Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela… jutro Kijów?

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
caryca-stalin-EU.jpg
Oprac. GS/ PCh24.pl

Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich ma swoje plusy. Lewica liberalna nagle zaczęła doceniać nacjonalizm, przestała tropić „faszystów” i macha ręką na przypadki tzw. antysemityzmu. Problem w tym, że wyłącznie w odniesieniu do Ukrainy.

Wielu do myślenia powinna dać niedawna wypowiedź prowadzącej TOK FM, Dominiki Wielowieyskiej. Postawiona przed stwierdzeniem, że ukraińska młodzież za granicą coraz częściej tatuuje sobie symbole nazistowskie oraz wznosi okrzyki na cześć Bandery, dziennikarka z rozbrajającą szczerością stwierdziła: ale to nacjonaliści stoją zazwyczaj w pierwszej linii frontu.

Zaskakująca odpowiedź publicystki ujawniła skrywaną głęboko sprzeczność. Rodzima lewica będzie z chirurgiczną precyzją tropić „zbrodniarzy” wśród wyklętych, zwalczać „mit” Żołnierzy Niezłomnych, „cancelować” Dmowskiego czy żądać delegalizacji ONR, by jednocześnie w odniesieniu do odradzającego się banderyzmu wyrażać daleko posuniętą tolerancję.

Zróbmy to razem!

Bo choć oficjalnie w tych środowiskach potępia się kult OUN-UPA, domaga się ekshumacji ofiar ich zbrodni i wzywa do poszanowania pamięci historycznej, zawsze znajdzie się jakieś „ale”, służące minimalizacji polskich pretensji oraz bagatelizowania wołyńskiego ludobójstwa. Przecież oni „walczą za nas”, „teraz nie jest dobry czas”, „nie chcemy nakręcać rosyjskiej propagandy” czy - moje ulubione - „po wszystkim będą mieć nowych bohaterów”.  

A tymczasem ci współcześni bohaterowie otrzymali imię po ludobójczych formacjach. Ślepa wobec tego faktu „Wyborcza” nazwie domaganie się pamięci i godnego pochówku ofiar „kłótnią o umarłych”, a w odpowiedzi na odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego, postanowi nadać mu własne odznaczenie „orderu przyszłości”. Bez ogródek przyzna, że dla Ukraińców „UPA to to samo, co dla nas AK”, a bestialskiemu wymordowaniu 100 tys. Polaków przeciwstawi palenie cerkwii i – dokonaną na rozkaz Stalina – Akcję Wisła.

Jednocześnie wyciszać będzie antypolskie nastroje po stronie ukraińskiej – np. skandaliczne słowa banderowca Kułeby, bełkoczącego coś o nienawiści Nawrockiego do Ukraińców czy umniejszanie polskim odznaczeniom przez czołowych ukraińskich polityków. W tej narracji – podobnie jak w mediach na Ukrainie – Kijów nie zrobił niczego złego. To Nawrocki jest winny nakręcaniu rosyjskiej propagandy, a nie Zełenski, który przecież rozpoczął całe zamieszanie. To polski prezydent „wykorzystuje cynicznie” kwestię Wołynia na potrzeby polityki wewnętrznej, ale broń Boże Zełenski, który restaurując pamięć o OUN-UPA, zbiera punkty u opinii publicznej, przycisza skandale korupcyjne i konsoliduje władzę.

W obliczu bagatelizowania przez Kijów swojego największego sojusznika i rażąco niesprzyjającej atmosfery wobec sprawy ukraińskiej, w mityczny sojusz na równych zasadach wierzą już chyba tylko na ul. Czerskiej. Nawet najzagorzalsi ukrainofile muszą dzisiaj przyznać, że Kijów od początku widział nas wyłącznie w roli junior-partnera, gracza drugiej kategorii, którego w razie potrzeby można rozstawiać po kątach. Dla takiego sojusznika nie ma miejsca zarówno przy stole negocjacyjnym, jak i podczas dzielenia łupu.

Ale czy tylko dlatego, że Kozak bije się z Moskalem, odsuwając zagrożenie od naszego kraju, musimy popadać w jakąś niezrozumiałą formę hiper-uległości? Czy musimy politykę wobec Kijowa traktować jak grę o sumie zerowej, gdzie nie ma miejsca na polski interes, o ile nie jest podporządkowany woli sąsiada? A przecież decyzje Zełenskiego, jak przekonuje były ambasador RP na Ukrainie Bartosz Cichocki, tylko oddalają Kijów od Europy. W miejsce nowoczesnej, otwartej i inkluzywnej demokracji otrzymujemy bezczelną autokrację w stylu sowieckim, zbudowaną na demonach ukraińskiego nacjonalizmu. Skoro w obecnej Unii nie ma miejsca dla Hitlera, Tiso czy Mussoliniego, to dlaczego miałoby się znaleźć dla Bandery?

Wsłuchując się w głosy niektórych środowisk uderza – choć nie zaskakuje – po raz kolejny to poczucie niższości, ojkofobia i paniczny strach na myśl, że można prowadzić dumną i niezależną politykę. Kiedy mamy do czynienia z stanowczą decyzją prezydenta, która, bądźmy poważni, nie mogła być inna – w tych środowiskach pojawia się blady, irracjonalny strach. Nie ma takich upokorzeń, których nie byliby w stanie znieść w imię już nie samego bezpieczeństwa, ale wyłącznie poczucia, że jest się bezpiecznym. W tej optyce zawsze trzeba znaleźć jakiegoś bogatszego czy też – jak w przypadku Ukrainy - bitniejszego suwerena, o którego klamki trzeba się uwiesić dla własnej wygody i komfortu. Kiedyś była to Moskwa, wczoraj Bruksela czy Berlin, a dzisiaj najwyraźniej Kijów. I zawsze są gotowi zniszczyć każdego, kto zaburzy tą niemal wyuczoną, a nawet odziedziczoną iluzję.

Parafrazując klasyka, czasy się zmieniają, ale oni wciąż grają na tę samą nutę: zawsze przeciwko Polsce, zawsze przeciwko Polakom.

Piotr Relich 

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: