Władze Niemiec nie chcą odejścia od spalinówek. Rząd Friedricha Merza naciska w Brukseli na złagodzenie celów emisji CO2.
Niemcy mają w tym oczywisty interes: ich firmy produkują wielką ilość samochodów z silnikami spalinowymi, które dobrze sprzedają się w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym w samych Niemczech. Premier Bawarii i szef partii CSU, która wchodzi w skład rządu, Markus Söder, planowany przez Brukselę zakaz spalinówek uważa za „gol samobójczy” dla Niemiec. Co istotne, optykę Södera popiera również sam kanclerz Friedrich Merz, ale także wicekanclerz i szef socjaldemokratycznej SPD, minister finansów Lars Klingbeil.
Póki co Berlin chce, by o roku 2035 zmniejszyć emisję CO2 z nowych samochodów o 90% a nie o 100% względem roku 2021. Ponadto producenci powinni mieć elastyczność w realizacji rocznych celów redukcji emisji CO2 do 2035 roku. Nie musieliby tego robić w każdym roku, ale jako średnią trzyletnią. Wreszcie, za pojazdy bezemisyjne mają zostać uznane pojazdy napędzane wyłącznie paliwami odnawialnymi, takimi jak biopaliwa. Co ciekawe, Niemcy chcą też „rekompensować” emisję CO2 poprzez użycie w produkcji samochodów tzw. „zielonej stali” – a tak się składa, że to właśnie niemieckie firmy stalownicze celują w tym obszarze, na przykład stalowy gigant Thyssenkrupp.
Wesprzyj nas już teraz!
Europejski przemysł motoryzacyjny, jak podaje dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, uważa propozycje rządu kanclerza Friedricha Merza za niewystarczające. Przemysłowcy oczekują obniżenia celu emisji CO2 do 80%.
Według dziennika, jest duża szansa na to, że rząd Niemiec odniesie sukces i skutecznie przekona Komisję Europejską do odejścia od pierwotnych założeń dotyczących de fato zakazu rejestracji pojazdów z silnikami spalinowymi do 2035 roku.
Źródło: FAZ
Pach