Amerykanie naciskają na Polskę. Chodzi o Białoruś

USA naciskają na Polskę w sprawie Białorusi. Chodzi o tranzyt soli potasowych z terytorium tego kraju. Blokada transportu wynika jednak z sankcji nałożonych przez Unię Europejską, Warszawa ma więc ograniczoną przestrzeń działania - o ile w ogóle chciałaby wyjść Waszyngtonowi naprzeciw.
W maju br. nadające w kilku krajach europejskich Radio Wolna Europa dotarło do nieoficjalnego pisma Departamentu Stanu USA, zawierającego prośbę o odblokowanie korytarzy transportowych dla białoruskiego producenta nawozów potasowych (potażu), firmy Biełaruśkalij. Dokument miał zostać przekazany rządom Polski, Litwy i Ukrainy. Fakt otrzymania memorandum potwierdziły litewski i ukraiński MSZ.
Według Bloomberga Waszyngton miał naciskać na Kijów w tej sprawie, by Ukraina złagodziła własne restrykcje w tym zakresie, a także wpłynęła na państwa Unii Europejskiej w celu odblokowania tranzytu nawozów. Podczas oficjalnej wizyty w Wilnie 26 maja br. przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen przekazała jednak, że unijne restrykcje pozostają w mocy, ponieważ Bruksela nie widzi podstaw do zmiany polityki sankcyjnej wobec Mińska.
Wykładowca na Baltic Defence College i redaktor naczelny Defence24 Aleksander Olech pytany, czy Stany Zjednoczone mogą chcieć wykorzystywać argument związany z obecnością swoich wojsk w Polsce do wywarcia presji w sprawie tranzytu białoruskich nawozów, zaprzecza. – Jedyne, co mogą chcieć teraz ugrać, to żeby Polska zaakceptowała opóźnienia niektórych dostaw sprzętu wojskowego i, jako wartościowy sojusznik, nie robiła z tego wielkich problemów – powiedział PAP Olech.
W wiązanie przez Amerykanów sprawy wojska i tranzytu nawozów wątpi też analityk programu amerykańskiego Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Andrzej Dąbrowski. – Gdyby tak się stało, Donald Trump podważyłby swoją bardzo jasną deklarację, że do Polski zostanie skierowanych 5 tysięcy żołnierzy. Słowa prezydenta i administracji mają być święte. Dlaczego nagle mieliby stawiać na szali obecność swoich sił, swoje dobre imię i własną decyzję? I to w imię interesu nawet najlepszego współpracownika z sektora prywatnego czy jakiegoś towarzysza z życia prywatnego – ocenił w rozmowie z PAP ekspert.
Wyjaśnił, że luzowanie sankcji na białoruskie nawozy ma niewiele wspólnego z geopolityką, a jest wyłącznie biznesem. – Odblokowanie transportu nawozów potasowych leży między innymi w osobistym interesie Donalda Trumpa ze względu na jego prywatne powiązania. To wyłącznie biznes i nie ma mowy o jakichś próbach wyłuskiwania Mińska spod wpływu Moskwy – podkreślił Dąbrowski.
Choć amerykańskie memorandum było skierowane także do Polski i Ukrainy, jego głównym adresatem jest Litwa. Pozbawiona dostępu do morza Białoruś przed 2020 rokiem eksportowała sole potasowe przez terminal w porcie w Kłajpedzie na Litwie. Mniejsza część szła też szlakami lądowymi, ale Kłajpeda odgrywała główną rolę, a Białorusini posiadali udziały w tym terminalu eksportowym. Dlatego właśnie – jak wskazał Dąbrowski – Stany Zjednoczone będą naciskać, żeby Litwa spróbowała się porozumieć z Białorusią, by ten eksport porządnie ruszył. Ograniczeniem o charakterze obiektywnym są w tej sprawie obowiązujące do lutego przyszłego roku sankcje Unii Europejskiej na eksport białoruskich soli potasowych.
– Jeśli chodzi o Polskę, tranzyt musiałby odbywać się z wykorzystaniem ciężarówek. Jednak ze względu na bardzo ograniczoną drożność tego kanału nie sądzę, żeby importerów interesował wolumen o tak małym charakterze – podkreślił ekspert. Stad jego zdaniem w polskiej racji stanu będzie wytłumaczenie stronie amerykańskiej, że sprawa transferu nawozów przez nasze terytorium to gra niewarta świeczki – nieopłacalna dla żadnej ze stron.
Pytany, czy umożliwienie tranzytu białoruskich soli potasowych pozwoliłoby stworzyć Rosji bypass na swój surowiec Dąbrowski przyznał, że z nawozami mogłoby być jak z „kazachską” ropą. – Być może importerzy musieliby się liczyć z faktem, że wcale nie są to nawozy potasowe pochodzenia białoruskiego, tylko właśnie rosyjskiego, więc ta sprawa się ponownie komplikuje i dochodzi do momentu, w którym należy przyjrzeć się skuteczności egzekwowania sankcji wobec Rosji – wyjaśnił ekspert.
Ryzyko związane z tym, że nawozy niekoniecznie byłyby białoruskie dostrzega też Jakub Biernat, ekspert ds. Białorusi i dziennikarz Centrum Europy (dawniej Biełsatu). – Białoruś jest krajem stricte przemytniczym, w którym przemyt jest wmontowany w system państwowy. Modus operandi Mińska jest takie, że wykorzystuje wszelkie metody obchodzenia sankcji i zarabiania na tym. Więc istnieje ryzyko, że umożliwienie tranzytu dostarczyłoby tlenu także rosyjskiej gospodarce – przyznał Biernat. Zastrzegł zarazem, że Białoruś potrzebuje eksportować swoje sole, więc nieszczególnie jej zależy, żeby eksportować rosyjskie. Chyba, że popyt okazałby się większy niż białoruska produkcja.
Komentując memorandum w sprawie soli potasowych, przekazanie przez Departamentu Stanu Polsce, Litwie i Ukrainie Biernat ocenił, że amerykańskie władze nie bardzo chyba rozumieją, że zdjęcie embarga na eksport białoruskiego potażu leży w gestii całej Unii Europejskiej.
Według United States Geological Survey Białoruś jest jednym z trzech (obok Kanady i Rosji) największych producentów nawozów potasowych. Odpowiada za 15-20 proc. światowej produkcji. Z kolei roczne zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na sole potasowe to ok. 9 mln ton. Ponad 90 proc. tego surowca pochodzi z importu, głównie z Kanady i Rosji. Z powodu głębokiej zależności od dostaw zewnętrznych oraz znaczenia dla krajowego rolnictwa, potaż został w ubiegłym roku włączony na amerykańską listę minerałów krytycznych.
PAP






