Dzisiaj

Radek Pogoda o dyrektywie budynkowej. Tak Bruksela nas „strzyże” pod hasłami ekologii

(Unia Europejska chce zmusić wszystkich właścicieli budynków do zainstalowania urządzeń fotowoltaicznych. Fot. lucascgouvea0/Pixabay)

Ile będzie nas kosztować realizacja dyrektywy budynkowej Unii Europejskiej? Publicysta Radek Pogoda oszacował niektóre skutki tak zwanej termomodernizacji, czyli potężnego przedsięwzięcia narzuconego Polsce i innym państwom przez Brukselę w ramach Zielonego Ładu.

 

– Witajcie w kolejnym odcinku serii „Pogoda nie tylko dla bogaczy”. A dzisiejszy odcinek pokazuje, że chyba wszyscy musimy zostać bogaczami, przynajmniej do roku 2050 – rozpoczął swój program popularny komentator.

Wesprzyj nas już teraz!

– To, że będziemy musieli zostać bogaczami, jest narzucane nam przez naszą, jakże ukochaną Urszulę von der Leyen i funkcjonującą pod jej przewodnictwem Komisję Europejską – zaznaczył.

Ten wstęp odnosił się do przerzuconych na społeczeństwa krajów UE kosztów wdrażania pseudoekologicznych agend Fit for 55 oraz Fit for 90, czyli założonych przez Brukselę karkołomnych planów zredukowania emisji dwutlenku węgla.

Będziemy bardziej „zieleni” od całego świata. Oczywiście pomijając ten szczegół, że w tym samym czasie Chińczycy dorzucą trzydzieści parę czy czterdzieści procent więcej wzrostu emisji CO2 rok do roku czy z dekady na dekadę – zauważył Radek Pogoda. W ślad za Chinami pójdą oczywiście Indie, Stany Zjednoczone, Kanada, Afryka, większość Ameryki Południowej. Oni wszyscy „powiedzą Europie: bye bye! i będą robili to, co jest tanie, racjonalne i ekonomiczne, a my zanurzymy się w odmętach szaleństwa”.

Publicysta skupił się tym razem na niezwykle kosztownych konsekwencjach unijnej dyrektywy budynkowej EPBD (Energy Performance of Buildings Directive). Jak zauważył, już obecnie dla dostosowania się do jej rygorystycznych założeń zrywane są z wielu obiektów w Polsce styropianowe izolacje, zakładane pod koniec pierwszej dekady naszego wieku. Usuwa się je nie dlatego, że już nie spełniają swojej roli. Są jednak zbyt cienkie jak na obecne „normy” UE. Mają po 12 – 15 centymetrów grubości, podczas gdy na aktualnym etapie mądrości władzy, powinny mieć dwukrotnie więcej.

Ponadto wymianie czy poprawkom ulegają też okna czy systemy wentylacyjne. Ekologia – w imię której przecież te wszystkie brukselskie dyrektywy zostały oficjalnie stworzone – musi na te zabiegi przymknąć oko. Usuwanie styropianu, tynku, farb, okuć, rynien i innych elementów infrastruktury, wiąże się przecież z koniecznością ich utylizacji.   

– Ogromne, ogromne pieniądze, które idą w te inwestycje, są potem oczywiście krótkim, prostym, kocim ruchem przerzucane na użytkowników tych budynków – czy to będą mieszkańcy, czy to będą firmy, które wynajmują w nich powierzchnię, czy instytucje publiczne, instytucje państwowe, samorządowe, lokalne, które w tych miejscach się pojawiają – wyliczał Radek Pogoda.

Wielkie pieniądze przepompowywane z kieszeni zwykłych ludzi, poprzez spółdzielnie mieszkaniowe, poprzez firmy budowlane, które stawiają dla nich domy, poprzez wspólnoty, poprzez różnego rodzaju instytucje, wprost do kieszeni ludzi, którzy siedzą w wielkich koncernach związanych z branżą budowlaną – bo przecież nikt w domu sobie niekomercyjnie, chałupniczo nie wyprodukuje płyty styropianowej o grubości 25 centymetrów; i to płyty, która będzie miała badania potwierdzające, że jej izolacyjność jest dokładnie taka, jakiej wymaga Unia Europejska – wskazał autor cyklu „Pogoda nie tylko dla bogaczy”.

Unijni projektanci naszej rzeczywistości zadbali jednak nie tylko o interesy koncernów budowlanych. Wprowadzone przez nich regulacje zostały skrojone w taki sposób, że aby się w nich „zmieścić”, właściciele lokali zostają praktycznie zmuszeni do tego, by z czasem zamontować fotowoltaikę. Krajowy Plan Renowacji mający służyć wdrożeniu na polskim gruncie dyrektywy EPBD i innych instrumentów Zielonego Ładu szacuje, że w tej chwili aż 900 tysięcy budynków powinno zostać wyposażone w instalacje tego typu. Aż 778 tysięcy spośród nich to budynki jednorodzinne. Ich właściciele zobowiązani zostają do poniesienia kosztów związanych z uruchomieniem zasilania fotowoltaicznego, w tym sterowników, falowników; kosztów podpięcia do sieci zewnętrznej; do podpisania nowych umów związanych z obrotem prądem w charakterze prosumentów. Oczywiście za „termomodernizację” lokali użyteczności publicznej zapłacimy dodatkowo, jako podatnicy.

– Jak to wygląda w przyszłości? Jeżeli dzisiaj mamy około 900 tysięcy budynków, to do roku 2050 Ministerstwo Finansów planuje, że tych budynków w sumie poddanych pełnej renowacji będzie około 6 milionów, z czego samych domów jednorodzinnych około 4,5 miliona. 6 milionów instalacji fotowoltaicznych trafi na dachy, trafi na elewacje, trafi na ogródki czy na jakieś tereny wokół budynków, które stoją w Polsce – powiedział autor komentarza. Zwrócił uwagę, że te wszystkie inwestycje w kraju o klimacie Polski będą mieć wątpliwą rentowność.

Przy domku jednorodzinnym wielkości 170-180 metrów kwadratowych, zupełnie przeciętnym jak na warunki polskie, takim – powiedziałbym – wręcz typowym dla przedmieść, typowym dla mniejszych miasteczek, koszt założenia instalacji fotowoltaicznej, modyfikacji dachu, przygotowania stelaży itd. itd. plus całego „osprzętowienia” i izolacji, a także innych dodatków typu rekuperacja itd., to kwoty rzędu 300 tysięcy złotych – oszacował Radek Pogoda.

Źródło: Otwarta Konserwa /  You Tube

Not. RoM

 

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(3)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie