Leon XIV i kapłaństwo, czyli radykalne „wychodzenie na zewnątrz”

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
34654yh2g24fe.jpg
fot. youtube/vatican media

Papież Leon XIV kontynuuje refleksję na temat kapłaństwa właściwą jego poprzednikowi. Tak jak Franciszek, wzywa do otwartości i wychodzenia na zewnątrz. Kapłani, uważa Leon XIV, muszą towarzyszyć ludziom i być sługami ludzkości – wpuszczając do Kościoła wszystkich. 

Ojciec Święty ogłosił, że Kościół katolicki ma być Kościołem otwartym w swoim pierwszym publicznym wystąpieniu - na balkonie bazyliki św. Piotra w Rzymie, 8 maja, kilka chwil po swoim wyborze.

- Musimy starać się razem być Kościołem misyjnym, Kościołem, który buduje mosty, dialog, zawsze otwartym, jak ten plac, z otwartymi ramionami dla wszystkich - powiedział wtedy Leon XIV.

Zróbmy to razem!

Plac Bazyliki św. Piotra, gdyby pozostawić mu naturalną strukturę architektoniczną, odejmując barierki bezpieczeństwa - jest rzeczywiście niezwykle otwartym miejscem. Można na niego wejść dziesiątkami różnych dróg. Nawet dziś, kiedy policjanci i karabinierzy obstawiają różne kluczowe punkty, a barierki kierują ruchem wiernych i turystów, plac pozostaje otwarty: przychodzi tam każdy, wierzący i niewierzący, katolik i muzułmanin, teista i ateista, miłujący Boga i ludzi i mizantropijny nienawistnik. Nie ma żadnych absolutnych barier.

Kiedy usłyszałem od nowego papieża te słowa, pomyślałem natychmiast: ten Ojciec Święty nie będzie bardzo odmienny od Franciszka. Porównanie Kościoła do otwartego placu jest przecież bardzo mocne, obrazowe - i czysto Bergogliańskie.

Właśnie takiego Kościoła chciałby papież z Argentyny.

Chciałbym dziś zwrócić uwagę na to, jak Leon XIV patrzy na kapłaństwo. Uderzyła mnie homilia, którą wygłosił 26 kwietnia podczas Mszy świętej ze święceniami kapłańskimi. Papież bardzo wyraziście podkreślał kierunek, w którym - jego zdaniem - powinno rozwijać się kapłaństwo neoprezbiterów. Znowu, jak bardzo to zgodne z tym, co mówił o tym papież Franciszek. 

Co takiego powiedział Ojciec Święty?

Określił kapłaństwo jako służbę komunii, która poprzez spotkanie z Chrystusem jest ukierunkowana na braci i siostry, ba, więcej - na przynależność do całej ludzkości (all of humanity). Jak powiedział Leon XIV, dzięki wcieleniu Boga w Jezusie Chrystusie nie ma opozycji czy współzawodnictwa pomiędzy niebem a ziemią, wszystko to jest zjednoczone. Kapłani mają miłować i dawać się miłować, co pozwoli im na owocne sprawowanie swojej posługi oraz na bycie „dobrymi obywatelami - budowniczymi pokoju i przyjaźni społecznej”. Jak podkreślił, kapłan ma pomagać wspólnotom, do których zostanie posłany, we wspólnej podróży, idąc za Jezusem. Ma ułatwiać spotkania, pomagać zebrać się razem tym, którzy inaczej nigdy razem by się nie zebrali oraz przezwyciężać podziały - bo wszystko jest „dokładnie tym samym co Eucharystia i pojednanie”.

Wezwał wreszcie do maksymalnej otwartości. „Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek, zwłaszcza tam, gdzie liczby wydają się wskazywać na dystans między ludźmi a Kościołem, trzymajcie drzwi otwarte! Pozwólcie wchodzić i bądźcie gotowi, aby wyjść. To kolejna tajemnica waszego życia: jesteście kanałem, a nie filtrem” - powiedział. „Wy należycie do wszystkich i jesteście dla wszystkich! Niech to będzie podstawowy rys waszej misji: trzymać drzwi otwarte, niczym ich nie zastawiać i wskazywać je, nie używając zbyt wielu słów” - dodał.

Zwróćmy uwagę na to zdanie. Kapłan jako ten, który ma rozumieć swoją misję jako utrzymywanie otwartych drzwi kościoła - bez mówienia zbyt wiele…

Drzwi Kościoła są otwarte. Nie po to, by odciąć się od życia: życie nie wyczerpuje się w parafii, w stowarzyszeniu, w ruchu, w grupie” - dodał papież. 

Wreszcie wezwał do tego, by wychodzić poza ramy kościelne i odkrywać tam Boże dary.

Najdrożsi, wyjdźcie i odnajdźcie kulturę, ludzi, życie! Zachwycajcie się tym, co wzrasta dzięki Bogu, a czego my nie zasialiśmy” – wezwał.

Kapłani, powiedział na koniec, mają być świadkami zbawiającego Boga, niosąc ludziom świadectwo Jego bliskości w chwilach, w której czują się zagubieni.

Gdyby sięgnąć do innych wystąpień Leona XIV adresowanych do kapłanów, wszędzie znajdzie się mniej więcej to samo: dawanie świadectwa, wyjście naprzód do kultury, kreatywność duszpasterską, towarzyszenie, bycie razem. 

Nie trzeba tłumaczyć, że to zgodne z ujęciem papieża Franciszka. Leon XIV oczywiście nieco inaczej rozkłada akcenty, podkreślając na przykład budowanie jedności, o czym papież z Argentyny nie mówił tak dużo. Kontynuuje jednak priorytet ewangelizacji i wychodzenia na zewnątrz, w tym do kultury poza Kościołem; stawia na wymiar miłości bliźniego. Miłość Boga, kult, Eucharystia – to wszystko, jeżeli w ogóle się pojawia, jest raczej punktem wyjścia, a nie celem właściwym. 

Inaczej o kapłaństwie mówił Benedykt XVI. W trwającym kilka lat pontyfikacie można byłoby znaleźć różne ujęcia, ale znowu, są pewne powracające nuty – właśnie te, które dotyczą kwestii liturgicznych, zatem, można rzec, miłości Boga. Na przykład 13 maja 2005 roku Benedykt XVI wygłosił programowe przemówienie do duchowieństwa Rzymu. Podkreślając zakorzenienie kapłaństwa w Jezusie Chrystusie, zwracał uwagę przede wszystkim na Eucharystię. „W tajemnicy eucharystycznej Chrystus ofiarowuje siebie nieustannie na nowo i to właśnie w Eucharystii uczymy się miłości do Chrystusa, a zatem miłości do Kościoła” - podkreślał. „Powtarzam zatem wam, drodzy bracia w kapłaństwie, niezapomniane słowa Jana Pawła II: «Msza Święta jest absolutnym centrum mojego życia i każdego dnia mojego życia»”. „Każdy z nas powinien móc powiedzieć, że te słowa są jego własnymi: Msza Święta jest absolutnym centrum mojego życia i każdego dnia”, dodawał. Rok później, na spotkaniu z polskimi księżmi, Benedykt wskazywał na centralne znaczenie sakramentu spowiedzi, kapłańskiego składanie darów i ofiar za grzechy, uświęcenia…

Dla porównania, w homilii Leona XIV do neoprezbiterów Eucharystia pojawiła się tylko po to, by zestawić ją na jednym poziomie z sui generis kulturą spotkania w Kościele. Przywodzi mi to od razu na myśl słynny passus z jednej z tekstów synodalnych, gdzie spotkanie synodalne zostało postawione dokładnie na tym samym poziomie, co Eucharystia. To zgodne z rozumieniem liturgii, które szerzy na przykład bardzo bliski Franciszkowi włoski liturgista prof. Andrea Grillo z Anselmianum: w jego ujęciu Msza święta jest prawdziwie Eucharystią właśnie o tyle, o ile jest przeżywana jako spotkanie. Chrystus jest obecny nie tylko pod postaciami eucharystycznymi, ale również we wspólnotowym byciu-razem na zgromadzeniu eucharystycznym.

Być może papież Leon XIV dotknie w przyszłości jeszcze innych aspektów kapłaństwa. Póki co jednak, jak sądzę, stara się być wiernym kontynuatorem linii swojego poprzednika – tak w tym, jak i w wielu innych aspektach. Widać w tym wszystkim ten sam schemat: akceptację „zwrotu antropologicznego” w teologii, czyli odczytywania misji Kościoła przez pryzmat człowieka. Chodzi o wyprowadzenie radykalnych wniosków z faktu Wcielenia: skoro Bóg wcielił się w człowieka, to służąc człowiekowi, służymy Bogu. Dlatego już nie Ofiara Mszy świętej, już nie kult liturgiczny, ale właśnie „wychodzenie na zewnątrz” i posługa wobec ludzkości stają się centralnym elementem przepowiadania papieży na temat kapłaństwa.

Czy pozwala to na odzyskanie jakiegoś utraconego albo może nieco zapomnianego aspektu? A może stanowi raczej wyraz przyjęcia dominującej w całej współczesności myśli o tym, że „rzeczy niewidzialne” należy traktować po macoszemu, kosztem skupienia niemal całej uwagi na tym, co doczesne? 

Paweł Chmielewski

Chmielewski-1024x1024 (1).jpg
Autor:
Paweł Chmielewski
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: