„Gospodarka” Nowacka. Bitwa o język, który przemienia świat

Barbara Nowacka jest prawdziwą rewolucjonistką. Dlatego jej samookreślenie „gospodarka” nie zasługuje na śmiech. To nie wpadka; to deklaracja wojny z kulturowym ancien régime.
27 sierpnia szefowa resortu edukacji brała udział w wydarzeniu Campus Polska Przyszłości, które organizuje Rafał Trzaskowski. Przemawiając do zgromadzonego tłumu, Barbara Nowacka wskazała na swoją podwójną rolę – tej, która jest goszczona i tej, która ugaszcza.
Nowacka nie miała problemu z utworzeniem feminatywu opisującego osobę goszczoną – „gościni”, powiedziała po prostu.
Szefowej resortu edukacji nie udało się jednak utworzyć feminatywu opisującego osobę goszczącą.
„Jestem gospodarką” – powiedziała z pewnym wahaniem. Pani prowadząca wydarzenie zasugerowała, że Nowacka się przejęzyczyła i powinna teraz odmienić rzeczownik „gospodyni”. Nowacka nie chciała tego jednak od razu zrobić. „Wiesz, to nie chodzi, żeby prosto odmienić, tylko żeby odmienić zachowując formę sprawczą” – wyjaśniła.
Cały internet się śmieje. Wpadka, przedawkowanie feminatywów, żenada – to dominujący ton komentarzy.
Tymczasem cała ta sytuacja nie jest w ogóle śmieszna. Bo tu rzeczywiście o to chodzi: rewolucyjna idea, którą realizuje Barbara Nowacka, nie polega na tym, żeby po prostu odmienić. Polega faktycznie na tym, żeby odmienić – zachowując formę sprawczą.
„Gościni” to rzeczownik neutralny, z niczym się nie kojarzy – dziwny, wręcz dziwaczny, ale zrozumiały, a przede wszystkim – nowy. Można rzec, doskonale rewolucyjny.
„Gospodyni”, której teoretycznie powinna była użyć Nowacka, gdyby chodziło jej o zwykły feminatyw, nie jest jednak tak neutralna. Inaczej niż „gościni”, „gospodyni” istnieje w polszczyźnie od dawna i ma swoje określone nacechowanie.
„Gospodyni” rządzi, jest panią, ma władzę. To prawda, gdzie jednak rozciąga się to panowanie?
„Gospodyni” rządzi w domu. Już „Bogurodzica” mówi, że Matka Boża jest „gospodziną” u swojego Syna. Innymi słowy, właściwym Panem jest Jezus – a Matka Boża rządzi, ale tylko z Jego nadania.
Tak jest również z innymi „gospodyniami”. Rządzą w domu, w którym jest mężczyzna – mąż, ojciec, syn, w każdym razie ten, który sprawuje rzeczywistą i najwyższą władzę. „Gospodyni” z samej natury rzeczy domaga się zatem męskiego dopełnienia.
Podczas gdy „gościni” jest słownym nowo-tworem i dzięki temu pod tym terminem kobieta może występować samotnie, jako rewolucyjna i całkowicie wyemancypowana od męskiej władzy, „gospodyni” nie daje już takich możliwości.
Nota bene, w kontekście „Campus Polska Przyszłości” termin „gospodyni” byłby akurat całkiem adekwatny, jako że właściwym dysponentem władzy jest tam Rafał Trzaskowski, a Nowacka, nawet jeżeli występuje w roli reprezentanta wspólnego obozu politycznego, nie jest na szczycie hierarchii – jest zatem „gospodynią”, panią, która potrzebuje męskiego dopełnienia w sprawowaniu rządów. To jednak kontekst bardzo sytuacyjny, a Barbara Nowacka szukała odruchowo terminu ogólniejszego, który w generalny sposób opisywałby kobietę-gospodarza. Stąd właśnie jej „gospodarka”, czyli feminatyw od „gospodarza”, nieobciążony znaczeniami właściwymi dla „gospodyni”.
Barbara Nowacka jest prawdziwą rewolucjonistką. Na polu edukacji aktywnie walczy z lekcjami religii, wprowadza tzw. edukację seksualną, stara się budować nową wersję historii Polski. Na rzecz feminizmu działa od bardzo dawna – już na początku lat 90. angażowała się aktywnie celem ułatwiania aborcji, czyli zabicia własnego dziecka poczętego, co w ruchu feministycznym uchodzi za bezwzględne prawo kobiet i swoisty najwyższy akt samostanowienia.
Właśnie ze względu na to głębokie, silne przekonanie Barbary Nowackiej do idei, której służy, dysponentka resortu edukacji ma tak poważne trudności językowe.
Nie chodzi o to, że jest intelektualnie ułomna; wręcz przeciwnie. Boryka się raczej z ograniczeniami polszczyzny, która nie przystaje do ideologii rewolucyjnej.
Rewolucja potrzebuje tymczasem swojego języka. Na początku było Słowo, powiada ewangelista. Bóg Ojciec – Bóg Matka, Boskość może? – Bóg, w każdym razie, stworzył świat poprzez słowo. Przez długie wieki ludzkość widziała w posługiwaniu się językiem fundamentalną, najważniejszą cechę odróżniającą człowieka spośród innych istot ożywionych. Nie bez przyczyny: język jest podstawowym narzędziem komunikacji, pozwala wyrazić myśli, ujawnia inteligencję, stanowi samą tkankę kultury.
Znaczenie języka widzimy dobrze dziś, kiedy stworzyliśmy modele AI. Posługują się słowem tak, jakby naprawdę mówiły – i to wystarcza, by wielu ludzi uważało je za inteligentne albo obdarzone świadomością. W znacznej mierze to właśnie język czyni człowiekiem; to język jest dziełem stworzenia. Jest sprawstwem.
Rewolucja znaczy: obalenie. Rewolucjonista nie chce kontynuować dzieła cywilizacji, której jest dziedzicem. Zrzuca z siebie to dziedzictwo, niszczy dzieło, które go wydało. Jest ojcobójcą.
Rewolucjonista tworzy nowe. Chce być początkiem; zrodzić własne dzieci, samemu nie mając żadnego oparcia w tym, co było wcześniej. Zwraca się przeciwko światu i zakłada nowy świat.
Rewolucjonista nie potrzebuje nowego języka po to, żeby domknąć system, który sprawia; albo żeby dopasować ten język lepiej do ducha czasu, który mu towarzyszy.
Bynajmniej; rewolucjonista potrzebuje nowego języka, bo język tworzy rzeczywistość.
Można sobie wyobrazić, że gdyby Barbara Nowacka stanęła na czele wojska i podbiła Watykan, to nie zadowoliłaby się przekształceniem Bazyliki św. Piotra w rewolucyjną Świątynię Emancypacji.
Wolałaby bazylikę raczej zburzyć, żeby na jej gruzach postawić coś zupełnie nowego. Przekształcenie byłoby formą kontynuacji, a rewolucja nie kontynuuje, tylko czyni nowe.
Dlatego właśnie Barbara Nowacka może swobodnie posłużyć się nowotworem słownym w postaci „gościni”, bo to właśnie ona, wspólnie z towarzyszami jej rewolucyjnego marszu, nadaje temu słowu sens.
„Gospodyni” ma swoje sensy nadane przez historię i wrogą rewolucji cywilizację, dlatego nie jest właściwe. Lepiej jest Nowackiej nazwać się „gospodarką”, choćby to było komiczne – bo „gospodarka” w znaczeniu „osoby, która ugaszcza”, jest nowe, to jej własne dzieło.
Nie traktujmy wystąpienia Nowackiej na Campus Polska Przyszłości jako wpadki. To nie wpadka, ale rewolucyjne zmaganie o język jako narzędzie przemiany świata.
Na początku tego tekstu opisałem Barbarę Nowacką jako „szefową” resortu edukacji. Uczyniłem tak celowo, by nie przedstawiać jej ani jako „ministra” ani jako „ministry”. Czytelnik przyzna jednak, że termin „szefowa” nie jest z perspektywy rewolucyjnej najlepszy, bo formalnie rzecz biorąc, „szefowa” oznacza „tę, która należy do szefa”.
Barbara Nowacka nie chce być „szefową” resortu edukacji. Nie chce być ministrem.
Chce być Ministrą, Gościnią, Gospodarką – tą, która tworzy nowy, rewolucyjny świat, pod własnym panowaniem. Chce być tą, która jest sprawcza – bez potrzeby opierania się na jakimkolwiek mężczyźnie, bez potrzeby odwoływania się do cywilizacji i dawnej kultury.
Rewolucja chce panować – i panować, sprawiać chce też Barbara Nowacka.
Choćby po trupie języka Polaków. I Polek.
Paweł Chmielewski






