Patronka ludzi zapracowanych. Czego uczy nas św. Marta?

św. Maria i Marta z Betanii.jpg
Chrystus w domu Marty i Marii, Jan Vermeer, 1654, Public domain, via Wikimedia Commons

Niektórzy katolicy postrzegają św. Martę jako tę „gorszą” z sióstr Łazarza. To jednak zbyt powierzchowna lektura Ewangelii. Choć Chrystus mówi, że Maria wybrała „lepszą cząstkę”, nie potępia służby Marty. Przeciwnie – pokazuje, że problemem nie jest praca, lecz niepokój, który może przesłonić to, co najważniejsze. Marta pozostaje dla nas wzorem ofiarnej służby, a później wypowiada jedno z najpiękniejszych wyznań wiary w całej Ewangelii, uznając Chrystusa za Mesjasza i Syna Bożego. Tak naprawdę Maria i Marta nie stoją wobec siebie w opozycji. Ukazują dwa dopełniające się wymiary życia chrześcijańskiego – kontemplację i działanie. Oba są potrzebne – sztuką jest nie pozwolić, by jedno przesłoniło drugie.

Cnota służby

Kiedy Chrystus przybył do Betanii, Marta zajęła się rozmaitymi posługami. Przede wszystkim warto zauważyć, że jej praca była potrzebna. Nie wiemy dokładnie, czym się zajmowała, ale można przypuszczać, że wykonywała obowiązki typowe dla gospodyni, zapewne przygotowując posiłek i troszcząc się o gości.

Ta ewangeliczna scena przypomina, że w oczach Boga nie ma zajęć nieważnych. Niezależnie od tego, czy podejmujemy wielkie dzieła, czy wykonujemy proste, codzienne obowiązki, wszystko może stać się drogą do świętości, jeśli czynimy to z miłości do Chrystusa.

Zróbmy to razem!

Pięknie wyraziła to św. Teresa od Dzieciątka Jezus:

Nie zmarnuj żadnej okazji do złożenia choćby najmniejszej ofiary – tu przez serdeczny uśmiech, tam przez życzliwe słowo. Zawsze czyń nawet najmniejsze dobro i czyń wszystko z miłości (św. Teresa z Lisieux, Dzieje duszy).

Pracowitość jest cnotą

Jednym z siedmiu grzechów głównych jest lenistwo, a przeciwstawną mu cnotą – pracowitość. Tej z pewnością św. Marcie nie brakowało. Wykorzystała talenty otrzymane od Boga do tego, co potrafiła najlepiej: do wiernej i ofiarnej służby.

Pracowitość ma ogromne znaczenie w życiu duchowym. Dobrze zagospodarowany czas pomaga opierać się pokusom, natomiast bezczynność często staje się okazją do popełniania rozmaitych grzechów. Nie oznacza to oczywiście, że człowiek nie potrzebuje odpoczynku. Odpoczynek jest konieczny, ale powinien służyć odnowie sił, a nie być jedynie pustą bezczynnością.

Nic dziwnego, że wielu świętych przestrzegało przed taką pustką. Już św. Benedykt w swojej Regule pisał krótko i dobitnie: „Bezczynność jest nieprzyjacielem duszy” (Otiositas inimica est animae).

Równowaga między działaniem a kontemplacją

Historia Marii i Marty jest wezwaniem do szukania odpowiedniej równowagi między działaniem a kontemplacją. Chrystus nie potępia pracy Marty, a jedynie gani niepokój z nią związany. Nie mówi, że służba jest czymś złym, ale przypomina, że nie może ona przesłonić tego, co najważniejsze – spotkania z Bogiem. To Maria „obrała lepszą cząstkę”, ponieważ w tej konkretnej chwili potrafiła zatrzymać się przy Chrystusie i słuchać Jego słowa. I tego nikt jej nie odbierze.

Obowiązki i odpowiedzialność są niezwykle ważne. Dobrym przykładem są rodzice troszczący się o swoje dzieci. Ich codzienna służba jest nie tylko konieczna, ale również cenna w oczach Boga. Trudno wyobrazić sobie życie rodzinne bez tej ofiarności.

Ważne jednak, aby takie działania nie przyćmiły człowiekowi jego życia duchowego, jego potrzeby duchowego wzrostu i zjednoczenia z Bogiem. Znalezienie odpowiedniej równowagi prowadzi do prawdziwego spełnienia.

Potrzebę takiej równowagi podkreślał również Sługa Boży abp Fulton J. Sheen:

W rytmie życia chrześcijańskiego jest miejsce zarówno dla Marty, jak i Marii, zarówno dla działania, jak i kontemplacji. Każda dusza musi czasem być zarówno Martą, jak i Marią. Aby dobrze służyć, trzeba się dobrze modlić – pisał w książce Życie Jezusa Chrystusa.

Mocna wiara

Choć św. Marta najczęściej kojarzy się ze sceną odwiedzin Chrystusa w Betanii, Ewangelia wspomina ją ponownie podczas pogrzebu jej brata Łazarza. Kiedy Maria oczekiwała nadejścia Mistrza w swoim domu, Marta wybiegła Mu na spotkanie, a zobaczywszy Go, wyznała wiarę w Jego moc w słowach: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga” (J 11,21-22).

Jeszcze ważniejsze są jednak słowa, które wypowiedziała chwilę później: „Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat” (J 11,27). Było to odważne wyznanie wiary w Bóstwo Chrystusa, jeszcze przed Jego chwalebnym zmartwychwstaniem.

Co więcej, Marta odważnie wyznała swoją wiarę w Chrystusa w bardzo trudnym dla niej momencie, a mianowicie – po śmierci swojego brata. Choć bez wątpienia smuciła się z powodu straty Łazarza, to wybiegając Chrystusowi naprzeciw, to właśnie w Nim szukała ukojenia w tak trudnej chwili.

Źródło: mysticaltheologyofthemass.com

AF

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: