Wyrok w sprawie prof. Wojciecha Roszkowskiego przeciwko szefowej MEN Barbarze Nowackiej zostanie ogłoszony 6 marca. Według Roszkowskiego minister w rządzie Tuska skłamała i naruszyła jego dobra osobiste, mówiąc, że na każdej stronie podręcznika do Historii i Teraźniejszości, której jest autorem jest kłamstwo.
W piątek w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się druga rozprawa w procesie wytoczonym przez autora podręcznika do przedmiotu Historia i Teraźniejszość prof. Wojciecha Roszkowskiego przeciw ministrze edukacji Barbarze Nowackiej. Pozew dotyczy naruszenia dóbr osobistych Roszkowskiego w wypowiedzi Nowackiej z konwencji Koalicji Obywatelskiej 12 października 2024 r.
– Oni uczyli kłamstwa. Przypomnijcie sobie, taki przedmiot wprowadzili do szkół, nowy przedmiot historia i teraźniejszość. Tam kłamstwo było na każdej stronie podręcznika. Oni tam uczyli jak kłamać i manipulować. A co my robimy? My zapewniając to bezpieczeństwo, wprowadzamy edukację obywatelską, żeby młodzi (…) nauczyli się ze sobą spierać, debatować, różnić między sobą, bo my się czasami między sobą różnimy, to jest sól demokracji – mówiła polityk.
Wesprzyj nas już teraz!
Prof. Roszkowski pozwał Nowacką o rozpowszechnienie nieprawdy, jakoby na każdej stronie podręcznika, którego jest autorem było kłamstwo. Zażądał od minister przeprosin oraz roszczenia w wysokości 1 tys. zł za każdą stronę – łącznie 512 tys. zł.
W charakterze świadka zeznawał w piątek prof. Andrzej Nowak. Poinformował, że nie był on recenzentem książki, a także nie brał udziału w opiniowaniu jej wydawcy. Podkreślił jednak, że jego zdaniem wszystko, co zostało zawarte w podręczniku jest prawdziwe.
Podczas rozprawy wysłuchano również zeznań obu stron. Prof. Roszkowski podkreślił, że niesprawiedliwe w wypowiedzi ministry było to, że został oskarżony o kłamstwo powielane na każdej stronie podręcznika. Zaznaczył, że wypowiedź minister wygłoszona w takiej skali była dla niego silnym uszczerbkiem na wizerunku. Zaznaczył jednak, że głosy krytyczne i nagonka na jego osobę pojawiały się już wcześniej, po publikacji podręcznika.
Zapytany o to, czy podręcznik zawiera tylko zestaw faktów historycznych, czy też jego ocenę, podkreślił, że w każdym podręczniku jest zbiór faktów, które poddaje się ocenie. Przyznał również, że jest zwolennikiem podręczników, zawierających ocenę, zaznaczając, że jego była formułowana na podstawie faktów. Powiedział, że w niektórych miejscach nie uwzględniał przypisów, ponieważ tekst podręcznika byłby nieczytelny.
Przyznał również, że kwota ponad pół miliona złotych, której zażądał od ministry nie jest w tej sprawie istotna. Zaznaczył, że chodzi o samą sprawę i to, żeby osoby pełniące funkcje publiczne uważały na tak ostre słowa.
Z kolei Barbara Nowacka tłumaczyła się, że jej słowa zostały wypowiedziane podczas konwencji politycznej, na której KO podsumowywała pierwszy rok rządów i miały odnosić się do polityków PiS, a nie do prof. Roszkowskiego.
Nowacka była pytana przez pełnomocnika Roszkowskiego o to, czy na każdej ze stron podręcznika – a tak jak wynika z jej dosłownej wypowiedzi – jest kłamliwa treść. Mecenas wybierał poszczególne strony i pytał ministrę o to, czy zawarta na niej treść jest prawdziwa. Nowacka podkreśliła jednak, że jej wypowiedź nie powinna być… interpretowana dosłownie.
– Jest pewną licentia poetica powiedzenie na każdej stronie. Całość jest podszyta pewnym zepsuciem, pewnym ideologicznym nurtem, który się przez każdą stronę przewija – mówiła Nowacka. Dodała, że pytania o to, czy na konkretnych stronach jest akurat prawda nie zmienią tego, że całość książki jest jej zdaniem „zideologizowana” i nie powinna być podręcznikiem. Powtarzała kilkukrotnie, że podręcznik zawiera treści antyniemieckie, antylewicowe i uderzające rzekomo w prawa człowieka, „prawa kobiet” czy wolności osobiste.
Strony wygłosiły również mowy końcowe. – Pani minister była łaskawa powiedzieć, że wprowadzili do szkół nowy przedmiot historia i teraźniejszość, kłamstwo było na każdej stronie podręcznika, uczyli kłamać i manipulować. Jest oczywiste, że pani minister odnosiła się do podręcznika mojego klienta, co zresztą dzisiaj przyznała – powiedział pełnomocnik prof. Roszkowskiego adwokat Artur Wdowczyk.
Zaznaczył, że druga strona nie przeprowadziła żadnego postępowania dowodowego i nie przedstawiła kontrdowodów. – Pani Nowacka powinna dziś przyjść, powiedzieć: Wysoki Sądzie, na stronie 179 nieprawdą jest to i to, na stronie 93 nieprawdą jest to i to (…). Nie zrobiła tego – wskazał.
Pełnomocniczka Nowackiej, adwokat Katarzyna Lejman przekonywała, że wypowiedź minister należy kategoryzować jako opinię i ocenę krytyczną podręcznika. Zaznaczyła, że opinia krytyczna musi mieć umocowanie w faktach, a jeżeli są podstawy, to wolność słowa chroni negatywne oceny.
– W tej sprawie (…) negatywna recenzja podręcznika, wystawiona przez (…) pozwaną ma swoje głębokie podstawy merytoryczne. I te podstawy merytoryczne wynikają z wiedzy, którą pozwana posiadała znacznie wcześniej niż w momencie swojej wypowiedzi. W zarzucie kłamania na każdej stronie podręcznika nie chodzi o to, że na każdej z 512 stron znajdziemy błąd merytoryczny – powiedziała.
Próbowała przekonywać, że zarzut ministry polegał na rzekomej dużej ilości manipulacji czy przeinaczeń, które wpływają na wydźwięk całego podręcznika.
Sędzia Magdalena Kubczak odroczyła ogłoszenie wyroku na 6 marca 2026 r.
Źródło: PAP
Od ateizmu do satanizmu. Prof. Wojciech Roszkowski o prawdziwym obliczu wyznawców Marksa