„Foreign Affairs”: USA nie muszą rezygnować z globalnego ładu. To można jeszcze przywrócić

ameryka-alihassangfx-pixa.jpg
Grafika: Alihassangfx/Pixabay

Stany Zjednoczone nie powinny rezygnować z dominacji nad światem. Po 1945 roku ogromnie na tym zyskały, a narracja MAGA, która mówi o rozpadzie liberalnego porządku międzynarodowego, jest błędna i szkodliwa dla USA - twierdzi na łamach Foreign Affairs Philip H. Gordon, który współpracował w obszarze polityki bezpieczeństwa oraz polityki międzynarodowej z administracjami prezydentów Bidena i Obamy. 

Gordon polemizuje z coraz popularniejszym w USA przekonaniem, że liberalny porządek międzynarodowy po 1945 roku już się skończył i nie warto go ratować. W jego ocenie to narracja nie tylko błędna, ale też ryzykowna, bo może sama przyspieszyć rozpad systemu, który wciąż funkcjonuje, choć w osłabionej formie.

Autor zwraca uwagę, że w debacie publicznej pojawia się dziś podwójny konsensus: że dotychczasowy porządek oparty na amerykańskim przywództwie się wyczerpał oraz że USA powinny przestać go utrzymywać. Gordon odrzuca oba te założenia, wskazując, że nawet jeśli system jest wadliwy i niespójnie stosowany, to wciąż pozostaje bardziej stabilny niż realistyczne alternatywy.

Zróbmy to razem!

W tym kontekście przywołuje metaforę Churchilla, według której liberalny ład można porównać do demokracji – niedoskonałej, ale lepszej niż inne znane rozwiązania. Podkreśla też, że choć Donald Trump odchodzi od tradycyjnego podejścia USA do ładu międzynarodowego, nie przesądza to jeszcze o trwałym końcu amerykańskiego przywództwa ani całego systemu.

Gordon przyznaje jednocześnie, że ład oparty na zasadach nigdy nie był w pełni spójny – mocarstwa, w tym USA, często naginały reguły, a prawo międzynarodowe działało selektywnie. Mimo to przez dekady system zapewniał globalną stabilność, bezpieczeństwo i rozwój gospodarczy, co jego zdaniem pozostaje jego kluczowym osiągnięciem.

Wnioskiem autora jest wezwanie, by zamiast porzucać ten model, przyszłe amerykańskie przywództwo po Trumpie próbowało go zreformować i dostosować, a nie ogłaszać jego definitywny koniec.

Zalety ładu globalnego według Gordona

Gordon odpiera krytykę amerykańskiego ładu międzynarodowego, która sprowadza jego dorobek do nadużyć, hipokryzji i kosztów. Wskazuje, że taki obraz pomija skalę realnych efektów ostatnich 80 lat, które w ujęciu historycznym wypadają wyjątkowo korzystnie.

Autor podkreśla przede wszystkim bezprecedensowy okres braku wojny między wielkimi mocarstwami. Wcześniej takie konflikty były normą, czego skrajnym przykładem są I i II wojna światowa. Gordon zaznacza, że odstraszanie nuklearne i rozwój technologii wojskowej odegrały rolę, ale kluczowe znaczenie miała także amerykańska sieć sojuszy i globalna obecność militarna, które ograniczały ryzyko agresji i stabilizowały relacje między państwami.

Istotnym elementem jest również powstrzymanie gwałtownej proliferacji broni jądrowej. Wbrew prognozom z lat 60., które zakładały kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt państw nuklearnych, liczba ta pozostała ograniczona. Gordon przypisuje to m.in. amerykańskim gwarancjom bezpieczeństwa oraz instytucjom międzynarodowym, które zmniejszały bodźce do wejścia w posiadanie broni atomowej.
W wymiarze gospodarczym autor wskazuje na historycznie bezprecedensowy wzrost globalnego dobrobytu. Globalny PKB wzrósł wielokrotnie, skrajne ubóstwo spadło z około 60 proc. do ok. 10 proc., wydłużyła się średnia długość życia, a globalna klasa średnia objęła dziś ponad połowę ludzkości. Choć nie wszystko można przypisać bezpośrednio USA, to stabilność systemu stworzonego po 1945 roku miała – jego zdaniem – kluczowe znaczenie dla tych procesów.

Gordon zwraca też uwagę na polityczne skutki amerykańskiego przywództwa, w tym rozszerzenie demokracji i systemów opartych na prawach człowieka. Mimo że Stany Zjednoczone nie działały konsekwentnie i często kierowały się własnym interesem, to w jego ocenie ich rola sprzyjała globalnej ekspansji wolności politycznych w skali niespotykanej w historii.

Ameryka na tym zyskała?

Gordon odpowiada na tezę, że amerykański ład międzynarodowy był wprawdzie korzystny dla świata, ale nadmiernie kosztowny dla USA, oraz na przekonanie, że Stany Zjednoczone nie są już zdolne do globalnego przywództwa. Wskazuje, że takie oceny nie znajdują potwierdzenia w danych.

Podkreśla, że amerykańska gospodarka w ostatnich dekadach wyraźnie wyprzedziła inne rozwinięte gospodarki. USA mają dziś znacząco większy PKB niż Unia Europejska i Japonia, a wcześniejsze prognozy szybkiego wyprzedzenia przez Chiny straciły aktualność wraz ze spowolnieniem chińskiej gospodarki i jej problemami strukturalnymi. Rosja – osłabiona sankcjami i wojną – pozostaje gospodarczo nieporównywalnie słabsza, nawet względem amerykańskich wydatków wojskowych.

W ujęciu siły państwa USA nadal dominują także militarnie, energetycznie i technologicznie. Dysponują największym budżetem obronnym na świecie, są liderem w produkcji ropy i gazu, a amerykańskie firmy odgrywają kluczową rolę w globalnych technologiach, w tym sztucznej inteligencji. Dodatkowo dolar pozostaje podstawową walutą światowego systemu finansowego, co wzmacnia zdolność USA do nakładania sankcji i finansowania deficytów.

Gordon twierdzi, że polityka Donalda Trumpa osłabia część tych przewag poprzez protekcjonizm, ograniczenia imigracji i podważanie instytucji oraz norm. Nie zmienia to jednak jego oceny, że USA wciąż dysponują zasobami pozwalającymi im pełnić rolę globalnego lidera, a teza o ich trwałym zmierzchu nie jest uzasadniona.

Gdyby Ameryka się wycofała…

Gordon twierdzi, że skutki ewentualnego wycofania się Stanów Zjednoczonych z roli gwaranta bezpieczeństwa będą bardzo złe. W takim scenariuszu koszt agresji międzypaństwowej spadłby, a ryzyko konfliktów wzrosłoby.

Wskazywana jest wojna Rosji przeciw Ukrainie jako przykład, że klasyczna agresja terytorialna nadal jest realna. Osłabienie amerykańskich zobowiązań wobec Europy mogłoby zwiększyć ryzyko dalszej ekspansji Rosji. Podobne mechanizmy dotyczą Azji Wschodniej, gdzie mniejsza wiarygodność USA mogłaby osłabić odstraszanie wobec Chin i zagrozić stabilności wokół Japonii, Korei Południowej i Tajwanu.
Gordon ostrzega, że ograniczenie amerykańskiej roli w utrzymaniu globalnych szlaków morskich oznaczałoby ryzyko utraty jednego z kluczowych dóbr wspólnych systemu międzynarodowego. Swoboda żeglugi, utrzymywana przez USA od II wojny światowej, ma – jego zdaniem – bezpośrednie przełożenie na stabilność gospodarki światowej. Przykładem jest eskalacja napięć wokół Iranu i zamknięcie Cieśniny Ormuz, które doprowadziło do gwałtownego wzrostu cen energii i zakłóceń w handlu globalnym.

Autor podkreśla, że konsekwencje takich zdarzeń nie ograniczają się do jednego regionu. Wskazuje na wzrost cen paliw, problemy z dostępem do nawozów i destabilizację produkcji rolnej w różnych częściach świata. W jego ocenie nawet krótkotrwałe zakłócenia w kluczowych szlakach morskich mogą generować straty liczone w bilionach dolarów dla gospodarki globalnej.

W tekście pojawia się również ryzyko dalszej proliferacji broni jądrowej w przypadku osłabienia amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Gordon wskazuje na rosnące debaty w takich krajach jak Korea Południowa, Niemcy, Polska, Japonia czy państwa Bliskiego Wschodu, gdzie dyskusja o własnym odstraszaniu nuklearnym staje się coraz bardziej otwarta. W jego ujęciu sama niepewność co do trwałości amerykańskich zobowiązań może zwiększać presję na rozwój takich programów.

Krytycznie odnosi się do założenia, że w przypadku wycofania się USA inne państwa automatycznie przejęłyby rolę stabilizującą albo że świat sam przeorganizowałby się w stabilny układ stref wpływów. W jego ocenie takie scenariusze ignorują realne mechanizmy odstraszania i historyczne doświadczenia konfliktów między wielkimi mocarstwami.

W jego ocenie całkowite odejście od instytucji i norm międzynarodowych prowadziłoby do świata opartego na sile, co zwiększa ryzyko niesprawiedliwości i konfliktów między mocarstwami.

Autor odnosi się również do nastrojów społecznych w USA, wskazując, że poparcie dla aktywnej roli międzynarodowej państwa pozostaje wysokie. Sondaże pokazują większościowe poparcie dla utrzymania statusu supermocarstwa, aktywnej roli w rozwiązywaniu problemów globalnych oraz dla korzyści płynących z handlu międzynarodowego. W jego interpretacji oznacza to, że mimo zmęczenia częścią kosztów globalnego przywództwa, amerykańska opinia publiczna nie odrzuca samej idei zaangażowania USA na świecie.

Gordon argumentuje, że sojusznicy USA – mimo doświadczeń ostatnich lat – byliby skłonni ponownie zaakceptować odnowione przywództwo amerykańskie, podczas gdy większą rezerwę wykazywałyby państwa rywalizujące z USA. Odwołuje się też do historycznych momentów zwątpienia w rolę Stanów Zjednoczonych po II wojnie światowej, po wojnie w Wietnamie i aferze Watergate, wskazując, że mimo tych kryzysów USA były w stanie odbudować swoją pozycję i zbudować system, który zapewnił dekady stabilności i wzrostu.

Źródło: Foreign Affairs

Pach

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: