Paweł Chmielewski: AI, godność ludzka i prawda Kościoła przeciwko gnozie

Co jest faktycznym źródłem poczucia ludzkiej godności? Co jest źródłem społecznego uznania, jakby to powiedział Hegel – co jest źródłem Anerkennung, uznania, które człowiek zdobywa w ciągu swojego życia w oczach innych, a poprzez nie – również w oczach własnych?
Pierwotna godność, czyli siła i piękno
W czasach Homera była to przede wszystkim: dobre urodzenie i znakomite ciało. W przypadku mężczyzn, ideałem był silny wojownik pochodzący z arystokratycznej rodziny. Miał społeczny prestiż, który udowadniał w starciu z przeciwnikiem. Epika homerycka – zwłaszcza „Iliada” – jest apologią mocy na polu bitwy. Mężczyzna był coś wart, kiedy sprawnie zabijał; a zatem jego wartość wynikała nade wszystko ze sprawności ciała. Kobieta była coś warta, jeżeli była piękna i zdrowa. Mężczyźni mordowali się pod Troją, żeby zdobyć Helenę – ze względu na piękno jej ciała, połączone oczywiście z dobrym urodzeniem.
Innymi słowy, człowiek był wart tyle, ile warte było jego ciało – dobre urodzenie również miało aspekt biologiczny. Oczywiście, epika homerycka nie negowała znaczenia intelektu: „Iliada” wychwala przemyślność Odyseusza, a Odyseja jest poświęcona tej przemyślności niemal całkowicie. Niemniej, ostatecznym potwierdzeniem wartości Odyseusza są zawsze jego triumfy bitewne. Kiedy powraca do domu, zabija zalotników i wchodzi w posiadanie pięknej kobiety. Finis coronat opus; bez tego czysto cielesnego zwieńczenia cała przebiegłość i spryt Odyseusza nie miałyby celu. Siła i piękno – oto wartości człowieka homeryckiego; jeżeli na ich służbie stał intelekt, tym lepiej – ale to one były nadrzędną wartością.
Rozwój materialny zmieniał ten stan rzeczy, coraz bardziej przechylając szalę na rzecz sprawności intelektualnej. Dziś siła fizyczna i piękno nadal uchodzą za rzeczy ważne, zwłaszcza w przypadku kobiet, gdzie piękno bywa głównym źródłem poczucia własnej godności. Niemniej jednak, w perspektywie ogólnospołecznej, żyjemy w czasach absolutnego triumfu intelektu. To już nie wojownik jest społecznym ideałem, ale milioner kierujący spółką technologiczną. Władcy są potężni nie dzięki swojej sile fizycznej, ale dzięki rozumowi. Nawet wojska potwierdzają swoje przewagi dzięki rozumowi: na froncie ukraińskim siła odgrywa swoją rolę, ale kluczowe stały się rakiety i drony, które wystrzeliwuje się celnie dzięki przemyślności, a nie sile. Można powiedzieć, że po trzech tysiącach lat doszło do niemal całkowitego odwrócenia porządku hierarchicznego źródeł godności: najważniejsza jest przemyślność, a siła i piękno stają się pomocnicze. Nie stało się to nagle, dziś jednak obserwujemy, można rzec, cywilizację intelektu.
Angela Merkel kontra Helena Trojańska
Postawmy Stephena Hawkinga obok homeryckiego Ajasa. Gdyby Hawking przyszedł na świat w czasach Homera, po prostu by umarł – można powiedzieć, że jego Anerkennung wynosiłoby w efekcie całkowite 0. W naszych czasach Hawking, pomimo braku siły, dysponował olbrzymim Anerkennung, zdobytym dzięki rozumowi. To odwrócenie źródeł uznania jest nieco słabsze w przypadku kobiet, ale ostatecznie również one dzięki przemyślności mogą niwelować ewentualne niedostatki piękna: porównajmy, by tak rzec, sprawczość i autorytet Heleny Trojańskiej i kanclerz Angeli Merkel. Można zaryzykować tezę, że o Merkel nie toczyłaby się wojna trojańska; a przecież pani kanclerz była podziwiana i uwielbiana (sic) przez miliony – wyłącznie za sprawą zdolności swojego rozumu.
