Święci, którzy nie bali się władców. Odwaga na wzór św. Stanisława ze Szczepanowa

Historia zna przykłady świętych, którzy nie bali się wezwać rządzących do nawrócenia, płacąc za to najwyższą cenę. Dla Polaków najbliższą taką postacią jest Stanisław ze Szczepanowa – biskup Krakowa, który odważnie upomniał króla Bolesława Śmiałego. Nie był on jednak wyjątkiem. W dziejach Kościoła nie brak bowiem innych takich „Stanisławów” – ludzi, którzy nie bali się nazwać zła po imieniu, nawet wobec władzy. Warto więc, przy okazji święta patrona Polski, przypomnieć nie tylko jego sylwetkę, ale i tych, którzy podobnie jak on stanęli po stronie moralnego ładu.
Choć ludzie wysoko postawieni, a zwłaszcza monarchowie, powinni być wzorem dla swoich poddanych, niestety niejednokrotnie poduszczają się publicznych występków, powodując powszechne zgorszenie. Można by przywołać tu choćby Heroda pragnącego żony swego brata, cesarza Teodozjusza urządzającego masakrę chrześcijan, Henryka II roszczącego sobie zbyt wiele praw wobec Kościoła, czy Bolesława Śmiałego porywającego żonę pewnego szlachcica.
Czy takich władców należy upominać? Św. Tomasz z Akwinu zwrócił uwagę w swojej Summie Teologicznej, że przy upominaniu bliźniego trzeba wziąć pod uwagę okoliczności i prawdopodobieństwo powodzenia naszych działań. Dlatego gdy uznaje się za prawdopodobne, że grzesznik nie przyjmie napomnienia i stanie się jeszcze gorszy, należy zaniechać takiego upomnienia braterskiego, ponieważ środki powinny być dostosowane do wymagań celu – wyjaśnił Doktor Anielski (ST II-II q. 33 a. 6 c.). Innymi słowy, upomnienie powinno być „dokonane tam, gdzie trzeba, wtedy, kiedy trzeba, i w taki sposób, w jaki trzeba” (ibid., a. 2 c.). Więcej na ten temat mówiliśmy w innym artykule.
Gdy jednak grzech popełniany jest publicznie – jak miało to miejsce w przypadku wspomnianych władców – wówczas powoduje on jeszcze publiczne zgorszenie. Akwinata podkreślił, że w takim przypadku potępienie złego czynu musi mieć miejsce, i to publicznie. W przypadku grzechów publicznych potrzebne jest lekarstwo nie tylko dla samego grzesznika, aby się poprawił, lecz także dla innych, którzy wiedzą o jego grzechu, aby nie doznali zgorszenia (ibid., a. 7 c.).
Obowiązek upomnienia grzeszącego władcy spoczywa przede wszystkim na miejscowym biskupie i episkopacie danego kraju. W przypadku wspomnianych grzeszących władców, do każdego z nich znalazł się odważny człowiek, który go upomniał.
Św. Jan Chrzciciel i król Herod
Pierwszy przykład takiej odwagi odnajdujemy już w czasach Chrystusa. Jego krewny, Jan Chrzciciel, otwarcie upominał rządzącego wówczas Heroda Antypasa, który to pojął za żonę Herodiadę – żonę swojego brata Filipa. Jan mówił królowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata” (Mk 6,18). Choć sam Herod chętnie go słuchał i brał w obronę, postawa proroka budziła sprzeciw Herodiady, która – jak pisze Ewangelista Marek – „zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła” (Mk 6,19).
W końcu wykorzystała nadarzającą się okazję podczas uczty urodzinowej Heroda. Nakłoniła swoją córkę, by zażądała od króla ścięcia Jana Chrzciciela. Herod „ze względu na przysięgę i na współbiesiadników” (Mk 6,26) nie chciał odmówić. Wydał więc wyrok śmierci i polecił przynieść głowę proroka na misie.
Jan Chrzciciel poniósł więc śmierć w obronie moralnego ładu. I choć sam biskupem nie był - lecz wciąż był uważany za wzór moralny - to stał się dla późniejszych biskupów Kościoła przykładem tego, że prawdy nie można się bać.
Caravaggio, Ścięcie Jana Chrzciciela
Św. Ambroży i cesarz Teodozjusz Wielki
Kolejnym przykładem chrześcijańskiego pasterza, który miał odwagę upomnieć władcę, był św. Ambroży. Gdy cesarz Teodozjusz dopuścił się krwawej masakry mieszkańców Tesalonik, mordując prawie 7 tys. osób, Ambroży jako biskup Mediolanu odmówił mu wstępu do kościoła i udziału we Mszy Świętej. Domagał się od cesarza publicznej pokuty za dokonaną zbrodnię. W tej historii upomnienie przyniosło skutek – Teodozjusz uznał swoją winę, uniżył się i odbył pokutę, dzięki czemu mógł otrzymać przebaczenie.
Wydarzenie to stało się jednym z ważnych symboli w historii Kościoła: pokazało, że władza duchowa ma prawo stawiać granice władzy świeckiej, a sumienie i prawo moralne są nadrzędne wobec politycznej siły.
Anthony van Dyck, Święty Ambroży i cesarz Teodozjusz
Św. Tomasz Becket i król Henryk II
Św. Tomasz Becket, arcybiskup Canterbury i prymas Anglii, również sprzeciwił się władcy. W 1164 r. odrzucił tzw. konstytucje clarendońskie wydane przez króla Henryka II, które ograniczały niezależność Kościoła i wzmacniały kontrolę monarchy – m.in. w sprawach mianowania biskupów czy apelacji do Rzymu.
Gdy król próbował go aresztować, Tomasz udał się na wygnanie do Francji, gdzie spędził sześć lat. Choć dzięki staraniom papieża i króla Francji mógł wrócić do Anglii, konflikt z Henrykiem II nie wygasł, a władca postrzegał go jako swojego przeciwnika. 29 grudnia 1170 r. czterej rycerze królewscy wtargnęli do Canterbury. Najpierw szukali arcybiskupa w jego rezydencji, a następnie udali się do katedry, gdzie Tomasz właśnie odprawiał Nieszpory. Tam dopadli go przy ołtarzu i zamordowali.
Historia ta stała się jednym z najbardziej przejmujących świadectw obrony niezależności Kościoła wobec władzy świeckiej. Męczeńska śmierć Tomasza szybko odbiła się szerokim echem w całej Europie, a on sam już wkrótce został uznany za świętego.
Męczeństwo świętego Tomasza Becketa na średniowiecznej miniaturze
Św. Stanisław i król Bolesław Śmiały
Wreszcie najbliższym dla nas, Polaków, odważnym obrońcą ładu moralnego - a także nierozerwalności małżeństwa - był św. Stanisław ze Szczepanowa. Nie wahał się upomnieć króla Bolesława Śmiałego, który dopuścił się porwania żony szlachcica Mścisława z Bużenina. Biskup zwrócił się do władcy z ostrym napomnieniem, przypominając mu o prawie Bożym i odpowiedzialności za własne czyny.
„Królu! nie godzi się tobie mieć żony brata twego; długoż w zatwardziałości serca trwać będziesz? Czemu na Pana Boga, na duszę twą, na majestat królewski, na zakon przyrodzony i Boski nie pamiętasz, a pomsty się Bożej dla siebie, dla potomstwa i królestwa twego nie boisz?” – miał powiedzieć biskup Stanisław do króla.
Stanowczość Stanisława doprowadziła do otwartego konfliktu z monarchą. Rozgniewany Bolesław rozkazał zgładzić biskupa, a gdy jego ludzie nie odważyli się tego uczynić, sam miał dokonać zabójstwa. Zachowały się dokumenty, w których można przeczytać, że król „zarąbał” Stanisława, uderzając go w głowę ostrym narzędziem, a potem wydał rozkaz poćwiartowania jego ciała.
Śmierć Stanisława stała się symbolem odwagi w obronie prawdy i moralności, nawet wobec najwyższej władzy. W tradycji Kościoła uchodzi on za męczennika, który przypomina, że sumienie i prawo Boże stoją ponad ludzkimi decyzjami.
Jan Matejko, Zabójstwo św. Stanisława
Sprawujący władzę dzisiaj
Również dziś Kościół potrzebuje ludzi odważnych, którzy nie boją się nazwać zła po imieniu i upomnieć sprawujących władzę - a tym niestety można wiele zarzucić. Potrzebny jest jasny sprzeciw wobec rządzących opowiadających się m.in. za aborcją, kulturą śmierci, szkodliwymi ideologiami czy przywódców prowadzących niesprawiedliwe wojny.
Bez wątpienia upominanie bliźniego należy do najtrudniejszych uczynków miłosierdzia. Wymaga taktu, roztropności i odpowiedniego wyczucia; a gdy istnieją uzasadnione obawy, że nie przyniesie ono skutku, trzeba się od niego powstrzymać.
W przypadku jednak publicznych występków osób sprawujących władzę, Kościół ma obowiązek jasno nazwać zły czyn, potępić go i wezwać grzesznika do nawrócenia. Nie bez powodu duchowni latami studiują teologię moralną, by potrafić odróżnić dobro od zła; nie bez powodu również Kościół powołuje określone osoby do sprawowania władzy nad diecezją czy pełnienia funkcji prymasa danego kraju. Każdy ze wspomnianych świętych - Jan Chrzciciel, Ambroży, Tomasz Becket, św. Stanisław - może być dla współczesnych biskupów wzorem odwagi. Prawdziwa odpowiedzialność polega bowiem właśnie na odwadze - nawet wtedy, gdy może to oznaczać popadnięcie w niełaskę u monarchy.
Adrian Fyda
Źródło: brewiarz.pl, pl.wikipedia.org, PCh24.pl, wielkahistoria.pl, KAI







