15 listopada 2018

W jaki sposób osiągniemy owoce Mszy Świętej?

Może kto powie: Często bywam na Mszy św., ale dotychczas nie wyniosłem żadnych widomych korzyści! Nie opuszczam niedzielnej Mszy św., czasem i w dzień powszedni bywam na nabożeństwie, ale nie powiedziałbym, że dużo skorzystałem. Jaka jest tego przyczyna?

Może to być podwójna przyczyna: albo się nienależycie przygotowujesz do Mszy Świętej, albo nie odpowiednio bierzesz w niej udział.

 

Przede wszystkim powinniśmy się należycie przygotować do Mszy św. Całe życie Jezusa Chrystusa było właściwie jednym wielkim przygotowaniem do ofiary Kalwarii.

Niech się nikt nie dziwi, że bez poważnych duchowych korzyści wychodzi po Mszy św. ten, który wysłuchał jej bez przygotowania, z roztrzęsionymi myślami, roztargniony, który przyszedł na parę minut przed końcem i nim się zdążył porozglądać, to już trzeba było wyjść.

Dlatego – a również i ze stanowiska dobrego wychowania – lepiej jest raczej przyjść wcześniej, aniżeli się spóźnić. W ten sposób będziemy mieli parę chwil na przygotowanie, na zastanowienie się nad niezrównanym zdarzeniem, którego za chwilę będziemy uczestnikami. Będziemy mieli sposobność wzbudzić w sobie głęboką, żywą wiarę o wzniosłym zdarzeniu, jakie dokona się na ołtarzu.

Od tej żywej wiary bardzo zależy skutek słuchania Mszy Świętej. Mając żywą wiarę, łatwo zdobędziemy się na pobożność, skupienie uwagi i miłość. Bez niej dusza nasza pozostaje chłodna, jak kamień ołtarza, na którym spoczął Chrystus, ale my sobie nie zdajemy z tego sprawy.

Do dobrego przygotowania należy również czystość duszy. Z im czystszą duszą bierzemy udział w Mszy św., tym łatwiej, pobożniej potrafimy się włączyć w jej tok, tym więcej łask z niej zaczerpniemy. Dziesięciu ludzi bierze udział w Mszy Świętej, a wszyscy z innymi wynikami.

Dlaczego tak jest?

Wyobraźmy sobie, że dziesięciu ludzi idzie po wodę do źródła; każdy ma inny dzbanek. Źródło jest obfite, dla wszystkich dziesięciu wystarczyłoby pod dostatkiem wody, ale kto ma mniejszy dzbanek, ten mniej zaczerpnie wody; kto ma dzbanek pełen błota i innych brudów, ten ma wodę do niczego, chociaż był u czystego źródła, jak i inni.

 

Jeśli tak ważne jest przygotowanie, o ile ważniejszym będzie sposób zachowania się podczas Mszy Świętej. Owoc Mszy Świętej zależeć będzie od tego, czy potrafimy brać w niej czynny udział.

Wielu ludzi dlatego nie wynosi pożądanych korzyści z Mszy św., bo tylko „słuchają” Mszy, czyli biernie, bezczynnie odstoją tych 25-30 minut i wychodzą zadowoleni, że się pozbyli niezbyt miłego obowiązku. […]

Co robią podczas tej półgodziny? Siedzą spokojnie albo stoją, jak przystoi na inteligentnych ludzi i patrzą. Patrzą na ołtarz, na celebrującego kapłana – to jeszcze chwała Bogu. Wielu obserwuje sufit, czy malowidła się udały. Przyglądają się sąsiadom, jak są ubrani, czy zauważyli, że i oni mają nowe ubranie, elegancki płaszcz. Przypatrują się spóźnionym, którzy się przeciskają, lub paradują, jak na defiladzie. Młodzież ogląda się wzajemnie: jaki on elegancki, przystojny, jaka ona zgrabna, smukła… Czasem stają – sami nie wiedzą na co i po co, ale robią to, bo cały kościół tak czyni. Po chwili znów zaglądają głęboko pod ławki, krzesła, jakby czegoś szukali – niby to klęczą, bo jest Podniesienie. W końcu głębiej odetchną i wychodzą.

Opuszczają kościół bez żadnej myśli pobożnej, zupełnie nie zdając sobie sprawy, co się działo na ołtarzu, nie wiedzą, że w ciągu tej zmarnowanej półgodziny dokonał się tam cud nad cudy i spłynęły potoki Łask Bożych, o których oni nie mają pojęcia. Podobni są do tych żołdaków rzymskich, których postawiono na straży pod krzyżem i kiedy nad ich głowami rozgrywała się największa tragedia świata, oni nic nie wiedząc, spokojnie grali w kości.

Gdzie tu wina moi kochani? Nie w złej woli wiernych – bo gdyby mieli złą wolę, to w ogóle nie pokazaliby się w kościele – wina leży w bolesnym braku, w tym, że nie znają obrządku Mszy św., nie mają pojęcia, co robi kapłan przy ołtarzu, bo gdyby wiedzieli i mieli mszalik, sami by się zdziwili, jak wielką odnieśliby korzyść, jakie mnóstwo pobożnych myśli w nich powstało, ile łask zyskali podczas takiego słuchania Mszy Świętej.

 

Kochani Bracia! […] Należyte i owocne słuchanie Mszy św. pobudza nas do ofiarnego życia, czyli przenika wszystkie przejawy naszego życia. Więc nie wystarczy „słuchać” Mszy św., czyli bezczynnie stać lub siedzieć podczas nabożeństwa. Msza nie jest wyłączną sprawą celebrującego kapłana, nie przedstawieniem, które wystarczy widzieć, siedząc wygodnie w loży. Msza św. jest nie tylko pięknym, miłym nabożeństwem, na które co niedzielę uczęszczamy i po półgodzinnym pobycie w kościele uczyniliśmy zadość naszemu obowiązkowi. O, nie! Msza św. i życie powinny stanowić jedność. Strumieniami łask płynących z Mszy Świętej powinniśmy użyźniać twardą glebę codziennego życia.

Kto w ten sposób włącza się w ofiarę Mszy św., ten oddaje cześć godną Boga, wielbi Go, składa dziękczynienie i prosi o pomoc, a tym samym otrzymuje najcenniejsze skarby duszy, Łaski Boże.


Bp dr Tihamér Tóth, O Eucharystii, Kraków 1939, s. 77-81
.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie