Brytyjski „Wielki Brat” nie tylko patrzy. Chce decydować, co obejrzą ludzie

cenzura 3 alexas fotos.jpg
Grafika: Alexas Fotos/Pixabay

„Wielka Brytania przekroczyła już granice, które znaczna część demokratycznego świata uważała kiedyś za niewyobrażalne. (…) Teraz chce wpływać na to, co zobaczą miliony ludzi, zanim oni sami zdecydują, co oglądać” – pisze na swej witrynie ekonomista Martin Armstrong.

Komentarz dotyczy apetytów rządu, który chce mieć możliwość wpływania na algorytmy używane przez platformy internetowe. Te miałyby podsuwać czytelnikom i widzom treści pochodzące od źródeł uznanych przez władze za „wiarygodne”.  

„Wielka Brytania staje się jednym z najbardziej agresywnych rządów w świecie zachodnim, jeśli chodzi o kontrolowanie opinii, regulowanie wolności słowa i decydowanie, jakie informacje powinni konsumować jej obywatele. Z roku na rok zmienia się wymówka. Był terroryzm. Potem dezinformacja. Potem mowa nienawiści. Teraz skupili się na samym YouTube, bo nie ufają już opinii publicznej w kwestii decydowania, co chce oglądać” – wskazuje autor.

Zróbmy to razem!

Jeśli nowa propozycja weszłaby w życie, rząd zyskałby narzędzie wywierania presji na jak YouTube czy TikToka. Dzięki modyfikacjom algorytmów materiały pochodzące od „mediów głównego nurtu” –  BBC, ITV czy Channel 4, pojawiałyby się w wynikach wyszukiwań i na czołowych miejscach tablic użytkowników wyżej niż treści nadawców niezależnych.

Pretekst kontrolowania doniesień i publicystyki ten sam co w mantrze urzędników Unii Europejskiej – „walka z dezinformacją” oraz „ochrona demokracji”.

Jak wskazuje Armstrong, w chwili obecnej You Tube podpowiada widzom filmy podobne do ich własnych preferencji – na podstawie profilów użytkowników i tego, co oglądali wcześniej. Teraz miałaby nastąpić przynajmniej częściowa zmiana sugerowanych treści w stronę propagandy rządu.

„Nazywają to prominencją. W całej historii rządy zawsze wymyślały przyjemne nazwy dla cenzury. Nigdy nie przyznają się do kontroli wypowiedzi. Po prostu twierdzą, że promują wiarygodne informacje” – zauważa autor.

„Wielka Brytania przekroczyła już granice, które znaczna część demokratycznego świata uważała kiedyś za niewyobrażalne. Policja prowadziła dochodzenia w sprawie wpisów obywateli w mediach społecznościowych, ludzi aresztowano za obraźliwe komentarze w internecie, a ustawa o bezpieczeństwie w sieci radykalnie rozszerzyła nadzór rządu nad platformami cyfrowymi. Teraz chcą wpływać na to, co zobaczą miliony ludzi, zanim oni zdecydują, co oglądać. To zupełnie inny poziom kontroli” – dodaje bloger.

To posunięcie, jego zdaniem oznacza już bezpośrednie, „ręczne” kształtowanie opinii społecznej poprzez decydowanie, czyjego głosu ludzie słuchać będą w pierwszej kolejności. To kolejny etap strategii władz publicznych, które wcześniej walczyły z koncernami technologicznymi z powodu ich ideologicznych profilów. Teraz zaś same chcą wchodzić w buty manipulacji i formatowania rzeczywistości.

„Europa staje się coraz bardziej wrogo nastawiona do wolności słowa, gdy mowa kwestionuje oficjalne narracje. Niezależnie od tego, czy tematem jest imigracja, polityka klimatyczna, COVID, Ukraina czy wydatki rządowe, reakcja jest zadziwiająco spójna. Debata nie jest już rozstrzygana lepszymi argumentami. Odpowiedzią jest cenzura, usuwanie z platformy, blokowanie algorytmiczne i śledztwa karne” – wylicza ekonomista.

W przypadku Wielkiej Brytanii agresywne działania cenzorskie idą w parze ze spadkiem zaufania do rządu. Ten jednak, nie zastanawia się, dlaczego ludzie już mu nie wierzą. Zamierza za to odciąć ich od dopływu wiadomości i opinii, po które wyborcy sami chcieliby sięgnąć.

„Wielka Brytania odkrywa to, czego ostatecznie uczy się każde imperium. Kiedy rządy zaczynają obawiać się własnych obywateli bardziej niż utraty wolności, cenzura zawsze idzie w ślad za tym. Nie kończy się na jednej platformie, jednym algorytmie ani jednym prawie. Idzie to dalej, aż rząd uwierzy, że sam jest właścicielem prawdy. A historia nigdy nie była łaskawa dla narodów, które do tego punktu doszły” – ostrzega Martin Armstrong.

Źródło: ArmstrongEconomics.com

RoM

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: