Horror w Kanadzie. Zabito w eutanazji 83-latkę, choć nie rozumiała, co się dzieje

eutanazja.png
opr. PCh24.pl

W Kanadzie uśmiercono w ramach eutanazji 83-letnią Brigitte Stegemann. Jak twierdzi rodzina, lekarze wykorzystali słabość mentalną kobiety, by uzyskać od niej zgodę na zabicie. Problem w tym, że rodzina wiedziała, co się wydarzy. 

Do zabicia kobiety doszło 10 lipca, ale sprawę opisano w dużych światowych mediach dopiero w ostatnich dniach. 

Jak powiedziała wnuczka 83-letniej Brigitte Stegemann, na dwa dni przed zaplanowanym zabiciem jej babci pytała kobiety, czy zdaje sobie sprawę z tego, co ma się wydarzyć. "Mówiłam bardzo otwarcie. Powiedziałam: «Czy wiesz, że w piątek umrzesz?»". Według jej relacji, 83-latka zaczęła płakać. Powtarzała, że "popełniła błąd". Jak mówi jej wnuczka, płakała bardzo długo i nie dało się jej pocieszyć. 

Zróbmy to razem!

Lekarze przeprowadzili test zdolności poznawczych, który miał sprawdzić, czy 83-latka jest w stanie świadomie zgodzić się na zamordowanie. Jak wyjaśniła wnuczka, na wszystkie pytania odpowiedziała źle. Nie pamiętała na przykład, że żyje jej rodzeństwo. 

"Stegemann zmarła z rękami złożonymi w modlitwie, pokryta krwią z powodu nieudanej próby założenia wenflonu" - podaje brytyjski "Daily Mail". Według wnuczki, 83-latka została intensywnie pokłuta igłą, a krew przesiąknęła przez jej koszulę nocką, poduszkę i prześcieradło.

Wnuczka uśmierconej, Brigitte Kranendonk, zgłosiła sprawę do kanadyjskich urzędów, bo wątpi, żeby uśmiercenie jej babci odbyło się legalnie. Jak przekonuje, lekarze odpowiedzieli za procedurę eutanazyjną "wykorzystali słabość babci" i zabili ją "bez jej wyraźnej zgody". - Była bezbronnym człowiekiem, a oni zobaczyli w tym okazję - mówi Kranendonk cytowana przez "Daily Mail". 

Do zabicia kobiety doszło w domu spokojnej starości. Był to pierwszy przypadek odebrania pensjonariuszowi życia w tej placówce. 

Kranendonk opiekowała się babcią przez dwanaście lat. Dopiero w ubiegłym roku umieszczono kobietę w domu opieki ze względu na pogorszenie się jej zdrowia. W lutym tego roku zdiagnozowano raka żołądka. Lekarze nie wiedzieli, ile życia jej zostało - czy będzie to tylko kilka miesięcy czy może kilka lat. 

Wnuczka przekonuje, że jej babcia była bardzo religijna. Odrzucała możliwość eutanazji, wiedząc, że jest to sprzeczne z wolą Bożą. 

Decyzję o zabiciu 83-latki podjęto podczas wakacji, na które Kranendonk pojechała z mężem. Otrzymała telefon z domu opieki z informacją, że jej babcia zostanie zabita. Po powrocie do domu wnuczka pytała w domu opieki, kto rozmawiał z jej babcią. Okazało się, że bez pytania wnuczki o zgodę czy opinię, personel medyczny rozmawiał z jej chorą babcią - i skutecznie przekonał do tego, by dała się uśmiercić. Zdaniem Kranendonk, jedna z pielęgniarek w domu opieki uważała rodzinę za "przeszkodę" w procedurze. "Staliśmy na drodze dokonania eutanazji na mojej babci. Moim zdaniem [ta pielęgniarka] naprawdę uważała, że eutanazja jest najlepsza dla ludzi i że to hańba, że staram się to zatrzymać" - powiedziała. 

Kranendonk była obecna podczas drugiej rozmowy o eutanazji z jej babcią. Lekarz, który rozmawiał z 83-latką, w ogóle nie używał terminów takich jak "śmierć" czy "umieranie".

"Tłumaczył eutanazję mojej babci mówiąc: «Podamy ci lekarstwo, będziesz czuć się spokojnie». Zrobimy tak, żebyś nie czuła już więcej bólu". "Moja babcia tylko kiwała głową. Jej ojczystym językiem nie jest angielski [to z pochodzenia Niemka], ma 83 lata i ma poważne problemy ze słyszeniem" - wskazała.

Problem w tym, że rodzina zabitej 83-latki nie oponowała zbyt intensywnie wobec planów uśmiercenia kobiety, by określić to eufemistycznie.

Kranendonk przyznała, że rozmawiając z babcią o zaplanowanym zabójstwie starała się "zachować balans" pomiędzy informowaniem jej o sprawie, a uniknięciem wywołania u niej dużych emocji. Jak mówi relacja "Daily Mail", kobieta przestała w końcu walczyć o sprawę, chcąc "wykorzystać cały czas, jaki został jej z babcią". Mówiła jej tylko, że kiedy przyjdą lekarze, może odmówić przeprowadzenia procedury. 

"Odkąd zmarła jej babcia, wielu ludzi pytało Kranendonk, dlaczego bardziej nie starała się zatrzymać śmiertelnego zastrzyku", czytamy w „Daily Mail”. Wnuczka powiedziała, że "z jednej strony chciała dla babci jak najlepiej i chciała uszanować jej autonomię, ale z drugiej bardzo się martwiła, że nigdy nie słyszała, jak babcia mówi głośno i jasno: chcę eutanazji". "Widziałam tylko, że nie rozumie procesu" - powiedziała Kranendonk. 

Jak przyznała, na dzień przed uśmierceniem babci, tańczyły razem w jej pokoju i myślała, że to było dobre pożegnanie. W samym dniu uśmiercenia na miejsce przyjechała rodzina 83-latki. Podali jej truskawkowe lody, przyprowadzili też pastora, doskonale wiedząc, co się za chwilę wydarzy. 

Dopiero później Kranendonk doszła do wniosku, że cała procedura została źle przeprowadzona i że wykorzystano słabość jej babci, by uzyskać od niej zgodę na uśmiercenie. Teraz wnuczka twierdzi, że babcię zabito wbrew jej woli.

Źródło: Daily Mail

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: