Francja: złe czasy dla przedsiębiorców

Można się było spodziewać, że nowy prezydent Francji, jak na socjalistę przystało, zacznie wprowadzać populistyczne rozwiązania. Przedsiębiorcy nie mają lekkiego życia za prezydentury Hollanda. Sukcesywnie wprowadza on podatki uderzające w przedsiębiorczość.
Już podczas kampanii wyborczej, Hollande zapowiadał wprowadzenie aż 75 % - owej stawki podatku dla tych, którzy zarabiają powyżej miliona euro rocznie. Uciążliwe są również podatki od majątku i spadku. Co gorsza, populistyczne działania francuskiego prezydenta trafiają na podatny grunt, socjalizm zadomowił się bowiem nie tylko w pałacu prezydenckim, ale także w umysłach zwykłych obywateli, którzy przyklaskują pomysłom dodatkowego opodatkowania najbogatszych. Nie rozumieją, że to właśnie przedsiębiorcy są siłą twórczą gospodarki i że oni tworzą najwięcej miejsc pracy, a nie rząd.
Francois Hollande nieustannie mówi o stymulowaniu wzrostu i o zmniejszeniu bezrobocia. Chce to jednak osiągnąć środkami, które przyniosą efekt odwrotny do zamierzonego. Podatek, który nie jest już podatkiem, a de facto konfiskatą i zwiększanie obciążeń fiskalnych nie doprowadzą do rozkwitu przedsiębiorczości, a do jej zamierania, jak stwierdził Henri de Castries, szef firmy ubezpieczeniowej Axa. Tego, czego potrzebuje obecnie francuska gospodarka, to zderegulowanie, a nie przeregulowanie, rynków oraz znaczne ograniczenie wydatków publicznych. Państwu najłatwiej jednak odwołać się do innego argumentu – kieszeni podatników.
Oprócz wspomnianej stawki podatkowej, wynoszącej 75 %, która zacznie obowiązywać w przyszłym roku, rząd zapowiada podniesienie podatku od majątku i spadku, wprowadzenie dodatkowego podatku od dywidend dla firm, większy podatek od obrotu akcjami oraz dodatkowe opłaty od banków i firm naftowych. Ustawowo ograniczone mają być również zarobki dyrektorów państwowych firm.
Efektem planowanych przez francuski rząd zmian będzie, rzecz jasna, drastyczne obniżenie konkurencyjności francuskiej gospodarki oraz odpływ przedsiębiorców z Francji. Brytyjski premier, David Cameron, wiedząc, co się święci po drugiej stronie kanału La Manche, zapowiedział, że z otwartymi ramionami przyjmie w swym kraju przedsiębiorców, którzy zdecydują przenieść tam z Francji swoją działalność.
Gdy politycy we Francji zobaczą efekty swoich reform, wątpię, by zdecydowali się zrobić zwrot o 180 stopni, to znaczy uwolnić gospodarkę i przedsiębiorców. Będą żądali pakietów stymulacyjnych, zwiększania ilości pieniądza w obiegu. Klasyczna szkoła Keynesa – gdy gospodarka ma się źle, nota bene z winy państwa, jego rolą jest wówczas interwencjonizm i stymulowanie , które niezmiennie kończy się w sposób, który obserwujemy obecnie w Europie.
Tomasz Tokarski
Źródło: www.forsal.pl






