Dzisiaj

Piotr Doerre: Dyletanci, bufoni, masoni…

(Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe Oprac. PCh24.pl)

W czasach, w których wiele się mówi o zbliżającej się wojnie, nie sposób nie powrócić myślą do ostatniego wielkiego konfliktu zbrojnego, jaki dotknął nasze ojczyste ziemie. Druga wojna światowa zaczęła się wszak w Polsce, a jej pierwszy akt – napaść hitlerowskich Niemiec i stalinowskich Sowietów na Rzeczpospolitą, zakończył się całkowitą katastrofą naszego państwa i potwornymi stratami, z których nasz naród nie podniósł się aż do chwili obecnej.

Niemal od momentu, w którym umilkły działa pod Kockiem i skapitulowała Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” generała Franciszka Kleeberga – ostatnie duże zgrupowanie Wojska Polskiego toczące równoczesny bój z niemieckim i sowieckim najazdem, rozpoczęły się dociekania na temat powodów klęski. Dlaczego przegraliśmy i to tak błyskawicznie? – zastanawiali się Polacy, zrozpaczeni utratą niepodległego, tak przecież jeszcze młodego państwa. Przede wszystkim obarczali winą rządzący państwem obóz sanacji, którego prominentni przedstawiciele najpierw zapewniali społeczeństwo, że nie oddadzą wrogowi ani guzika, następnie zaś pospiesznie opuścili walczący jeszcze kraj.

Później, gdy upadła wciąż aspirująca do miana światowej potęgi Francja, a hitlerowskie Niemcy opanowały wielkie połacie kontynentu, grożąc nawet wyspiarskiej Anglii, wina naszych elit politycznych i wojskowych zdała się nieco mniejsza.

Wesprzyj nas już teraz!

– Skoro niemal cała Europa Zachodnia wpadła w łapy Hitlera, to czy Polska mogła mu się oprzeć? – pytano, tłumacząc naszą klęskę agresywną polityką i militarną siłą niemieckiego państwa. Podkreślano też winę drugiego z totalitarnych zaborców, który zawiązawszy wcześniej pakt z III Rzeszą, wbił nam 17 września nóż w plecy, zajmując ponad połowę terytorium Rzeczypospolitej.

– Gdyby nie sowiecka agresja – argumentowano – Wehrmacht wytraciłby swój impet, wchodząc do wschodnich województw i blitzkrieg ugrzązłby w wojnie pozycyjnej, co zachęciłoby zachodnich aliantów do bardziej zdecydowanych kroków.

Jeszcze później wydarzenia kolejnych lat wojennych zmagań: ogrom ofiar poniesionych przez polski naród (krwawiący na wszystkich frontach i eksterminowany przez obydwu okupantów), przerażająca zbrodnia Holocaustu dokonana na naszych ziemiach, hekatomba powstania warszawskiego i „wyzwolicielski” przemarsz Sowietów przekreślający szanse na odzyskanie przez Polskę niepodległości – sprawiły, że pytania o pierwszą kampanię wojny nieco przygasły i straciły swój dramatyzm.

Przyczyny klęski

Jaka opinia na temat głównych przyczyn katastrofalnego wyniku wojny obronnej w 1939 roku i związanej z nim zagłady niepodległego państwa polskiego dominuje obecnie? Pośród jej głównych przyczyn wymienia się przede wszystkim te z pozoru niezależne od elit sprawujących władzę w II Rzeczypospolitej, jak:

– skrajnie niekorzystne położenie geopolityczne Polski, praktycznie ze wszystkich stron graniczącej z państwami wrogimi lub nieprzyjaznymi (z wyjątkiem Królestwa Rumunii, Węgier i Łotwy),

– dramatyczną dysproporcję sił napastników i broniących się, sprawiającą, że niecały milion polskich żołnierzy musiał stawić czoło niemal dwóm milionom żołnierzy Wehrmachtu i ponad sześciuset tysiącom żołnierzy sowieckich przeznaczonych do agresji na Polskę,

– wielokrotną przewagę agresorów w sile ognia, uzbrojeniu i nowoczesnym sprzęcie bojowym, przede wszystkim w lotnictwie i broni pancernej,

– i wreszcie brak wydatnej pomocy udzielonej przez aliantów, którzy podjęli na zachodzie Niemiec jedynie bardzo ograniczone działania, nawet przez ich własnych żołnierzy nazwane dziwną wojną.

Do tego dochodzi oczywiście bardzo długa lista błędów popełnionych przez samych Polaków, takich jak:

– nastawienie Wojska Polskiego na prowadzenie wojny manewrowej, zamiast obrony opartej na przygotowaniu terenu i fortyfikacjach,

– nieprzygotowanie do prowadzenia wojny nowego typu, w wysokim stopniu wykorzystującej uderzenia sił pancernych i lotnictwo,

– brak kompleksowego planu wojny z Niemcami, pomimo prowadzonych długoletnich prac i studiów poświęconych temu zagadnieniu,

– poświęcenie funduszy na nietrafione inwestycje militarne, jak zakup dla Marynarki Wojennej kosztownych niszczycieli, zamiast na przykład wyposażenia pododdziałów piechoty w stosunkowo tanią broń przeciwpancerną,

– zbyt późno przeprowadzona i nieprzygotowana pod względem organizacyjnym i zaopatrzeniowym mobilizacja i wynikający z tego faktu chaos,

– nierozdysponowanie ogromnych zapasów zmagazynowanej broni i amunicji,

– i wiele, wiele innych.

Wszyscy badacze natomiast zgodnie podkreślają, że kampania wrześniowa była widownią bezprzykładnego bohaterstwa i poświęcenia polskich żołnierzy, a także śmiałych posunięć i manewrów dowódców różnych szczebli. Polakom nie brakowało więc woli walki i umiejętności – ale byliśmy do tej wojny fatalnie przygotowani. Przez kogo?

Ezoterycy i masoni

Spójrzmy tylko na dwie postacie odpowiadające za stan naszego wrześniowego wojska. Generał Tadeusz Kasprzycki, jeden z najbliższych Piłsudskiemu oficerów legionowych, pełnił rolę ministra spraw wojskowych od roku 1935 do końca września 1939 roku. Oskarżano go o defraudowanie publicznych pieniędzy. Skandaliczny romans generała z aktorką Kajzerówną stał się prawdopodobnie powodem samobójstwa jego żony. Warto zauważyć, że Kasprzycki prywatnie parał się teozofią, czyli skrajnie antykatolickim światopoglądem, bliskim zwłaszcza masońskiemu nurtowi Le Droit Humain, którego promotorką w Polsce była między innymi Wanda Dynowska, założycielka Służebników Polskich, będących kurierami Piłsudskiego podczas przewrotu majowego.

Również legionistą i także wolnomularzem był za młodu generał Wacław Stachiewicz – szef Sztabu Głównego WP, chwalony za pracowitość, jednak ganiony za brak horyzontów – bezpośrednio odpowiedzialny za brak planów wojny i trzymanie się starej doktryny wojennej, który jeszcze w sierpniu 1939 roku miał nie wierzyć w możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego.

Jak to możliwe, że ludzie związani z tajnymi organizacjami o – delikatnie mówiąc – podejrzanych celach stali na czele polskiej armii? I to w kraju, w którym dekretem podpisanym przez prezydenta Ignacego Mościckiego 22 listopada 1938 roku zakazana została działalność stowarzyszeń masońskich. Notabene dekret ten był wynikiem publikacji byłego premiera Leona Kozłowskiego, który – sam przyznając się do przynależności do masonerii – wskazywał, że ponad dwa tysiące wolnomularzy pełni kluczowe stanowiska w strukturach władzy Rzeczypospolitej.

Za wolność naszą i waszą?

A przecież – jeśli się głębiej zastanowić – wszystkie wymienione powyżej powody klęski wrześniowej, również te uznawane za „obiektywne”, obciążają kierujący państwem obóz sanacyjny, jako że to on dzierżył stery całej polityki państwowej, nie tylko wojskowości. To polityka ludzi wywodzących się z otoczenia marszałka Józefa Piłsudskiego, których wyniósł do władzy przewrót majowy, sprawiła, że Polska w roku 1939 nie miała już żadnej swobody manewru, przystępując do niemożliwej do wygrania wojny z dwoma ościennymi mocarstwami naraz, mając jedynie wątpliwy (bo niezawierający żadnych solidnych gwarancji) sojusz z zachodnimi aliantami. Kolejne kroki podejmowane przez polską dyplomację, z ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem (adiutantem Piłsudskiego i członkiem dość zagadkowej ezoterycznej organizacji) na czele, przypominały ryzykowny taniec na linie, który musiał zakończyć się klęską. Kawaleryjska fantazja?

Należy wykluczyć niedostrzeganie apokaliptycznego wręcz zagrożenia dla Rzeczypospolitej – wskazywało na nie zbyt wiele analiz i raportów świetnie działającego polskiego wywiadu. Być może jednak godzono się na zapłacenie wysokiej ceny upadku państwa, byleby stał się on iskrą zapalną wojny, która zmieni oblicze świata i dokona radykalnej jego przebudowy, przy okazji eliminując jednego, a kto wie – może nawet obydwu wrogów Polski? Być może nadzieje na udane przyszłe powstanie pomagała podtrzymać wiedza, że nasz naród potrafił wszak przetrwać tak długo, nie posiadając własnego państwa? Szaleńcza myśl? Tak, ale zrozumiała w przypadku środowiska wychowanego w paradygmacie walki powstańczej i wojowania za wolność naszą i waszą.

Autor jednej z najbardziej znanych prac poświęconych wojnie obronnej roku 1939 podkreśla, że co prawda zakończyła się ona porażką Polski, ale zjednoczyła Polaków w walce z okupantem, stając się zarzewiem przyszłego oporu, a do tego – straty zadane Niemcom przez Wojsko Polskie były tak poważne, że co prawda nie zaważyły na wyniku wojny z Francją, ale uniemożliwiły podbój Wielkiej Brytanii przez III Rzeszę. Jaka była ostateczna konsekwencja tego potknięcia się hitlerowskiej machiny wojennej? Jej klęska i jałtański porządek świata na pół wieku podzielonego między Anglosasów i Sowietów. Czy naprawdę warto było zapłacić za to tak wielką daninę polskiej krwi, cierpień i zniszczeń?

Piotr Doerre

Tekst ukazał się w magazynie „Polonia Christiana”, numer 108 (styczeń-luty 2026) – kliknij TUTAJ i zamów pismo

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie