O. Dariusz Piórkowski przeczy nauce Jana Pawła II. Powołuje się na Franciszka

Człowiek może w swoim sumieniu zdecydować, że nie będzie przestrzegać nauczania Kościoła, przekonuje jezuita, o. Dariusz Piórkowski. Tłem jest dyskusja o moralności małżeńskiej i antykoncepcji.
W Polsce rozgorzała dyskusja wokół teologii moralnej. Artur Sporniak na łamach „Tygodnika Powszechnego” zasugerował, że wierni mogą stosować antykoncepcję, nawet wbrew nauczaniu Kościoła – jeżeli tylko są w sumieniu przekonani, że tak należy czynić. Przeciwko temu wystąpili studenci z Uniwersytetu Śląskiego, pisząc polemiką, opublikowaną w tym samym „Tygodniku Powszechnym”. Teraz do dyskusji włączył się znany jezuita, o. Dariusz Piórkowski. Jego głos warto odnotować, bo – to rzadkie w polskim dyskursie – autor otwarcie przyznaje, że istnieje bardzo poważny konflikt między nauką papieża Franciszka a tym, co Kościół głosił wcześniej. Przy tej okazji ojciec Piórkowski daje wyraz własnej optyce, która jest bliska „Amoris laetitia”. Lektura pouczająca.
Jak przekonuje ojciec Piórkowski, w Polsce „nauczanie o sumieniu leży odłogiem”, bo od razu przykleja mu się „łatkę subiektywizmu”. Zdaniem jezuity, jest to związane z encykliką „Veritatis splendor” św. Jana Pawła II. Duchowny przekonuje, że możliwa jest sytuacja, w której „poruszenia duchowe… mogą nie zgadzać się z jakąś częścią nauczania Kościoła, ale być zgodne z sumieniem, być głosem Boga”.
Jezuita pisze, że „Kościół nie jest Bogiem”, a w związku z tym „jego nauczanie może się mylić”. Zdaniem o. Piórkowskiego, człowiek jest zobowiązany do pójścia za głosem sumienia, nawet „jeśli jest błędne”. „Człowiek ostatecznie ocenia, czy coś jest grzechem, czy nie. A nie ksiądz” – stwierdził.
Według o. Piórkowskiego, w Polsce teologia nauczana jest „wybiórczo” i pewne rzeczy po prostu się pomija. „Nieprawdą jest, że człowiek w sercu ( sumieniu) nie może wybrać czegoś, co nie zgadza się z nauką Kościoła. Może. Nie w takim sensie, że odrzuca całkowicie jakąś normę lub ideał, ale w takim, że na danym etapie życia może zrealizować tylko jakąś część ideał” – przekonuje duchowny.
Powołuje się następnie na „Familiaris consortio” Jana Pawła II oraz jeszcze bardziej na „Amoris laetitia” Franciszka, by przekonać, że niekiedy w ludzkim życiu nie da się osiągnąć doskonałego dobra, a jedynie dobro możliwe na danym etapie życia. „Możliwe dobro nie jest przekreśleniem doskonałego dobra, ideału” – twierdzi.
Według jezuity „nauczanie co do sumienia, a także niektóre aspekty etyki seksualnej, są niespójne, a nawet przeczą sobie, co prowadzi do dylematów i konfliktów moralnych”. O. Piórkowski przyznaje, że w encyklice „Veritatis splendor” Jana Pawła II „jest inne rozumienie sumienia i podejście do ludzkiego serca”, niż w adhortacji „Amoris laetitia” Franciszka.
O. Piórkowski uważa, że nauczanie „Veritatis splendor” sprowadza ludzkie sumienie do roli „smartfona, który sczytuje kod QR i każdemu wyświetla to samo”. „Jest tu wielka nieufność wobec ludzkiego sumienia i serca. To, co Franciszek nazwał rozeznaniem, «Veritatis splendor» nazywa ujęciem egzystencjalnym, rzekomo stojącym naprzeciw doktrynie i ideałowi”. „Nie wiem, ile to ma wspólnego z Bogiem Jezusa Chrystusa” – konstatuje.
Według jezuity, człowiek „nie jest robotem, który bezwzględnie ma wprowadzać normy”. „Tak, człowiek w sumieniu może rozeznać, że nie jest w stanie spełnić jakiejś normy, której naucza Kościół i powinien za tym rozeznaniem pójść. Kościół się tego bardzo boi, nazywając to subiektywizmem” – twierdzi.
Co ciekawe, twierdzenia o. Piórkowskiego są ewidentnie sprzeczne z nauką Kościoła katolickiego, tak, jak wyraził ją choćby św. Jan Paweł II w encyklice „Veritatis splendor”. Jezuita zresztą... dobrze o tym wie. To właśnie stanowi sedno problemu.
Bo jak jak pisze, „oba dokumenty” – czyli „Veritatis splendor” oraz „Amoris laetitia” – „w tym względzie ewidentnie sobie przeczą”.
„Gdzieś ktoś się myli. Albo należy pewne rzeczy doprecyzować. Ale póki co jest tak, że nauczanie Kościoła co do sumienia jest niespójne i powoduje konflikty moralne u niektórych wiernych” – podsumował.
Choć o. Piórkowski reprezentuje w tym sporze opcję „Amoris laetitia”, to trudno zaprzeczyć: celnie diagnozuje problem, który zrodził się w katolickiej teologii. Adhortacja „Amoris laetitia” rzeczywiście stworzyła gigantyczną trudność interpretacyjną.
Co istotne, jesienią tego roku w Rzymie zbiorą się przewodniczący episkopatów z całego świata. Papież Leon XIV chce z nimi przedyskutować problematykę „Amoris laetitia”. Istnieje zatem nadzieja, że Ojciec Święty w sposób autorytatywny rozstrzygnie obecną debatę. Z drugiej strony, jak można to zrobić, nie przyznając racji „Amoris laetitia” albo „Veritatis splendor” – co oznaczałoby z automatu uznanie, że drugi z tych tekstów jest… błędny?
Pach







