Gdy Kościół traci śmiałość, czyli pod presją nowej władzy

Kościół oddaje dziś cześć świętemu Stanisławowi. Jak co roku 8 maja z radością wyrażamy swą pamięć o świadectwie wiary biskupa-męczennika. „Czy to nie dziwne?” – mógłby zapytać niewierzący komentator naszej pobożności, na przykład świadek procesji na krakowską Skałkę… Król pozbawił życia kościelnego dostojnika – a ci hucznie to wspominają. Dla współczesnych zlaicyzowanych obserwatorów ten kult ma być może sobie coś z „głupstwa” – jakim chrześcijaństwo zdawało się „Grekom”. Biskup oparł się władcy i został zamordowany – co to za powód do radości? Dla chrześcijanina jednak konfrontacja z doczesną władzą, nawet aż do śmierci, to nie porażka, ale zwycięstwo. Przypomina bowiem dobitnie, że to do Chrystusa należy powszechne panowanie. Czy potrafimy dziś – zgodnie z testamentem świętego Stanisława – dawać dowody Jego władzy?
Niestety, Kościół nie udziela dziś na to pytanie jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi. Ktoś powiedziałby, że przecież papież Leon odważnie skonfrontował się z Donaldem Trumpem, a katoliccy hierarchowie pozostają skonfliktowani z reżimami, na przykład w Nikaragui. A zatem współcześnie też potrafimy sprzeciwiać się tyranii? Sprawa jest, niestety znacznie bardziej złożona.
To prawda, że papież asertywnie postawił się administracji Donalda Trumpa po tym, jak rozgorzał konflikt na linii USA-Waszyngton w obliczu agresji na Iran. Napięcie pomiędzy następcą świętego Piotra a ruchem MAGA trwało zresztą od dawna, a na kanwie wojny osiągnęło apogeum. Ojciec Święty nie przejął się krytyką jego osoby czy nawet groźbami niektórych politycznych stronników. Spokojnie i wielokrotnie powtarzał swoje stanowisko.
Nawet wobec władzy politycznej Kościół nie zawsze jest jednak tak konsekwentny. Umowa chińsko- watykańska na przykład to bolesny znak uległości wobec presji ideologicznego reżimu. Pekin forsuje zasady „sinizacji” religii – infekując kościoły propagandą partyjną i chcąc narzucić mu akceptację swojej ideologii. Jednocześnie partia ma realny wpływ na mianowanie biskupów. Kościół „podziemny” – wytrwale stojący przy wierze chrześcijańskiej – został za to przez Stolicę Apostolską opuszczony.
Na zdolność Kościoła do stawiania oporu władzy cieniem kładzie się jeszcze większy problem. Chrześcijaństwo wyraźnie nie potrafi radzić sobie z jej nowym rodzajem – hegemonią kulturową postmodernizmu. Ideologiczna presja zorganizowanych ruchów antychrześcijańskiej rewolucji łatwo podporządkowuje sobie hierarchów. Zagrożenie, jakie niesie ze sobą dla Kościoła, jest nie mniejsze, a nawet większe niż dominacja tyrana. Jeśli bowiem oni próbują podporządkować sobie Kościół przymusem – nowa hegemonia idzie krok dalej – chcąc oderwać przekonania katolików i hierarchów od nauki Chrystusa na rzecz relatywizmu i tolerancji.
Niestety – Kościół nie traktuje podmiotów „społeczeństwa obywatelskiego” jako potencjalnych ośrodków antychrześcijańskiej ideologii. Na zdecydowaną konfrontację z lobby LGBT czy feministycznym, nie ma miejsca. Panowanie mediów i atmosfera „społeczeństwa obywatelskiego” rzeczywiście przekształca przekonania księży, hierarchów, bądź po prostu krępuje ich apostolską pracę więzami poprawności politycznej. Niestety, Kościół wiedziony duchem dialogu, dopuszcza podobne grupy do udziału na przykład w procesie synodalnym, zamiast widzieć w nich ośrodki rewolucyjnej hegemonii.
Trudno chyba o lepszą ilustrację bezsilności władzy duchownej wobec podobnych prądów niż w przypadku niezdolności Stolicy Apostolskiej do odpowiedzi na zamiar „błogosławieństwa” grzesznych związków przez diecezje Kościoła w Niemczech. Owszem, prefekt Dykasterii Nauki Wiary wyraził sceptycyzm wobec tego posunięcia, a papież Leon XIV również wskazał, że się z nim nie zgadza… Jednak o reakcji, odpowiedzi dobitnej i jednoznacznej lub realnych konsekwencjach wobec hierarchów nie ma mowy. Tęczowe ruchy przejęły już umysły katolików w Niemczech, a Watykan boi się otwartej walki.
Podobnie całkowita cisza panowała w zeszłym roku, gdy międzynarodowy sojusz homo-heretycki postanowił wykorzystać jubileuszowe obchody na zorganizowanie manifestacyjnej pseudo-pielgrzymki do Rzymu. Bez słowa oporu Urzędu Nauczycielskiego promotorzy odrzucenia katolickiej etyki przekraczali drzwi święte…
Dziś testament świętego Stanisława zobowiązuje, by naciski tych ośrodków otwarcie odrzucić. Jeśli pozwolimy, by to media, agendy, instytucje międzynarodowe i unijnie regulowały nasze myślenie – będziemy zupełnie innego ducha, niż biskup-męczennik. Zamiast złożyć dowód wobec świata, że nami rządzi Chrystus, dalibyśmy poznać że Jego panowaniu nie jesteśmy wierni – a Jego prawa podlegają relatywizmowi.
Filip Adamus






