„Demokracja sterowana” w Niemczech? Polityczny główny nurt kombinuje, jak zatrzymać AfD

Friedrich Merz grozi Saksonii-Anhalt, której mieszkańcy wbrew politycznemu głównemu nurtowi w wyborach regionalnych głosowali gremialnie na Alternatywę dla Niemiec. Kanclerz z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), a w ślad za nim politycy i komentatorzy bliscy „tradycyjnemu” układowi władzy w kraju nad Renem rozważają scenariusze pozbawienia AfD władzy.
Po saksońskich wyborach, w których AfD do objęcia władzy zabrakło zaledwie kilku mandatów, zwycięzcy prowadzą koalicyjne rozmowy z ugrupowaniem BSW, czyli Sojuszem Sary Wagenknecht.
W tym samym czasie establishment rozważa warianty awaryjne, mające zablokować „skrajnej” prawicy dostęp do większości w landtagu.
- Jeśli granice zostaną tam przekroczone, zapewniam, że z perspektywy rządu federalnego zrobimy wszystko, aby to naprawić. Ustawa zasadnicza obowiązuje również w Saksonii-Anhalt – stwierdził federalny kanclerz Friedrich Merz. To słabo zakamuflowana groźba posunięcia, o którym mówi się w Niemczech coraz więcej.
Chodzi o „opcję atomową” w postaci wyznaczenia regionalnego komisarza z powołaniem się na 37. artykuł państwowej konstytucji.
„Rząd Federalny, za zgodą Bundesratu, izby reprezentującej kraje związkowe, może podjąć niezbędne środki w celu zmuszenia kraju [związkowego] do wypełnienia jego zobowiązań prawnych. Innymi słowy, Berlin mógłby zmusić regionalny rząd do przestrzegania prawa federalnego – to środek, który nie został zastosowany w historii Republiki Federalnej ani razu od 1949 roku” – wyjaśnia publicysta Thomas Oysmüller.
Groźbę Merza wspierają przychylne mu osoby z tytułami naukowymi. Cytowana przez Deutsche Welle Anna-Bettina Kaiser, profesor prawa na berlińskim Uniwersytecie Humboldtów, powiedziała:
- Określenie „dramatyczna” najlepiej oddaje tutejszą sytuację. Właśnie dlatego w historii Republiki Federalnej nigdy nie stosowano przymusu federalnego – jest on uważany za ostateczność. Zazwyczaj przyjmuje się, że w przypadku konkretnego sporu prawnego sprawa trafi do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, a dany kraj związkowy zastosuje się do orzeczenia – wyjaśniła mechanizm, do użycia którego przygotowuje się najwyraźniej niemiecki polityczny główny nurt.
Skrajne zastosowanie Artykułu 37. mogłoby obejmować mianowanie federalnego komisarza z uprawnieniami do wydawania wiążących dyrektyw w określonych obszarach – dodaje DW w ślad za opinią Kaiser. „Każdy podjęty krok musi być proporcjonalny do naruszenia i podlegać kontroli konstytucyjnej. Artykuł 37. nie wymienia jednak katalogu sankcji. Mówi jedynie o niezbędnych środkach, co sprawia, że artykuł jest niejasny i otwarty na interpretację” – czytamy.
Z kolei jak dodaje magazyn ZeroHedge, kraj związkowy – w tym przypadku Saksonia-Anhalt – zachowałby w tym nadzwyczajnym trybie prawo głosu w dotyczących go decyzjach podejmowanych przez rząd federalny z akceptacją Bundesratu.
Politycy establishmentu rządzącego Niemcami wypowiadają się w tej sprawie w różnym tonie.
Na przykład Thorsten Frei, działacz CDU i szef Urzędu Kanclerza Federalnego w rządzie Friedricha Merza określił zastosowanie artykułu 37 jako ostateczność w przypadku naruszenia konstytucji przez rząd kraju związkowego.
„Dobrze wiedzieć”, że ustawa zasadnicza daje możliwość egzekwowania jej zapisów w drodze dyrektyw, jeśli „koalicja AfD-BSW-Putin” mianuje polityka skrajnie prawicowego na stanowisko premiera – uznał z kolei lider SPD Dirk Wiese. Nic przeciwko zastosowaniu „opcji atomowej” nie mają także Zieloni i Lewica.
„Niemieccy urzędnicy rozważali również zawieszenie niektórych federalnych dotacji dla Saksonii-Anhalt, która nadal opiera się na takich transferach, aby wspierać swoją gospodarkę. Dziennik Tagesschau doniósł, że fundusze strukturalne mogą zostać zamrożone, jeśli rząd AfD naruszy podstawowe prawa UE lub praworządność” – podaje portal tkp.at
Europoseł Partii Zielonych Daniel Freund uważa, iż Komisja Europejska powinna w razie potrzeby wstrzymać wypłacanie pieniędzy dla kraju związkowego, jeśli jego rząd pod przewodnictwem AfD naruszy zasady UE.
„Prawda jest taka, że metoda cięcia lub zamrażania funduszy sprawdziła się w UE – nawet w przypadku poprzedniego, konserwatywnego rządu w Polsce. Kiedy fundusze są cięte, cierpi społeczeństwo, a kiedy cierpi, karze polityków przy urnach wyborczych. Orbán mógł oskarżać Brukselę, ile chciał. Ostatecznie nic mu to nie dało. Jeśli UE lub rząd federalny Niemiec obetną finansowanie, Saksonia-Anhalt ucierpi, a rząd AfD nic na to nie poradzi” – zauważa Thomas Oysmüller. Komentator wskazuje, że jednym z pól konfliktu może stać się polityka wobec masowej migracji.
Źródło: tkp.at
RoM