Możliwość uzyskiwania Anerkennung dzięki użyciu samego rozumu pojawiła się historycznie już wcześnie, kiedy tylko pozwoliła na to technika i rozwój sztuk intelektualnych. Niemniej jednak, dopiero w naszych czasach dyktatura rozumu stała się tak powszechna. Myślę, że tezy nie trzeba udowadniać: rodzice chcą wprawdzie, żeby ich syn był silny, ale przede wszystkim pragną, żeby był wykształcony. Chcą, żeby córka była piękna, ale nade wszystko marzą o jej świetnej edukacji. Wszystko, byleby tylko zdobyć kompetencje intelektualne. Rozum i jego użycie – oto dominujące źródło zdobywania uznania społecznego, a zatem źródło, w którym upatrujemy własnej godności.
Ciało na służbie umysłu
Kult intelektu wyobcowanego z ciała ma swoją konsekwencję także w postaci niebywałego rozpowszechnienia gnozy. Otóż zasadniczą ideą gnozy jest przekonanie o uwięzieniu ludzkiego ducha w ciele. Gnostycy na przestrzeni dziejów walczyli z ciałem albo to ciało ignorowali, na różne sposoby – tak czy inaczej, upatrywali wyłącznej godności człowieka i całej celowości jego istnienia w rozwoju umysłowym. Zbawienie gnostyka przychodziło poprzez wiedzę – a zatem było czysto intelektualne. W naszych czasach postawa gnostycka stała się niebywale popularna.
Ekstremalnym tego przejawem jest ideologia transgender: człowiek został sprowadzony do umysłu, który może być uwięziony w niewłaściwym ciele. Umysł przekształca zatem ciało tak, by lepiej dopasować je do własnych oczekiwań i wymagań. Cielesność była i pozostaje ważna, ale tylko jako nośnik zadowolenia, które przynosi umysłowi. Ludzie w skali masowej czerpią to zadowolenie z gier komputerowych, filmów, pornografii, muzyki – rozmaitych wynalazków nowoczesnej technologii, które tylko wykorzystują ciało do tego, by służyć umysłowi. Dotknęło to nawet jedzenia: dzięki jego obfitości sytość, jaką daje jedzenie, przestała być istotna; w mediach społecznościowych ludzie chwalą się wykwintnością jedzenia, czyniąc z kulinariów element budowania własnej tożsamości, nader często czysto cyfrowej. Jem nie po to, aby żyć; nawet nie po to, żeby mi to smakowało – ale po to, by zdobyć Anerkennung dzięki przemyślności jedzenia, które spożywam.
Można podsumować, że w naszych czasach doszło do maksymalnego rozdzielenia źródeł zdobywania Anerkennung od cielesności. Historycznie było to możliwe niemal zawsze, ale nigdy tak łatwe i tak powszechne.
Otóż stawiam tezę, że to się teraz zmienia – a wszystko za sprawą tzw. Sztucznej Inteligencji. Proces ten jest dopiero u swoich początków, ale proszę sobie wyobrazić, jak będzie to wyglądało za kilkanaście lat?
Lekarz i ojciec bez autorytetu
Czym jest tzw. sztuczna inteligencja? To naśladownictwo inteligencji ludzkiej. Jako naśladownictwo, nie jest prawdziwa i może tylko odtwarzać. Jednak my, ludzie, w pewnym sensie robimy przez większość życia to samo. Lekarz, który ogłasza trafną diagnozę, rzadko wymyśla coś naprawdę nowego: zwykle w sposób sprawny dostosowuje posiadaną wiedzę do obserwowanej rzeczywistości. Można rzec, że wydobywa z zasobów swojego mózgu informacje, które pozwalają trafnie nazwać to, z czym się styka. Wiemy, że tzw. sztuczna inteligencja stawia często tak samo trafne diagnozy – albo nawet trafniejsze. Lekarz, którzy czerpałby Anerkennung dzięki trafności swoich diagnoz, traci rację bytu – traci swoją tożsamość, która dawała mu poczucie godności. Jeżeli był podziwiany i sam się podziwiał ze względu na erudycję w dziedzinie medycyny – cóż, będzie teraz podobny do człowieka, który szedłby na brzeg Wisły, by zaczerpnąć wodę, zamiast odkręcić kran. Można, tylko po co?
To samo dotyczy wielu innych dziedzin życia. Wyobraźmy sobie najbardziej trywialną sytuację: ojca, który jest pytany przez dziecko o to, jak się nazywa drzewo, które napotkali w lesie. Ojciec coś wie o drzewach, ale nie jest specjalistą sensu stricto. Mówi, że to buk, bo tak mu się wydaje – ale w istocie jest to grab. Dziecko oczywiście o tym nie wie, więc przyjmuje tę informację i uznaje autorytet ojca.
Tak mogło to dotąd wyglądać. A dziś? Cóż, nawet jeśli ojciec byłby bardziej kompetentny i sądziłby, że to drzewo jest faktycznie grabem – to przecież będzie wiedzieć, że teoretycznie może się pomylić. Czy nie lepiej będzie zapytać AI, które stwierdzi to w sposób… pewniejszy? Oczywiście, że tak – wtedy udzieli dziecku na pewno trafnej informacji. Dlatego ojciec wyciągnie telefon, zrobi zdjęcie i zapyta AI, co to za drzewo.
Albo zrobi to dziecko, jeżeli ma już telefon. Albo też w ogóle nie zapyta, bo wie, że nie ma sensu pytać: w końcu jeżeli pyta, bo chce wiedzieć, to znaczy, że uznaje, że ta wiedza może być mu potrzebna, tymczasem wiedząc, że ta wiedza jest już w jego telefonie, nie będzie chcieć wiedzieć, więc nawet nie zapyta.
Zwykła scena, która w świecie przed AI umocniłaby intelektualne Anerkennung ojca, staje się sceną nieprawdopodobną. Źródło czerpania autorytetu wyczerpało się.
Ks. Malesa kontra ks. Bańka
Podam jeszcze jeden przykład, z życia internetowego wzięty. Odbyła się niedawno debata pomiędzy księżmi Orfeuszem Malesą a Szymonem Bańką. Rozmawiali długo i kompetentnie, erudycyjnie i z odwołaniem się do źródeł. Robiło to wrażenie: obaj naprawdę wiedzą, co mówią. Nie zgadzają się, ale mają argumenty. Jednak następnego dnia po emisji nagrania ktoś wrzucił całą rozmowę do programu AI i przygotował wyciąg błędów. Okazało się, że każdy z dyskutantów pomylił się szereg razy: błędny cytat, zła data, pomylenie argumentu i tak dalej.
Rozmowa, która wydawała się naturalnym sposobem zdobywania Anerkennung w świecie, w którym rządzi kompetencja intelektualna, została obrócona w rozmowę, która staje się potencjalnym źródłem utraty (sic) Anerkennung. Co za niesamowite odwrócenie sytuacji! A wszystko dzięki temu, że fakty można tak łatwo zweryfikować – i może to zrobić każdy, nawet kompletny nieuk.
Zmierzch ludzkiego rozumu w praktyce
Jaki z tego płynie wniosek? Otóż następujący: rewolucja AI sprawia, że ludzkie kompetencje intelektualne tracą na praktycznym znaczeniu. Kompetencje intelektualne nadal są potrzebne, ale już nie w tym samym stopniu, co dawniej. Ten, kto czerpał uznanie z faktu bycia erudytą okazuje się być jak ów idiota, który nosi wodę z Wisły, choć może odkręcić kran: nie ma takiej erudycji, która mogłaby przewyższyć erudycję sztucznej inteligencji. Czerpanie wody z Wisły może być hobby, tak samo erudycja – ale nikt nie będzie podziwiał drugiego za to, że robi tak skrajnie nieprzydatne rzeczy, jak noszenie wody we wiadrze albo gromadzenie wiedzy…
Nie ma takiej pamięci, która mogłaby zastąpić pamięć AI. Dalej możliwy jest ludzki geniusz, unikalne kojarzenie faktów – to prawda; ale w skali masowej zwykłe używanie własnego intelektu przestaje być powszechnym źródłem zdobywania Anerkennung, bo AI przecież i tak zrobiłaby to lepiej.
Powrót ciała
Co zostaje człowiekowi w tej sytuacji? Co z tymi, którzy utracą własną tożsamość, budowaną na godności wynikającej z kompetencji intelektualnych? Będą cierpieć, to niewątpliwe. Interesuje mnie jednak nie los pojedynczych ludzi, ale zjawisko kulturowe: otóż sądzę, że w sposób nieunikniony współczesna kultura dowartościuje ciało.
Siła, piękno, sprawność – to wszystko stanie się ważniejsze, niż było w ostatnich dekadach, bo siły, piękna i sprawności sztuczna inteligencja nie może zastąpić. Może je udoskonalić w pewnych aspektach – zwłaszcza połączona z zasobami majątkowymi (dobre urodzenie broni się zawsze). Niemniej jednak: nie może tego zastąpić.
Dlaczego mielibyśmy podziwiać lekarza, który zna wszystkie odmiany chorób skóry, skoro to samo i jeszcze lepiej zrobi AI?
Dlaczego mielibyśmy podziwiać katolickiego dziennikarza, który przywoła na zawołanie siedemdziesiąt przykładów herezji, skoro to samo i jeszcze lepiej zrobi AI?
Będziemy jednak podziwiać tego, kto użyje cielesnej siły i sprawności w sposób, w jakiej inni, pozbawieni tych przymiotów, nie mogą tego zrobić; będziemy podziwiać tych, którzy są piękni (te, które są piękne) w stopniu, w jakim inni są tego piękna pozbawieni.
Oczywiście będziemy też podziwiać bogatych, bo bogatych podziwia się zawsze; ale nie o tym tu piszę.
Kompetencja intelektualna, zwłaszcza w aspekcie erudycyjno-pamięciowym, nie zniknie, ale siłą rzeczy stanie się bardziej „powszechna”, a poprzez to – mniej cenna.
Ciało, dar Pana Boga
Czy to złe? Tego nie wiem. Być może okaże się w jakichś aspektach nawet dobre. Ostatecznie gnostycka idea wyrwania umysłu z ciała jest potępioną przez Kościół herezją. Kościół uczy, że człowiek nie jest czystym umysłem – nie jest tylko duszą. Jest złożeniem duszy i ciała. Cielesność, mówi Kościół, jest nieusuwalnym i dobrym (sic) komponentem człowieczeństwa. Sam Bóg stał się człowiekiem, a to oznacza, że stał się również ludzkim ciałem.
Rewolucja AI, zmieniając hierarchię źródeł czerpania Anerkennung, może być ważnym sprzymierzeńcem Kościoła w wojnie z pokusą gnostycką – bo pokazuje, że ciało nie jest tylko instrumentem służącym umysłowi; ale jest też źródłem naszej godności jako stworzeń Bożych. Mówiąc krótko, AI przypomina, że ciało też jest darem od Boga. Praca fizyczna również jest wartością: społeczeństwo już to odkrywa (jak rosną stawki robotników fizycznych!), a wkrótce odkryjemy to jeszcze bardziej. Lekarz w swoich diagnozach będzie gorszy od AI, ale jeżeli przyjdzie do zatamowania upływu krwi w trudnych warunkach i nagłej sytuacji – będzie miał kompetencję, której nie zastąpi AI (chyba, że zrobi to robot, ale powszechna robotyzacja – z wielu przyczyn – wydaje się być mityczna). Ojciec pomyli buk z grabem, ale jeżeli zza drzewa wyjdzie groźne zwierzę, to tylko ojciec, nie AI, ochroni dziecko przed zranieniem.
Ta rzeczywistość jest naprawdę dobrym wzmocnieniem prawdy, którą głosi Kościół przeciwko gnozie: nie zbawia wiedza. Zbawia Chrystus, Bóg, który stał się cielesnym człowiekiem.
Paweł Chmielewski





