Co tragedia w Ząbkach mówi o niebezpieczeństwie masowej migracji?

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
wyp.jpg
Fot. Miejski Reporter

Turecki kierowca Ubera zabił swoją lekkomyślnością dwóch młodych chłopaków. Nietrudno o podobne tragedie, jeżeli na naszych drogach przybywać będzie kierowców z krajów, gdzie o pierwszeństwie decyduje głośność klaksonu. 

Ząbki pod Warszawą, droga wojewódzka nr 631, sobotnie popołudnie. Samochód marki Honda przeznaczony do przewozu osób (Uber) jedzie skrajnym prawym pasem. Przekraczając linię świateł, kierowca nagle zmienia zdanie, skręca gwałtownie w lewo, wjeżdża na środkowy pas, przecina dwa kolejne i kieruje się do nawrotki. Lekkomyślny manewr przerywa jadące zgodnie z przepisami Audi. Samochód uderza z potężną siłą w bok Hondy, dachuje, wpada na najbliższy słup i dosłownie rozpada się na dwie części. Zaskoczony kierowca nie miał czasu na reakcję.

Audi podróżowało trzech młodych mężczyzn. Pomimo natychmiastowej reanimacji i akcji ratunkowej, dwóch pasażerów (w wieku 22 i 23 lat) zmarło w szpitalu. 24-latek w stanie krytycznym walczy o życie. Kierowcą Ubera okazał się 37-letni obywatel Turcji. W momencie zderzenia był trzeźwy. Krążące w mediach społecznościowych nagranie przestawia makabryczny widok. Obrazowi rozpadającego się samochodu towarzyszy nieprawdopodobne zdumienie widzów: w jaki sposób ktokolwiek znajdujący się za kółkiem mógł podjąć tak idiotyczną decyzję?

Zróbmy to razem!

Decyzję, która kosztowała życie dwóch Bogu ducha winnych osób. Zginęli nie z własnej winy, bezsensowną, przedwczesną śmiercią. Podobne uczucie towarzyszy oglądaniu rolek z amerykańskich social mediów, które za oceanem już dawno temu stały się viralami. Ich bohaterami są zazwyczaj kierowcy TIR-ów o śniadej karnacji, którzy wpatrzeni w telefon nie nadążają z hamowaniem i dosłownie ścinają samochody stojące w korku, niczym kosiarka witki trawy.

Oczywiście, również wśród Polaków nie brakuje piratów drogowych. Wystarczy wspomnieć chociażby ostatnie głośne sprawy Sebastiana M. czy niesławnego adwokata od „trumien na kółkach”, by wiedzieć że na drogach bynajmniej nie zachowujemy się jak święci. Ale posiadam przekonanie graniczące z pewnością, że masowy napływ kierowców z krajów, gdzie o pierwszeństwie przejazdu decyduje głośność klaksonu (o ile akurat nie jest to reakcja na przechodzącą obok atrakcyjną blondynkę), a kierunkowskazu używa się wyłącznie podczas wysadzania pasażerów (często na środku jezdni), do podobnych tragedii dochodzić będzie znacznie częściej.

Jaki jest sens stosowania rygorystycznych wymogów wobec własnych obywateli – egzaminów, przeglądów, ubezpieczeń – by nagle zalać rynek zawodowych kierowców osobami bez żadnych zweryfikowanych kwalifikacji? Nawet będące rzekomo odpowiedzą na tę patologię, przyjęte dwa lata temu „lex Uber”, nie rozwiązuje problemu. Aby przepisać do polskiego CEPIK-u prawo jazdy spoza UE, wystarczy w większości przypadków jedynie przebywać w Polsce co najmniej 185 dni. Po tym czasie można spokojnie zacząć jeździć.

Osobną sprawą jest z kolei uwłaczająca, zarówno dla kierowcy jak i pasażera, wcale nierzadka niemożność wzajemnego porozumienia się. Niezwykle trudno o szacunek do osoby, która zamiast „dzień dobry” podsuwa klientowi pod nos telefon z aplikacją, każe sobie tłumaczyć komunikat za pomocą Google’a, a w czasie jazdy nie jest w stanie zamienić ani jednego słowa. Jeszcze trudniej, gdy taka osoba nie robi absolutnie nic, by tę sytuację w jakikolwiek sposób poprawić, dobitnie pokazując, że traktuje nas wyłącznie jak cytrynę, z której trzeba wycisnąć jak najwięcej.

Powyższe dowody anegdotyczne znajdują swoje odzwierciedlenie w policyjnych statystykach. Podrobione prawa jazdy to poważne wyzwanie dla polskich służb. Według oficjalnych danych Straży Granicznej, tylko w okresie lat 2023–2024 ujawniono ponad 2 900 przypadków posługiwania się fałszywymi lub cudzymi dokumentami przez kierowców aplikacji przewozowych. Najczęściej fałszywych dokumentów używają Ukraińcy, Syryjczycy i Gruzini. Proceder zaostrzył się po wprowadzeniu przepisów, mających w praktyce chronić przed podobnymi sytuacjami.

W tym miejscu dotykamy szerszego tematu zderzenia masowej migracji z rynkiem pracy. W piątek wchodzi w życie unijny Pakt Migracyjny. Przedstawiciele rządu Tuska przekonują, że 12 czerwca „nic się nie wydarzy”, a Polski nie zaleją nagle masy z Czarnego Lądu i Bliskiego Wschodu. Mają oczywiście rację – w Polsce nie musi wydarzyć się nic spektakularnego, ponieważ współczesna „wędrówka ludów” dokonuje się każdego dnia po cichutku, bez blasku fleszy i światła kamer.

Z drugiej strony, nagłówki lewicowo-liberalnych straszą nas, że polska gospodarka jest w zasadzie uzależniona od przybyszów z zagranicy. Budownictwo, rolnictwo, logistyka, hotele, gastronomia – te branże mają sobie „nie dać rady bez imigrantów”. Ale jak pokazuje sprawa kierowców na aplikację, to nigdy nie jest wymiana 1:1 w skali jakości. Nie oczekujmy, że osoby wychowane w kulturze, gdzie kobiety zajmują się dziećmi i domem, a mężczyźni spędzają dni na dyskusjach i parzeniu qahwy, zastąpią pracowników nawet z minimalnymi kompetencjami.

Piotr Relich

 

Relich_1024x1024.jpg
Autor:
Piotr Relich
Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: