Dlaczego pokochaliśmy Cabo Verde, a nie będziemy tęsknić za Niemcami? Wyjaśnia… papież

Wbrew pozorom nie jest to tekst o futbolu. Piłka nożna może jednak posłużyć do opisania procesu, który dzisiaj jest na tyle poważny, że sam papież postanowił poświęcić mu swoją pierwszą encyklikę.
ChatGPT by tego nie wymyślił
Jest 105. minuta dogrywki pomiędzy reprezentacją Republiki Zielonego Przylądka a Argentyną. Mistrzowie świata w końcu strzelają bramkę na 2:1, kończąc piękny sen mundialowego Kopciuszka. Od niespodziewanego awansu na imprezę, przez wyjście z niezwykle mocnej grupy, aż po rzucenie wyzwania najlepszej drużynie globu – nikt przy zdrowych zmysłach nie przewidziałby podobnego scenariusza. Teraz jednak serce w końcu zaczyna ustępować rozumowi. A on spokojnym, pozbawionym emocji głosem powtarza – to koniec.
Cabo Verde nie ma wybitnych nazwisk, zaskakującej strategii, nie realizuje żelaznych założeń taktycznych… Na papierze nie posiada nic, co mogłoby wstrząsnąć takimi potęgami jak Hiszpania, Urugwaj, czy Argentyna. Błękitne Rekiny mają jednak coś innego. Wiarę.
Wiarę, którą – jak podkreślają pracujący w kraju misjonarze – wynieśli wprost z Kościoła. W kraju liczącym 500 tys. ludzi, aż 97 proc. mieszkańców to katolicy. O swojej wierze wspomina 40-letni bramkarz Vozinha, który mimo swojego wieku broni jak w transie. Podkreśla, że katolicka i narodowa tożsamość pozwala mu na boisku dokonywać niemożliwego. Podobne nastawienie widać również u pozostałych zawodników. Kabowerdeńczycy nie ograniczają się do przerywania akcji i losowych wypadów w nadziei na łut szczęścia. Wyspiarze grają odważnie, z polotem, zupełnie bez kompleksów, często spychając przeciwników do głębokiej defensywy. Nie boją się wchodzić w dryblingi, próbować nieszablonowych zagrań, wznosząc się przy tym na wyżyny umiejętności.
I właśnie kiedy wszystko wydaje się stracone, piłkę na lewym skrzydle otrzymuje pomocnik Trabzonsporu, Sidny Lopes Cabral. Szybkim zwodem na prawą nogę mija obrońcę i decyduje się na zagranie, które według wszelkich prawideł współczesnego futbolu, nie ma prawa się udać. Tam, gdzie 99.99 proc. piłkarzy zdecydowałoby się odegrać bezpiecznie, po obwodzie, ew. wrzucić w pole karne, Cabral uderza z narożnika pola karnego. Piłka przelatuje poza zasięgiem bramkarza i pięknym rogalem trafia w samo „okienko” bramki.
Argentyńczycy są w szoku. Cabral sam nie wierzy w to, czego dokonał. Po strzelonej bramce ucieka na trybuny, by utonąć w objęciach ukochanej. Stadion szaleje, a wraz z nim ze wzruszenia płacze cały świat, zaczarowany spektaklem, do którego scenariusz mogło napisać tylko życie…
Błąd kontra algorytm
Choć Kabowerdeńczycy ostatecznie stracili trzecią bramkę i odpadli z turnieju, ich dokonania będziemy wspominać jeszcze długo. W kraju już zyskali status narodowych legend. Drużyna z peryferii piłkarskiego świata, zamiast „dostarczać punkty” silniejszym, skradła serca kibiców i zakwestionowała kierunek, w którym zmierza współczesny futbol.
Stopień wykorzystania technologii cyfrowych w sporcie osiąga dziś apogeum. Obecne Mistrzostwa Świata w USA, Meksyku i Kanadzie służą zaś za prawdziwy poligon doświadczalny. Każdego piłkarza obserwuje nieustannie kilkanaście kamer, zbierających terabajty danych. Kluczowe decyzje podejmują w zasadzie za sędziów algorytmy i kamera VAR (wideoweryfikacja). Sama piłka, Trionda wyposażona jest w układ pomiaru inercyjnego (IMU), który w ciągu kilku sekund dostarcza systemowi bardzo dokładne dane dotyczące ruchu piłki. Technologia pozwoliła zakwestionować np. bramkę Chorwatów w meczu z Portugalią, kiedy umieszczone w piłce sensory wykryły kontakt piłki z …włosami (sic!) zawodnika wracającego z pozycji spalonej.
Ale technologia pomaga nie tylko w egzekwowaniu przepisów. Coraz częściej zaczyna wpływać na sam sposób gry. Przykładowo, sztuczna inteligencja oblicza w czasie rzeczywistym prawdopodobieństwo zdobycia bramki z danego miejsca na boisku. Na tej podstawie trenerzy odwodzą zawodników od podejmowania ryzykownych zagrań (jak np. dryblingów czy częstych wrzutek w pole karne), starając się znaleźć sposób na przeprowadzanie akcji z minimalnym ryzykiem straty piłki.
Systemy EPTS/GPS śledzą każdy aspekt wysiłku gracza: dystans, sprinty, strefy aktywności, obciążenia. Analityka zaawansowana tworzy „profile” zawodników oparte na dziesiątkach wskaźników. „Skauci AI” oceniają graczy poprzez algorytmy, które „wyceniają” ich potencjał i ryzyko na rynku transferowym.
Niegdysiejsza „Joga Bonito” (piękna piłka), przekształca się w doskonale zoptymalizowaną, nastawioną na maksymalną efektywność zagadkę logiczną. Indywidualizm ustępuje miejsca kolektywizmowi, a swoboda zostaje uwięziona w schematach. A tym samym gra, którą John Cleese niegdyś określił jako sportowy jazz, zaczyna brzmieć jak elektroniczne bity wyprodukowane na specjalne zamówienie.
Papież kibicuje słabszym
Leon XIV w encyklice Magnifica Humanitas zwraca uwagę, że pozbawiony właściwego zrozumienia osoby ludzkiej postęp technologiczny, prowadzi w konsekwencji do idealizacji maszyny. Analogicznie człowiek, zamiast rozwijać się w swoim człowieczeństwie, chce coraz bardziej upodobnić się do sztucznego wzorca. Nigdzie ten proces nie jest widoczny tak jak w profesjonalnym sporcie, gdzie gra toczy się o najwyższą stawkę, a najmniejszy błąd może kosztować całe lata przygotowań.
Tymczasem Kościół katolicki ostrzega przed przyjmowaniem – jak określił Leon XIV, paradygmatu technokratycznego, według którego za słuszną i normalną zaczyna uchodzić wizja antyludzka, wedle której pełnia życia miałaby polegać na tym, by więcej posiadać, zmniejszać kruchość, eliminować to, co nieprzewidywalne, i wszystko kontrolować.
W sporcie absolutyzacja technologii może zatem objawiać się, mówiąc papieżem Prevostem, „jednolitością, usuwającą różnice”, która „zamiast komunii wybierają uniformizację”. Nic więc dziwnego, że dzisiaj niemal każda drużyna poszukuje piłkarzy o identycznej charakterystyce, mających za zadanie wspierać 2-3 indywidualności z rażąco ograniczoną przestrzenią do improwizacji. W efekcie mecze stają się do siebie bliźniaczo podobne, a widząc sposób gry jednej drużyny, ma się wrażenie, że widziało się już wszystkie.
Algorytm nie toleruje błędu, w efekcie zabijając każdy, nawet najmniejszy przejaw ryzykanctwa, nieszablonowości czy chaosu – słowem, wszystkiego co może zniweczyć budowany skrupulatnie plan. Tymczasem nieprzewidywalność, jeżeli odpowiednio na nią zareagować, w rzeczywistości może stanowić katalizator postępu. Ponownie oddajmy głos papieżowi: technologia, która klasyfikuje i optymalizuje to, co już istnieje, może – niezamierzenie – stać się przeszkodą dla przemiany i wzrostu, podkreśla Leon XIV.
Dla algorytmu błąd jest czymś, co należy skorygować; dla osoby może stać się początkiem głębokiej przemiany. Przyszłości osoby nie da się obliczyć, ponieważ jest ona powierzona jej wolności, wyniesionej przez niewyczerpaną łaskę Bożą, oraz więziom, które pielęgnuje – czytamy w watykańskim dokumencie.
To właśnie ta wolność, napędzana wiarą, pozwala na boisku – ale również i w życiu - dokonywać niemożliwego. Dla jednych współczesny futbol stracił swoją pierwotną magię. Zawodnicy przestali „czarować” na boisku, podporządkowując taktycznemu reżimowi zabawę i radość z gry. Inni z kolei mówią, że nigdy nie grało się tak szybko, nigdy nie padało tak wiele goli. Wskazują kolejne rekordy czy nieprawdopodobne liczby wykręcane przez ponad 35-letnie gwiazdy. Jako, że de gustibus non est disputandum, zostawiam Czytelników z jednym pytaniem.
Czyja gra wywoływała u Państwa większe emocje – unoszące się nad murawą Cabo Verde, czy Niemcy, których piłkarze biegali jakby byli podłączeni do kontrolera wideo trenera Nagelsmanna?
Piotr Relich







