żadna terapia, żadna nauka, żaden work-life balance. Jedynie Łaska. I współpraca z nią, w wolności. Więź z Chrystusem. Crux, Virgo, Hostia – filary kapłaństwa. Bez tego życie roztrzaska się na kawałki. A odłamki zranią wielu, niektórych śmiertelnie.

Nasz los to walka Jakuba z Bogiem. Zwichnięte biodro? Warto dla błogosławieństwa: nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz. To wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. Bez tej mistyczności, bez tej iskry szaleństwa, bez zgody na nie – to (czyli życie jako ksiądz do śmierci) się nie uda”, pisał duchowny.

Czy naprawdę powyższe słowa wyrażają podważenie przez księdza Szymika jakiejkolwiek wartości psychoterapii i przekonanie, że problemy psychiczne należy po prostu zamodlić? Zwróćmy uwagę, że w tej samej linijce tekstu mowa o nauce. Jeśli w tym zdaniu duchowny podważył sens psychoterapii, to jednocześnie odrzucił naukę i na miejsce badania świata również kazał się modlić. A przecież… jest profesorem. Czy takie rozumienie przywołanego tekstu nie jest zatem aby wyraźnie na wyrost? Wszak duchowny napisał wyłącznie, że terapia, ani work-life balance same w sobie nie stanowią odpowiedzi na kapłański krzyż…

Mimo to z „katolickich” mediów dowiedzieć się można, że ks. Szymik podważa realność kryzysów psychologicznych księży i stosuje przemoc duchową. Zetknięcie z takimi komentarzami budzi głęboką nostalgię za odniesieniem do wolności druku rodem z „Mirari Vos” Grzegorza XVI. Skoro jesteśmy aż tak prymitywnymi durniami, by nawet w jednym Kościele tak ze sobą dyskutować, lepiej milczmy.

Gdy zignorować całość komentarzy opartych na czystym niezrozumieniu sedna tekstu i poświęcić uwagę temu, co naprawdę zdaje się leżeć na sercu autorowi, „List do Młodego Księdza” okazuje się niezwykle wartościowy. Traktuje o dwóch modelach kapłaństwa. Jednym, który przyjmuje krzyż jako integralny element chrześcijańskiego doświadczenia oraz drugi, który uważa, że kapłani nie powinni „przesadzać” z oddaniem się posłudze i wiernością powołaniu, inwestując sporo czasu we własne prywatne aspiracje.

Jeśli model pełnego oddania posłudze, zaproponowany przez ks. Szymika wzbudził takie kontrowersje, to brak nam doprawdy zaznajomienia z Soborem Watykańskim II. Jeśli ktoś sądzi, że autor „Listu do Młodego Księdza” zaproponował wizję ostrą i nazbyt wymagającą – niech lepiej jak ognia unika lektury dekretu SW II o Posłudze i Życiu Kapłanów.

Asceza, modlitwa, łaska

Gdy bowiem wczytać się w „Presbyterorum Ordinis”, ukazuje ono całość życia kapłańskiego jako zupełną ofiarę dla Kościoła i naśladowanie miłości Chrystusa aż do końca. Komuś nie podoba się, co ks. Szymik radzi prezbiterom? Sobór zaleca umartwienie, gorliwe i chętne wypełnianie nawet najprostszych posług, ascezę i wyrzeczenie się własnej woli. Pomocą do tego i ratunkiem na niedostatki ludzkiej natury ma być nic innego, jak właśnie… łaska.

„Ponieważ więc każdy kapłan na swój sposób zastępuje osobę samego Chrystusa, obdarzony jest też szczególną łaską, aby służąc powierzonym sobie ludziom i całemu Ludowi Bożemu, mógł łatwiej dążyć do doskonałości Tego, którego reprezentuje, i aby słabość ludzkiego ciała była uleczona świętością Tego, który stał się dla nas Najwyższym Kapłanem, świętym, niewinnym, niepokalanym, odłączonym od grzeszników”, czytamy w dekrecie.

„Chrystus, którego Ojciec uświęcił, czyli konsekrował, i posłał na świat, wydał samego siebie za nas, aby nas wykupił od wszelkiej nieprawości i przygotował sobie na własność lud czysty, dobrych uczynków strzegący" (Tyt 2,14), wszedł przez mękę do chwały swojej. W podobny sposób i prezbiterzy, namaszczeniem Ducha Świętego konsekrowani i posłani przez Chrystusa, umartwiają w sobie uczynki ciała i oddają się całkowicie na służbę ludzi, dzięki czemu mogą postępować w świętości, którą zostali obdarzeni w Chrystusie, aż staną się mężami doskonałymi”, uczą Ojcowie soborowi.  

„Prezbiterzy osiągną świętość w sposób im właściwy, wypełniając szczerze i niezmordowanie swe obowiązki w Duchu Chrystusowym”. „Prezbiterzy jako szafarze rzeczy świętych, zwłaszcza w ofierze Mszy świętej, zastępują w specjalny sposób osobę Chrystusa, który dał samego siebie jako żertwę ofiarną dla uświęcenia ludzi; dlatego zachęca się ich, by naśladowali to, co sprawują, bo obchodząc tajemnicę śmierci Pańskiej, winni się starać przez umartwienie uwolnić swe członki od wad i pożądliwości. W tajemnicy Ofiary eucharystycznej, w której kapłani wypełniają swój główny obowiązek, dokonuje się nieustannie dzieło naszego odkupienia dlatego to zaleca się bardzo jej codzienne sprawowanie; jest ona czynnością Chrystusa i Kościoła, nawet jeśli obecność wiernych nie byłaby możliwa”, czytamy dalej.

„Kierując Ludem Bożym i pasterzując mu, pobudzani są miłością Dobrego Pasterza, aby dawali duszę swoją za owce swoje, gotowi nawet do najwyższej ofiary, naśladując przykład kapłanów, którzy nie wahali się także i w dzisiejszych czasach oddać życie swoje. Będąc nauczycielami wiary i sami mając zapewnione wejście do świątyni przez Krew Chrystusową (Hbr 10,19), przystępując do Boga szczerym sercem i pełną wiarą (Hbr 10,22); żywią mocną nadzieję o wiernych swoich, aby móc pocieszać tych, którzy są we wszelkiego rodzaju ucisku, pociechą, której sami doznają od Boga. Jako rządcy wspólnoty pielęgnują ascezę właściwą pasterzowi dusz, zrzekając się własnych wygód, nie szukając tego, co dla nich jest użyteczne, lecz tego, co służy wszystkim, aby byli zbawieni, zawsze postępując naprzód ku doskonalszemu wykonywaniu dzieła duszpasterskiego i gdzie byłoby to potrzebne, gotowi do wejścia na nowe drogi duszpasterstwa, pod kierownictwem Ducha miłości, który tchnie, kiedy chce”, mówi Sobór Watykański II.

„Spośród zalet, których najbardziej domaga się posługiwanie prezbiterów, wymienić należy to usposobienie ducha, dzięki któremu są zawsze gotowi szukać nie swej woli, ale woli Tego, który ich posłał. Boskie bowiem dzieło, do wypełniania którego zostali powołani przez Ducha Świętego, przekracza wszelkie ludzkie siły i ludzką mądrość; albowiem Bóg wybrał to, co słabe u świata, aby zawstydzić potężnych" (1 Kor 1,27). Prawdziwy sługa Chrystusa, świadom własnej słabości, pracuje w pokorze, ćwicząc się w tym, co miłe jest Bogu, oraz jakby związany przez Ducha Świętego, kierowany jest we wszystkim wolą Tego, który chce zbawić wszystkich ludzi. Wolę tę może odkrywać i wykonywać w codziennych okolicznościach życia, służąc pokornie wszystkim, którzy zostali mu powierzeni przez Boga w zleconym mu zadaniu oraz licznych wydarzeniach jego życia”, mówi Sobór Watykański II.

Rezygnacja z wygód, asceza, modlitwa – oto środki umocnienia dla kapłanów. Gdy ks. Szymik wylicza wśród nich „Crux, Virgo, Hostia” – od „Presbyterorum Ordinis” nie różni się niczym. Oszem, w dekrecie mowa również o tym, że dla uniknięcia samotności prezbiterzy winni zachowywać jakąś formę wspólnoty z innymi kapłanami oraz, że biskupi winni dbać o ich dobro nade wszystko duchowe, ale także materialne. Jasno wynika jednak, że kapłani nie mają szukać świeckich kompetencji i spełniania własnych aspiracji. Co warto zapamiętać, a propos księżowskich finansów… do troski o materialny status kapłanów sobór obliguje wiernych świeckich. Wątpliwe, by Ci komentatorzy, którzy chwalą kapłanów najmujących się do prac dodatkowych pamiętali o tym naszym zobowiązaniu. Wszak przyjemniej widzieć księdza zarabiającego na utrzymanie, niż wspierać go, by ten mógł tym gorliwiej oddawać się nauczaniu wiary i sprawowania sakramentów. Prawda, drodzy postępowcy? (Niektórym może być konieczne wyjaśnienie, że to zaznaczenie nie stanowi krytyki wszelkiej pracy duchownych. To dla „tęgich” głów katolickich „komentatorów”).

„Mózgi” z potencjałem

Jest i drugi model kapłaństwa. Wyraża go m.in. doprawdy smutny komentarz na temat „Listu do Młodego Księdza” autorstwa Moniki Białkowskiej. Wypowiedź tej publicystki uważam za oszczerstwo wobec tak duchownego, jak i całego pokolenia księży, do którego ten należy, wynikające z osobistych doświadczeń Białkowskiej. Wobec zniekształcenia i tendencyjnej interpretacji, z jaką potraktowała artkuł najlepiej byłoby, gdyby materiał ten nigdy nie zaistniał.

Przypomnijmy, że ta publicystka Więzi przedstawiła tezy zapisane w Liście zgodnie z następującym schematem: W kościele panuje wadliwy klerykalizm, w którym starsi księża dręczą młodszych, nie pozwalając im się rozwijać oraz poddając ich różnym formom przemocy. Wezwania księdza Szymika, by nie poddawać się cynizmowi i nie pokładać całej nadziei w terapii to głos starego pokolenia księża winnego nadużyciom, które chce zamknąć usta młodych, widzących błędy w systemie oraz zmusić ich do utrzymywania przemocowego porządku.

Doktor Teologii Fundamentalnej przedstawiła słowa księdza Szymika o tym, iż nie wiadomo, które pokolenie księży nosi cięższe krzyże jako – nakaz milczenia na temat cierpień i ukrywania patologii. Przestrogę przed cynizmem jako… apel o uczestnictwo w ukrywaniu nadużyć kleru. Przy okazji dowiedzieć się można było, że dawne pokolenie polskich księży winne jest wszelkiej niegodziwości, a przy okazji „zniszczenia pamięci Jana Pawła II”.

Bóg jeden wie, na jakiej podstawie treść Listu do Młodego księdza wydała się Białkowskiej bliska nadużyciom, niszczeniu pamięci polskiego papieża i nadużyciom seksualnym. Świadom tego z respektem chylę czoła przed bożą wszechwiedzą i cieszę się, że dane mi jest jako człowiekowi zachować w tej kwestii ignorancję…

Gdy jednak wsłuchać się w kolejne twierdzenia Białkowskiej – ujawnia się w nim drugie wyobrażenie o kapłaństwie – przeciwne temu z Listu księdza Szymika i soborowego dekretu.  

W pewnym momencie nagrania publicystka wspomina o znanych jej duchownych, o w jej ocenie ponad przeciętnym potencjale – którzy wobec braku możliwości rozwoju intelektualnego trafili na zwyczajne wiejskie parafie, co „kończyło się” alkoholem, łamaniem celibatu… i życiowymi tragediami. Oto wina „systemu”. Księża mieli zasadne aspiracje naukowe, a nie dano im wykorzystać potencjału, więc skończyli jako nikczemnicy. Oto wyobrażenie Białkowskiej o kapłaństwie. Aby mogło się ono udać koniecznie trzeba zapewnić sobie spełnienie ambicji, ludzkich potrzeb…

Tymczasem podobny los mógł czekać niedawno beatyfikowanego abpa Fultona Sheena. Wielki erudyta tuż po tym, jak zdobył doktorat na prestiżowym uniwersytecie wraz z nagrodą i olbrzymim uznaniem, jakim został obdarzony, dostał polecenie pełnienia zwyczajnej kapłańskiej posługi. Znakomity mówca nie popadł jednak w grzechy, ani nie uniósł poczuciem skrzywdzenia. Zamiast tego duchowny z zapałem podjął prostą posługę, doskonale zdając test posłuszeństwa i sprawdzian pokory, jakiemu poddał go biskup.

Kontrast między scenami rodem z opowieści Białkowskiej, a tą kartą z życia błogosławionego ukazuje motywacje, które skłoniły ks. Szymika do napisania „Listu”. To nie „system” kościelny winny jest zniszczonym życiorysom księży – ale przywiązanie do osobistych aspiracji, które prowadzi do dewaluacji sedna powołania. Dlatego właśnie duchowny z archidiecezji katowickiej uzmysławia młodym duchownym… Jeśli chcecie odnieść zwycięstwo – musicie przyjąć krzyż. „Równowaga” między osobistym rozwojem, a służbą to z jednej strony pogubienie co do sensu kapłaństwa, z drugiej… niebezpieczny krok.

To nie tylko ważne teologiczne rozważania. Choćby przed Wielkanocą tego roku najpopularniejszy we włoskich mediach społecznościowych ksiądz porzucił posługę. Czy nie miał możliwości rozwoju? Zrobił olbrzymią karierę, pracował z młodzieżą… Czego u niego zabrakło? Umartwienia i umiejętności akceptacji krzyża, płynącego z kapłaństwa. Własne ambicje przesłoniły mu znaczenie posługi sakramentalnej. Don Ravagnani uznał, że skuteczniejszy będzie… jako świeckich „trener osobisty”.

Jak "przetrzymać" kryzys?

