50 lat temu robotnicy Radomia i Ursusa wyszli na ulice. Zmusili władzę do ustępstw, ale zapłacili wysoką cenę

W czwartek mija 50 lat od robotniczych protestów przeciwko podwyżkom cen podstawowych artykułów. Największą skalę miały w Radomiu, Ursusie i Płocku. Komunistyczne władze zostały zmuszone do ustępstw, ale protesty zostały brutalnie spacyfikowane.
W PRL-u o cenach większości dóbr decydowano odgórnie. Od objęcia władzy po II wojnie światowej komunistyczne władze ustalały te ceny w taki sposób, żeby zrównoważyć podaż i popyt. Ofiarami tych manipulacji padało całe społeczeństwo, ale najdotkliwiej odczuwali je robotnicy, choć w myśl rządowej propagandy PRL była krajem sprawiedliwości społecznej, a klasa robotnicza nazywana była „przewodnią siłą narodu”.
Rządzący wówczas przewodniczący partii Edward Gierek planował podwyżkę podstawowych produktów żywnościowych. Twarzą decyzji stał się premier Piotr Jaroszewicz. O tym, że rząd zamierza podnieść ceny wielu podstawowych artykułów poinformował 24 czerwca w Sejmie.
25 czerwca od wczesnego rana rozpoczęły się robotnicze protesty w Radomiu, Ursusie i innych miastach. Zamiast dyskutować z „aktywem”, władze wysłały przeciwko protestującym wzmocnione siły milicyjne. Najgoręcej było w Radomiu, gdzie demonstranci podpalili budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W strajkach i demonstracjach wzięło udział ponad 80 tys. osób z 112 różnych zakładów.
Siły wysłane do rozpędzenia demonstrantów nie użyły broni palnej, ale i tak nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Zginęły dwie osoby w Radomiu. Dramatycznie było również w Ursusie (przyłączonym rok później do Warszawy). Robotnicy tamtejszych Zakładów Mechanicznych nie tylko zastrajkowali, ale zablokowali linię kolejową łączącą stolicę m.in. Górnym Śląskiem. Władze zdołały zapanować tam nad sytuacją dopiero późnym wieczorem, gdy część uczestników blokady wróciła do domów. Milicjanci najpierw wyparli uczestników blokady, a potem rozpoczęli obławę, by ich wyłapać.
Władze jeszcze 25 czerwca wycofały się ze swojego planu. Poinformowały o tym w partyjnych organach prasowych, które ukazały się 26 czerwca. Gierek, zdając sobie sprawę z tego, że niepowodzenie podwyżki cen zachwiało jego pozycją, przystąpił do propagandowego ataku. 26 czerwca w czasie telekonferencji z szefami struktur partyjnych we wszystkich województwach polecił zwołanie wieców poparcia. Chodziło o pokazanie, że inaczej niż po grudniu 1970, nie dojdzie do zmiany na najwyższych szczeblach władzy. Najbardziej upokarzający – dla samych uczestników – wiec odbył się 30 czerwca na stadionie Radomiaka. Jego uczestnicy musieli potępić „warchołów” i „chuliganów” – bo tak w propagandowej wersji wypadków określeni zostali demonstranci.
Robotnicy, którzy zmusili władzę do ustępstwa, zapłacili jednak za swoje zwycięstwo wysoką cenę. Wyłapani przez milicjantów uczestnicy demonstracji byli często brutalnie bici. Zmuszano ich do przejścia przez szpaler wyposażonych w gumowe pałki milicjantów, tzw. ścieżki zdrowia. Bito także przypadkowe osoby, również ze skutkiem śmiertelnym.
Za ofiarę „Radomskiego Czerwca” uważany jest też ks. Roman Kotlarz. Ten proboszcz znajdującej się pod Radomiem parafii naraził się władzom, bo wziął udział w demonstracji. W połowie lipca pobili go „nieznani sprawcy” – prawdopodobnie funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Niedługo po tym zdarzeniu ks. Kotlarz nagle zmarł w trakcie odprawiania mszy.
Na uczestników protestów nakładano grzywny i karano ich też tymczasowym aresztem lub więzieniem. W Radomiu w trybie przyspieszonym postawiono przed sądem 51 osób. Na kary więzienia skazano 42 osoby, w tym 28 – na pięć miesięcy do roku, zaś 14 – na 2 do 3 miesięcy. W zwykłym trybie w Radomiu osądzono 188 osób. W lipcu i sierpniu 1976 r. odbyły się cztery procesy, w których wobec oskarżonych zastosowano zasadę „odpowiedzialności zbiorowej”. Osiem osób skazano na kary od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście – na kary po 5-6 lat, a pozostałych na kary od 2 do 4 lat więzienia.
W procesie ursuskim siedem osób skazano na kary od 3 do 5 lat więzienia. W Płocku sądzono 34 osoby, spośród których 18 skazano na kary od 2 do 5 lat, 15 – na kary w zawieszeniu, a 1 osobę uniewinniono. Łącznie za udział w proteście 25 czerwca 1976 r. osądzono 272 osoby.
W czerwcu 1976 roku prysł mit o budowie „drugiej Polski”, a symbolicznym potwierdzeniem tego że władze nie radzą sobie z zaspokojeniem podstawowych potrzeb ludzi, było wprowadzenie reglamentacji (sprzedaży na kartki) cukru. Wydarzenia z Radomia, Ursusa i Płocka, a szczególnie represje wobec ich uczestników miały też inny skutek – stały się inspiracją dla grupy opozycjonistów do założenia Komitetu Obrony Robotników.
PAP
oprac. PR






