Głos katolickiego rozsądku. Paweł Milcarek o kardynale Newmanie i zdrowym rozwoju doktryny Kościoła

9 października Kościół katolicki wspomina świętego kardynała Johna Henry’ego Newmana, którego papież Leon XIV ogłosił w ubiegłym roku Doktorem Kościoła. O tej wielkiej postaci dr Paweł Milcarek rozmawiał z red. Pawłem Chmielewskim w PCh24 TV.
Jak podkreślił dr Milcarek, w ostatnich latach szczególnie istotnym wątkiem nauczania kardynała Newmana był jego słynny „toast” na cześć sumienia. W praktyce nie chodziło o realny toast, ale o tekst polemiczny pisany w odpowiedzi na zarzuty, jakie wobec Newmana formułowani prominentni anglikanie. Część anglikanów żyła w przekonaniu, że katolicy „powtarzają wszystko, co papież akurat powie danego poranka”. – Skoro został ogłoszony dogmat o nieomylności papieża, to [ich zdaniem] oznacza to, że katolicy są tylko papugami, które powtarzają po papieżu. Newman miał tu świetną refleksję, wskazując, że tak nie jest, bo katolicy znają granice tego dogmatu. Wiedzą, kiedy papież przemawia autorytatywnie, czyli jest po prostu głosem Tradycji, a kiedy wypowiada się prywatnie – podkreślił. Newman zauważał, że gdyby miał wygłosić w tej sprawie jakiś toast, to najpierw byłby to toast za głos sumienia, a dopiero później za papieża. – To brzmi mocno i w tamtej rzeczywistości niewątpliwie brzmiało też mocno dla katolickiej opinii. […] Newman stał się tym głosem rozsądku, jakby głosem profetycznym, bo przygotował nas na wszystkie te sytuacje jakichś nadużyć ultramontańskiego przekonania, że papież jest tym, który natychmiast wszystko rozstrzyga, nawet w jakimś wywiadzie czy przemówieniu lotniczym – podkreślił gość PCh24 TV. Jak dodał, mówiąc o sumieniu, Newman nie miał na myśli „tego, co się akurat podoba”, ale wskazywał na sumienie jako przestrzeń poważnego rozeznania i ustalenia, gdzie jest prawda i dobro.
Dr Paweł Milcarek podkreślił też, że niezwykle ciekawe są refleksje kardynała na temat liturgii. W Polsce to rzecz mało znana, bo Newman mówił na ten temat głównie w swoich kazaniach, podkreślając wagę rytu. – Pokazywał, jak ważne były gesty i życie rytualne w funkcjonowaniu świętej rodziny, a później we własnym postępowaniu Chrystusa. Pod wpływem egzegezy protestanckiej my często dopatrujemy się w Panu Jezusie sprzeciwu wobec rytualności. Tam jest rzeczywiście sprzeciw wobec rytualności, ale nie samego Starego Testamentu, tylko interpretacji faryzejskiej. Samo postępowanie Chrystusa było umieszczone wewnątrz świata rytualnego. Chrystus szanuje rozmaite pobożne gesty i działania o charakterze rytualnym – zaznaczył dr Paweł Milcarek.
Kluczową kwestię w nauczaniu kardynała Newmana jest jednak zagadnienie rozwoju katolickiej doktryny.
- Newman mówi bardzo mocno: rozwój jest normalnym sposobem tego, co żywe. To, co jest nieożywione, nie ma problemu z rozwojem. Skała się nie rozwija; można ją tylko rozkruszyć. To, co jest żywe, rozwija się. Każdy organizm się rozwija – podkreślił.
- Nie oznacza to jednak, że każda zmiana, którą obserwujemy w żywym organizmie, jest normalnym rozwojem. Newman mówił o wiernym rozwoju. Niektóre zmiany mogą być „korupcją”, czyli zepsuciem. Kościół musi się rozwijać, bo jeżeli się nie rozwija, to nie jest żywym świadkiem – powiedział dr Milcarek. Trzeba jednak odróżnić zmianę, która jest normalnym świadectwem życia, od zepsucia, które szkodzi organizmowi, może go naruszyć albo nawet zabić.
Kardynał Newman podawał siedem kryteriów rozróżniania prawidłowego rozwoju od zmian chorobowych. Jak zaznaczył gość PCh24 TV, można te siedem kryteriów nieco uprościć i uporządkować, ostateczne sprowadzając je do czterech kluczowych punktów.
Po pierwsze, chodzi o zachowanie podstawowego i dotychczasowego typu organizmu. – Rozwój nie polega na tym, że z człowieka powstaje kot. Mamy do czynienia z gatunkową tożsamością. Między bardzo małym dzieckiem a starcem może zachodzić tak duża różnica oglądowa, że wydaje nam się, że są to dwa zupełnie różne organizmy. Jest to jednak ten sam człowiek. Typ został zachowany – wyjaśnił.
Elementem właściwego rozumienia rozwoju jest również żywotność. – To istotny moment. Czy rozwój unieruchamia organizm, zamyka go, sprawia, że on przestaje się rozwijać? Czy też organizm dalej ma w sobie siłę żywotną albo nawet ta siła się w nim wzmaga? – podkreślił.
Dalej, drugim kryterium jest zdolność do asymilacji. – Im zdrowszy jest organizm, tym mniejszą trudność sprawia mu asymilacja. Asymilacja nie polega na tym, że coś jest przyłączane mechanicznie, to znaczy że oblepiamy się jakimiś rzeczami i mówimy, że to asymilacja. Asymilacja ma charakter przetrawiania. Organizm karmi się, ale potrafi odsuwać to, co jest mu niepotrzebne. Zachowuje jednak to, co konieczne, by żywić samego siebie. Newman pokazuje zdolność asymilacji na różnych przykładach historycznych, podkreślając, że jest to szalenie ważne dla katolickiego chrześcijaństwa. Na przykład to, że w spotkaniu z kulturą grecką chrześcijaństwo było w stanie wziąć z niej to, czego potrzebowało. W organizmie biblijnym tego przecież nie było, a [dzięki spotkaniu z kulturą grecką] nagle pojawiają się sformułowania, które wchodzą do dogmatów. Ktoś może powiedzieć: zaraz, zaraz, przecież wcześniej tego nie mieliście, wszystko zupełnie się zmieniło. Cóż, tak, ale pojęcia greckie są teraz używane tak, by wyrazić prawdy dogmatyczne – zaznaczył.
O kryterium asymilacji można powiedzieć też z odwrotnego ujęcia: jeżeli organizm skupia się na tym, by chronić się przed jakąkolwiek obcą materią, to jego siły żywotne słabną. Każdy człowiek zna to z własnego życia. Niekiedy bardzo wystudiowana, konkretna dieta staje się koniecznością, ale to nie świadczy o zdrowiu. Kiedy jest się zdrowym, nie trzeba się tak bardzo pilnować. Może być tak, że w niektórych sytuacjach taki moment diety jest niezbędny, żeby człowiek się już bardziej nie zatruł. Jednak nie jest to ideał w normalnym biegu rzeczy. Organizm powinien być na tyle zdrowy, by radził sobie z wieloma różnymi rzeczami i potrafił je zasymilować.
Można to odnieść na przykład do zderzenia Kościoła z liberalizmem czy rewolucją francuską. – Jeżeli Kościół potrafiłby zasymilować to, co ewentualnie jest do zasymilowania w liberalnym dziedzictwie, to nie połknąłby liberalizmu jako takiego, potrafiłby go raczej zdekonstruować i włączyć jedynie to, co jest mu potrzebne, na przykład większą wrażliwość na uprawnienia osoby, co też się zresztą dokonywało – powiedział.
- Zdolność asymilacji polega również na umiejętności rozróżniania – podkreślił.
Trzecie kryterium to odniesienie do przeszłości. Właściwym rozwojem jest coś, co zostało zapowiedziane w przeszłości.
- Newman mówi, że [zapowiedziane zostało] wcześnie, tu i ówdzie, po trosze. Te trzy elementy są bardzo ważne. Rozwój nie polega na tym, że mamy jakieś gotowe rozwiązanie, na przykład dane w starożytności. To by oznaczało, że nie musimy nic rozwijać, a jedynie powtarzamy to, co już mamy. Jest inaczej. Rozwój polega na tym, że pewne rzeczy, które istnieją jako żywe rzeczywistości chrześcijaństwa w jego rdzeniu, nie są wcale gotową propozycją – zaznaczył. Muszą jednak występować wcześnie. Konieczne jest też, by występowały w różnych miejscach, czyli nie tylko w jednym ośrodku. Wreszcie, muszą występować „po trosze” – to oznacza, że nie mamy od razu gotowej formuły. Zatem rzeczy w Kościele nie mogą pojawiać się jako „deux ex machina”, coś zupełnie nowego; są obecne gdzieś w Tradycji niejako w zalążku.
Wreszcie, czwartym kryterium jest to, że zmiana nie działa na rzecz zniszczenia przeszłości. Tutaj kluczowy jest element ciągłości. Potrzeba tendencji zachowawczej. Rozwój nie może oznaczać zerwania.
Mamy zatem: zachowanie typu i związana z tym żywotność; asymilacja; umiejętność wykrywania zasad tego, co nowe, w tym, co stare; ciągłość.
Więcej o nauczaniu Doktora Kościoła, kardynała Newmana, także w kontekście wielkich debat pomiędzy anglikanizmem a katolicyzmem, w nagraniu.
Pach