A przecież miłość i wierność mimo cierpienia to zasada życia chrześcijańskiego. Dotyczy nie tylko duchownych. I to wątek który szczególnie warto zaznaczyć. Podobnym nakazem i „ograniczeniem” objęci są przecież małżonkowie, związani ślubem. Ich miłość ma być w końcu na miarę tego, jak Zbawiciel sam umiłował Kościół.

Zwrócił na to uwagę w swoim komentarzu Mateusz Ochman, który trafnie może podsumować całość dyskusji o „Liście do Młodego Księdza” w mediach społecznościowych:  

„Ks. prof. Jerzy Szymik napisał w Gościu Niedzielnym List do młodego księdza. Tekst spotkał się z falą kpin i oburzenia. A mnie trudno wyobrazić sobie lepszą ilustrację zjawiska, przed którym sam autor przestrzega.

Cierpienie jest dla Ciebie, miłość dla owiec – pisze ks. Profesor, dodając, że współczesna kultura terapeutyczna może sobie na ten temat myśleć, co chce.

I właśnie o to chodzi.

Dobre samopoczucie wlano do formy i zrobiono z niego złotego cielca.

Cierpienie stało się czymś, co należy przede wszystkim wyeliminować.

Dyskomfort - sygnałem, że coś jest nie tak.

Trudność - powodem, by się wycofać.

A odpowiedzialność coraz częściej musi ustąpić przed potrzebą „zadbania o siebie”.

Tymczasem są w życiu zobowiązania, których nie można uzależniać od tego, jak się dzisiaj czujemy.

Kapłaństwo. Rodzicielstwo. Małżeństwo.

To nie są przedsięwzięcia służące samorealizacji. To powołania, w których człowiek dobrowolnie przestaje być centrum własnego świata.

I właśnie tak wygląda ta wojna, synu.

Nie wojna z własnymi emocjami. Nie wojna z psychologią, psychiatrią czy terapią. Nie wojna z ludzką słabością.

To wojna o dusze tych, którzy zostali nam powierzeni. O ich bezpieczeństwo, wiarę, przyszłość. O dotrzymanie słowa danego Bogu i ludziom.

Ojciec czasem idzie wieczorem do łazienki, kiedy dzieci już śpią, i wyje w ręcznik. Bo nie daje rady. Bo jest samotny. Bo wszystko go przerasta. A następnego dnia wstaje, robi śniadanie, odrabia z dziećmi lekcje, i potem udaje Godzillę rzucając rozchichotane dzieciaki na stos poduszek.

Nie dlatego, że jego cierpienie jest nieważne. Tylko właśnie dlatego, że jest coś ważniejszego!

Dzieci mają prawo do dzieciństwa. Nie muszą dźwigać na swoich barkach ciężaru cierpienia ojca. Mają mieć tatę. Nawet jeśli tata musi wcześniej pozbierać się w łazience.

I dokładnie tym jest kapłaństwo. Kapłan jest ojcem sprawującym dosłownie za sprawą sakramentów funkcje ojcowskie: opiekuje, karmi i leczy. Nie został wyświęcony po to, żeby było mu dobrze, ale żeby prowadzić ludzi do Chrystusa. A czasem będzie ich prowadził, samemu ledwo trzymając się na nogach. Naprawdę trzeba tłumaczyć dorosłym ludziom, że powinności trzeba wykonywać nawet wtedy kiedy rano przy wiązaniu krawata albo zapinaniu sutanny łzy ciekną nawet po dłoniach?

Czy ma szukać pomocy? Oczywiście.

Czy ma dbać o zdrowie psychiczne? Bezwzględnie.

Czy wolno mu przyznać, że cierpi? Jak najbardziej.

Ale nie wolno mu uczynić ze swojego cierpienia centrum powołania. Nie wolno utknąć w roli ofiary, która całe życie podporządkowuje własnym ranom.

Bo owce nadal potrzebują pasterza. Dzieci nadal potrzebują ojca.

Nie każda trudność jest chorobą. Nie każdy smutek wymaga terapii. Nie każde cierpienie oznacza, że coś robimy źle. I nie każda ofiara jest przejawem niezdrowego poświęcenia.

Czasami jest po prostu ceną miłości”, komentował Mateusz Ochman.

Tekst księdza Szymika jest jednym z ważniejszych, jakie od dawna zagościły w mediach katolickich. W istocie dotyczy ponadczasowego ideału, który Chrystus zostawił nam jako testament, a Św. Paweł opisał w słynnym Hymnie. Czy kochamy taką miłością? Tą, która nie szuka swego? Być może gdybyśmy mniej ulegali wizji samorealizacji i egocentrycznemu narcyzmowi, trwając w niej – moglibyśmy, jak ona, przetrzymać każdy kryzys…  

Filip Adamus

 

Adamus_1024x1024.jpg
Autor:
Filip Adamus
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: