Dzisiaj

W hospicjum Wielkanoc trwa cały rok, bo to nieustanne Triduum. Tu łatwiej zrozumieć sens Wielkiego Piątku. Nasi podopieczni to także dzieci. Najmłodsza ma dwa tygodnie. O pracy w hospicjum w duchu Męki i Zmartwychwstania Jezusa mówi portalowi PCh24.pl ks. Marek Kujawski SAC, duszpasterz Hospicjum Królowej Apostołów w Radomiu.

PCh24.pl: Księże Kapelanie, jak się przeżywa Wielkanoc w takim miejscu jak hospicjum, gdzie śmierć i cierpienie są codziennością?

Ks. Marek Kujawski SAC: Wielkanoc w hospicjum trwa cały rok, bo hospicjum to nieustanne Triduum. Jeśli ktoś poważnie traktuje opiekę hospicyjną, to ta rzeczywistość towarzyszy mu bez przerwy. Cały świat przeżywa Triduum raz w roku, a my mamy je – można powiedzieć – codziennie, będąc przy chorych. Hospicjum to miejsce, gdzie łatwiej jest zrozumieć sens Wielkiego Piątku. Oczywiście trzeba w tym po prostu być, a nie tylko o tym opowiadać czy pokazywać zdjęcia. Trzeba uczestniczyć: być z chorym i z jego rodziną, która jest w żałobie. Tego nie da się „odpuścić” – to służba 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Oczywiście nie w pojedynkę, bo hospicjum to wspólnota, zespół ludzi. Dzięki temu jesteśmy w stanie przez całą dobę trwać przy rodzinach i osieroconych dzieciach.

Wesprzyj nas już teraz!

Ksiądz jest związany z hospicjum od kilkudziesięciu lat. Jak przekazać osobie, która czuje bliskość śmierci, że śmierć została już pokonana?

Każdy człowiek jest indywidualnością i każdy potrzebuje innego podejścia. Tutaj nie ma gotowych recept ani schematów. To trzeba po prostu przeżywać indywidualnie z każdym człowiekiem z osobna.

W Radomiu mieszkają tysiące ludzi, ale do stałej posługi w hospicjum nie jest już wcale tak dużo… Co dla Księdza jako kapelana jest w tym najtrudniejsze do zrozumienia?

Trudno mi na to odpowiedzieć… Myślę o tym i ciągle zadaję sobie pytanie: czy my nadal nie wierzymy, że pomaganie i praca dla drugiego człowieka mają sens? Słyszę czasem głosy zawodu, ale proszę spojrzeć na Miłosiernego Samarytanina. Pochylił się nad umierającym, zajął się nim i jeszcze dopłacił do tej opieki. Czy był rozżalony, że inni go minęli? Nie wiem. On po prostu wziął się do roboty. I my robimy to samo. Dziwi mnie tylko, że Ewangelia często idzie swoją drogą, a życie swoją. Ograniczamy się do jednodniowych akcji, a tu trzeba być nastawionym na służbę przez całe życie. Pan Jezus powiedział: „Nie przyszedłem, aby Mi służono, lecz aby służyć”. Naśladowców ma niewielu.

Wielki Post już za nami, ale czy w tym czasie przygotowań do świąt zauważył Ksiądz większą hojność darczyńców?

Nie, nie obserwuję takich rzeczy. Jeśli ludzie pomagają, to robią to mniej więcej tak samo przez cały rok. Ci, którzy mają pomagać, po prostu to robią. Niestety widać ogólny spadek zainteresowania służbą. Leży wychowanie, widać rozkład rodziny. Szkoła czy Kościół też mają z tym problem. Zostali „ostatni Mohikanie”, którzy jeszcze to rozumieją.

A może po prostu – jak mówił Janusz Tracz – nie opłaca się być dobrym?

Każdy z nas jest przygotowany do czynienia dobra, ale dziś wielu zamyka się w swoim bardzo małym kręgu.

Jak w takim razie wyglądają same święta u podopiecznych? Odbywa się np. święcenie pokarmów przy łóżkach?

My nie mamy takiej możliwości, ponieważ nie prowadzimy hospicjum stacjonarnego. Jeździmy do domów chorych, a tam takie rzeczy organizują miejscowi duszpasterze. Bliscy idą ze święconką do kościoła. Nasi chorzy – jeśli są zaangażowani w życie parafii – oglądają transmisje Mszy Świętej np: z Jasnej Góry czy Krakowa. W hospicjach wolontaryjnych służy się chorym dzień i noc, także w święta. U nas opieka trwa nieprzerwanie, także w Wielkanoc odwiedzamy naszych podopiecznych.

Co obecnie dzieje się z budową Wioski Hospicyjnej? Na jakim etapie jest ta inwestycja?

To, co zbieramy od ludzi do puszek, inwestujemy w pracowników, ale cały czas potrzebujemy konkretnego zaangażowania państwa lub samorządu, żeby to dokończyć i uruchomić. Środki z puszek to niewielkie kwoty w skali takiej budowy. Niestety, państwo nie jest zainteresowane pomocą. Co więcej, pojawia się trend, żeby w ogóle likwidować hospicja, bo są one „bardzo drogie”. Dodatkowo wolontariusze, zamiast pomagać chorym, muszą wypełniać sterty dokumentów i spełniać masę obwarowań prawnych. To kładzie wolontariat na łopatki.

Mimo tych trudności – wierzy Ksiądz, że każde cierpienie w hospicjum ma swój „poranek wielkanocny”?

Tak, zdecydowanie. Cierpienie otwiera oczy i serce, uczy prawdziwej mądrości. Wielu ludzi, którzy byli daleko od Pana Boga, właśnie przez cierpienie zbliża się do Niego. Można powiedzieć, że oni odchodzą do nieba już tu na ziemi, często z uśmiechem. Dla mnie samego te prawie czterdzieści lat posługi to ciągła zmiana. Jestem mądrzejszy i bardziej wyczulony na cierpienie nie tylko chorego, ale i całej jego rodziny.

Co Ksiądz chciałby powiedzieć osobom, które czują chęć pomocy, ale boją się starcia z cierpieniem?

Do chorego nie można iść nieprzygotowanym. Dlatego organizujemy spotkania dla kandydatów. Patrząc na to „z lotu ptaka” – bez przygotowania, łatwo o rozczarowanie i wycofanie się. Trzeba przejść proces, który trwa miesiącami, żeby wiedzieć, jak się odnaleźć w domu chorego. Jak mówił ks. Dutkiewicz: idziemy jako zespół, jesteśmy wspólnotą. Tylko wtedy możemy pomagać skutecznie. Moim największym życzeniem dla zaangażowanych jest to, by trzymali się Pana Boga. Inaczej nie wytrzymają w hospicjum nawet krótkiego czasu. To muszą być ludzie sakramentów.

Do końca kwietnia można przekazywać 1,5% podatku. Jak można wesprzeć hospicjum?

Liczymy przede wszystkim na społeczeństwo. Nasz numer KRS to 0000185346. Warto jednak pamiętać, że te 1,5% to podatek, który państwo pozwala nam przekazać na wybrany cel. Prawdziwym darem z serca są darowizny, które można odliczyć od dochodu (do 6% dla osób i 10% dla firm). Boli mnie, gdy ogromne środki trafiają na zwierzęta czy sport, podczas gdy brakuje na leki dla dzieci w stanach terminalnych. Pod naszą opieką mamy nawet noworodki – najmłodsza podopieczna ma zaledwie dwa tygodnie. Państwo na to nie daje, raczej szuka sposobów, by fundusze obcinać. Apeluję, by wspierać tych „najbiedniejszych z biednych”.

W tym całym trudzie znajduje Ksiądz czas na chwilę wytchnienia z zespołem?

Tak, oczywiście. Spotykamy się jako wolontariusze, składamy sobie życzenia i tak dalej. To są ważne chwile, bo fizycznie nie jesteśmy w stanie zrobić więcej, niż pozwalają nam siły. Brakuje nam ludzi do pozyskiwania środków, a sami nie mamy na to czasu. Robimy tyle, ile możemy, i na tym się skupiamy.

Rozmawiała Marta Dybińska

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie