Biblii można zaufać: o autorach i wiarygodności Ewangelii

Nowy Testament stanowi fundament wiary miliardów ludzi na całym świecie, jednocześnie budząc żywe zainteresowanie historyków i badaczy tekstów starożytnych. Pytanie o jego wiarygodność, jako źródła historycznego, powraca regularnie w dyskusjach naukowych i teologicznych. Czy zapisy ewangeliczne są rzetelnym świadectwem wydarzeń z I wieku, czy też późniejszą interpretacją obrosłą legendą? Czy Ewangelie zostały napisane przez czterech Ewangelistów, czy może przez grupy ludzi? Dzięki odkryciom archeologicznym oraz rozwojowi krytyki tekstu dzisiejsza nauka dysponuje znacznie bogatszym materiałem niż wiele lat temu. W tym artykule chcę wykazać, iż Nowy Testament jest wiarygodnym źródłem historycznym. W tym celu przyjrzymy się zagadnieniu autorstwa Ewangelii, historycznej ich wiarygodności oraz rzekomym sprzecznościom czy problemom. Jest to 4 artykuł z mojej serii Biblii można zaufać. Zapraszam do lektury!
Autorzy czterech Ewangelii
Dla współczesnych krytyków już same tytuły Ewangelii zdają się być problemem. Poddają oni w wątpliwość tradycyjne autorstwo tych ksiąg. Niektórzy sugerują istnienie grup redakcyjnych, które odpowiadały za kompilowanie poszczególnych Ewangelii, inni zaś wskazywali na możliwe, celowe podszywanie się przez późniejszych pisarzy pod danego ewangelistów. Nie istnieją jednak żadne przekonujące dowody, które sugerowałyby takie rozwiązania. W rzeczywistości starożytne świadectwa wskazują raczej, że tradycyjnie przypisywane tytuły ksiąg biblijnych są właściwe. Nie posiadamy też Ewangelii anonimowego autorstwa. Innymi słowy, mamy do czynienia wyłącznie z bardzo kreatywnymi hipotezami badawczymi, na które nie ma dowodów.
Okazuje się, iż wszystkie najstarsze kodeksy są jednoznaczne w przypisywaniu Ewangelii Mateusza właśnie apostołowi Mateuszowi (Por. Brant Pitre, „Jezus i żydowskie korzenie prawdy o Chrystusie”, Kraków 2025, s. 49). Co również bardzo istotne, nawet w sytuacji, gdy założymy, że inni uczniowie Jezusa byli analfabetami i nie byli w stanie spisać swoich własnych ksiąg, sam Mateusz na pewno był piśmienny, albowiem w swoim „dawnym życiu” był on poborcą podatkowym, co wiązało się z umiejętnością pisania i czytania (Por. Mt 10, 1-4). Był on członkiem narodu żydowskiego. I jako Żyd, Ewangelista wykazuje się dużą znajomością religii i kultury hebrajskiej. Odróżnia on zwykłe żydowskie sądy od Rady Sanhedrynu, wie o tym, że jota jest najmniejszą literą hebrajskiego alfabetu, a także odwołuje się wielokrotnie do starotestamentalnych proroctw. Zna również dobrze geografię Palestyny, np. wie o istnieniu komory celnej przy Kafarnaum. Ewangelia ta, spisana przez Mateusza, była według pierwszych Ojców Kościoła skierowana do członków narodu żydowskiego (Por. Eugeniusz Dąbrowski, „Prolegomena do Nowego Testamentu”, Poznań – Warszawa – Lublin 1960, s. 175-176). Starożytni teologowie są jednogłośni. Papiasz (117-138 r.) potwierdza Mateuszowe autorstwo i pierwotny język Ewangelii: „Mateusz spisał słowa Pańskie w języku hebrajskim, a każdy tłumaczył je, jak umiał” (Euzebiusz z Cezarei, „Historia ecclesiastica”, 3, 39, 16). Podobnie czyni Ireneusz z Lyonu, doktor Kościoła: „Mateusz wśród Hebrajczyków w ich własnym języku wydał księgę Ewangelii, podczas gdy Piotr i Paweł w Rzymie Ewangelię ustną głosili i Kościół zakładali” („Adversus haereses”, 3, 1).
W kwestii autorstwa Ewangelii według św. Marka, kodeksy również zdają się być jednoznaczne w przypisywaniu tej księgi właśnie Markowi (Por. B. Pitre, dz. cyt., s. 54). W przeciwieństwie do Ewangelii Mateusza, z samej księgi napisanej przez Marka nie dowiadujemy się zbyt dużo o samym jej autorze. Informacje na jego temat zyskujemy dopiero po zapoznaniu się z listami Pawła oraz Piotra. Był on bowiem uczniem i towarzyszem Szawła w jego podróżach, a następnie pomagał on Piotrowi i przebywał z Księciem Apostołów w „Babilonie”, czyli w Rzymie (Por. 1 P 5, 12-13). Ewangelia ta, spisana przez przyjaciela Kefasa, nie pomija kompromitujących szczegółów dla Piotra. Jego upadek i żal opisane są w sposób jak najbardziej realistyczny. Świadectwo tradycji podaje, że Jan Marek spisał Ewangelię na prośbę rzymskich chrześcijan, którzy pragnęli, aby nauczanie św. Piotra było zachowane na piśmie. Tak mówił o tym Klemens Aleksandryjski cytowany w „Historii kościelnej” Euzebiusza z Cezarei. O Marku, jako o autorze drugiej księgi ewangelicznej, mówili także Orygenes, Tertulian, Papiasz oraz Ireneusz. Ich świadectwo jest jasne i nie pozostawia żadnych złudzeń (Por. E. Dąbrowski, dz. cyt., s. 188-189).
Co w tym momencie nie powinno wydawać się zaskoczeniem, Ewangelia według Łukasza również jest przypisywana właśnie samemu Łukaszowi we wszystkim starożytnych kodeksach biblijnych (Por. B. Pitre, dz. cyt., s. 56). I tak samo jak w przypadku Marka, Ewangelie nie mówią nic dokładnego o autorze trzeciej z nich. O pozycji Łukasza, jako współpracownika św. Pawła, mówią dopiero listy Apostoła Narodów. Według nich, współpracownik Pawła z zawodu był lekarzem (Por. Kol 4). Listy Pawłowe zdają się także wskazywać na to, iż Marek i Łukasz znali się osobiście (Por. Flm 23-34). Łukasz nie był naocznym świadkiem wydarzeń biblijnych, a jego praca opierała się na zebraniu świadectw związanych z Chrystusem. I podobnie jak Dzieje Apostolskie (Por. Dz 1, 1-2), trzecia Ewangelia jest dedykowana tajemniczemu „Teofilowi” (Por. Łk 1, 3), co wskazuje na to, że autorem obu dzieł była ta sama osoba. Ewangelista pochodził z rodziny pogańskiej, był on wykształcony na wzór klasycznie grecki. O Łukaszowym autorstwie Ewangelii mówiło wielu Ojców apostolskich oraz Ojców Kościoła. Ireneusz Lyoński, Orygenes, Tertulian oraz tzw. „Fragment Muratoriego” wskazują, iż to Łukasz był autorem trzeciej Ewangelii (Por. E. Dąbrowski, dz. cyt., s. 196-197). Według św. Ireneusza „Łukasz, towarzysz Pawła, ewangelię przezeń ogłoszoną zamieścił w księdze” („Adv. haer”, 3, 1, 1).
I również w przypadku ostatniej Ewangelii papirusy i kodeksy wskazują na tradycyjne autorstwo janowe (Por. Brant Pitre, dz. cyt., s. 60). Ewangelia ta zawiera mocne, i równocześnie subtelne, wskazanie na jej prawdziwego autora. Umiłowany Uczeń, który podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na piersi Zbawiciela, jest tym, który spisał wydarzenia z Ewangelii wg Jana (Por. J 21, 20. 24-25). I choć osoba Umiłowanego Ucznia nie musi być równoznaczna z samym apostołem Janem, tak jednak inne świadectwa Pisma Świętego sugerują właśnie Jana. Syn Zebedeusza bowiem należał do grona Dwunastu. Przebywał on także na Ostatniej Wieczerzy i był jednym z trzech najbliższych uczniów Chrystusa (Por. Mk 3, 16-19; Łk 22, 14-30; Mk 9,2). Uczeń ten był w bliskiej relacji z Piotrem, co koresponduje z innymi świadectwami biblijnymi. Niektórzy jednak sugerują, że autorem Ewangelii nie mógł być Jan, gdyż był on rzekomo niepiśmienny. W rzeczywistości, jest bardzo możliwe, iż sam Jan nie musiał spisywać swojej księgi własnymi rękami. Mógł on, podobnie do innych autorów, korzystać z pomocy skryby (tak jak uczynił św. Paweł w przypadku chociażby Listu do Rzymian). Sam Jan, chociaż będący rybakiem, pochodził z dosyć bogatej rodziny, którą było stać na zatrudnianie różnorakich pracowników, więc niekoniecznie posiadanie skryby stanowiło dla niego wielki problem. Istotne jest to, iż Ojcowie apostolscy oraz wcześni pisarze chrześcijańscy pozostają zgodni, co do faktu, że to Jan spisał ostatnią Ewangelię. Przekonanie to przejawiają tacy teologowie jak Ireneusz z Lyonu, Klemens z Aleksandrii czy Tertulian Kartagiński. Żaden z wczesnych Ojców Kościoła nie poddaje w wątpliwość janowego autorstwa Ewangelii (Por. B. Pitre, dz. cyt., s. 81-83; E. Dąbrowski, dz. cyt., s. 223).
Wiarygodność Ewangelii
Jak już wcześniej napisałem, Ewangelista Mateusz dobrze rozumiał geografię Palestyny, gdyż miał świadomość istnienia komory celnej w Kafarnaum, czyli w mieście, w którym trwał ożywiony handel. Pisząc swoją Ewangelię wykazał się także dużą znajomością warunków monetarnych panujących w Ziemi Świętej przed zburzeniem Świątyni w Jerozolimie. Albowiem w czasie panowania cesarza Augusta (63 przed Chr. - 14 po Chr.) stawka dzienna dla zwykłego, niewykwalifikowanego robotnika wynosiła dokładnie jednego denara. O takiej wypłacie mówi sam Pan Jezus w przypowieści o robotnikach w winnicy (Por. Mt 20). Wartość pieniądza rzymskiego z czasem drastycznie spadła i za czasów Dioklecjana (III-IV w.) dniówka wynosiła już 25 denarów (Por. E. Dąbrowski, dz. cyt., s. 177). Podobną znajomością warunków panujących w Palestynie wykazał się także Jan na łamach swojej Ewangelii. Zna on wiele szczegółów topograficznych Ziemi Świętej. Ma świadomość istnienia wielu źródeł w Salem (Por. Mk 3, 23), wymienia poprawnie nazwę osiedla Sychar, a także poprawnie oblicza odległość między Betanią a Jerozolimą na 15 stadiów (Por. E. Dąbrowski, dz. cyt., s. 224-225). Wykopaliska wykazały także istnienie Sadzawki Betesda, o której wspomina Ewangelia Jana podczas opisu uleczenia paralityka (Por. Josh McDowell, „Przewodnik apologetyczny”, Warszawa 2008, s. 62).
Źródła pozabiblijne potwierdzają również istnienie wielu kluczowych postaci z kart Nowego Testamentu. Józef Flawiusz, żydowski historyk na usługach Rzymu, wspomina o Jakubie, bracie (kuzynie) Jezusa: „[Ananiasz] zwołał więc sanhedryn i postawił przed nim brata Jezusa, zwanego Chrystusem, imieniem Jakub, oraz kilku innych; a gdy sformułował przeciwko nim oskarżenie o złamanie prawa, wydał ich na ukamienowanie” („Antiquitates Iudaicae”, 20, 9, 1). Ten sam autor, na łamach tej samej księgi, poświadcza też o istnieniu Jana Chrzciciela. Według niego Jan został stracony przez Heroda z przyczyn politycznych: „Niektórzy Żydzi uważali, że klęska armii Heroda była dziełem Boga i że nastąpiła ona całkiem słusznie, jako kara za to, co uczynił on Janowi, zwanemu Chrzcicielem: Herod bowiem zabił tego dobrego człowieka (...) [wielu] gromadziło się wokół niego tłumnie, ponieważ byli bardzo poruszeni słysząc jego słowa, Herod, który obawiał się, że wielki wpływ, jaki Jan wywierał na lud, mógłby dać mu możliwość i skłonić go do wzniecenia buntu (…) uznał za najlepsze, aby poprzez skazanie go na śmierć zapobiec wszelkim szkodom, jakie mógłby wyrządzić” (Tamże, 18, 5, 2). Pismo Święte mówi o tym, iż Prorok ten został skazany za potępienie małżeństwa Heroda z Herodiadą. Możliwe jest jednak, że władca chciał „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu” usuwając kogoś, kto zarówno był jego wyrzutem sumienia oraz zagrożeniem politycznym.
Archeologia wykazała też prawdziwość wydarzeń ewangelicznych oraz historyczność wielu osób opisanych w Ewangeliach. Włoski archeolog Antonio Frova odkrył w 1961 r. inskrypcję w Cezarei Nadmorskiej, która zawierała łaciński zapis: „Tiberium, Poncjusz Piłat, Prefekt Judei”. W ten sposób odnaleziono pierwszą pozabiblijną wzmiankę o istnieniu namiestnika Piłata, który wydał Jezusa Chrystusa na ukrzyżowanie. Kilka lat potem odnaleziono pierścień z wyrytym na nim greckim słowem „ΠΙΛΑΤΟ”, czyli „Piłat” (Bryan Windle, „Pontius Pilate: An Archaeological Biography”, https://biblearchaeologyreport.com/2019/10/11/pontius-pilate-an-archaeological-biography/ [dostęp: 23.07.2026]). W ten sposób wszystkie argumenty, których używali liberalni badacze negujący historyczność Poncjusza Piłata, straciły na znaczeniu. Osoba, która skazała Jezusa na śmierć istniała naprawdę, niemniej pewne szczegóły związane z ukrzyżowaniem Chrystusa wzbudzały wątpliwości wielu badaczy. Twierdzili oni, że skazańcy zawsze byli chowani w zbiorowych mogiłach, a także poddawali w wątpliwość inne szczegóły opisu pochodzącego z Ewangelii. Wykopaliska w latach 60-tych ubiegłego wieku doprowadziły jednak do odnalezienia pierwszych archeologicznych pozostałości po człowieku, który został ukrzyżowany. Kara śmierci przez ukrzyżowanie, która była opisywana przez wielu starożytnych rzymskich autorów, została wykonana na mężczyźnie o imieniu Jehonanan. Szczątki ukazały, iż jego pięta została przebita gwoździem, a jego nogi najprawdopodobniej połamane. Został on jednak, mimo to, pochowany w normalnym grobie. Dane te potwierdzają rzymski sposób obchodzenia się z ukrzyżowanymi przestępcami, o którym wspomina Nowy Testament, a także obalają twierdzenie sceptyków, według których ofiary ukrzyżowania zawsze były grzebane w masowych grobach (Por. Tenże, „Top Ten Discoveries in Biblical Archaeology Relating to the New Testament”, https://biblearchaeologyreport.com/2019/01/19/top-ten-discoveries-in-biblical-archaeology-relating-to-the-new-testament/ [dostęp: 23.07.2026]).
Ciężko będzie wymienić wszystkie znaleziska i odkrycia, które potwierdzają wiarygodność opisów ewangelicznych. Niemniej warto jeszcze wspomnieć o kilku bardzo ważnych odkryciach archeologicznych. Otóż, badania prowadzone w 2004 r. doprowadziły do odkrycia biblijnej sadzawki Siloe. Było to miejsce, w którym Zbawiciel uleczył niewidomego mężczyznę (Por. J 9, 1-11). Stosunkowo niedawno odnaleziono także ossuarium ze szczątkami 6 osób. Na ossuarium znajdował się napis: „Józef, syn Kajfasza”. Wśród pochowanych były szczątki 60-letniego mężczyzny, najprawdopodobniej samego Kajfasza. Archeologia wspiera również wiarygodność historyczną Dziejów Apostolskich. Albowiem podczas badań odnaleziono inskrypcje świątynne, które zakazywały obcokrajowcom i poganom wchodzić do Świątyni Jerozolimskiej. Jedna z nich zawiera następujące słowa: „Żadnemu obcokrajowcowi nie wolno wkraczać za barierkę i ogrodzenie otaczające świątynię. A każdy, kto zostanie przyłapany, poniesie odpowiedzialność za swoją śmierć”. Tłumaczy to dlaczego Żydzi chcieli zabić św. Pawła, który według nich przyprowadził do Świątyni Greka (Por. Dz 21). Natomiast inskrypcja odkryta w Delfach potwierdziła sprawowanie przez Junniusza Anneusza Gallio urzędu prokonsula Achai i jego rezydowanie w Koryncie (Por. B. Windle, „Top Ten...”).
Rzekome sprzeczności i problemy historyczne
Ewangelie, według Mateusza (Mt 1) oraz Łukasza (Łk 3), przedstawiają dwie genealogie Chrystusa. Krytycy wiarygodności Pisma Świętego zauważają, iż różnią się one w pewnych dość istotnych szczegółach. Rodowód Zbawiciela w obu przypadkach jest taki sam między Abrahamem a królem Dawidem, potem dochodzi do rozejścia się obu spisów. Genealogia Mateusza idzie dalej od Salomona i zatrzymuje na Jechoniaszu, Łukasz zaś podaje rodowód od Natana do Neriego. Potem znów następuje zbieżność, gdyż obie genealogie wymieniają Salatiela oraz Zorobabela, jednakże po tych dwóch postaciach ponownie dochodzi do rozbieżności. Mateusz podąża rodowodem od Abiuda do Jakub, a Łukasz od Resy do Heliego. Na sam koniec dochodzi do ponownego spotkania obu genealogii w osobie Józefa, przybranego ojca Jezusa. Niektórzy próbowali tłumaczyć te różnice faktem, że jeden rodowód (według Łukasza) należy do Maryi, zaś drugi do Józefa (Mateusza). Taki pogląd nie ma poparcia w żydowskiej tradycji, albowiem nigdy nie prowadzono rodowodów kobiet. Różnice w obu opisach tłumaczone są zazwyczaj prawem lewiratu oraz adopcji. W przypadku, gdy zmarły mąż nie miał dzieci ze swoją żoną, wtedy jego brat miał obowiązek wziąć jego kobietą i spłodzić z nią potomstwo. W takich sytuacjach żydowskie genealogie mogły podawać obu braci jako ojców danego człowieka. Jednego w sposób legalny (jako pierwszego męża kobiety), a drugiego w sposób faktyczny. Adopcje takie nie miały miejsca wyłącznie w przypadkach małych dzieci, ale dotyczył również dorosłych. Dla przykładu, Kaleb był synem Jefunnego (Por. Lb 32, 12), ale został przyjęty do plemienia Judy i przypisany do linii Chesrona (Por. 1 Krn 2, 18). W sprawie Józefa, przybranego ojca Pana Jezusa, wypowiedział się także Juliusz Afrykański, wczesny pisarz chrześcijański, według którego Heli był legalnym ojcem Józefa, natomiast Jakub biologicznym. Czerpać miał on swoje informacje od krewnych Chrystusa (Por. Augustyn Jankowski, „Genealogia Chrystusa”, w: „Podręczna encyklopedia biblijna” (red. E. Dąbrowski), t. 1, Poznań – Warszawa – Lublin 1959, s. 415).
Bardzo poważnym zarzutem sceptyków, wobec Ewangelii i ich historyczności, jest zagadnienie spisu powszechnego za Kwiryniusza. Słusznie wspominają oni o tym, że Józef Flawiusz, w swoich „Dawnych dziejach Izraela”, mówi wyłącznie o jednym spisie z 6-7 r. po Chr., podczas którego Juda Galilejczyk próbował wzniecić bunt (Por. Józef Flawiusz, dz. cyt., 18, 1, 1). O spisie tym wspominają także Dzieje Apostolskie (Por. Dz 5, 37). W czasie tego spisu Kwiryniusz był legatem Syrii z nadania Rzymu. Flawiusz wydaje się nie wiedzieć o spisie, który miał dokonać się ok. 8 lat przed Chr., czyli w czasie niedługo po narodzinach Zbawiciela, a o którym mówi Ewangelia Łukasza (Por. Łk 2, 3). W rzeczywistości jednak argument z milczenia, na który liberalni uczeni się powołują, nie jest zbyt mocny. Okazuje się bowiem, iż rzymscy historycy nie wspominają o żadnym ze spisów w Palestynie, a o spisie z czasów późniejszych wiemy jedynie z dwóch wspomnianych przeze mnie źródeł i pewnych odkryć archeologicznych. O spisie, po narodzinach Jezusa, mówi zaś tylko św. Łukasz w swojej Ewangelii. W tym miejscu krytycy podnoszą zarzut, że niemożliwe było, aby w przeciągu kilkunastu lat odbyły się dwa spisu w tym samym regionie. Dokumenty historyczne jednak sugerują, iż nie było to czymś nadzwyczajnym. Papirusy i starożytne źródła wskazują na to, że w Egipcie takie spisy dokonywane były co 14 lat. I podobnie jak w przypadku spisu, o którym mówi Ewangelista, Egipcjanie musieli udać się do miejsca pochodzenia, aby dać się spisać. Był to typowo wschodni sposób przeprowadzania cenzusów w Cesarstwie, który nie był stosowany na terytoriach zachodnich. Uczeni twierdzą także, iż sam Kwiryniusz nie mógł być legatem dwukrotnie oraz, że Tertulian wiąże wcześniejszy spis z imieniem Sencjusza Saturnina. Prawda jest taka, iż tekst z Ewangelii według Łukasza nie mówi koniecznie o tym, że Kwiryniusz był legatem, lecz wspomina jedynie o ogólnym terminie „hegemon”, co może oznaczać również jakiegoś wyżej postawionego urzędnika. Znane są sytuacje, gdy legaci mieli przydzielonych im cesarskich urzędników do pomocy (np. legat Varus miał Sabinusa do pomocy). Bardzo prawdopodobne jest to, iż Kwiryniusz pełnił właśnie rolę pomocnika przy spisie. Pomijając wspomniany argument, warte odnotowanie jest to, że odkrycie archeologiczne, czyli tzw. napis z Tivoli, wskazuje na to, iż jakiś rzymski urzędnik pełnił rolę legata cesarza Augusta w Syrii dwukrotnie, podczas dwóch odrębnych „kadencji”. Możliwe, że tekst ten odnosi się do Kwiryniusza, choć nie ma tutaj pewności. (Por. E. Dąbrowski, „Życie Matki Bożej”, Poznań – Warszawa – Lublin 1964, s. 137-143; B. Windle, „Quirinius: An Archaeological Biography”, https://biblearchaeologyreport.com/2019/12/19/quirinius-an-archaeological-biography/ [dostęp: 24.07.2026]).
Rzeź niewiniątek w Betlejem również zdaje się nie znajdować potwierdzenia w tekstach pozabiblijnych. Prawdą jest to, iż żaden inny tekst, oprócz Ewangelii Mateusza (Por. Mt 2, 16-18), nie mówi o wymordowaniu dzieci na rozkaz Heroda w tym małym żydowskim miasteczku. Starożytność zna jednak podobne wydarzenia. Swetoniusz relacjonuje bowiem, że przed narodzinami Augusta miało miejsce dziwne zdarzenie, które sugerowało rychłe narodziny nowego władcy Rzymu. Doprowadziło to do tego, iż Senat nakazał zabicie wszystkich chłopców urodzonych w tamtym roku. Sam mord dokonany w Betlejem był jednak wydarzeniem o bardzo małej skali. Oblicza się, że zabitych mogło być około 80 chłopców. Jest to nieznacząca liczba w sensie statystycznym i nic dziwnego, iż Flawiusz i rzymscy historycy milczą na temat tego haniebnego zdarzenia. Nie stoi ono jednak w sprzeczności z ogólnym charakterem Heroda, który nie powstrzymał się przed zamordowanie własnych dzieci, członków rodziny czy przyjaciół dla osiągnięcia swoich celów politycznych (Por. E. Dąbrowski, „Nowy Testament na tle epoki”, t. 1, Poznań 1958, s. 250-251; B. Windle, „Herod the Great: An Archaeological Biography”, https://biblearchaeologyreport.com/2020/12/11/herod-the-great-an-archaeological-biography/ [dostęp: 24.07.2026])
Podsumowanie
Nowy Testament wykazuje się zasadniczą wiarygodnością i znajduje mocne potwierdzenia w źródłach zewnętrznych, co czyni go jednym z najlepiej poświadczonych dzieł literatury antycznej. Oczywiście, jak każde źródło starożytne, zawiera elementy teologiczne i interpretacyjne, które wymagają ostrożnego, krytycznego podejścia. Wiarygodność historyczna nie musi jednak oznaczać automatycznego przyjęcia wiary religijnej – podobnie jak nie musi jej wykluczać. Historyczna wiarygodność nie mówi o natchnieniu, nie rozstrzyga kwestii wiary i teologii. Ostatecznie każdy czytelnik sam musi ocenić, na ile przedstawione świadectwa przekonują go co do rzetelności przekazu o Jezusie z Nazaretu i pierwszych chrześcijanach. Warto jednak pamiętać, że rzetelna analiza tego dokumentu wzbogaca nie tylko wiedzę historyczną, ale także zrozumienie dziedzictwa kulturowego Christianitas.
Dominik Bartsch






