Francuska szkoła na równi pochyłej. Uczniowie wiedzą coraz mniej, a w tle smartfony, imigracja i lewicowe eksperymenty

Szkola.jpg
fot. Pixabay

Francuska szkoła znalazła się w poważnym kryzysie. Najnowsze wyniki PISA pokazują gwałtowny spadek poziomu uczniów – w ciągu dekady Francja straciła aż 44 punkty w czytaniu ze zrozumieniem i 38 w matematyce. W debacie o przyczynach porażki wracają pytania o skutki masowej imigracji, rewolucji cyfrowej i wieloletnich reform edukacyjnych inspirowanych przez lewicę. Coraz głośniej mówi się o tym, że francuska szkoła zamiast wyrównywać szanse, sama zaczęła przegrywać walkę o poziom nauczania.

Wyniki rankingu PISA 2025 zostały opublikowane 8 września. We Francji wzbudziły przerażenie rodziców, ale też wielu polityków. W ciągu dziesięciu lat Francja straciła 44 punkty w czytaniu i 38 w matematyce. Wychodzi na to, że piętnastolatek ma dziś taki sam poziom wiedzy i umiejętności jak trzynastolatek w 2015 roku. Czynniki tego upadku edukacji są różne, ale wskazuje się nie tylko na destrukcyjne „smartfony”, ale też na wpływ napływu do szkół dzieci imigrantów i wynikające z tego obniżanie poziomu klas. Wyniki z języka francuskiego osiągnęły najniższy poziom od rozpoczęcia badania w 2000 roku. W tle są również wieloletnie eksperymenty na dzieciach i „reformy” lewicowych ministrów edukacji. Ten ostatni dzwonek alarmowy, jeśli już nie dzwon, bije także Polakom.

Równia pochyła

Zróbmy to razem!

Pozostańmy jednak nad Sekwaną. Czytanie, matematyka, rozumienie tekstu, język francuski – Francja spada w rankingu PISA we wszystkich tych obszarach. - To niepokojące, ale niestety nie zaskakujące – mówi minister edukacji Édouard Geffray. W matematyce Francja uzyskała 458 punktów, o 16 punktów mniej niż w 2022 roku i o prawie 30 punktów mniej niż w 2018 roku. To plasuje ją na 34. miejscu, w dolnej części rankingu krajów OECD. W czytaniu ze zrozumieniem uczniowie francuscy zdobyli 456 punktów, co oznacza spadek o 18 punktów w ciągu trzech lat i 44 punkty w ciągu dekady. Francja zajmuje tu 28. miejsce. W Paryżu pocieszają się, że francuski system szkolnictwa nie jest jedynym, który znajduje się w kryzysie. We wszystkich krajach OECD wyniki również osiągają historycznie niskie poziomy. Niepokoi jednak czytanie ze zrozumieniem. Francja straciła 44 punkty w czytaniu w ciągu dziesięciu lat. Wini się „rewolucję cyfrową” i to, że nastolatki spędzają znaczną część czasu online.

Telefony komórkowe i media społecznościowe narzucają relację ze światem opartą na powiadomieniach, krótkich treściach i natychmiastowo aktualizowanych informacjach. To zaprzeczenie umiejętności, których wymaga czytanie, nauka matematyki i zdobywanie wiedzy ogólnej. Do tego dochodzi „pomoc” w postaci ChatGPT, który w ciągu kilku sekund może streścić tekst, napisać wypracowanie, rozwiązać problem. We Francji tylko 20 proc. uczniów przyznaje, że nigdy lub prawie nigdy nie korzysta z chatbotów w nauce. 37 proc. twierdzi, że korzysta z nich co najmniej raz w tygodniu, a średnia w krajach OECD wynosi 46 proc.

Pochodzenie społeczne i imigracja

Ciekawostką jest, że Francja pozostaje jednym z krajów, w których pochodzenie społeczne ma znaczący wpływ na wyniki w nauce. W naukach ścisłych różnica między 25 proc. najlepszych a 25 proc. najsłabszych uczniów sięga 100 punktów. Pokazuje to znaczenie wpływu rodzin w edukacji dzieci. Jednak wraz z kurczeniem się „tradycyjnej rodziny” poziom najlepszych uczniów spada i żadna klasa społeczna nie jest odporna na spadek ogólnego poziomu nauczania. Odsetek francuskich uczniów osiągających wysokie wyniki spadł do zaledwie 5 proc. zarówno w matematyce i w czytaniu ze zrozumieniem; w naukach ścisłych stanowią oni zaledwie 3 proc.

Wpływ na niską średnią mają też dzieci imigrantów. Uczniowie pochodzący ze środowisk imigranckich osiągają znacznie gorsze wyniki niż inni uczniowie we Francji. Z danych obserwatorium Hexagone wynika, że różnica sięga 53 punktów w matematyce, 47 punktów w czytaniu ze zrozumieniem i 57 punktów w naukach ścisłych. To ponad dwa lata nauki szkolnej, bo według skali stosowanej przez PISA, różnica 20 punktów odpowiada w przybliżeniu rocznej edukacji szkolnej.

Różnica byłaby jeszcze większa, gdyby do grupy uczniów o pochodzeniu imigracyjnym zaliczano również tych, których tylko jeden z rodziców urodził się za granicą. W metodologii PISA do tej kategorii zalicza się bowiem imigrantów pierwszego pokolenia, czyli tych, których oboje rodzice urodzili się za granicą. Uczniowie, których co najmniej jeden rodzic urodził się we Francji, są klasyfikowani jako Francuzi.

W poprzednim badaniu luka w wynikach z matematyki osiągnęła 51 punktów na korzyść uczniów niebędących imigrantami, w porównaniu z około 30 punktami „średniej” w krajach OECD. Uczniowie z pierwszego pokolenia imigrantów mieli o 60 punktów mniej, a w przypadku uczniów z drugiego pokolenia imigrantów różnica wynosiła 47 punktów. Ta luka nie zmniejsza się, co pośrednio pokazuje francuskie problemy z integracją migrantów, w której szkoła zawsze odgrywała rolę pierwszorzędną. Skutki tych różnic są później widoczne na tzw. „wrażliwych osiedlach”. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o pochodzenie etniczne. Uczniowie ze środowisk imigracyjnych znacznie częściej wywodzą się również z „defaworyzowanych środowisk”, co może mieć wpływ na osiągane przez nich wyniki w nauce. Prawie połowa deklarowała, że najczęściej posługuje się w domu innym językiem niż francuski. Uwzględnienie statusu społeczno-ekonomicznego i języka ojczystego znacząco wyjaśnia różnice.

Ostra reakcja polityków

Polityk Republikanów i kandydat na prezydenta Bruno Retailleau wskazuje, że potrzebna jest edukacja oparta na autorytecie, przekazywaniu wiedzy i większej swobodzie szkół i rodzin. Jego zdaniem Francja znalazła się na równi pochyłej po rewolucji 1968 roku, która „zrewolucjonizowała system edukacji”. Hasła typu „Zabrania się zabraniać”, „Każdy nauczyciel jest uczony. Każdy uczeń jest nauczycielem”, niszczyły autorytety. Szkoła przekształciła się w laboratorium ideologii, a nasze dzieci w króliki doświadczalne – grzmi Retailleau. Dodaje, że „wpływ ekranów na zdolność koncentracji naszych dzieci jest realny”, jednak apeluje, by „porzucić te wygodne wymówki, które służą głównie do zrzucenia z siebie odpowiedzialności”. Zdaniem polityka problem nie jest przede wszystkim globalny, lecz przede wszystkim „zachodni”. Lewicowe teorie edukacji narodziły się na amerykańskich uniwersytetach, a dopiero potem rozprzestrzeniły się w całej Europie. Przodujące obecnie „systemy azjatyckie”, nigdy nie porzuciły autorytetu nauczyciela, prac domowych, ocen i egzaminów. - Ekrany wpływają na wszystkich, ale nie wyjaśnia to, dlaczego francuski regres jest szybszy, niż w innych krajach – dodaje polityk i przypomina, że nad Sekwaną to „lewica przewodziła tej rewolucji”, a później centrowi politycy „przedłużali jej eksperyment”. W rzeczywistości kolejne Republiki powierzały najczęściej kierowanie ministerstwami edukacji członkom wolnomularstwa, a masoni mieli i tu własne interesy ideowe.

Warto dodać, że sami ministrowie edukacji wybierali dla swoich dzieci często prestiżowe szkoły prywatne. I tak Pap Ndiaye wybrał École Alsacienne; Amélie Oudéa-Castéra – szkołę Saint Stanislas. Być może to jest wskazówka dla uzdrowienia systemu.

Można tu dodać, że przez dziesięciolecia kadra nauczycielska znacznie skręciła w lewo. Sporo mają tam do powiedzenie mocno ideologiczne związki zawodowe, a kształcące nauczycieli uczelnie też formują od lat ultrapoprawne politycznie kadry.

Rząd widzi problem, Le Pen atakuje

Rząd na razie raczej „pudruje” niepokojące dane i zgłasza raczej mało efektywne pomysły. Po ogłoszeniu wyników PISA, MEN Édouard Geffray mówił o „zbiorowym alarmie” i „punkcie krytycznym w edukacji”, opowiedział się za „przywróceniem czytania jako podstawowego elementu codziennego życia uczniów”. W praktyce ma to być jednak „wysyłanie rodzinom rekomendacji czytelniczych dla dzieci przed każdym okresem ferii szkolnych”. Brzmi jak kpina…

Głos na temat fatalnych dla Francji wyników PISA zabrała też Marine Le Pen. Stwierdziła, że „to potrójna porażka: dla rodzin, które nie mogą już liczyć na szkołę Republiki, by zapewnić przyszłość swoim dzieciom; dla gospodarki francuskiej, pozbawionej dobrze wykształconej młodzieży, której potrzebuje, by zagwarantować naszą przyszłą pomyślność; dla rządzących, którzy przez niedbalstwo lub ideologię uczynili tę katastrofę możliwą”. - Odrodzenie Francji dokona się przez odrodzenie jej szkoły. Dlatego ten temat będzie jednym z filarów projektu, który zaproponuję Francuzom w trakcie tej kampanii prezydenckiej – dodała. Wszystko wskazuje więc na to, że edukacja będzie jednym z ważnych tematów kampanii wyborczej.

Bogdan Dobosz

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: