O. Wawrzyniec Maria Waszkiewicz: Duchowe judo

Jedną z głównych zasad niektórych sztuk walki, a w szczególności judo, jest wykorzystanie impetu i siły przeciwnika, aby go powalić na ziemię. Nauka ta bardziej jeszcze aniżeli w walce fizycznej, stosuje się do zmagań duchowych. Kto umie obrócić w ten sposób pokusę przeciwko kusicielowi, ten nie zostanie przez niego pokonany.
Mistrzynią w tej dyscyplinie była święta Katarzyna ze Sieny. W jej Dialogu o Bożej Opatrzności znaleźć można przepis na zwycięstwo. Gdy pewnego razu diabeł kusił ją wskazując, jak podłe i nikczemne jest jej życie, gdy sugestywnie przedstawiał jej obłudę i dowodził, że w rzeczywistości nigdy nie była posłuszna Bożej woli, jak Katarzyna odpowiedziała na tę pokusę? Uciekła się do Bożego miłosierdzia. Nie weszła w polemikę z kusicielem; nie zaczęła sama siebie chwalić i wywyższać. Przeciwnie, na swój sposób przyznała diabłu rację: Wyznaję Stwórcy mojemu, że całe życie moje spędziłam w ciemnościach; lecz ukryję się w ranach Chrystusa ukrzyżowanego; skąpię się w krwi Jego; tak zmażę wszystkie nieprawości moje i przez pragnienie radować się będę w moim Stwórcy.
To pokorne wyznanie natychmiast przepędziło kusiciela. Wrócił jednak, by podejść do Katarzyny z drugiej strony, dowodząc, iż jest doskonała i miła Bogu: Nie powinnaś się już smucić ani opłakiwać błędów swoich. Za pokusą rozpaczy przyszła więc pokusa pychy. Katarzyna znowu jednak pokonała szatana, uznając wielkość Bożego miłosierdzia, lecz nie zwalniając się pod jego pretekstem z czynienia pokuty – przeciwnie, uniżyła się i zaczęła sama wyliczać swoje grzechy. Powtórnie pokonany przeciwnik uciekł jak niepyszny.
Podczas pierwszego ataku nieprzyjaciela Katarzyna wykorzystała impet samej pokusy. Siła natarcia obróciła się, dzięki odwołaniu do Bożego miłosierdzia, przeciwko nacierającemu, doprowadzając go do spektakularnego upadku. Przy drugim podejściu diabeł zadziałał inaczej. Nie kusił już do rozpaczy, ale przeciwnie: do spoczęcia na laurach. I tu Katarzyna wykorzystała nie tyle impet pokusy, co rzeczywiste zwycięstwa odniesione przez diabła. Wszystkie grzechy, jakich dopuściła się w swoim życiu, stały się naraz orężem przeciwko kusicielowi.
Podobnie czynił święty Augustyn, którego dawne grzechy często wykorzystywali jego adwersarze jako argument w sporach teologicznych. Święty odpowiadał na te zaczepki stwierdzeniem, że wszystkie te blizny (odpuszczone grzechy) świadczą o klasie jego lekarza (miłosiernego Chrystusa).
Zwyciężyć przeciwnika jego własną bronią
Wskazówki na ten temat udziela także Wawrzyniec Scupoli na kartach swego dzieła Walka duchowa: Za zniewagi wyrządzone Bogu żałuj zawsze, gdy tylko o nich pomyślisz, jednak pokładaj nadzieję w Jego męce i proś Go o przebaczenie.
Działając w ten sposób, możemy nawet z grzechów uczynić środki uświęcenia. Korzeń pokory może doskonale korzystać z tego śmierdzącego nawozu, jakim są własne grzechy. Myśli na temat twoich grzechów – kontynuuje Scupoli – biorą się z łaski i sprzyjają zbawieniu, jeśli ich owocem jest pokora, żal z powodu obrazy Boga i ufność w Jego dobroć. Jeśli zaś wzbudzają w tobie niepokój, podejrzliwość i małoduszność, to nawet gdyby ci się wydawało, że dotyczą rzeczy prawdziwych i tak poważnych, że przekonujących cię, iż jesteś potępiona i nie ma już dla ciebie ratunku, pamiętaj, że uczucia te wywołał w tobie oszust. Ukorz się wtedy i ufaj Panu, bo dzięki temu zwyciężysz nieprzyjaciela jego własną bronią, a Bogu przysporzysz chwały.
Otóż to – zwyciężyć przeciwnika jego własną bronią, a więc właśnie użyć jego impetu dla powalenia go na ziemię. I tu właśnie popełnione przez nas samych grzechy mogą stać się wspaniałym wręcz narzędziem do pokonania przeciwnika. Zło już się dokonało; co się stało, to się nie odstanie – ale z pokornej świadomości, że się zgrzeszyło, może jeszcze zrodzić się dobro większe aniżeli to zaprzepaszczone grzechem. Wystarczy pomyśleć sobie, jaki był Piotr, który upadł (zapierając się trzykrotnie Mistrza) – i jaki stał się ten sam Piotr, który powstał z grzechu. Tradycja mówi nam, że święty Piotr płakał za każdym razem, kiedy słyszał pianie koguta. Upokorzony grzechem, już nigdy więcej nie będzie ufał sobie samemu – lecz położy niezachwianą ufność w Panu Jezusie.
Diabeł – jak uczy przykład jego powtórnego natarcia na świętą Katarzynę – potrafi wykorzystywać naszą siłę, żeby doprowadzić nas do upadku. Co więcej – jak twierdził świętej pamięci ksiądz Piotr Pawlukiewicz – diabeł stoi za wieloma sukcesami kapłanów: tam, gdzie nie udaje się człowieka skłonić do upadku, „pomaga się” mu w osiągnięciu sukcesów, po których nierzadko upadek przychodzi sam. Nie wchodząc w szczegóły, trudno wszak nie zauważyć nieproporcjonalnie dużego odsetku skandalicznych wręcz upadków wśród kapłanów odnoszących wielkie (i nawet prawdziwe) sukcesy apostolskie, zwłaszcza w internecie. Tyle o jednej z metod nieprzyjaciela. My możemy ją odwracać, korzystając z własnych porażek, aby stać się lepszymi.
Dobrze korzystać z porażek
Ojciec Emil Neubert na kartach swej książki Życie w zjednoczeniu z Maryją zauważył, że są osoby, które osiągnęły stan doskonałości po popełnieniu grzechu cięższego niż dusze przeciętne lub po większym niż one zniewoleniu przez namiętności. Dlaczego? Być może Bóg był dla nich bardziej hojny; być może to one były bardziej wielkoduszne. Szlachetnie naprawiły błędy i starały się kochać Jezusa tym mocniej, im bardziej Go w przeszłości zasmuciły. (…) Dla dusz gorliwych nawet ich grzechy stawały się okazją, aby mocniej kochać; to była szczęśliwa wina dzięki skutkom, jakie wywołała.
Wiele się więc możemy nauczyć, jeśli z pokorą, ufnością i żalem spojrzymy na popełnione przez nas grzechy. Kto umie dobrze korzystać z własnych porażek, ten ma predyspozycje do tego, by stać się zwycięzcą.
o. Wawrzyniec M. Waszkiewicz
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Polonia Christiana” (numer 111, lipiec-sierpień 2026).







