Michnik, Żakowski i chrześcijaństwo. „Spodziewaliśmy się czegoś innego”

71118.jpg
FOT.:Fotograf:Lukasz Dejnarowicz/Archiwum:Forum+Fotograf:Adam Chelstowski/Archiwum:Forum+pixabay.com(ddzphoto)

Zgadnijcie drodzy Czytelnicy, kto w zeszłym tygodniu wyrzekł następujące słowa; „Nie umiem sobie wyobrazić Polski bez wartości chrześcijańskich, które są podstawą naszej kultury”. Arcybiskup Marek Jędraszewski? Ojciec Tadeusz Rydzyk? A może Jarosław Kaczyński? Otóż żaden z nich. Cytowane słowa padły z ust Adama Michnika w wywiadzie z Jackiem Żakowskim, opublikowanym w zeszłotygodniowym weekendowym magazynie „Gazety Wyborczej” (21 – 22 września).

 

Cała rozmowa utrzymana jest w tak ulubionej przez obu interlokutorów atmosferze „wielkiego pochylenia się z troską”, a jednocześnie spoglądania „z wysokości moralnego wzmożenia” skąd dostrzegalne są rzeczy niezauważalne przez maluczkich, albo tych, którzy ulegają gęstniejącej w naszym kraju atmosferze „nietolerancyjnego, protototalitarnego populizmu”. Wszystko ma sprawiać wrażenie, że rozmawiają dwaj wybitni intelektualiści, niemal Doktorzy Kościoła, widzący wszystkie bolączki i Ojczyzny i Mater Ecclesiae.

Zróbmy to razem!

 

W sumie nic nowego, bo podobną poetykę i podobny zestaw środków wobec co rusz odkrywanych przez siebie przejawów „endekizacji polskiego Kościoła” GW stosuje z konsekwencją od trzydziestu lat. Mamy więc konstatację A. Michnika, że Kościół w Polsce „cofnął się o pięćset lat, do epoki Trydentu” (o, gdybyż to była prawda! Jakież piękne pięćset minus by to było!), że ulega „nacjonalistycznym fundamentalistom”. A w ogóle to są dwa Kościoły w Polsce, „jeden to Kościół Rydzyka i Jędraszewskiego”, a drugi – póki co słabszy – „Kościół Prymasa Polaka i arcybiskupa Rysia” i tylko ten ostatni Kościół przepojony jest „duchem Franciszka” (i bynajmniej nie chodzi tu o szermierzy potrydenckiej odnowy Kościoła, świętych Franciszka Ksawerego i Franciszka Salezego).

 

Z biegiem lat redaktor naczelny GW nabył jednak umiejętność przenikania tego, co przez wieki uchodziło za nieprzeniknione. Wszak w tytule wywiadu wybita jest konstatacja, że „Duch wieje kędy chce, ale teraz źle nam wieje”. Dar rozpoznawania duchów – rzecz często dziś spotykana (dość popytać charyzmatyków), ale rozpoznawanie tchnień Ducha Świętego. No, to jednak rzecz wyjątkowa. Mistyka niemal.

 

Nie tylko Kościół jest podzielony, ale i Polska. Każdy, kto od trzydziestu lat przyzwyczaił się do stosowanej przez A. Michnika metody dezawuowania przeciwnika poprzez określanie go mianem „człowieka podłego” i głębokie zaglądanie w tegoż „oczy pełne nienawiści”, nie będzie zaskoczony, gdy przeczyta w rzeczonym wywiadzie dokonane przez redaktora GW porównanie jego adwersarzy stojących po przeciwnej stronie ideowego podziału do Kainowych zbrodniarzy. Jak przystało na człowieka o bogatej eksperiencji w stosowaniu erystycznych chwytów, komunikat nie jest wypowiedziany wprost, ale sapienti sat.

 

Rozmowa J. Żakowskiego z A. Michnikiem jest swego rodzaju retrospekcją po ćwierćwieczu od opublikowania rozmów tych dwóch interlokutorów z ks. Józefem Tischnerem. Co rusz słyszymy wypowiedzi „a my mieliśmy nadzieję”, „a myśmy się spodziewali”. Dwaj uczniowie uciekający z Miasta opanowanego przez „protototalitarny populizm”, tyle że na swojej drodze nie spotykają Mistrza, który wyjaśniłby im Pisma.

 

Nie jest nim z pewnością św. Jan Paweł II, którego rozmówcy „rozgrywają” według klasycznego schematu – dobrego i złego policjanta. Tym pierwszym (jakżeby inaczej) jest red. Michnik, który tropiąc podziały w polskim Kościele rozróżnia w nim „Kościół Jędraszewskiego i Rydzyka” oraz „Kościół Wojtyły i Turowicza”. Czyli niby dobry ten Wojtyła (o Ojcu Świętym w wywiadzie jest zazwyczaj po nazwisku). Ale jednak nie do końca, bo przecież „tuszował sprawy pedofilskie” i „kiepsko nauczał w Radomiu w 1991 roku” – jako rzecze ten zły policjant, red. J. Żakowski. Skądinąd widać, że trauma pierwszej pielgrzymki św. Jana Pawła II do Polski po 1989 roku, gdy „zamiast cieszyć się z polskiej demokracji, nakrzyczał na nas”, pozostała u niektórych na długo.

 

Dobry policjant dostrzega jednak jasne punkty w nauczaniu „Wojtyły”. Redaktor naczelny GW wspomina w tym kontekście przemówienie wygłoszone przez papieża na Westerplatte w 1987 roku. Adam Michnik zapamiętał je jako „wielki apel o godną i odważną walkę o wolność”. Ktoś mógłby pomyśleć, że Jan Paweł II wyrzekł wtedy coś w rodzaju „kimże ja jestem, aby ich osądzać”, albo „róbcie raban albo co tam sobie chceta”.

 

Tak dla przypomnienia fragment z tamtego przemówienia wygłoszonego przez Ojca Świętego na polskiej wysuniętej placówce, w którym podkreślał on, że jest „jakiś wymiar zadań, który musi [człowiek] podjąć i wypełnić. Jakaś słuszna sprawa, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. A nie dezerterują tylko ci, którzy mają mocne podstawy; którzy wiedzą, że najgwałtowniejszy szturm na wysunięte placówki naszych sumień przypuszcza „klimat relatywizmu, rozchwianie zasad i prawd, na których buduje się godność i rozwój człowieka” jak również „sączenie opinii, które temu rozchwianiu służą”.

 

Hmm, wygląda na to, że jednak „Wojtyła” znalazł się w „Kościele Jędraszewskiego i Rydzyka”, czyli wśród tych, którzy nie przeczą sami sobie, gdy mówią, że „nie wyobrażają sobie Polski bez wartości chrześcijańskich, które są podstawą naszej kultury”.

 

 

Grzegorz Kucharczyk

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: